Tag: żar

puknij się w głowę

Gdyby ktoś mi powiedział nie tak dawno – a może byś wyskoczył z nami do Grecji – to powiedział sobie – puknij się w głowę Maciek! Ale nie tak bardzo dawno zaproponowano mi wyskoczenie na Santorini i … nie puknąłem się w głowę. Jadę.

I się zaczęło. Słodkokwaśna mówi, że piekło. Pan od Państwa z Europy na K. doradza zabezpieczyć się, bo ponad 40 stopni. Koleżanka grozi, że w cieniu się nawet można usmażyć. Oj! Куда я попал!

 

Gdyby ktoś mi powiedział nie tak dawno temu – a może byś mi pomógł ścianę postawić – to powiedziałbym sobie – puknij się w głowę Maciek! Ale nie tak bardzo dawno Słodkokwaśna poprosił, żebym pomógł mu listwy przykręcić. No to pomogłem. Okazało się, że listwy ponad 4 metrowe trzeba było nieść na ramieniu, na piechotę, przez 2 i pół kilometra (tyle wynosi droga od Castoramy do nowego studia foto kolegi). Oczywiście oprócz listew trzeba było zrobić i inne rzeczy. Także ściana stoi. Jak na nasz pierwszy raz, to powiem, że całkiem ładnie nam poszło. Proszę się tylko nie opierać.

Tu tylko trzy fotki, ale pewnie na profilu kolegi więcej. Duma! To znaczy hasztag duma/pride.

Słodkokwaśna zapytał się jeszcze, czy kładłem kiedyś panele podłogowe. Odrzekłem, że nie, ale że chętnie się nauczę. Nie chciałem się jakoś pukać w głowę. Może czas się przebranżowić? Niektórzy w mojej pracy zaczynają „żartować”, że w Lidlu zaczynają płacić więcej niż w naszej pracy robocie.

 

Gdyby ktoś mi powiedział nie tak dawno temu, że Ula z Teksasu przyleci, to bym powiedział sobie – puknij się w głowę Maciek! Jak? W pandemii? Nie wpuszczą. Ale Ule są sprytne i udało się. Dziś mamy miting towarzyski. W ubiegłym tygodniu nawet zaoferowałem, że u mnie możemy się spotkać. Bym napichcił, ugościł, napoił. Ale po rozmowie z Piątkiem stwierdziliśmy, że lepiej do knajpy. Pukłem się w głowę, bo olśniło mnie – przecie w piątek jest żar niemiłosierny! Pogotujemy się u mnie w mieszkaniu. Także idziemy do Gesslera do Warszawy Wschodniej. Mniam! Mam nadzieję, że będzie pyszniej i taniej, niż sławny już na cały polski internet obiad Anny Muchy (tej aktorki). Trzeba tylko pamiętać, żeby nie brać ostryg. Na szczęście nasza trójka to tatara fany. Ula z Teksasu nawet w Teksasie zamawia i je. Ale Ula z New Jersey z kolei mówi, że w życiu nie zaryzykowałaby dania z surowego mięsa w Stanach. Cóż, jedna i druga żyje.

 

Gdyby ktoś mi powiedział dawno, dawno temu, że na zgodę Administracji na klimatyzację będę czekał 3 miesiące, to bym powiedział sobie – puknij się w głowę Maciek! Jakie 3 miesiące. Na pewno dłużej. Szybko proszę porachować. 2 marca uprzejmie zapytałem się w mailu, czy mogę. A 4 lipca dostałem na skrzynkę mailową i do skrzynki na listy odpowiedź. TAK, MOGĘ! Hurra. Był już dziś pan od klimy. Trzech innych też już zbriefowanych. Także czas podjąć decyzję komu wydać te parę złotych. Eh!

 

Nie tak dalej, jak w środę, jechałem do Lidla. A drogę sobie chciałem skrócić i tak na skuśki przez Orlen przejechałem. Za stacją paliw jest takie samotne drzewo. Zauważyłem konar, uchyliłem się. Wracając – już nie. Ale żem się puknął w głowę! Gdyby nie kask, to bym chyba zszedł na śmierć, bo mimo ochrony łba i tak gwiazdki zobaczyłem.

Na szczęście mam neurologa wśród znajomych, to poproszę, żeby mnie opukał i osłuchał. Który to już raz się … uderzyłem w łeb? Raz na żaglach bomem zaliczyłem, bo nasz sternik nie wydawał komend i sobie zrobił zwrot przez maszt. To nawet tomografię robiłem wtedy. Ze 4 lata temu na rowerze miałem kraksę. Eh. I teraz to cholerne drzewo. Już nawet chciałem zadzwonić do Piotra G., żeby piłę mechaniczną pożyczył, co by ściąć to cholerstwo!

A puknij się w głowę Maciek! Gdzie ty masz oczy?

żory, żary, jeden pies

W końcu sprawdziła się pogodynkowa przepowiednia. Żary nadeszły. I chyba na dłużej, niż, ostatnio, na jeden dzień.

Często wracam myślami do mojej pierwszej pracy w Auchan. Tydzień po skończeniu studiów zacząłem karierę zawodową. Jako manager działu kultura (ujmijmy to ogólnie). Francuzi nauczyli nas kultury pracy i było to szczególnie widać, jak Polak-Dyrektor ich się pozbył. Zbyt kosztowne towarzystwo. Niestety na miejsce mojego Żana-Fransua awansowali takiego ćwoka Piotrka. Koleś na swoim dziale Ogród zawsze stał jak kołek i do nikogo nie odzywał się. Miał pod sobą bodajże jednego robotnika i traktował go tak właśnie. Także czar pracy prysł.

Dyrektor-Polak też osobliwy. Nie wiem kto mu tak mózg wyprał. Auchan najwspanialsze, testuj swoich pracowników i tak dalej. Nie przepadałem za nim. On za mną chyba też nie. Pewnego razu zaszedł do mnie na dział w asyście swojego nadwornego przydupasa Darka pełniącego funkcję kontrolera kosztów. Czyli łatwo się domyślić, że drugi po Bogu. No trafili chłopaki na siebie, że lepiej nie mogli.

– Maciek, masz mapę Polski – pyta dyrektor Paweł

– mam

– wiesz, gdzie są Żory?

To akurat była kolejna inwestycja, która za chwilę miała się otworzyć.

– wiem

– to nie chciałbyś się przenieść?

Wiedziałem, że to nie żart. Jedna zła odpowiedź, złe spojrzenie i z miejsca by mnie awansował ukośnie.

To akurat moja nomenklatura – awans ukośny. To samo stanowisko, ale lokalizacja niezbyt atrakcyjna.

– nie dzięki, tu mi dobrze

Uffff. Nie było kontynuacji tematu. Na szczęście popracowałem w Auchan tylko 15 miesięcy. Z sukcesami. Na 8, a chwilę później 16 hal, mój dział bił się o czołowe miejsca w Polsce. Piaseczno było nie do przeskoczenia, ale przy ciężkiej pracy Modlińską (druga lokalizacji w Wawie) i Gdańsk można było przeskoczyć. Za naszą Wielką Piątką (Sosnowiec miał takie solidne piąte miejsce) była przepaść. Oczywiście na laurach nie mogłem siąść, bo Pan nie pozwalał wpadać w zachwyt.

– Maciek, co tak Ci słabo idzie?

– Paweł, przecie 2 lub 3 w Polsce jestem w obrotach

– no ale marża niska

 

No to pracuję nad marżą. Spotykam w kafeterii Pana mojego.

 

– no i coś Ci obroty spadły

– ale marża lepsza. Zysk dla sklepu podobny – odpowiadam z dumą, że tak wolę Pana zrealizowałem szybko

– ale obrót niższy

 

Na takie mądro-głupie gadki zawsze wspieram się w myślach i nie tylko (w zależności od sytuacji) złotą sentencją mojego białostockiego przyjaciela Radka:

A idź ty na chuj i nogami wymachuj

No bo co z idiotą dyskutować?

Ponoć Pawełek jakoś karmę spotkał na swojej drodze zawodowej. Muszę się Ewy podpytać jak on tam skończył.

Także żary nadeszły. Do Żor nigdy nie pojechałem.

 

Rower oddałem na przegląd, bo coś wczoraj zaszwankował. Tak coś trzeszczało, że aż mnie szlag trafił.

 

Kilkukrotnie chciałem poruszyć temat jeżdżenia na rowerze. Może nie „jeżdżenia rowerem” w ogóle, tylko raczej „niedzielni rowerzyści”. Ale nie wiedziałem, czy jest sens. Uważam, że policja powinna zrobić zmasowaną akcję wpieprzania mandatów pedałującym. Koszmar jak większość „jeździ”. Czasem wspominam na blogu historyjki. Dziś, biegnę pod blok, bo mnie Piotruś minął swoim autem z moim nowym kołem do roweru. Dobiegam do przejścia i słyszę pisk opon. Babka-kierowca na milimetry zatrzymała się przed dzieciakiem na pasach. Chyba go dotknęła, tak mi się wydawało. A dzieciak beztrosko przejeżdżał przez przejście z telefonem przy uchu. Chyba się nawet nie zorientował, że przed sekundą mógł mieć problem. Kobieta złożyła ręce jak do modlitwy i przepraszała dziecko. Ale tak jak mówię, młody nawet się nie przejął. Nie spojrzał nań.

Jak jadę czasem autem i podjeżdżam pod ścieżkę rowerową, to 100 razy spojrzę w lewo i 101 w prawo zanim ruszę.

Jeśli nie ma ścieżki rowerowej, to absolutnie należy schodzić z roweru. Nie po to, żeby uprzykrzyć nam rowerzystom życie, ale po to, żeby dać szansę kierowcy nas zobaczyć w porę.

Już nawet nie będę zaczynał, kto ma pierwszeństwo, jak się ścieżki krzyżują. Ja wyznaję zasadę prawej ręki, ale większość trzyma się opcji – jadę prosto, to nikt mnie nie zatrzyma i przed nikim nie staję. Ok. Jak widzę takiego, to pozwalam wymusić pierwszeństwo. Epitafium na moim grobie „Ale miał pierwszeństwo” jakoś mnie nie satysfakcjonuje.

Hitem też są pięknie wystrojone lalki na nieziemsko drogich, hipsterskich rowerach jadące Alejami Jerozolimskimi (wow. Wyedukowane poniekąd. Nie po chodniku, ale po ulicy. Brawo) z wielkimi, równie drogimi słuchawkami na uszach. Koszmar!

Jazda po chodniku też mnie mierzi. Ok. Zdarza mi się. Rzadko, ale się zdarza. Ale nigdy nie pędzę po chodniku mijając pieszych na milimetry. Parę razy cykliści już się zaczepili o moje łokcie.

Także jestem za tym, żeby policja albo te nieroby nazwane oficjalnie Straż Miejska zrobili porządek.

Zakańczam delektując się towarzystwem mojego włączonego wentylatora.

 

Nie, to nie ja się kręcę. To zawirował świat.

o, po żarach

 

 

“9 czerwca obchodzimy Dzień Przyjaciela. W tym dniu można podziękować przyjacielowi za to, że zawsze jest tuż obok”.

No nie wiem. Gdybym teraz zobaczył mojego przyjaciela obok, to bym chyba zszedł na zawał! Ale wszystkim przyjaciołom mówię krótkie „dzięki, że jesteście”.

Choć w radio dziś mówią o psach, a nie o ludziach jako przyjaciołach. Na psa urok!

Kolejne dni wyglądają ciekawie. Rower, Wujek Dobra Rada. Heh!

 

Dziś chyba nastąpi oficjalne i uroczyste schowanie wentylatora. Szybko jakoś. Półtorej dnia stał wystawiony tylko. Żary jakoś odeszły. Po żarach już jakby jest. Wczoraj, na ten przykład, spaceruję za dnia ze sklepu do domu. Krótkie wszystko – włosy, koszulka, spodenki. Dzwoni Słodkokwaśna i zaprasza na boczek i inne takie. Lekko ponad godzinę po zaproszeniu wychodzę z domu. Nadal na krótko ubrany. I tu szok termiczny! Zimno. Nie chciało mi się już wracać do domu się przebierać. Pani Słodkokwaśnej zapytała mnie, czy ja tak przyjechałem, jak mnie zobaczyła, jak przyszła późno z roboty. No niestety tak właśnie przyjechałem. Na szczęście z domu do Bolta i zeń do domu blisko i nie zmarzłem.

Także po żarach mam nadzieję już jest.

 

Wczoraj rozmawiałem ze starszym Bąbelkiem. Pytałem o wrażenia z matury z polaka. Zadowolony. Ale później się okazało, że zaczął się martwić, bo na 2 godziny przed egzaminem wyciekły do netu tematy. Ponoć w podlaskiem ktoś to wrzucił i ponoć nikt spoza podlaskiego nie wchodził na te strony. Jakim trzeba być idiotą, żeby wrzucać pewniaki na 2 godziny przed egzaminem? Pocieszyłem młodego, żeby się nie martwił. Chyba wszyscy chcą, żeby te egzaminy już się zakończyły i nie trzeba było narażać kogokolwiek na ponowny stres i zagrożenie zdrowia w związku z zarazą.

 

Dziś matma. I kurczaczki! Dostaję od Arka-Zegarka zadanie. Znowu jakiś przeciek. No co za pechowy rocznik. Za chwilę dzieciakom każą pisać na nowo wszystko! Ciekawe, czy to zadanie, które mój serdeczny przyjaciel podesłał, to na szóstkę jest, czy nie. Oczywiście natychmiast przesłałem dalej do mojego Bąbelka, ale chyba już za późno było. Eh!

Także po żarach mam nadzieję już jest.

 

 

© 2026

Theme by Anders Noren — Up ↑