Tag: Times Square

wpis zawiera lokowanie produktu

Ale tylko jednego. Albo wielu ale za to jednej firmy. Uniqlo!!! Wszystkie GAPy, Aeropostale, Banany Republic odchodzą w zapomnienie. Choć Banana Republic jest OK i zostaje.

4 razy odwiedzałem sklep japońskiej odzieżówki, aż w końcu skompletowałem wyprawkę – skarpety, spodnie, termalne podkoszulki, sweter, kurtka ultra lekka. Śniegi stopniały, deszcze odeszły razem z wiatrami, a ze strasznego minus 15 zrobiło się tylko minus 2. Choć odczuwalne dziś było chyba z plus 15 na Mieście. A może to zasługa moich nowych ciuchów z Uniqlo? Kurtka ultra lekka jest tak cienka i lekka, że nie czuję, że ją mam na sobie. Zajechałem na Miasto lekko po 11 rano. But zimowy, rękawice, czapka, kaptur. Świeci słońce, oślepionym wręcz. Coś ciepło! Prawie jak plus 15. Zdejmuję czapkę, kaptur, rękawice, odpinam kurtkę, hmmm, jednak jest zimno. Dobre ciuchy, dobrze chronią przed mrozem. Uniqlo – polecam! Lepsze ciuchy niż płyta wiórowa z Leroy Merlin.

Prześlizgałem się po Times Square. Ludzi na szczeście mało. Jakieś skrzaty z bajek się kręciły, zaczepiając ludzi – Elmo i spółka. Strzeliłem parę fotek i poszedłem 42 ulicą aż na 2 aleję. Minąłem od północy Bryant Park i od południa Grand Central Station oraz Chrystler Building. Ludzie się jakby zagęścili.

Pozygzakowałem się na most Brooklyński zahaczając o Empire State Building, Flatiron Building, Union Sq. Washington Park sobie darowałem i obszedłem go szerokim łukiem przez Soho. Fajne to miejsce. Takie jakby brudne albo stylowe – nie mogę się zdecydować, które określenie mi tu pasuje. Na chińskiej dzielnicy zaszedłem na zupę wonton. Niestety nie znam wietnamskiej odmiany angielskiego, więc się z panią ciężko rozmawiało. W końcu pani powiedziała „but it is a soup“.

I know! – odpowiedziałem.

I powiem tak, do wietnamskiego jedzenia w Mieście nie mogę się przekonać. Może dlatego, że Nam i Ut nas rozpieścili swoimi daniami. W każdym bądź razie zupa wonton wyglądała słabo, ubogo. Ale pierożki smakowały wybornie. W sumie to była zupa z beznadziejnym makaronem, pierożkami i bambusem (Słodkokwaśna nazywa na tego bambusa „warzywa“. Ja na to zielone mówię – bambus).

Szybko się ewakuowałem z lokalu płacąc 5,15$ plus 1$ napiwku. Tak teraz myślę, że to chyba dobry lokal był, bo był pełny i sami azjaci, prócz mnie. Toaletę też odwiedziłem na napisanie. Heh, czegóż się można spodziewać w takich miejscach. Łokciem drzwi otwierałem.

Rześki i ogrzany ruszyłem na most. Nie doszedłem nawet do pierwszego pylonu, czy też wieży, gdyż … nie chciało mi się. Ludzi od groma, nie chciało mi się przepychać. Poza tym ileż to ja tam razy ja tam był? A ileż fotek ja mam z tego miejsca.

Spadłem z mostu i ruszyłem na lewo w dół, bo nigdy tam nie byłem. Trochę Wall-streetowo się zrobiło, ale nie był to środek centrum biznesu. Doszedłem do nabrzeża i wszedem na taką ni to promenadę, ni to molo, ni to deptak. Stało parę statków i popodziwiałem widok Brooklynu i mostów – Brooklyńskiego, Manhattańskiego i Williamsburskiego (chyba).

Jakiś starszy pan mnie zaczępił, żeby mu fotę strzelić. Zaczął tłumaczyć gdzie się nastawia ostrość, gdzie się pstryka, bo to aparat na film. Zrobiłem mu zdjęcie i powiedziałem, że mój pierwszy aparat Minolta też był na film, więc mniej więcej pamiętam co i jak. Chwilę porozmawialiśmy. Okazało się, że pan mieszka w Mieście, w Queens i jest emerytowanym pracownikiem Warner Bros. Zaczął mi tłumaczyć co i jak warto zwiedzić. Zapytałem się o parę rzeczy – niestety nie umiał pomóc. Intrygował mnie Williamsburg most, czy jest dla pieszych. W sumie to pan nawet nie był pewien czy to Williamsburg Bridge. Powiedział mi za to, że matka Polka, a ojciec Niemiec. Szybko zakończyłem rozmowę, bo pan wydał się podejrzany. Niby z Miasta, a jak pytałem o coś, to nie wiedział. Spotkałem go jeszcze za Battery Park ale się tylko minęliśmy. Chyba go słońce musiało oślepiać, a ja go w ostatniej chwili zauważyłem. Uf. Never talk to strangers.

Z nabrzeża poszedłem w kierunku Battery Park i Staten Island Ferry. Przechodziłem przez bardzo fajną okolicę. Wąsko, ciemno, bo dookoła wysokie budynki. Ale klimatyczne miejsce. Jeszcze kiedyś na pewno zajrzę.

Battery Park w remoncie. Ponastawiali barierek, poblokowali wyjścia. Także zły pokręciłem się i uciekłem stamtąd w stronę metra.

W drodze na dworzec zaszedłem jeszcze do Manhattan Mall po jakiś ciuch dla drugiego siostrzeńca. Ale nowojorskie Aeropostale jakoś nie zachwyciło. Zajrzę u nas – w Garden State Plaza.

Zaszedłem na dworzec, odczekałem 20 minut i wsiadłem w autobus. Zasnąłem szybko ale i szybko się obudziłem. Nie widziało mi się przegapienie mojego przystanku i wylądowaniu gdzieś w Midland Park.

 

Aha, wkręciłem się w serial The Killing – wersja amerykańska. Rewelacyjna gra aktorska, bardzo dobry serial. Zero słabych momentów. Jednego dnia pyknąłem 11 czy też 12 odcinków. Kończę drugi sezon. Zostało mi jeszcze z 17 odcinków do końca trzeciej serii. Od czerwca rusza czwarta. Serdecznie polecam.

 

a po srodku tego Miasta jest taki wielki park 7 maja 2012

Dzis wycieczka bedzie krotka, wiec dam odpoczac memu krokomierzowi. 18 blokow od PABT, to zadna odleglosc. Dokladnie 1 mila w linii prostej. Do parku szedlem sobie 8 aleja zagladajac czasem do “duperella” store’ow. Nic ciekawego. Puzzle z widokiem Miasta za 34$ plus podatek. Ciut duzo. Moze zapalniczke kupie obklejona panorama Wielkiego Jablka.

W miedzyczasie kupilem sobie lunch w The Food Emporium – ohydna wode oraz ciut lepsza salatke z grilowanym kurczakiem. Nie zalowali ani kurczaka, ani salaty. Zielone jest zdrowe. Musze tylko uwazac, zeby nastepnym razem sprawdzic, czy na butelkach z woda jest napis “zero calories”. Bron boze kupic znowu. Eko jedzenie bardzo niesmaczne.

Do Central Parku wszedlem od strony Columbus Circle (Broadway i 59 st). Siadlem sobie na kamieniu na trawniku i zjadlem lunch. Znowu cos mi sie wylalo, bo serwetki byly mokre. Na szczescie nie upapralem sie tym razem.

W parku zycie plynie leniwie. Bryczki jezdza, joggersi biegaja, dzieci bawia sie na placach zabaw, a dorosli leza na trawniku to tu, to tam.

Ide popatrzec jak niektorzy graja w baseball.

Cos chlodno sie zrobilo. Zakladam koszule.

W koncu jakas lawka. Strasznie duzo calujacych sie w tym parku. Chyba wiosna przyszla. Na jednej skalce jakas panna mnie poprosila o zrobienie zdjecia. Poprosilem o rewanz. Podejrzewam ja, ze z UK byla, bo na koniec rzucila “cheers”. Brytyjczycy ciagle uzywaja tego slowa – cheers this, cheers that (czyli: cheers to, cheers tamto).

Tydzien temu na Times Square jakis azjata mlody poprosil, zebym zdjecie mu zrobil. 5 razy probowalem, bo mu sie nie podobaly. W koncu machnal reka i bylo po sesji. Angielski jego nieporadny, bo probowal powiedziec jaki chce kadr ale urywal wypowiedz po 3 slowach. Ja nie dociekalem.

Deszcz! Spadam z parku.

Na szczescie z duzej chmury maly deszcz. Pokropilo i przestalo. Wracam sobie 6 aleja. Mniej ludzi i da sie normalnie isc.

Jakby ktos mnie szukal to siedze na rogu 6 Ave i 51 st. Dokladnie 1285 6Ave. Za plecami mam Radio City Hall.

OK, ostatnia przerwa na wpis i czas wbijac sie na wyzsze aleje. Przedzierac sie bede przez dzungle, czyli Times Square. Kolorowa ta 6 aleja, zwana rowniez Ave of the Americas. Duzo biur, bo co chwile mijam jakis pracowo ubranych ludzi albo ludzie stoja pod budynkami i pala.

Wracalem 164. Ale to byl kurs przez Broadway w Fair Lawn. Lekko spanikowalem, jak po miescie cos za dlugo krazyl i nie mogl trafic do nas. Juz bylem bliski opuszczenia autobusu i odpalenia maps google na smartfonie. Postanowilem tak zrobic, jak tylko za oknami bedzie cos, czego nie znam lub nie kojarze. Na szczescie podjechal pod dom.

sometimes I feel like I live in Grand Central Station

 

Z okazji takiego malego swieta pozwalam sobie w tytule posta zacytowac pewna piosenke – Lady zGaga + Bejonse “Telephone”.

Po ponad 2 latach i prawie 3 miesiacach znowu sobie siedze w autobusie nr 164 w drodze do Miasta.

Na nowo musze sie nauczyc pisac, gdy trzesie.

Za oknem szaro, buro i ponuro (chyba ulubione powiedzenie tego wyjazdu). Ale pogodynka pokazala, ze po poludniu jakies slonce ma sie pokazac. Zobaczymy. Planu na Miasto nie mam. Moze znowu w sercu Manhattanu kupie buty?

A moze zakoncze na ten czas pisanie i popatrze przez okno co i jak na amerykanskiej ziemi?

Wytrzaslo, potrzaslo tak, ze sie zdrzemnalem w autobusie.

Z PABT* poszedlem prosto do informacji turystycznej na Times Square po troche makulatury. Wzialem mape Miasta (w sumie nie wiem czemu) oraz metra (tez nie wiem czemu). A moze kiedy na The Bronx zajrze? A moze na Staten Island? To sie mapy przydadza.

Zajrzalem do jednej Duperella Store ale nic mnie nie przekonalo. Same duperele.

Na szczescie na Times Square jest Aeropostale, wiec w koncu kupilem druga i ostatnia pare jeansow. Pytanie: Can i pay for them without taking them off nie zdziwilo sprzedawcow ale i tak skonczylo sie na tym, ze musialem zdjac, zaplacic i zalozyc spodnie z powrotem. Juz kilka razy w USA i Polsce zdarzalo mi sie, ze za cos placilem nie sciagajac z siebie.

Jak zwykle odwiedzilem moj ulubiony park i w sumie najbardziej ulubione miejsce w Miescie – Bryant Park, gdzie w koncu jest zielono i zycie tetni. Ludzie sie chillout-uja i jest milo. Obok mnie arykansko-amerykanska panna gra w pingponga ze swoim ziomem. Troche za wietrzenie jak na ten sport. Ale pani wiecej gada, niz gra. Zza drzew przebija sie wytytulowany Grand Central Station, do ktorego zmierze za chwile. 5 lat temu w tej okolicy kupilem fajne buty. Moze i teraz…

Sometimes i feel like i live in Grand Central Station

Pooblatywalem sie jak glupi dookola. Po sklepie ani widu, ani slychu. Wypstrykalem od srodka dworzec.

Pochodzilem sobie od Lexington Ave do 8 Ave w dol, az do 32 ulicy. Po dordze odwiedzilem sklepy, w ktorych cos do obucia moglo byc – JC Penny, Macy’s, Famous Footwear. Plus inne takie, co byly po drodze. Oczywiscie nasluchalem sie handba, handba, handba na przemian z armba, armba armba. Dla niewtajemniczonych powiem, ze chodzi o torebki – hand bag i arm bag.

Za najwyzszym budynkiem w Miescie – Empire State Building zakrecilem sie i wrocilem na gore do PABT.

Ponad 9 000 kokow. Nie pisalem. Moj pedometer zmartwychwstal. Mam go znowu przy pasku i licze kroki, odleglosc i kalorie. Choc z tymi kaloriami nie ma co sie podniecac – burbon jest kaloryczny, wiec what goes around, comes around.

Wlasnie czekam w autobusie, az ruszymy do domu. Jakis wazon siedzacy obok na mnie zerka. A wlasciwie to na to, co pisze. Strasznie bazgrole, to moze pomysli, ze to hebrajski. Chyba pan nie rozumie, bo nie obrazil sie za wazona. OK, jedziemy. Pierwszy odcinek podrozy to Holland Tunnel.

94:42 minut iscia

6,75 km iscia

548 kcal – iscie dokladny ten moj pedometr.

*PABT – Port Authority Bus Terminal

 

© 2026

Theme by Anders Noren — Up ↑