Tag: design

panienek z okienka

No bo przecie żadna ze mnie panienka. A jak jest panienka w rodzaju męskim? Panienek, nie?

Okno sobie zamontowałem.

A bo od dawna za mną ten pomysł chodził. Zaczęło się, że właściciel restauracji Segment zamontował okienko do ściany. Fajnie to wygląda. Pamiętam, jak mu mówiłem, że przejeżdżając rowerem z Gass do domu mijałem jakiś stary, ledwo trzymający się w fasadach domek. Chyba w Czernidłach. Sugerowałem nawet koledze, że byłoby mi miło, żeby pomógł mi przetransportować okienka stamtąd na Sadybę. Oczywiście uprzednio wyrywając cudo z ościeżnicy. Ale nie chciał. Hm. Zapamiętane.

I ostatnio, będąc z wizytacją w stodole odkryłem składzik witrynek. Od razu zaalarmowałem właściciela, że dwa skrzydła okienne biorę w prezencie. Zgodził się od razu. To przebrałem sobie i mam.

Wiertarkę pożyczyłem od Pana od Państwa z Europy na K. O jeżu! Po pierwszej sekundzie, jak mi się wiertło omsknęło po ścianie (jak igła po winylu), okrzyk wydałem wewnętrzny – przecie to betonowa ściana!

Od razu przypomniałem sobie z ćwierć tuzina przypadków, kiedy chciałem coś wwiercić w tę ścianę i nic. Ale pomyślałem sobie, że jeśli kinkiety się magicznie trzymają, to znaczy, że można coś wkręcić. No to wziąłem srebrne wiertło i zacząłem borować. Oj. Się nawierciłem! Postanowiłem od razu po zakończeniu, że już nigdy więcej nie dziabnę tego muru. Niech żyje udar w wiertarce.

Ktoś mi jeszcze zaproponował, żebym karnisz powiesił i firanki. Że niby taki klimat będzie. Ocieplenie ściany. Hm – jak mówi mój serdeczny ofiarodawca okien – myślę, że wątpię. Zasugerował kolega ewentualnie mocny klej. Ale nadal mówię „hm”. Nie dotykam się do tej ściany. Z małym wyjątkiem…

No właśnie, co to za okno, przez które nic nie widać? Mam kilka widoków na widok w oknie.

Skonsultowałem się szybko z Ulą z NJ. Powiedziała, że fotka z Teksasu jest fajna, przestrzenna. Ale czy ktoś chciałby mieć widok na jakąś kopalnię?

Wymyśliłem sobie, że jeśli na jednej ścianie jest panorama Manhattanu, czyli East Coast, to z drugiej należałoby dać West Coast. No i tu mam znowu dylematy – droga numer 1 o cudownych widokach? Dolina Śmierci? Czy duszki w lesie sekwojowym?

Te zjawy to oczywiście ja i Ula z roku 2009. Zrobiliśmy sobie fotkę w tunelu w przewróconej sekwoi.

Ula powiedziała, że w sumie pycha pomysł.

Powiedziałem jej, że jakby ktoś mnie pytał, czy wiem, gdzie jest Ula, to ja odpowiem – wiem! Stoi u mnie pod oknem.

Przyjaciółka się rozhahała i powiedziała krótkie „no”, czyli „tak”.

Dziś do drukarza wysłałem dwa widoki – Dolina Śmierci i duchy. Zobaczymy. Ma mi to zwizualizować.

Ah, tu muszę wspomnieć moją kochaną siostrę, która jak tylko zobaczyła moje nowe cudeńko, to chyba zzieleniała z zazdrości i od razu zapytała, czy nie ma drugiego. Hm. Kochana siostro, proszę najpierw ze starym pogadać i zapytać o akcept. Bo jak znam szwagra, to usłyszymy – co? Po co?

 

Wczoraj przechadzając się po dzielni, robiąc obowiązkowe kroki, zaszedłem do Restauracji Segment. Chwilę pogadałem z właścicielem i podbiłem do Albercika. Nie byłem u mojego tureckiego barbera chyba z rok. Ucieszył się. Wizytę umówiliśmy na dziś. Czyli niby ładnie teraz wyglądam. Jak panienek z okienka. Ale mi krzywdę zrobił. Aż mi łzy popłynęły. Nie lubisz mnie chyba – powiedziałem do mistrza, jak mi wosk zdarł z okolic oczu. Dodałem jeszcze – a idź w cholerę. No ten wosk to nie moja przyjemność. Po chwili jednak było gorzej – wynitkował mi twarz. Lecącym łzom nie było końca. Kichałem ze 4 razy. Jedyny plus wizyty był taki, że w końcu udało mi się zagadać z panią recepcjonistką – Tatianą. Okazało się, że z Ukrainy. Trochę mnie zdziwiło, że z Alim z Azerbejdżanu po rosyjsku mówi. To znaczy, to że Ali mówi po rosyjsku, to wiem. Bo sam z nim po takiemu gaworzę. Ale ta dziewczynka wcześniej przy mnie mało mówiła i nigdy nie miałem szansy usłyszeć jej akcentu. Dziś się rozgadała i usłyszałem ten wschodni zaśpiew. Kawy mi nawet zrobiła. Niestety nie po turecku. A może i dobrze, że nie? Kawę lub czaj serwują w tym lokalu wtedy, kiedy błoto schnie na licu.

Okazało się, że dziś Turcja gra z Holandią, Azerbejdżan z Portugalią, a Ukraina z … hmmm, nie pamiętam. Ponoć eliminacje czempionatu mira się rozpoczynają. I ponoć my jutro z Anglią kopiemy. Hm. Ciekawe czy Hurricane, tzn Harry Kane nam jakieś bramki zaprezentuje. A może nasz RL9 błyśnie? Jest mi to wielce obojętne. Najważniejsze, że u Barbera było jak zwykle miło. I Tatiana włączyła fajny klip:

 

Po zabiegu upiększania zaszedłem do Segmentu po pizzę miesiąca. O jeżu! Ale pyszna.

Ale chyba mój żołądek się skurczył i pizzy już nie pamięta, bom ledwo zjadł! Dobra była skubana. Ostra. Ale taka moja ostrość, nie jakieś tam ble ble dla dzieci.

Wychodząc z domu zrobiłem sobie fotkę. Wychodząc z Segmentu zrobiłem sobie fotkę. Znajdźcie różnice.

green kuchnia

nie, nie żadne tam vege, czy eko. Kuchnia mi zakwitła. Zielono jej.

Miałem pisać wczoraj, że ładny dzień mamy. Że ja wolę moją mamę. Że wszystkie dzieci nasze są. Ale nie zdążyłem. U Słodkwaśnej się relaksowałem. Podjedli, pospacerowali, pooglądali Ozarka i Konia BoJacka. Wracając uberem jeszcze pogawarił z panem Davronbekiem z Tadżykistanu. Dziwnie się teraz jeździ tym przewozami. Ni to zdezynfekowane, ni to czysto, ni to w maseczce, ni to co tam jeszcze.

Pan podpowiedział, że z Warszawy to przez Moskwę lub Turcję się lata … do Taszkientu. A stamtąd, to już tylko 100 km autobusem za 8 zł. Aha, i w lato żarko – 40 stopni. Powiedziałem panu, że dla mnie żarko to jak jest 25 stopni. Ogólnie w dzień piekło, ale w nocy przyjemnie – tak zarekomendował pan swój kraj. Ale jakie widoki? Góry i nie tylko. Może by kiedyś polecieć? 

Aha, u Słodkowaśnej pojedliśmy pyszotki. A na deser był … rabarbar pod kruszonką. Nigdy nie byłem fanem tego warzywa/owocu. Ale wczoraj posmakowało mi bardzo. Właśnie, co to jest rabarbar? W Stanach się wielce zdziwiłem, jak zobaczyłem dynię na owocach. Co kraj to obyczaj. Mnie na przykład cały czas zastanawia imbir – w Carrefourze jest w sekcji owoc, ale we FRAC-u jest już w warzywach.

Chyba za chwilę nastąpi przekierowanie na moje nowe strony. Dam znać jeszcze. Wczoraj zakupiłem dwie domeny – jedna „pl”, druga „com”. No ciekaw jestem, czy się zmobilizuję do przygotowania ładnie moich stron.

Tak z ciekawości podpatrzyliśmy ile kosztowałoby wykupienie strony z rozszerzeniem „com” na 10 lat. 666 złotych! Szatan, diabeł, czort! 

Właśnie, a propos wczoraj! Wczoraj miałem napisać, że wczoraj (dziś piszę, że 2 dni temu) 60 lat skończyła … Majka Jeżowska! Kto jej nie pamięta?! Toż to radość, uśmiech, pozytywna energia skierowana do dzieci. Ja chyba za duży już byłem na jej kinder-hity. Ale nie mniej doceniam to, co zrobiła/robi dla dzieciaków. Kurczaczki, 60 lat? Przecie w przypadku tej pani, to czas się powinien dlań zatrzymać i ona ciągle powinna mieć te dwadzieścia, czy trzydzieści parę lat i śpiewać najmłodszym. Eh. 

Rok temu Owsiak zaprosił Majkę Jeżowską na festiwal do siebie. Był czad, było pogo.

Dziś, po długim czasie nastąpił ten dzień – nowy, stary stół wjechał na salony me. Ileż mnie to zachodu kosztowało, ale po kilku ładnych miesiącach mogę się już nim cieszyć. Szalenie mi się podoba. Przeciwności losu było od groma. Albo, już oficjalnie mój najlepszy przyjaciel, Rafał był zajęty, albo w ostatniej chwili wszystko mi przekładał i krzyżował. Miałem już nawet ręką machnąć, ale bardzo szkoda by mi było tego cudeńka. Dziś jestem przy aucie i okazało się, że akumulator padł. Ale na szczęście w niedzielę urodzonym jest, to wszystko się udało. Mam, jest, stoi, upiększa mój kwadrat. Co tu będę deliberował, sami zobaczcie, jaki piękny, stylowy mebel. 

Stary stół oddaję chyba Słodkokwaśnej. Chyba, bo mieliśmy to już przybite, ale pani Słodkokwaśnej, jak jej o tym wczoraj zakomunikowałem, rzuciła suche wątpięNo to może do studia? – rzekł kolega. No może. 

Także Słodkokwaśna, bierz pan te stół. Przypominam, że mieszczący się on jest w auto Pana z Europy na K. Brał na Święta zimowe, to wiem.

Czy widzicie mnie piszącego nowiuśkie posty? 

Postawiwszy cudeńko na środku, pomyślałem, że czas chyba przearanżować mieszkanie. Ta wielka komoda coś mi zaczyna przeszkadzać …

I na koniec szybka ankieta – czy kwiatka zabrać, czy zostawić? Zielono coś i mi.

Aha, ktoś może zapytać, po co mi 6 kontaktów w ścianie? Otóż zabawna historia. Jak robiłem remont w 2014 roku, to stwierdziłem, że wszystko będzie miało swoją dziurkę. Nienawidzę kabli i przedłużaczy.

Miał być:

1 dekoder do tv kablowej

2 telewizor

3 zestaw hi-fi

4 apple tv

5 lampka

6 i jeden na tak zwany “zaś”

Po remoncie okazało się, że potrzebuję jednego kontaktu tylko dla tego tak zwanego “zasia”. Życie.

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑