życie

już chyba czas…

… wydać 650 zł, poprosić WWF o zrobienie właściwego zdjęcia, wypełnić formularz, zadzwonić i pójść na Piękną.

A tak z innej beczki. Przeczytałem dziś wpis o wycieczce do Odessy. To już będzie 6 lat. Przypomniałem sobie o pysznych kolacjach w knajpie gruzińskiej, o zdolnej gruzińskiej piosenkarce Nino Katamadze. I tak się zreflektowałem – przecie ja nigdy w Gruzji nie byłem. W Georgii tak, ale to nie o ten stan chodzi.

Nino Katamadze właśnie gra. Brawo iMusic! Biały album, czyli najbardziej popularny z jej dyskografii. Szczerze powiedziawszy, to ja nawet nie wiem, czy ona śpiewa po gruzińsku, czy po angielsku. Taki fan jestem. Podoba mi się jej głos i muzyka. Może mruczeć po jakiemu chce.

Ale do rzeczy. Coś mnie do Miasta znowu zaczyna ciągnąć. Co chwilę znaki na niebie i ziemi sugerują i namawiają. „Jedź, jedź“.

Marcin się wybiera służbowo. Ale na szczęście we wrześniu mam zajęty każdy, prawie każdy weekend. Także nie uda się mnie skusić.

Środkowe stany mi zostały do odwiedzenia. I teraz jeszcze Texas zaczyna kusić, bo wypadałoby zadać szyku w Austin w moich nowych 3 t-shirt’ach. A i rodeo by się chętnie zobaczyło.

I dziś jeszcze znalazłem artykuł o Ameryce.

20 rzeczy, które robią Amerykanie i które konfundują resztę świata.

Wymienię może kilka:

– Tip (almost) everything

nie mogę się połapać. Jak jesteś w restauracji, to ponoć za jedzenie dajesz napiwek, a za picie już nie. Jak siedzisz przy barze, to za każdego drinka 1$ wypada doliczyć. W NY 18% to standard, a gdzie indziej i 15% da radę. Napiwek doliczasz od sumy przed podatkiem. Także, ja po mat-fizie głupieję. Ula dała mi dobrą radę – double the tax. I tego się na ogół trzymam. Nie wzruszają mnie rachunki, na których podpowaiadają kwoty:

Jeśli chcesz dać 18% to kwota napiwku jest taka, a taka

Jeśli 20%, to …

Jeśli 23%, to …

Nie ma takiej opcji. 18% to max. A w moim przypadku, to podwojony podatek. Ale też zdarzało mi się nie dawać napiwku, bo jakoś gotówki nie miałem, albo nie uważałem, że powinni dostać. Rzadko się to działo, ale się działo. To były miejsca z serii „i tak tu więcej nie przyjdziemy“.

Także napiwki to urwanie głowy. Podoba mi się, że jak kartą się płaci, to można uwzględnić „gratuity“. W Polsce widziałem to z raz albo dwa. I ponoć nie stosuje się powszechnie, bo wtedy napiwek idzie do wspólnej kasy. A tak, to gotówka zawsze była twoja.

– follow strict alcohol laws

chyba nie ma co komentować. W dawnej Polsce, to się kupowało fajki i alk dla starych. No bo na karteczce było napisane – proszę o sprzedaż paczki papierosów Carmen. I obowiązkowo podpis rodzica. Piwo kupowałem ale nie pamiętam wódki. Może dlatego, że nie było w sklepach? Teraz sprawdzają dowód. Tak mi się przynajmniej wydaje.

W Utah faktycznie doświadczyłem co znaczy kontrola kraju. Sklepy z alkoholem jak na lekarstwo i musisz jeszcze znać godziny zamknięcia. Bo inaczej nici z delektowania się drinkiem.

W Stanach ostatni raz sprawdzała mi pani w pubie dowód jak miałem 38 lub 39 lat. Ale to chyba wynikało z obowiązku, niźli z mojego zabójczego, młodego wyglądu. Bo z tych wspomnianych powodów, to w 2009 roku pan na stacji paliw gdzieś w Californii wylegitymował mnie. Kupowałem jakieś piwo – meksykańskie siuśki. Się patrzył, się patrzył na mnie i w końcu padło – Can i see your ID, please?

– chat up strangers

no w Polsce to się rzadko dzieje. Raczej zaskoczeniem jest zagadywanie ludzi ścichapęk.

 

– … but refuse to discuss finances

a kto lubi? Może w Japonii lubią, bo to taki dziwny kraj.

 

– laugh out loud

oj głośni są. Szwedzi pewnie są zszokowani. Pamiętam bar w Sztokholmie. ME w piłce nożnej. Było słychać komentatorów w TV. Szok. Szwedzi się tylko raz unosili na sekundę, jak bramka padała. A tak, to cisza, cisza, cisza. Przedziwne wrażenie. Amerykanie drą się, to fakt. Nawet jak są nie u siebie.

 

– smile, a lot

prawda. Ale to akurat fajnie. Pisałem już o tym kiedyś. Nawet jeśli jest to nieszczere, to mam to gdzieś. Jest i tak o wiele lepiej niż w naszym kraju ponuractwa wiecznego.

 

– measure in miles, feet and inches

jeśli chodzi o miary, to mam tylko problem z feet’ami w nawigacji. Za 300 ft skręć w lewo. Mój mózg nie potrafi tego przeliczyć. No nie może. Mile, farenheit, inch i pound – nie ma problemu. Choć w sklepie brakuje mi „poproszę 10 deka…“. Najczęściej mówię „half pound of …, please“.

A, co do sklepów. Zadziwił mnie w polskim sklepie zwrot ekspedientów do klientów – czy pan już otrzymuje? I za cholerę nie mogę rozgryźć skąd to wzięli? Z czego to przetłumaczyli. Przecie u nas tak się nie mówi.

 

– eat it all

no comment. Albo dam jeden komentarz. Raz w knajpie meksykańskiej zamówiłem z menu dziecięcego. Kelner był zdziwiony i nie mógł zrozumieć. Ale w końcu przyjął zamówienie.

 

– insist on variety

tak. Nie może być czegoś jednego. Musi być pierdyliard odmian tego samego, najczęściej i tak ohydnego picia albo jedzenia.

 

– go into debt for a degree

a w Europie za darmo edukacja. Nawet jak są płatne uczelnie, to nie aż tak. W NJ uniwersytet kosztuje ze 30 000+$ za rok? Kurczę, kupa kasy.

 

– tailgate

czyli siedzienie z tyłu auta przy otwartej klapie bagażnika. Hm, nie zauważyłem. Ale też nie znalazłbym tego dziwnym.

 

– trick-or-treat

koszmar. Przeżyłem to. Dzieciaki biegają po ulicach, nie patrząc czy coś jedzie poń, czy nie. Walą w drzwi nie patrząc, czy już tu były, czy się światło świeci, czy to tylne czy przednie drzwi. Walą w doń i najchętniej zabrałyby wszystko od razu do swojego koszyka. Ale strój różowego królika miałem pierwsza klasa.

 

– advertising everything

ciekawe kiedy u nas to będzie? Mam nadzieję, że nigdy. Najwięcej reklam jednak prawników widziałem. Różnej maści ale najczęściej od rozwodów i od nieszczęśliwych (?) i najróżniejszych wypadków.

 

– sit in the backseat

w Polsce też tak jest. No chyba, że we 3 jedziemy, to wtedy największy siada z przodu, obok kierowcy. Choć pamiętam, że w Nowym Jorku też raz z przodu siedziałem. 3 dorosłych i dwa bąbelki. Nie było wyjścia. Ale we trójkę, to zawsze z tyłu.

 

– show off way too much in public restroom

tak. Dziwne są ich toalety publiczne. Szpary duże. Aż do kolan prawie. To teraz już wiadomo czemu w filmach można się było z jednej kabiny do drugiej się przeczołgać, jak terminator gonił, albo jakiś inny świr. W Szwecji z kolei, są bardzo kameralne wygódki. Światło nawet przez szpary nie przejdzie. Choć w sprawie toalet, to przypomniała mi się refleksja marszulla z jego wycieczki na Wschód. Także może ta Ameryka nie taka dziwna w tej kwestii.

 

– work all the time

dziwne mają te dni wolne. Średnio się ma 21 dni. Tydzień tylko możesz być chory. Bo jak dłużej, to już nie płacą. Na święta uznawane w twoim kraju też można dzień wolny dostać. Hm, jak opowiadałem Rosjanom, że rok zacząłem z prawie 60 dniami wolnymi, albo, że mam urlop ponad miesiąc, to się nie mogli nadziwić.

 

– avoid harsh critiques

prawda. Teraz nawet nie mówi się, że są grubi. Tylko, że mają złą przemianę materii. Albo producent żywności ich oszukiwał. Pisałem kiedyś, że na forum Marillion ktoś napisał, że ostatnia płyta zespołu jest gówniana. Wtedy oburzony inny fan (ciekawe czy był z USA) zasugerował, że można było napisać – to nie jest płyta, na którą czekałem albo nie dla mnie zespół tę płytę nagrał. Fan podziękował za krytykę i podsumowałraz jeszcze – uważam, że ich ostatnia płyta jest gówniana.

 

– stay fundamentally optimistic

i racja!

 

 

Jeśli ktoś ma inne spostrzeżenia z TX albo NJ. Albo CT albo NY, to proszę bardzo śmiało się nimi dzielić.

 

Chyba czas odszukać wniosek wizowy on-line…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Leave the field below empty!