Jakoś nie zrobił na mnie wrażenia fakt, że Agnieszka Szydłowska objęła stery w Trójce. A niech sobie grają – tak myślałem. Nikt nie będzie lepszy od Radio 357. Zaintrygował mnie jednak transfer Katarzyny Borowieckiej z Radio 357 do Trójki na stanowisko pani kierownik. Przejrzałem wtedy rubrykę „kogo nie słychać w Radio 357”. I się zaskoczyłem. Rysa na radiostacji się pojawiła.
Gawędziłem też nie tak dawno z Rafałem i jego małżonką o Trójce. Że niby tak ładnie zmartwychwstają. Ale ja wtedy nadal nie dawałem się przekonać, bo kilka razy podsłuchałem Trójki i jakoś nie przekonali mnie. O ile jeszcze muzyka była ok, to prowadzący kompletnie niepasujący do mojego starego radia.
Ale w sierpniu okazuje się, że apka Polskiego Radia częściej włączana niż Radio 357. Muzyczna Poczta UKF, czy w Tonacji Trójki powodują, że łza na rzęsie mi się trzęsie. Jedynie Listy Przebojów nie mogę przebrnąć. Mają dziwną kolejność, czy też szyk prezentowania piosenek. Listy Piosenek w Radio 357 też nie słucham, ale tylko dlatego, że jest nudna.
Podczas obecnego urlopu w chłodnej Szwecji mogę w spokoju posłuchać porannego pasma trójkowego. I znowu natknąłem się na Powieść w Odcinkach! Jakże jam lubił ten kącik. Choć zawsze uważałem, że słuchanie audiobooków to oksymoron i nieporozumienie. Ale paradoksalnie w Trójce zawsze z przyjemnością słuchałem tych czytanych fragmentów powieści. Może tak twierdziłem, że wolałem w tym czasie posłuchać muzyki. Szkoda było czasu na słuchanie książki. Ale jeszcze zależy wszystko od tego, kto czyta. Piotra Frączewskiego bardzo lubię słuchać. Na Netflix jest kilka filmów, które chciałem obejrzeć. Problem był taki, że musiałem włączać lektora. I niestety czasem włączał się głos Anny Nowaczyk. Słuchałem ją w radio Muzo FM. Muzykę prezentowała ciekawą, ale głos miała irytujący. I bardzo często używała tych samych wyświechtanych zwrotów. Ale ad rem. Tak mnie kilka lat temu zaintrygowały czytane fragmenty powieści Bracia Sisters, że postanowiłem poszperać. Na sam przód znalazłem … film. I to nawet w dobrej obsadzie. Nie dokończyłem nawet oglądania. Książka czytana była o niebo ciekawsza i bardziej działająca na wyobraźnię.
W tym tygodniu odczytywana jest powieść kryminalna pt. Wiosna Zaginionych Anny Kańtoch. Czyta Maria Seweryn. Cholera – do koszyka dziś włożyłem całą trylogię. Ale w ostatniej chwili powstrzymałem się i usunąłem Lato… i Jesień…. Zobaczymy, czy będzie kontynuacja po pierwszej cześci. Swój adres mailowy kindle’a odnalazłem. Mam nadzieję, że amazon nic nie zmienił i przesyłanie plików jest nadal banalne.
W sprawie wakacji uprzejmie donoszę, że Malmo odkrywam na nowo. Do Helsingborga się w końcu wybrałem. I nie zawiodłem się. Ciekawe miasto na półdniową eskapadę.
Alleluja, pani prof. ze Szczecina z martwych wstała!
Milczawszy ostanio. Wiem. Cóż, najwyraźniej w wielki post nie pisuję.
Rozmawiałem jakiś niedawny czas temu ze Słodkokwaśną (wtedy chyba co na randce byliśmy nad rzeką na barce :-)) i zapytałem się, czy wspomniana pani uczona odzywa się na Fejsie, czy żyje. Okazało się, że coś tam czasem skrobnie. Pomyślałem zadzwonić do koleżanki, ale jakoś nigdy nie był odpowiedni czas. A to praca w domu, a to „07 zgłoś się” oglądam a to to i tamto. I tak ścichapęk słyszę „brzdęk” na moim lapsie. Mail nadszedł. Ze Szczecina. Pani prof. się zapytuje, czy słucham Radio Nowy Świat, co sądzę o nowej stacji. Każdy kto śledzi mój blog i dyskurs pomiędzy mną, a uczoną, to wie, że myśmy Trójkowe słuchacze byli. Listy słuchaliśmy, komentowaliśmy niektóre potwory, to znaczy utwory (Grażka Domowych Melodii oraz Lucy Phere T’love). No i chyba koleżankę też trafił szlag z powodu dewastacji naszego ulubionego radio. Bo pisze mi w mailu, że przez ostatnie miesiące słucha radia z muzykami klasycznymi, w efekcie czego zafiksowała się na śp. Krzysztofie Pendereckim. Przecie każdy wie, że muzyki tego pana nie da się słuchać (w większej, i w mniejszej w sumie, dawce). Także mąż koleżanki postawił ultimatum, że albo Penderecki, albo on.
Chyba wybór padł na starego, bo inaczej by pani prof. nie pytała mnie o Radio Nowy Świat, c’nie?
A co ja, biedny żuczek, myślę o tym nowym tworze?
Ja cały czas kibicowałem Trójce. Słuchałem, bo mimo wszystko nie było innego radio z dobrą muzyką.
Trójka niestety zrobiła się jakaś … śniadaniowa za panowania dyrektora Strzyczkowskiego. Ale słuchałem. Napisałem kiedyś do pani redaktor prowadzącej program o Nowym Jorku. Ucieszyła się i odpisała. Niestety za późno napisałem, więc nie było szans na odczytanie maila na antenie. Ale ja nawet nie liczyłem na to. Nie pomyślałem nawet o tym. I jaka siurpryza! Druga pani prowadząca się również odezwała w podzięce (bo pierwsza uprzejmie doniosła). Fajnie, że był odzew. To miłe.
Kiedyś napisałem do byłej pracownicy radio Anny Gacek, że mam książkę Patti Smith do oddania. Czy nie chciałaby, bo bym dał za darmo. Jej miłość do wspomnianej artystki znana jest od Tatr po Bałtyk. Nawet panie redahtor nie odpisała. Przestałem się interesować losami tej pani. Widziałem raz fragment jej audycji na youtube. To nie to samo.
Pomimo burz i naporów Trójki słuchałem i słucham nadal. Wyłączam tylko, jak za mikrofonem siada nudny pan, z nudną muzyką, z nudną audycją, z nudnym głosem. Piotr Baron.
Odpaliłem Radio Nowy Świat pierwszego dnia. I dopiero wtedy usłyszałem różnicę. A właściwie przepaść między Trójką a RNŚ. Trójkę powinni zasypać. To co teraz jest, to dogorywanie. Brzmi to wszystko jak RMF lub bZdET. Są oczywiście (małe) wyjątki.
Uderzyły mnie niedawno dwie rzeczy w Trujce. Dobry pop broni się sam, a te panie są ikonami popu – powiedziała pani młoda redaktor prezentując Miley Cyrus i wspomniając Taylor Swift.
Wczoraj pani redaktor (nie wiem czy inna, czy ta sama, one dla mnie brzmią tak samo) ekscytowała się nowym, niespodziewanym dziełem Taylor Swift. Rzuciła nawet, że jeśli duet artystki z Bon Iverem nie otrzyma żadnych komercyjnych i znaczących nagród, to będzie to duże niedopatrzenie. Wydaje mi się, że w starej Trójce nigdy bym czegoś takiego nie usłyszał. Nie mówię, że to jest złe, po prostu inne. I albo trzeba będzie się przestawić, albo zmienić częstotliwość w radyjku.
W Radio Nowy Świat lubię wszystko oprócz tej pani Beaty z porannych audycji publicystycznych. Jakoś rano nie przyswajam gadania. To jest czas na muzykę z jakimś fajnym komentarzem. Z kolei, dzięki nowej stacji, Manna zacząłem słuchać. W końcu jakoś daję radę i nie mam alergii na tego pana. Dobrą muzykę puszcza, trzeba mu to przyznać.
Podoba mi się audycja Kuby Badacha pt. Badafonia. Ma to w środy od 19 do 21. To jest jego debiut w eterze i idzie mu super. Fajne jest to, że muzyk mówi o muzyce. Ma inne spojrzenie niż redaktor/dziennikarz muzyczny. Inaczej widzi, inaczej słyszy.
Wczoraj liznąłem audycję naszego wybitnego jazzmana Marka Napiórkowskiego pod nazwą Napiór w Eterze. Ta sama historia jak powyżej. Lubię słuchać muzyków mówiących o muzyce.
Dużym atutem jest pasmo Próbny Lot dla młodych talentów. Czasem się zastanawiam, czy oby na pewno są to osoby, które dopiero zaczynają przygodę z mikrofonem. Ciekawe rozmowy, ciekawa muzyka. Nie znam szczegółów tego formatu. Czy oni są już na stałe? Czy trzeba będzie kogoś eliminować?
Także Renata, jak już z tego krzyża się zerwałaś, to włączaj radyjo i mów co sądzisz. Aha, odkryłem aplikację literaki. Jakbyś chciała przegrać ze 2000 razy, jak to bywało drzewiej, to daj znaka*. Cmok.
Dziś kolejny rekord wzrostu zakażeń w Polsce. Brawo my, Polacy.
Z tydzień temu stoję w kolejce na bazarze. Maska na buzi, półtora metra za ostatnim kolejkowiczem. Czuję, jak jakaś torba ociera mi się o tyłek mój. Se zerkam przez ramię – starszy pan. Maska na buzi, ale nie na nosie. No, dobra, niech mu będzie – pomyślałem – przecie nie będę robił scen, jak jakiś stary dziad. Oczywiście chodziło o maseczkę nienaciągniętą na nos, a nie o jego torbę na moim tyłku. Robię pół kroku przed siebie i czekam w kolejce. Nagle pan zaczyna prychać, kaszleć, kichać. Obracam się i widzę, że pan już bez maseczki używa sobie w najlepsze.
– proszę się cofnąć, albo założyć maseczkę – mówię stanowczo
Pan się nachyla do mnie i dopiero wtedy widzę, że ma aparat słuchowy.
– panie, cofnij się pan, albo załóż maseczkę – powtarzam
– aaa, dziękuję – odpowiada
Dziękuję? chyba przepraszam – pomyślałem lekko bity z pantałyku.
Pan się ciut wycofał i zakrył twarz.
Nie wiem, co ludzie sobie myślą? Że nie ma wirusa? Że na wakacje wyjechał? I gdzie jest policja albo straż miejska? Jak przejeżdżałem przez bulwary i się okazało, że ten wytatuowany idol Quebonafide ma jakiś występ, to musiałem zejść z roweru. Nie dało się przez tłum przejechać. Dzieciarnia rozentuzjazmowana i piszcząca gromadziła się bez maseczek nie zachowując dystansu. Policja przechadzała się patrząc … w drugą stronę.
* Żart oczywisty. Na początku naszej znajomości „klepałem” równo panią profesor ze Szczecina. Było 2000 coś do 800 na moją korzyść. Ale teraz myślę, że to uczona by lała mnie na kwaśne japko.
Kurczaczki, ciasto francuskie mi nie wyszło, a widelec spadł z talerza do kosza!
Wnioski?
– schować kosz z powrotem do szafki
– nie rozciągać tak ciasta, bo się podziurawi
– duchy wróciły i czegoś chcą
Wpis miał się nazywać „nic nie może przecież wiecznie trwać”, ale coś mi zaświtało, że już coś takiego popełniłem. O tu jest.
Tych wpisów mam ze 40, a jednak wiem, co się w nich mieści. Właśnie. Ile ja mam tych wpisów. Adnu sekundeczku. Bzzz pii uuuu grrr brrr, mam już. To jest 360 post.
To jest the end, czyli koniec.
Rozmawiałem 21 maja z moim serdecznym kolegą ze studiów, którego nazwę tu, hmmm, Arek-Zegarek (sorki Arek). Szalenie dawno się nie słyszeliśmy i nie widzieliśmy. Pamiętam jak dziś, że w jakimś biurze przy ul. Sienkiewicza opijaliśmy zdrowie pierworodnej. Ciekawe czy pamiętasz Arek czego wtedy słuchaliśmy … często. Starsailor i ich „Love Is Here”.
Don’t you know you’ve got your Daddy’s eyes And your Daddy was an alcoholic
Nie, niczego nie insynuuję. Ta piosenka była po prostu przez nas katowana. No może nie katowana, ale często grana.
Ja uwielbiam z kolei tytułową piosenkę. Smutna taka.
A chciałem na wesoło, ale przypomniałem, że to koniec, koniec pewnej ery, to na smutno chyba powinno być, także smutna piosenka jest na miejscu.
No i wyobraźcie sobie, że wczoraj pępkowe, a dziś matura u córki! Jak ten czas leci? A mamy tylko … 29 lat (Arek-Zegarek jest mój rocznik, jak się łatwo domyślić, skoro na studiach się poznaliśmy. No dobra, mógł być po technikum, a ja przecie 7 lat grałem w licealnej drużynie koszykówki).
Arek załamany sytuacją w Trójce. Jak szybko można tak radio rozpierdolić? (chyba tego wyrazu użył? Albo ja to chyba powiedziałem, a on przytaknął). Ale sami przyznajcie, że ten wyraz jest na miejscu. Jeśli czytają to nieletni, to tu jest komunikat:
Drogie dzieci, tak, w języku polskim występują wyrazy zakwalifikowane do wyrazów „nienamiejscu” lub po prostu wulgarnych.
Synku, to ty przeklinasz? – tak kiedyś retorycznie zapytała mnie mama, jak w zdenerwowaniu zakląłem jadąc autem.
Trójki już nie ma. Jest za to Trujka. Powiedziałem koledze, że ja jeszcze słucham i będę słuchać. Dziś otwieram me niebieskie oczy, klikam na ramówkę radia, a tam … Wojciech Cejrowski. Brrr. Nie, nie słucham już tego programu.
Kolega zaangażował się w finansowanie nowego projektu zwanego Radio Nowy Świat. Myślę i ja o tym. Ale wpierw niech ruszą, zobaczymy. Na razie dla mnie to nie wygląda za atrakcyjnie. Czas pokaże.
Listy przebojów już nie będę słuchać, bo jakoś mnie odrzuciło.
I kończąc wątek kolegi Arka-Zegarka. Mam nadzieję, że pojechałeś na te Mazury, czy Warmię, bo ja dziś jednak wpaść nie mogę. Umówionym.
Ale co za akcja z tym umówieniem się. Jakiś czas temu zadzwoniłem do kumpla i mu mówię:
– stary, odmrażają gospodarkę, to się musimy w końcu spotkać. Piątek sobie zarezerwuj. Kolega się nazywa Piątek. Ale nie Krzysiek, to nie ten od futbolu.
– ok, postaram się
I słuch zaginął po koledze. Standard w jego wykonaniu. Dzwonię na przykład w poniedziałek, a ten mówi „oddzwonię do Ciebie za chwilę”. Mhm. Czekaj tatka latka.
Jest piątek, dzwoni Piątek.
– cześć … – zagaja
– to Ty teraz do mnie dzwonisz?! Toż mieliśmy się spotkać tydzień temu w piątek. Zapomniałeś?! – zaczynam swoją nie do końca passive ale na pewno aggressive narrację
– no dziś nie mogę, ale w sobotę możemy gdzieś wyskoczyć – kontynuuje kolega.
Zaczyna do mnie docierać, że zachowałem się jak pałka i to jest teraz ten piątek, bo tydzień wcześniej nie było nawet gdzie się spotkać. Mea culpa. Kacze pióro, czas leci szybko, jak nam knajpy odmrozili.
Dobra, koniec z tym wątkiem. Jest sobota, to nie gadamy o Piątku.
O kurczaczki! Teraz dopiero widzę w górnym rogu arkusza WORD, że jest opcja dyktuj. To po ki czort ja stukam w tę klawiaturę!!! Yuppie.
Ostatnio ni to z nudów, ni to z ciekawości zacząłem eksplorować świat blogów. Nie czytałem nigdy, z wyjątkiem Słodkokwaśnej, którego blog szalenie polecam, innych stron, bo uważałem, że to nuda i nie da się tego czytać. Kto by chciał zagłębiać się w świat innej osoby i zapoznawać się z dziwnymi przemyśleniami na stronach www?
Ale dałem szansę i obserwuję kilka blogów. Z jedną osobą wdałem się w wymianę opinii. Trochę mi łyso, bo ja mam bloga od 11 lat, a kolega z rok. Ale potwierdził mi to, czego się obawiałem. Chcesz sukces, to się staraj. To jest czas i praca. Samo się nic nie zrobi. Nawet jeśli napiszę najwspanialszy wpis, to świat przede mną na kolana nie padnie.
Działa to wszystko podobnie, jak znam to z instagrama (tak, konto skasowałem na IG). Like4like, follow4follow. Zaczynasz coś komentować, to ta druga osoba wróci do ciebie i jeszcze inni jego „czytacze”.
Istotnym faktorem jest posiadanie jednak MordoKsiążki.
Ja mam/miałem kilka przemyśleń na temat prowadzenia bloga:
– nie zakładam FB
– nie płacę
– nie nastawiam się na zarobek
Ale pogadałem jeszcze z inną osobą i się poważnie zastanawiam, czy nie kupić jednak czegoś na tym WordPressie. Ale nie pakiet premium za 33 zł/miesięcznie. Ale ten niższy za 14 zł. Poczekam tylko na jakieś flashowe wyprzedaże, bo mają czasem. Zobaczymy.
No i z tą drugą osobą sobie konwersuję i pytam się go jak to jest z tym pisaniem, bo on ma bloga od 1999 roku. Toż to inna epoka, inne milenium. Mówił mi, że zaczynał na blog.pl ale się po jakimś czasie zwinęli, bo wordpress nadchodził.
Także zaczynam coś z moim blogiem zrobić. Muszę się jeszcze do Słodkowaśnej na korepetycje wybrać.
Podczas tych rozmów padł temat, że nic w internecie nie ginie.
Dziś miałem koszmar.
Ten wpis miał być krótki, jedno- lub góra dwuzdaniowy. A znowu wyszło czort wie co.
Śniło mi się, że skasowali mi wpisy na wordpressie! The end! Naprawdę się wystraszyłem.
Od dłuższego czasu piszę moje posty w word-zie, a później je wklejam na blog. Ale ten plik to takie demo, często, a właściwie prawie zawsze, mi się zdarza poprawiać później to co napisałem. Także jakby skasowali, to byłby to dla mnie dramat. 11 lat w piach by poszło. Może ktoś ma radę, albo wie, jak się przed taką sytuacją ustrzec (gdyby sen zaczął się urzeczywistniać)?
This is the end Beautiful friend This is the end My only friend, the end
kieruję mój tytuł wPiSu do PiS-u. Peace on, PiS off.
autor: Mariusz Wara
Zgodzę się, bodajże, po raz pierwszy z panem Wojciechem Mannem. Na górze jest PJK, który odgrodzony jest od świata, bo się czegoś boi. Mam wrażenie, że on żyje w innej, lepszej rzeczywistości. Jakaś przeszkoda? Usunąć.
Pod prezesem jest cała, zhierarchizowana, rzesza ludzi, którzy też się boją. Pewnie tych nad nimi.
Nie daj boże pan prezes się dowie o czymś, coś się panu prezesowi nie spodoba. To lepiej ja zaradzę, zapobiegnę i już. Nie będzie tego – tak pewnie żołnierzyki PJK myślą.
Czy Kaczyński wiedział do piątku, że Kazik nagrał piosenkę o nim? Pewnie tak. Czy się nią przejął? Pewnie nie. Ale żołnierzyki musiały namieszać.
Tak w ogóle uważam, że to nowe dzieło Kazika, którego twórczość bardzo lubię i cenię, jest kiepska.
Listy Przebojów Programu 3 słucham od małego. Nie pamiętam dokładnie, od którego notowania, który to był rok. Pamiętam, że jeszcze pokój z siostrą dzieliłem. To musiał być ubiegły wiek. Ale co tam! To musiało być w tamtym milenium! Koleżanka z podwórka, tak, to były czasy, że się chodziło na dwór bawić z innymi dziećmi, powiedziała, że jest taka audycja. Pech chciał, że jakoś późno się kończyła. I była na UKF-ie. Także w piątek z drucikiem wciśniętym w nasze grające pudło słuchaliśmy listy przebojów. Trzeszczało więcej, niż grało. Ale wypieki były. Pamiętam, że mama o 22 gasiła radio i mówiła „dzieci idźcie spać”. Nie pamiętam, czy słuchaliśmy tego regularnie, czy nie. Pamiętam z tych początków słuchania przebój Limahl’a „Neverending Story”. Czyli jakiś późny 1984 rok!
Później jak słuchałem już świadomie listy to było notowanie … 427 chciałem powiedzieć. Ale teraz sobie przypomniałem, że pamiętam, że 400. notowanie wygrała Kaoma ze swoją nieśmiertelną „Lambadą”. Czyli od jakoś wtedy musiałem słuchać.
Ostatnimi laty nie włączam już radia w piątki. Albo prowadzi ten drugi pan, o którym mówię tak:
– nudny głos
– nudna muzyka
– nudna audycja
– nudny czas
– nudny przekaz
Albo, jak prowadzi(ł) pan Marek, to byłem akurat na sesji żywieniowej u Słodkokwaśnej.
Oooo! Mam! Wrzesień 2000 rok! Byłem z koleżankami z pracy w radio. Zapowiadałem Jennifer Lopez i jej „Let’s Get Loud”. Kolega Radek mnie słyszał i zadzwonił później rozemocjonowany i z gratulacjami. Na pierwszym miejscu był wtedy Grzegorz Halama Oklaski „Ja Wiedziałem, że tak będzie”. I wtedy poznałem pana Marka.
Zamieszanie z listą jest tematem od dwóch dni numer 2 lub 3. Nieźle. Wczoraj mijałem studio przy Myśliwieckiej i był tłumek. Dziś czytam, że to był milczący protest.
Mam nadzieję, że tym razem konsekwencje będą wyciągnięte, bo dyrektor Trójki pan Tomasz Kowalczewski zaczyna brnąć i plątać się w zeznaniach. Najpierw, że tej piosenki nie było w ogóle w propozycjach do głosowania, że została wciągnięta na listę spoza utworów dostępnych do głosowania. Później czytam, że Kazik powinien być na 4. miejscu, później, że na 2. I ktoś go ręcznie przesunął na sam przód. Wiadomo kim jest ten ktoś.
Kazik wrzucił screenshot ze strony LP3, na którym widać piosenkę Kazika, jako propozycję do listy przebojów.
Dziś patrzę, że już jej nie ma, czyli w ten piątek nie będzie niejasności.
Kukiz się żali, że go Trójka nie grała, jak wydał płytę. Hmmm, grała. Jedna piosenka była na liście. Ale było to słabe, to się nie dziwię, że na jednej piosence się skończyło. Poza tym artysta startował wtedy w wyborach samorządowych. Była dyrektor stacji odpowiada, że „(…) zgodnie z przepisami, dotyczącymi kampanii wyborczych w mediach publicznych, dyrektorzy poszczególnych programów Polskiego Radia byli zobowiązani gwarantować równy dostęp wszystkim kandydatom”.
Inny piosenkarz też jęczy, że go nie chcieli grać. Zepsół Lemon. Cóż, po pierwsze ta muzyka była/jest słaba, nieTrójkowa jak na mój gust. A po drugie, to pan Marek N. zapraszał lidera tego zespołu do swoich programów i bardzo chwalił ich albumy. Ostatnio pan wokalista wydał solowe dzieło i ze 3 piosenki na zestawienie trafiło. Nie były może wysoko, ale były. Także niech chłopiec nie jęczy i nie marudzi.
Kiedyś słyszałem jak Paweł Kostrzewa mówił, że ktoś zarzucił Trójce, że nie ma u nich krytyki utworów, które goszczą na antenie. Redaktor odpowiedział, że właśnie to co grają jest krytyką i selekcją. Czyli jak Cię nie słychać w tym radiu, to domyśl się, co Trójka o twojej twórczości myśli.
Jakiś pseudo artysta teraz się ujawnił i napisał, że ponoć prowadzący listę w latach 90. brał 20 tys. zł za ulokowanie przeboju na 3. miejscu. Uważam, że powinno się takie wpisy zachowywać i wejść na drogę prawną, bo za takie głupoty powinna być konsekwencja.
Zażenowany jestem całą sytuacją. Mam tylko nadzieję, że tym razem zupa się wylała i ktoś w końcu zrobi porządek z Polskim Radiem. Nie ma takiego innego radia. Podczas pandemii jeżdżę sporo autem i skaczę po stacjach. Rockowe najczęściej. Oj, męczące. Albo prowadzący gadają o bzdurach, albo gadają nie do mnie, albo puszczają na okrągło te same piosenki. „Hej teraz zagramy klasyk Led Zeppelin specjalnie dla was” – tak nas uszczęśliwiają. Albo The Eagles. Ok, fajnie. Tylko dlaczego to zawsze musi być „Stairway to Heaven” albo „Hotel California”? Także Trójka jest moim radiem. Lubię ich audycje, bo są to audycje autorskie, prawdziwe, skierowane do mnie. A nie jakieś programy z bezdusznymi i zautomatyzowanym playlistami. Kiedyś w pracy słuchaliśmy radio Kolor (o ile mnie pamięć nie myli). Co dzień o tej samej porze puszczali te same hity.
Także żal Trójki, szkoda listy. Na koniec dodam dwa łyki statystyki:
– 12 utworów zadebiutowało przed „Bólem” od razu na szczycie listy. 10 artystów. Adele i Rojek zrobili to dwukrotnie. Kazikowi z Kultem też się to udało. Także debiut w piątek nie jest czymś nowym
– najwięcej piosenek na liście: Nosowska (z Hey’em, solo i z innymi) 89, Kazik (solo, z Kultem, w innych kolaboracjach) 86. Także nie jest to artysta nieznany słuchaczom listy
Szkoda, że to wszystko wydarzyło się na 2 tygodnie przed jubileuszem listy – 2 000 notowań. 2 000 tygodni z listą. Zacne osiągnięcie.