Tag: banh mi

je-sień

Jesień trwa
Rdzawych liści czas
Kaloszy, peleryn i mgły
Jesień trwa
Szpetnej aury czas
Pod płaszcze się pcha (…)

Wiem, wiem. Żadna jesień. Dwa dni lekkiej ochłody. Ale przy tropikalnych upałach 20 stopni Celcjusza, to prawie jak „rdzawych liści czas“.

W końcu można odetchnąć.

Wczoraj odwiedziliśmy Nocny Market, bo Fat Daddy sprzedawał kanapki wietnamskie.

Przyjechała też nasza koleżanka Olimpia z UK, co zajmuje się fotografią żywieniową. Układa jedzenie i robi piękne zdjęcia.

Jakiś niegłodny byłem na sam przód. Ale z biegem czasu zaburczało w brzuchu. No to się namówiliśmy z Olimpią, że weźmiemy jedną kanapkę na spółę, bo ja całej mogę nie zjeść, bo chyba jest albo nie taka dobra, ale nie takim głodny jest. Upału nie ma, a coś mi się na mózg rzuciło – kanapka niedobra!? Słodkokwaśna mnie chyba zatłucze albo zbanuje na instagramie za te słowa. Ale cóż – pałaszujemy. Mniam, mlask. Zerkam na Olimpię i patrzę, czy ona patrzy na swoją połówkę. Chciałem jej buchnąć tę połowę. Ale cholera nie dało się. Banh mi pierwsza klasa. Tym razem była z boczkiem, a nie specjal, jak wtedy co jadłem w Hockach Klockach.

banh mi

Później zabraliśmy się za ostrygi

ostryGA

i na sam koniec za porszetę. Jesssu, pycha ta porszeta. Chrupiąca! Tylko ten bulion mógł być gorący. Ale kanapeczka bardzo dobra.

porszeta

Aha, na Nocny Targu zadałem szyku w moim nowym t-shirt’cie.

tshirt

Państwo na K. z Europy sprezentowało mi koszulkę z Monterey z Kalifornii (kolega z instagrama mówi, że mają blachodachówkę o nazwie monterey z Żyrardowa). Bo byłem kiedyś i oni o tym wiedzieli i taką siurpryzę mi zrobili. Także Cali na piersi i jemy. Ha! Jak zamawiałem churrosy to zagadałem dziewoję przy barze. A właściwie posłużyłem informacją. Okazało się, że pani z … Californi właśnie! Ten tiszert to jakiś babe magnet.

Chociaż najlepszy magnes to piesek wyglądający jak mały lisek kolegi Słodkokwaśnej. Żadna nie przeszła obojętnie – ooo, jaki ładny piesek!

A piesek postawiony na ziemi biegał dziwnie, jakby na baterie byl. Podrygiwał jakby. Ale fajny piesek. Szczekliwy za bardzo, ale fajny.

Po prawej stronie budki Fat Daddy były hambuksy, a po lewej czipsy. Dymiło się z obu stron. Ale to stoisko z czipsami wyglądało tak, jakby się fest jarało w środku. Kłęby dymu wylatywały na ludzi. Nie wiem, kto chciałby takie ziemniaki jeść. Także staliśmy w oparach. Dziś, teraz jak patrzę na moją koszulkę, to czuję ten zapach, to miejsce, te smaki.

Dobrej jesieni wszystkim. Jutro żar powraca!

espresso

Aaa, porzuciłem sudoku na rzecz takich kratek! Cholera, trudne pioruńsko. Skala trudności od 1 do 5, a ja na 3 level’u już sobię łamię głowę. Wycieram, poprawiam i ni czorta nie widać obrazka. Jak na razie ze 3 mi wyszły. Ale łamigłówka świetna!

brainbraker

ooopały

Hejka

Jak się macie? Bo ja w sumie ok. Żar jest, upały są, a ja jakoś ekstraordynaryjnie ok się mam. Nie umieram. Może dlatego, że od wtorku popołudnia mam długi weekend. Rower jest rześki.

Słodkokwaśna do mnie dzwonił wczoraj, żę będzie twarzą kanapek Banh Mi na Nocnym Markecie. Także jak ktoś wie, zna, nie wie, nie zna, to niech się wybierze, albo zorientuje się co to za wydarzenie kulinarne i się tam wybierze. Fat Daddy, czy jakoś tak nazywa się stragan.

No i tak mi Słodkokwaśna zamieszał w głowie, że śniło mi się dziś, że wpadłem rano do myś. I tak się witałem z Anetką, że za trzecim razem jak ją cmokałem w polik, kości zatrzeszczały. Anetka opadła na sofę w „bulu“. Jakoś za mocno głową machałem. Aha, do Słodkokwaśnej i jego pani przyjechałem dziś, w piątek, autem służbowym. I jakoś dziwnie je zaparkowałem.

No i sobie konwersujemy. Kolega mi o bułkach i Nocnym Markecie prawi. Jego kolega odsypia przy stole, bo do rana przygotowywali mięso i bułki. Także wyczeprani. Raptem wpada pan właściciel mieszkania, które koleżeństwo wynajmuje. Landlord oświadcza, że albo sprzedaje lokum, albo każe się wyprowadzać. I wtedy przypomniaełm sobie, że nie podpisałem listy obecności w pracy, a była już 10 rano. Pożegnałem się szybko i jeszcze szybcie wybiegłem do auta, które okazało się fest zastawione innymi. „Kurna“ myślę sobie „będę musiał tu do wieczora siedzieć i czekać, aż ludzie odjadą“. Wtem moje auto wyjechało samo spomiędzy aut i mogłem już wsiąść i odjechać.

Muszę chyba przestać jeść grzybki, bo sny mam dziwaczne

No to pędzę. Okazało się, że zrobiło się już ciemno. Przy przejściu widzę jak mała dziewczynka nie ogarnia dwóch psów – dużego o rasie mi nieznanej i małego kundelka. Zaczynam hamować. Nie mogę. Przytomnie zaciągam ręczny. Auto tylko zwalnia, nie zatrzymuje się. Niestety czuję gruchot kości małego czworonoga. Odjeżdżam w panice. Niedobry jestem.

I wtedy przypomniałem sobie, że przecie w piątek mam wolne. Ale skąd się wzięło auto służbowe?!

I rano budzi mnie dźwięk maila. To pani prof. ze Szczecina pisze. Przecie ona ma dwa fantastyczne pieski – Reksia i Burą Sukę. Muszę ją poprosić o zdjęcia, to wrzucę na blog.

I pani prof. pisze mi, że miała sen. Ale jej sen był bardziej zakręcony niźli mój, bo ja nic nie zrozumiałem z niego.

Początek snu był taki, że pani profesor szukała mojego mieszkania.

To od razu wyjaśniam, żeby na przyszłość nie było problemu.

Imieniny macieja są 14 maja, wtedy co Bonifacego. Ja nie święty, więc mamy już ulicę – św. Bonifacego.

Rocznik 1989 jestem (29 lat), więc numer domu 89.

A numer mieszkania podam, jak zadzwonisz stojąc pod blokiem.

Hejka kochani, będę leciał na ten żar, na ten upał. Płyn do mycia okien mi się skończył.

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑