Tag: siostra

w moim magicznym domku

W moim magicznym domu
Wszystko się zdarzyć może.
Same zmyślają się historie,
Sam się rozgryza orzech

https://www.youtube.com/watch?v=3OHsDHVSTYc

Orzechy same się nigdy nie rozgryzały. Ale reszta to sama prawda! A kot Maciej całymi dniami w fotelu nie siedział. I nie lekceważył żadnej pracy. Ale czy fascynujący z niego facet?

Nie wiem, czy już się domyśliliście wszyscy, ale tak, odwiedzam stolicę Podlasia. WhiteStock. Mój serdeczny przyjaciel Radzio wracał z firmy do Biełago, to się zabrałem. Państwo z Europy na K. będzie wracało w sobotę lub w niedzielę, to mnie zgarnie.

Na sam przód Mama mnie załamała. Bo będzie głosować na … No źle będzie głosować. I weź jej wytłumacz – mówi mój kochany Tato. Ale czy Trzaskowski jest dobrym prezydentem Warszawy? – pyta rodzicielka. No tak, ten trochę młodszy, to może i lepiej – kontynuuje. Mamo, oni są w jednym wieku! – informuję uprzejmie. Powiedziałem później siostrze i jej bąbelkom, że ich babcia zwariowała. Także jak wygra Budyń, to wszystko dzięki mojej Mamusi. Eh, ten Białystok. Nigdy nie wiesz, co cię tam czeka.

A przyjechałem, bo ciągło. Od Bożego Narodzenia żem nie był, bo wiadomo co. W pociąg nie wsiądę, w autobus tez nie. Także przyjechałem okazją.

U siostry bąbelki knuły jakąś akcję – namówić matkę na podanie karty kredytowej w Uber, żeby można było hambuksy zamówić. Finalnie skończyło się na tym, że poszliśmy we 4 do Sztuki Mięsa koło naszego liceum (mojego i mojej siostry). Wiadomix, wszystko co dobre mieści się koło najlepszej szkoły na świecie – I LO w Białym im. Adasia tego od „a imię jego 44”. Szwagier jakiś niewyjściowy był i został w domu, co go pewnie ucieszyło.

Jedzenie dobre. Wystrój jakiś taki nijaki. Ja zamówiłem kalmary, bo nie mieli vege burgerów. W menu, w sekcji steki opisali jak można je zamówić. I na końcu, przy wysmażonym napisali po opisie „Szef kuchni nie poleca!”. Hehehehe. Ale serio. Kto by chciał wołową podeszwę jeść? Kiedyś ze Słodkokwaśnymi jak byliśmy we Lwowie w knajpie na mangalicy, to obok jakieś ruskie brały wysmażone na wiór mięso wołowe. Ok, kwestia gustu.

Po jedzeniu przeszliśmy się brodłejem, tzn. najgłówniejszą ulica miasta – Lipową przechodzącą w Rynek Kościuszki. Albo odwrotnie, w zależności od którego kościoła się startuje.

Jadąc do domu, na rogatkach miasta, rozpościerała się panorama stolicy Podlasia. Co było widać? Wieże cerkwi, wieże kościołów, Castorama, logo Makro Cash & Carry. Także jak ktoś chce zwiedzić centrum Białego, to zaczyna albo od białego kościoła św. Rocha i kończy na czerwonym Farnym. Albo odwrotnie. Przy Ratuszu, który nigdy nie pełnił funkcji administracyjnych od groma ludzi. To taki nasz Rynek Starego Miasta. Knajpa na knajpie. Social distancing w Białym chyba wyjechał już na wakacje, bo beztroska olbrzymia.

Pod domem popatrzyłem na trawnik między parkingiem i blokiem i łza na rzęsie mnie się zatrzęsła. Kurczaczki, ale zarosło. Przecie 30 lat temu ja na kocyku, podczas wakacji rżnąłem w karciochy! 3-5-8, brydż, pan i inne takie.

Eh. Kupiłem kilka bronksów, żeby z Papą wypić, ale rodzice już kończyli dzień. Mama jakieś bzdury propagandowe na TVPiS, a Tato jakieś paradokumenty na Polsacie.

Mój pokój jakiś taki malutki. Skurczył się. Kiedyś mieszkaliśmy w nim we dwójkę, z siostrą. Tapczan-półka i rozkładane łóżko. Później nas rozdzielili. Ale w tym pokoju prawie zawsze wisiał ten obrazek. Jakiś Da Vinci chyba.

Dobra, czas jakiegoś horrora odpalić na Feflixie.

Fajnie jest w domu. Fajnie tu wrócić.

nie ma to jak starsza siostra

zanim zacznę, to uprzejmie doniosę jaki jest status mojego mandatu. Chciałem zanieść do delegatury. Okazało się, że cwane gapy nie mają jej w Warszawie. Raszyn najbliżej. Fashion from Raszyn – taki kiedyś szyld widziałem w tej miejscowości. Musi ciuchy sprzedawali.

Także wypełniłem formularze czarnym długopisem i … dopisałem na górze „nie mam niebieskiego”, bo się okazało, że w pierwszym zdaniu wyboldowali pouczenie, że trzeba na niebiesko. Hmm może mandat anulują, jak się okaże, że źle coś zrobiłem? Oby.

Na poczcie mówię do pani, że nadać chcę list polecony.

– priorytet?

– nie. Polecony wystarczy

– 5,90

– ile? Drogo! – mówię

– bo polecony

– do Ameryki pocztówkę za 6 zł wysyłałem

– ale nie poleconym

– ale za 6 zł

– ale nie poleconym

 

Widzę, że gadka jak do Władka. Płacę i wychodzę. Pani kazała dopisać z tyłu koperty adres nadawcy. Dopisałem … niebieskim długopisem pocztowym. Teraz to w tej mandatowni nie uwierzą, że nie miałem niebieskiego. Do więzienia mnie wezmo. Jak nic.

 

Co do oddawania krwi, to … krew mnie zalewa. Musiałem kupić czekoladę do sernika, bo mnie znowu pogonili. Ale przynajmniej widok ładny miałem idąc.

Dziś pomyślałem, że pójdę na wysysanie krwi na Nowogrodzką (centrum miasta). Zachodzę i wychodzę po 5 minutach. Od groma ludzi i kolejka w słońcu. A dopiero przed 9 rano jest. Wygoogle’owałem gdzie są jakieś ambulanse. Był jeden na Ursynowie. Dojazd prosty – metro i autobus. Na miejscu okazało się, że jestem 2 w kolejce. Moszczę się, wypełniam surweje i inne ankiety. Wchodzę do pani lekarz i ta mówi, że niestety, w związku z tym, że 15 dni temu mnie zdyskwalifikowali za niski poziom białych krwinek, to nie mogą oni przyjąć krwi ode mnie, bo nie mają tu laboratorium i nie mogą sprawdzić, czy coś mi podskoczyło. Gdybym przyszedł po miesiącu, to inna gadka. No to mówię, że w takim razie pojadę na Saską. I tu pani mnie dobija mówiąc, że musi dać mi dyskwalifikację, bo zarejestrowałem się, a krwi nie oddałem. No musi. Poprosiłem, żeby dała choć na 1 dzień tego bana. Jutro pojadę na Saską. A miałem tam jechać od razu, ale zachciało mi się zmiany i wymyśliłem tę Nowogrodzką. Eh. 5 zł w plecy za czekoladę. Plus bilet 4,40. Metrem jechałem i tam kanary już u dołu schodów czyhają. Nie dało się na gapę jechać. No nic. Co się odwlecze, to nie …

Wracam do tematu.

No i idąc z powrotem z tej poczty dzwonię do dawno niesłyszanej siostry (nazwijmy ją Kasia). A mówię, że sernik robię. Oczywiście ciekawska Kasia nie byłaby sobą, jakby nie wywiedziała się wszystkiego o placku. To mówię, że figa pokrojona na dno, a do ciasta żurawiny.

– suszone? – pyta pani z policji

– tak

– obtocz mąką albo budyniem, bo opadną na dno

– ooo. Właśnie. Bo wtedy jak robiłem, to wszystko na dno poszło w jedno miejsce.

 

I od tego się ma starszą siostrę. Poradzi, podpowie. Wszystko wie. A jak byliśmy mali, to moja siostra, już wtedy była starsza ode mnie, mnie wykorzystywała. Mama mówiła jej, że ma zrobić to i tamto, i szła do pracy. A cwana siostrzyczka, jak się tylko drzwi zamykały wołała mnie i wydawała polecenia. Że niby mama mówiła, że ja mam zrobić to i tamto. Ja do garów i do sprzątania, a Kasia do swoich lalek. Cóż. Okazuje się po tylu latach, że umiem i wiem jak zrobić to i tamto. Dzięki siostra.

 

Kiedyś zapytałem się małego siostrzeńca Bąbelka od czego ma starszego brata, jak mi przyszedł głowę zawracać z jakimś problemem. Mały rezolutnie rzekł:

Wujku. Starszego brata mam od obrony mnie przed kolegami

 

No fakt. Szczególnie jak starszy brat judo trenował w dzieciństwie przez kilka lat. Mądry bąbelek.

 

A taka ciekawostka z naszego życia rodzinnego. Moja siostra, jak wyszła za mąż, to przestała być Kasią D. Ale wtedy mój cioteczny brat, też mdobrogov, tyle że Marcin, ożenił się z jakąś inną Katarzyną i na nowo mamy Kasię D. w rodzinie. Ciekawe, czy tak samo umie poradzić i podpowiedzieć. I czy wie wszystko?

wstyd (mi)

Nie mam już chyba rodziców. Ale muszę to jeszcze zweryfikować.

Wczoraj się zajadam pizzą w Segmencie na granicy Sadyby i Wilanowa i sobie tekstuję z ukochaną i jedyną siostrą. W końcu zadzwoniłem do niej i pogadaliśmy. EKUZ dla młodego trzeba załatwić, skoro wybiera się w podróż z okazji 18 urodzin ze swoim ukochanym i jedynym ojcem chrzestnym. W ramach prezentu miałem dla niego propozycję nie do odrzucenia. Albo kasa albo podróż w nieznane w strefie Szengen albo w strefie bezpaszportowej, bo sam nie wiem, czy to jednoznaczne. Chodzi o to, żeby na dowód osobisty można wjechać.

Młody wybrał Florencję. Ale EKUZ to już sam sobie musi załatwić, bo dorosły od kilku miesięcy już jest.

Najpierw miał być inny prezent. Zaproponowałem tak:

zabiorę Cię na mecz Twojej ukochanej drużyny piłkarskiej, pod warunkiem, że nie będzie to Barcelona

Chelsea lubię wujku – rzekł młodzieniec.

Uff, mądre dziecko. Byłoby najmądrzejsze, gdyby oczywiście wymienił Manchester United, ale cóż, Londyn też super. Niestety ciężko kupić było bilety, więc zasugerowałem dowolne miejsce w europie, do którego można wjechać na dowód.

I Kuba wybrał Florencję, bo jak zaczął grać w fifę, to właśnie fiorentiną. Ok. jedziemy. Młody musi się tylko ogarnąć jak te matury tam wyglądają w maju i kiedy nastąpi ich koniec.

Także konserwuję ze starszą siostrą, a ta mi mówi, że nasi rodzice ….

Aha, w Segmencie dają najlepszą pizzę w Waw! – wstawka

Boże jaki wstyd. Nie potrafię tego nawet napisać. Co zrobili moi rodzice?

Kinomani się zrobili, na psa urok. Opery już im się znudziły. Kilka razy dostali od nas w prezencie świątecznym wejściówki na wysoką kulturę. A wczoraj….

chlup, bęc, jedna pięćdziesiątka, druga, trzecia…

Wczoraj moi rodzice poszli do kina…

NA ZENKA!

 

To już chyba lepiej było iść na te 365 dni.

Matko boska! Nie mam rodziców! I chyba z pół rodziny już nie mam, bo oni nie poszli sami. To pewnie ta młodsza siostra mamy ich namówiła.

Przerwa na telefon do rodziców. Tato odebrał. Mama nie odbiera. Hmmm, pewnie się wstydzi teraz. Tato też się jakoś nie kwapił do rozmowy i wstyd mu było. Ponoć coś mnie było słabo słychać i coś przerywało. Eh ci rodzice.

Tato mówi, że dziadostwo ten film i żeby nie iść. Aha i poszli we 4 – rodzice i dwie siostry mamy (w tym jedna to moja chrzestna, a druga to chrzestna mojej siostry. Czyli 1 ojciec i 3 matki). Wstyd!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trudność 1/7 – tekst dziecinnie jasny

Tekst w liczbach:
  • Liczba akapitów: 17
  • Liczba zdań: 46
  • Liczba słów: 367
  • Liczba słów trudnych: 6

Tekst w procentach:

    • Procent słów trudnych: 2%
    • Procent rzeczowników: 27%
    • Procent rzeczowników trudnych: 1%
    • Procent czasowników: 20%
    • Procent czasowników trudnych: 2%
    • Procent przymiotników: 12%
    • Procent przymiotników trudnych: 1%

Trzeba chyba imiesłowy wskrzesić.

© 2026

Theme by Anders Noren — Up ↑