Tag: wstyd

a-psik-us

Jakiś pogubiony jestem. Ni to mam maseczkę nosić cały czas, ni to w parku jestem. Ni to Haloween nadciąga, ni to czas zmieniamy na zimowy.

Pogubionym.

I na dodatek nie zdążyłem pożegnać się z towarzystwami w moich dwóch ulubionych miejscach. Matołusz w panice znowu nas zamknął. Ciekawe czy na wiosnę będzie co zbierać w tej gospodarce? A do kościoła można chodzić? Bo jakoś w orędziu nie usłyszałem.

Na domiar złego, mały wredny wirusek chciał mnie zaatakować. Wedrzeć się chciał. Pewnego wtorku robiłem kroki i mnie deszcz złapał. Wróciłem do domu cały przemoknięty. Nogi, spodnie. Już wtedy wiedziałem, że to się źle skończy.

I się źle skończyło. Od środy temperatura spadła. W międzyczasie miałem dwie teleporady. Uwielbiam polecenie – czy może pan poświecić sobie w gardło i powiedzieć, czy jest czerwone? (piątek). Albo – czy może pan poświecić sobie w gardło i zobaczyć, czy jest biały nalot? (wtorek).

Za pierwszym razem powiedziałem, że nie wiem, czy gardło wygląda na chore, bo nigdy sobie w nie nie zaglądam. A nalot biały był (tylko pani doktór nie pytała o to wtedy), bo jogurt z otrębami owsianymi jadłem. I tak zdychałem sobie ponad tydzień. Sprawdzałem objawy koronowairusa i wychodziło mi, że nie mam żadnych. Ufff. Ale przy drugiej teleporadzie zapytałem pana doktóra kiedy mam zacząć panikować. Kiedy mam stwierdzić, że to nie przeziębienie, a zaraza właśnie.

W poniedziałek – usłyszałem w odpowiedzi – jeśli w poniedziałek panu nie przejdzie, to proszę dzwonić i skierujemy pana na test. Dziś sobota i w sumie, i na szczęście koniec widać. Przeziębienia koniec, nie mój.

A gdybym jednak złapał wiruska, to na szczęście tak łagodnie go przechodziłbym. I w sumie bym wiedział, że mam, to po ozdrowieniu mógłbym krew oddać z przeciwciałami.

Ale kończmyż już o wirusku. Przecie to bestia o 10 rogach i ogonach. Tak przeczytałem dziś na przystanku.

Przez czas niemocy mej sporo czasu spędziłem z Netflixem. Horrory pooglądałem. Oj różne. Straszne, śmieszne, debilne, strasznie durne. Lubię te filmy grozy. Bawią mnie, relaksują. Dziś poleciałem na farmę dyń po owoc do wycięcia. Właśnie. Czym jest dynia? Owocem czy warzywem? W Polsce to chyba się jako warzywo traktuje. W Stanach jako owoc. Dziwne. Tak samo jak imbir. W moim Carrefourze jak chcę zważyć korzeń, to muszę klikać w owoce. A gdzie indziej widziałem, że to warzywo. Dziwne.

Farma dyń była taka sobie. Ale było to najbliższe mego domu miejsce i nie widziało mi się jechać dalej. Ceny warzywa oscylowały między 4 a 5 zł. Waga? Nawet do 11 kg. No raczej nie chciało mi się wydawać 55 zł. Wybrałem zieloną dynię za 4 zł/kg. Wyszło w sumie 20 złociszy.

W domu wbiłem nóż i zacząłem wykrawać. Coś mi nie poszło. Oczy chyba za nisko dałem. Ok, w poniedziałek kupię drugą i zrobię sobie house of haloween. Może zaproszę jakieś sąsiadki i będą psoty albo psikusy?

Aha, moja dynia jest eko. Zamiast świeczki włożyłem taki łańcuszek ledowy. Żeby tylko nie zapomnieć wyłączyć na noc, bo jak się przebudzę i spojrzę, to zawał murowany! Także wirusek mnie nie wykończy, tylko jakieś warzywo.

Co do sytuacji w kraju? Hmmm, trzeba koniecznie w totka wygrać i spieprzać stąd. Wstyd na cały świat.

wstyd (mi)

Nie mam już chyba rodziców. Ale muszę to jeszcze zweryfikować.

Wczoraj się zajadam pizzą w Segmencie na granicy Sadyby i Wilanowa i sobie tekstuję z ukochaną i jedyną siostrą. W końcu zadzwoniłem do niej i pogadaliśmy. EKUZ dla młodego trzeba załatwić, skoro wybiera się w podróż z okazji 18 urodzin ze swoim ukochanym i jedynym ojcem chrzestnym. W ramach prezentu miałem dla niego propozycję nie do odrzucenia. Albo kasa albo podróż w nieznane w strefie Szengen albo w strefie bezpaszportowej, bo sam nie wiem, czy to jednoznaczne. Chodzi o to, żeby na dowód osobisty można wjechać.

Młody wybrał Florencję. Ale EKUZ to już sam sobie musi załatwić, bo dorosły od kilku miesięcy już jest.

Najpierw miał być inny prezent. Zaproponowałem tak:

zabiorę Cię na mecz Twojej ukochanej drużyny piłkarskiej, pod warunkiem, że nie będzie to Barcelona

Chelsea lubię wujku – rzekł młodzieniec.

Uff, mądre dziecko. Byłoby najmądrzejsze, gdyby oczywiście wymienił Manchester United, ale cóż, Londyn też super. Niestety ciężko kupić było bilety, więc zasugerowałem dowolne miejsce w europie, do którego można wjechać na dowód.

I Kuba wybrał Florencję, bo jak zaczął grać w fifę, to właśnie fiorentiną. Ok. jedziemy. Młody musi się tylko ogarnąć jak te matury tam wyglądają w maju i kiedy nastąpi ich koniec.

Także konserwuję ze starszą siostrą, a ta mi mówi, że nasi rodzice ….

Aha, w Segmencie dają najlepszą pizzę w Waw! – wstawka

Boże jaki wstyd. Nie potrafię tego nawet napisać. Co zrobili moi rodzice?

Kinomani się zrobili, na psa urok. Opery już im się znudziły. Kilka razy dostali od nas w prezencie świątecznym wejściówki na wysoką kulturę. A wczoraj….

chlup, bęc, jedna pięćdziesiątka, druga, trzecia…

Wczoraj moi rodzice poszli do kina…

NA ZENKA!

 

To już chyba lepiej było iść na te 365 dni.

Matko boska! Nie mam rodziców! I chyba z pół rodziny już nie mam, bo oni nie poszli sami. To pewnie ta młodsza siostra mamy ich namówiła.

Przerwa na telefon do rodziców. Tato odebrał. Mama nie odbiera. Hmmm, pewnie się wstydzi teraz. Tato też się jakoś nie kwapił do rozmowy i wstyd mu było. Ponoć coś mnie było słabo słychać i coś przerywało. Eh ci rodzice.

Tato mówi, że dziadostwo ten film i żeby nie iść. Aha i poszli we 4 – rodzice i dwie siostry mamy (w tym jedna to moja chrzestna, a druga to chrzestna mojej siostry. Czyli 1 ojciec i 3 matki). Wstyd!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trudność 1/7 – tekst dziecinnie jasny

Tekst w liczbach:
  • Liczba akapitów: 17
  • Liczba zdań: 46
  • Liczba słów: 367
  • Liczba słów trudnych: 6

Tekst w procentach:

    • Procent słów trudnych: 2%
    • Procent rzeczowników: 27%
    • Procent rzeczowników trudnych: 1%
    • Procent czasowników: 20%
    • Procent czasowników trudnych: 2%
    • Procent przymiotników: 12%
    • Procent przymiotników trudnych: 1%

Trzeba chyba imiesłowy wskrzesić.

© 2026

Theme by Anders Noren — Up ↑