Tag: radio nowy świat

zmartwienia i inne rośliny

to już będzie bez mała 3 lata. 3 lata jak pani prezes o urodzie prawdziwej, wrednej pani prezes zniszczyła Trójkę. Słuchałem tej stacji jeszcze przez jakiś czas, bo nie było nic innego, bo nie można się było, po ponad 30 latach, od tak się odzwyczaić. Odstawić Trójki łatwo się nie dało. Radio Nowy Świat mnie nie porwało. Słuchałem tam kilku audycji, ale nie była to jakaś zatrważająca liczba. Może z dwa programy mnie interesowały. Nie było tam trójkowego klimatu. Manna nie trawię, więc tym bardziej nie ciągnęło. Cały czas było radio Muzo FM, ale oni tylko mieli dwie fajne audycje autorskie – o 20.00 w poniedziałki i wtorki. Bisior i Pegaz (o ile mnie pamięć nie myli) grali trójkowi na falach muzo fm eteru.

Ale i muzo fm ubili. W 2022 grupa Polsat sprzedała ZPR Media (czyli Eska i podobne). Na szczęście w 2021 rozpoczęło swoją działalność Radio 357. I to było to. Zostałem patronem od razu. I słucham codziennie. Nie wszystko, ale codziennie gra mi. Nawet Bisior się pojawił niedawno, ku mojej wielkiej radości. O Trójce zapomniałem na lata, ale w ubiegłym roku zerknąłem na zespół. Hm, nie powaliło mnie. Nie włączałem. Ale jak się okazało, że nową panią dyrektor jest teraz Agnieszka Szydłowska, to wspomniałem sobie o Trójce znowu. Nawet transfery się zaczęły powrotne. I z Radio Nowy Świat (Michał Nogaś), i z Radio 357 (Katarzyna Borowiecka). Ale nie zawracałem sobie głowy z moim powrotem do słuchania Trójki. Do czasu…

W ostatni piątek w końcu udało mi się po celebrować urodziny z kolegą Rafałem* (gwiazdka: wszelkie podobieństwo do zdarzeń i osób nie jest przypadkowe). On z lutego, ja … wiadomo z kiedy. Się umówiliśmy na Kabatach w tym naszym ulubionym miejscu, gdzie panoczek ma sklep/restaurację z winem. Do tego dorzuca jakieś przekąski, także jest co przetrącić. Jadę, pędzę na mityng i dostaję SMS, że czekają przy wyjściu ze stacji metra. Spotykamy się i idziemy do gruzińskiej knajpy, bo u panoczka głucho i ciemno. Kotary w oknach. Szkoda.

Z gruzińską knajpą mam ostatnio nienajlepsze wspomnienia i doświadczenia. Byliśmy w nowym miejscu zwanym Madloba i niestety porażka na całej linii. Na koniec nie potrafili znieść opinii na mapach Googla i zaczęli odpowiadać na nasze opinie w żenujący sposób. Jako że ja robiłem rezerwację, to dzwonili i do mnie z prośbą o usunięcie opinii. No nie udało im się.

Także do nowego miejsca szedłem z koleżeństwem z nadzieją. I się nie pomyliłem. Było przepysznie. Rafał jak zwykle skupiał się nad tym co powiedzieć i długo dobierał słowa, także ja z jego szanowną małżonką dawaliśmy w gadkę. Kolega się czasem wtrącał, zapowiadając swoją wypowiedź komunikatem – teraz ja będę mówił. I podczas naszej piątkowej nasiadówki padło na radiostacje – 357 i 3. Koleżeństwo Trójki podsłuchuje. Ja nie, ale tak mnie Aga zaintrygowała, że postanowiłem spróbować. Może by tak wskrzesić Trójkę? W sumie okres ku temu właściwy – Wielkanoc, zmartwychwstanie Pana Naszego. I na dodatek, jak to pisała Kasia Nosowska w swojej drugiej książce – drugą szansę daję, trzeciej już nie.

Wczoraj padło na Pół Perfekcyjnej Płyty oraz W Tonacji Trójki. Daria ze Śląska przyniosła do studia „The Diary of Alicia Keys” i sobie słuchaliśmy. Po 20.00 zaczęła się tonacja. Oj! Muzyka bardzo ciekawa, interesująca, nowa dla mnie w sporej części. Ale panie prowadzące bardzo męczące. Albo to była pani prowadząca i jej gościni. Nie wiem. Dwa infantylne głosiki. Dziś w Pół Perfekcyjnej Płyty Artur Rojek przyniósł „Meduzę” Clan’u of Xymox’u. Nigdy nie słyszałem muzyki tej grupy, ale byłem świadom, że taki ensembl istnieje/istniał. I znowu prowadzący był bardzo na NIE w tym całym programie. Co chwila przytakiwał Rojkowi swoim „mhm”. Mhm to, mhm tamto. Koszmar.

Ale jest nadzieja. Trójki będę podsłuchiwał. To już nie to samo. Bo jak mówi m.in. Magda Jethon Trójka to ludzie. I ci nowi prezenterzy Trójki nie stworzą. Nie widzę/słyszę tego. To może być ciekawe, inne niż Radio Bzdet, Eska, radio. Ale to już nie będzie TA Trójka.

W tych ostatnich dniach nauczyłem się, że jest taki zespół jak Worries and Other Plants. Fajnie grają! Dzięki Trójka.

Strasznie żonkile śmierdzą. Myślałem, że to woda z jakimś wspomagaczem rośnięcia, ale wymieniłem wodę i nadal śmierdzi. Ale przynajmniej fajnie, żółto, wiośnie jest. Wiosna, ech że ty!

3/5/7

Nie, nie ul. Myśliwiecka 3/5/7, ale radio 357.

 

Słuchałem Trujki po tych zamieszkach majowych. Broniłem Trujki. Nawet jak odpalił się Nowy Świat, to trwałem. Bo trzeba być na dobre i na złe. Większość uciekła.

Nowy Świat mnie na kolana nie rzucił. Podsłuchuję sobie. Ale chyba wciąż Trujka była częstszym gościem. Do 5 stycznia A.D. 2021.

Nie ma już innej częstotliwości dla mnie. No może to złe słowo, bo Radio 357 jeszcze na FM nie nadaje.

Nie wierzyłem, że uda się stworzyć coś wtórnego. Że da się Trójkę odtworzyć, skopiować. Ale od kilu dni słucham i się nie mogę oderwać. Zastanawiam się nawet na wysokością finansowania tego cuda. Bo to, że patronem będę, przesądzone już jest. Pomyślimy. Może 35,7 zł miesięcznie?

 

I też muzyka na nowo staje się przyjemnością.

Zasłuchuję się w … Taylor Swift. Mówiłem Arkowi-Zegarkowi, że jej letnie dzieło „Folklore” jednym uchem wpada, drugim wypada. Jakbym słuchał jednego, bardzo długiego kawałka. Ale zimowy „Evermore” mnie oczarował. Słucham i słucham. Nawet niektórzy radiowcy są zadziwieni.

A pani Taylor, jako jedyna ma już pięć albumów, które okazały się najlepiej sprzedającymi się w ciągu danego roku. Adele ma takie cztery osiągnięcia. Ale tylko z dwoma krążkami. Jej 21 okazał się najlepiej sprzedającym się albumem w 2011 i 2012 roku. A 25 – w 2015 i 2016. A pani Taylor zrobiła to z pięcioma różnymi płytami. Jak widać z takiego kiepskiego country można wyrosnąć i zacząć tworzyć coś innego.

Wróciłem z Kwakowa. Eh, dobrze tak wyjechać z Warszawy. Dosyć miasta. Zwolnienie tempa i doznań jak najbardziej posłużyło. Czas płynie inaczej.

Kolega produkuje nawet dobre wino i hoduje owieczkę i barana. Głupie to zwierzątka. Non stop wgapione we mnie jak przechodzę kawałek od nich. Ale spieprzają, jak jestem obok. Meee, beee.

Co do wina własnej produkcji w Kwakowie, to zaproponowałem nazwę KFUCKOFF. Wydaje mi się, że o wiele to lepsze niż pretensjonalne Wino z Kwakowa, c’nie? Ale napitki kolega robi dobre. Posmakowało wszystkim.

 

Robiłem zakupy w Wierzchowicach. Poproszono mnie, żebym kupił lody. Takie, jakie pani Magda zawsze bierze. Podbijam do sklepu. Zaopatrzenie kiepskie bardzo. Ale pytam się o lody, które zawsze pani Magda bierze. Ekspedientka nawet się nie zdziwiła. Ale i tak powiedziała, że nie ma. W sumie, to żadnych lodów nie było, więc to żadna filozofia odpowiedzieć na pytanie o lody pani Magdy.

Ale fajny klimat. Przypomina mi czasy dzieciństwa.

Pani w Radio 357 rozmawiała z drugą panią o pandemicznym życiu w Gruzji. Inne tempo życia. Nie umawiasz się na konkretną godzinę i nie tupiesz nogą, jak już minuta po wyznaczonym czasie mija, a gościa nie ma. „Wpadnę do Ciebie jutro” – to znaczy nie mniej, ni więcej, że odwiedzę kogoś, jak wstanę (nie przed 11) i wydoję krowy.

Jak ktoś ma urodziny, to nie potrzebuje ani zaproszenia, ani prezentów. W sklepie i tak nic nie ma. A jak jest, to się nie ma pieniędzy. W sklepach najczęściej odbywa się wymiana barterowa. Ja biorę dobro spożywcze na zeszyt, ale jak będziesz przechodził obok, to ci kwiatków nazrywam i wręczę. Eh, życie może być inne.

Ula z Teksasu przysłała filmik, że jej śnieg do basenu pada. Dziwny ten świat w 2021!

wielkanoc

 

Alleluja, pani prof. ze Szczecina z martwych wstała!

Milczawszy ostanio. Wiem. Cóż, najwyraźniej w wielki post nie pisuję.

Rozmawiałem jakiś niedawny czas temu ze Słodkokwaśną (wtedy chyba co na randce byliśmy nad rzeką na barce :-)) i zapytałem się, czy wspomniana pani uczona odzywa się na Fejsie, czy żyje. Okazało się, że coś tam czasem skrobnie. Pomyślałem zadzwonić do koleżanki, ale jakoś nigdy nie był odpowiedni czas. A to praca w domu, a to „07 zgłoś się” oglądam a to to i tamto. I tak ścichapęk słyszę „brzdęk” na moim lapsie. Mail nadszedł. Ze Szczecina. Pani prof. się zapytuje, czy słucham Radio Nowy Świat, co sądzę o nowej stacji. Każdy kto śledzi mój blog i dyskurs pomiędzy mną, a uczoną, to wie, że myśmy Trójkowe słuchacze byli. Listy słuchaliśmy, komentowaliśmy niektóre potwory, to znaczy utwory (Grażka Domowych Melodii oraz Lucy Phere T’love). No i chyba koleżankę też trafił szlag z powodu dewastacji naszego ulubionego radio. Bo pisze mi w mailu, że przez ostatnie miesiące słucha radia z muzykami klasycznymi, w efekcie czego zafiksowała się na śp. Krzysztofie Pendereckim. Przecie każdy wie, że muzyki tego pana nie da się słuchać (w większej, i w mniejszej w sumie, dawce). Także mąż koleżanki postawił ultimatum, że albo Penderecki, albo on.

Chyba wybór padł na starego, bo inaczej by pani prof. nie pytała mnie o Radio Nowy Świat, c’nie?

A co ja, biedny żuczek, myślę o tym nowym tworze?

Ja cały czas kibicowałem Trójce. Słuchałem, bo mimo wszystko nie było innego radio z dobrą muzyką.
Trójka niestety zrobiła się jakaś … śniadaniowa za panowania dyrektora Strzyczkowskiego. Ale słuchałem. Napisałem kiedyś do pani redaktor prowadzącej program o Nowym Jorku. Ucieszyła się i odpisała. Niestety za późno napisałem, więc nie było szans na odczytanie maila na antenie. Ale ja nawet nie liczyłem na to. Nie pomyślałem nawet o tym. I jaka siurpryza! Druga pani prowadząca się również odezwała w podzięce (bo pierwsza uprzejmie doniosła). Fajnie, że był odzew. To miłe.
Kiedyś napisałem do byłej pracownicy radio Anny Gacek, że mam książkę Patti Smith do oddania. Czy nie chciałaby, bo bym dał za darmo. Jej miłość do wspomnianej artystki znana jest od Tatr po Bałtyk. Nawet panie redahtor nie odpisała. Przestałem się interesować losami tej pani. Widziałem raz fragment jej audycji na youtube. To nie to samo.

Pomimo burz i naporów Trójki słuchałem i słucham nadal. Wyłączam tylko, jak za mikrofonem siada nudny pan, z nudną muzyką, z nudną audycją, z nudnym głosem. Piotr Baron.
Odpaliłem Radio Nowy Świat pierwszego dnia. I dopiero wtedy usłyszałem różnicę. A właściwie przepaść między Trójką a RNŚ. Trójkę powinni zasypać. To co teraz jest, to dogorywanie. Brzmi to wszystko jak RMF lub bZdET. Są oczywiście (małe) wyjątki.

Uderzyły mnie niedawno dwie rzeczy w Trujce. Dobry pop broni się sam, a te panie są ikonami popu – powiedziała pani młoda redaktor prezentując Miley Cyrus i wspomniając Taylor Swift.

Wczoraj pani redaktor (nie wiem czy inna, czy ta sama, one dla mnie brzmią tak samo) ekscytowała się nowym, niespodziewanym dziełem Taylor Swift. Rzuciła nawet, że jeśli duet artystki z Bon Iverem nie otrzyma żadnych komercyjnych i znaczących nagród, to będzie to duże niedopatrzenie. Wydaje mi się, że w starej Trójce nigdy bym czegoś takiego nie usłyszał. Nie mówię, że to jest złe, po prostu inne. I albo trzeba będzie się przestawić, albo zmienić częstotliwość w radyjku.
W Radio Nowy Świat lubię wszystko oprócz tej pani Beaty z porannych audycji publicystycznych. Jakoś rano nie przyswajam gadania. To jest czas na muzykę z jakimś fajnym komentarzem. Z kolei, dzięki nowej stacji, Manna zacząłem słuchać. W końcu jakoś daję radę i nie mam alergii na tego pana. Dobrą muzykę puszcza, trzeba mu to przyznać.
Podoba mi się audycja Kuby Badacha pt. Badafonia. Ma to w środy od 19 do 21. To jest jego debiut w eterze i idzie mu super. Fajne jest to, że muzyk mówi o muzyce. Ma inne spojrzenie niż redaktor/dziennikarz muzyczny. Inaczej widzi, inaczej słyszy.

Wczoraj liznąłem audycję naszego wybitnego jazzmana Marka Napiórkowskiego pod nazwą Napiór w Eterze. Ta sama historia jak powyżej. Lubię słuchać muzyków mówiących o muzyce.

 

Dużym atutem jest pasmo Próbny Lot dla młodych talentów. Czasem się zastanawiam, czy oby na pewno są to osoby, które dopiero zaczynają przygodę z mikrofonem. Ciekawe rozmowy, ciekawa muzyka. Nie znam szczegółów tego formatu. Czy oni są już na stałe? Czy trzeba będzie kogoś eliminować?

Także Renata, jak już z tego krzyża się zerwałaś, to włączaj radyjo i mów co sądzisz. Aha, odkryłem aplikację literaki. Jakbyś chciała przegrać ze 2000 razy, jak to bywało drzewiej, to daj znaka*. Cmok.

 

Dziś kolejny rekord wzrostu zakażeń w Polsce. Brawo my, Polacy.

Z tydzień temu stoję w kolejce na bazarze. Maska na buzi, półtora metra za ostatnim kolejkowiczem. Czuję, jak jakaś torba ociera mi się o tyłek mój. Se zerkam przez ramię – starszy pan. Maska na buzi, ale nie na nosie. No, dobra, niech mu będzie – pomyślałem – przecie nie będę robił scen, jak jakiś stary dziad. Oczywiście chodziło o maseczkę nienaciągniętą na nos, a nie o jego torbę na moim tyłku. Robię pół kroku przed siebie i czekam w kolejce. Nagle pan zaczyna prychać, kaszleć, kichać. Obracam się i widzę, że pan już bez maseczki używa sobie w najlepsze.

– proszę się cofnąć, albo założyć maseczkę – mówię stanowczo

Pan się nachyla do mnie i dopiero wtedy widzę, że ma aparat słuchowy.

– panie, cofnij się pan, albo załóż maseczkę – powtarzam

– aaa, dziękuję – odpowiada

Dziękuję? chyba przepraszam – pomyślałem lekko bity z pantałyku.

Pan się ciut wycofał i zakrył twarz.

Nie wiem, co ludzie sobie myślą? Że nie ma wirusa? Że na wakacje wyjechał? I gdzie jest policja albo straż miejska? Jak przejeżdżałem przez bulwary i się okazało, że ten wytatuowany idol Quebonafide ma jakiś występ, to musiałem zejść z roweru. Nie dało się przez tłum przejechać. Dzieciarnia rozentuzjazmowana i piszcząca gromadziła się bez maseczek nie zachowując dystansu. Policja przechadzała się patrząc … w drugą stronę.

 

 

 

 

 

 

* Żart oczywisty. Na początku naszej znajomości „klepałem” równo panią profesor ze Szczecina. Było 2000 coś do 800 na moją korzyść. Ale teraz myślę, że to uczona by lała mnie na kwaśne japko.

koszmar bieżącego lata

 

 

Nie wiem co jest, ale miałem koszmar ostatniej nocy! W moim magicznym domku!? Dziwne. Paranormalne.

Sen był jakiś wyborczy i składał się z różnych epizodów. I wszystko się zaczęło chyba od tego, że jadąc do Białego mijał nas Budyń aka Sebastian asystowany przez migające i wyjące auta. Pewnie się agitował w Suwałkach. I ten fakt, i wybór mojej Mamy spowodował, że śnił mi się nie mój prezydent Wolski.

Najpierw koło bloku mojej siostry zatrzymał się wehikuł, z którego wysiadł Sebastian. Jak gdyby nigdy nic zarzucił na ramię torbę i poszedł na zakupy do Biedry! Czyli to prawda, prezydent wszystkich Wolaków. Prezydent wolskich spraw. Eh. Super kandydat.

Druga część koszmaru działa się przy ul. Sokólskiej 3. Podjeżdżam ja ci autem i widzę, że Pierwsza Dama parkuje przy moim budynku. Ponoć miała coś z naszego mieszkania zabrać. Jakieś stare rzeczy Sebastiana. Parkuję przy klatce, żeby drzwi szanownie otworzyć Pierwszej Damie i …

I nie przylazła! Czekam jak głupi. Okazało się, że z tych emocji zostawiłem kluczyki od auta w domu w Waw (to ciekawe jak w ogóle udało mi się przyjechać! Ale jak wiemy, sny mają swoje własne prawa, których szkiełko i oko nie pojmie nigdy).

I stoję jak ta pała pod klatką. A moje auto blokuje przejazd. Wioska. Pewnie Pierwsza Dama poszła do Biedry pomóc staremu taszczyć zakupy.

Obudziłem się niewyspany. Koszmar!

A rano włączyłem oba komputery i zacząłem pracę zdalną.

Na prywatnym lapsie odpaliłem Radio Nowy Świat i z taką pewną nieśmiałością słucham. Poranna Manna na dzień dobry. Nigdy nie przepadałem za Mannem, ale teraz słucham z takim rozrzewnieniem.

Napisałem tekst do Arka-Zegarka, który wspiera finansowo ten projekt. Jest patronem. Nie wiem czy mogę przytoczyć naszą rozmowę, bo namawiam kolegę do przemocy domowej. No cóż mogę powiedzieć. Kolega Arkadiusz jest freak-iem muzycznym. Trójkę uwielbia(ł), to nie dziwota, że do tego nowego projektu ma słabość. Ja się cieszę, że w końcu ruszyli, bo tego nowego radio (b)Z(d)et, to znaczy nowej Trójki nie da się słuchać.

Ok. Arkadiusz udzielił zgody na publikację naszej konwersacji. Ale ostrzegł, że jego szanowna małżonka, a moja szalenie serdeczna przyjaciółka Ula też czyta moje wypociny. Ula, ja tylko żartowałem. Przemocy domowej mówmyż stanowcze NIE.

Dla przeciwwagi, żeby nie było, że tak Dudę lubię, wrzucam fotkę. Już fani Sebastiana atakują.

Miłego piątku wszystkim. Niech ten koszmar od niedzieli się już skończy. WyPAD 2020!

the end

Kurczaczki, ciasto francuskie mi nie wyszło, a widelec spadł z talerza do kosza!

Wnioski?

– schować kosz z powrotem do szafki 

– nie rozciągać tak ciasta, bo się podziurawi

– duchy wróciły i czegoś chcą

Wpis miał się nazywać „nic nie może przecież wiecznie trwać”, ale coś mi zaświtało, że już coś takiego popełniłem. O tu jest.

Tych wpisów mam ze 40, a jednak wiem, co się w nich mieści. Właśnie. Ile ja mam tych wpisów. Adnu sekundeczku. Bzzz pii uuuu grrr brrr, mam już. To jest 360 post.

To jest the end, czyli koniec.

Rozmawiałem 21 maja z moim serdecznym kolegą ze studiów, którego nazwę tu, hmmm, Arek-Zegarek (sorki Arek). Szalenie dawno się nie słyszeliśmy i nie widzieliśmy. Pamiętam jak dziś, że w jakimś biurze przy ul. Sienkiewicza opijaliśmy zdrowie pierworodnej. Ciekawe czy pamiętasz Arek czego wtedy słuchaliśmy … często. Starsailor i ich „Love Is Here”.

Don’t you know you’ve got your Daddy’s eyes 
And your Daddy was an alcoholic

Nie, niczego nie insynuuję. Ta piosenka była po prostu przez nas katowana. No może nie katowana, ale często grana.

Ja uwielbiam z kolei tytułową piosenkę. Smutna taka.

A chciałem na wesoło, ale przypomniałem, że to koniec, koniec pewnej ery, to na smutno chyba powinno być, także smutna piosenka jest na miejscu.

No i wyobraźcie sobie, że wczoraj pępkowe, a dziś matura u córki! Jak ten czas leci? A mamy tylko … 29 lat (Arek-Zegarek jest mój rocznik, jak się łatwo domyślić, skoro na studiach się poznaliśmy. No dobra, mógł być po technikum, a ja przecie 7 lat grałem w licealnej drużynie koszykówki).

Arek załamany sytuacją w Trójce. Jak szybko można tak radio rozpierdolić? (chyba tego wyrazu użył? Albo ja to chyba powiedziałem, a on przytaknął). Ale sami przyznajcie, że ten wyraz jest na miejscu. Jeśli czytają to nieletni, to tu jest komunikat:

Drogie dzieci, tak, w języku polskim występują wyrazy zakwalifikowane do wyrazów „nienamiejscu” lub po prostu wulgarnych.

Synku, to ty przeklinasz? – tak kiedyś retorycznie zapytała mnie mama, jak w zdenerwowaniu zakląłem jadąc autem.

Trójki już nie ma. Jest za to Trujka. Powiedziałem koledze, że ja jeszcze słucham i będę słuchać. Dziś otwieram me niebieskie oczy, klikam na ramówkę radia, a tam … Wojciech Cejrowski. Brrr. Nie, nie słucham już tego programu.

Kolega zaangażował się w finansowanie nowego projektu zwanego Radio Nowy Świat. Myślę i ja o tym. Ale wpierw niech ruszą, zobaczymy. Na razie dla mnie to nie wygląda za atrakcyjnie. Czas pokaże.

Listy przebojów już nie będę słuchać, bo jakoś mnie odrzuciło. 

I kończąc wątek kolegi Arka-Zegarka. Mam nadzieję, że pojechałeś na te Mazury, czy Warmię, bo ja dziś jednak wpaść nie mogę. Umówionym.

Ale co za akcja z tym umówieniem się. Jakiś czas temu zadzwoniłem do kumpla i mu mówię:

– stary, odmrażają gospodarkę, to się musimy w końcu spotkać. Piątek sobie zarezerwuj. Kolega się nazywa Piątek. Ale nie Krzysiek, to nie ten od futbolu.

– ok, postaram się

I słuch zaginął po koledze. Standard w jego wykonaniu. Dzwonię na przykład w poniedziałek, a ten mówi „oddzwonię do Ciebie za chwilę”. Mhm. Czekaj tatka latka.

Jest piątek, dzwoni Piątek.

– cześć … – zagaja

– to Ty teraz do mnie dzwonisz?! Toż mieliśmy się spotkać tydzień temu w piątek. Zapomniałeś?! – zaczynam swoją nie do końca passive ale na pewno aggressive narrację

– no dziś nie mogę, ale w sobotę możemy gdzieś wyskoczyć – kontynuuje kolega.

Zaczyna do mnie docierać, że zachowałem się jak pałka i to jest teraz ten piątek, bo tydzień wcześniej nie było nawet gdzie się spotkać. Mea culpa. Kacze pióro, czas leci szybko, jak nam knajpy odmrozili.

Dobra, koniec z tym wątkiem. Jest sobota, to nie gadamy o Piątku.

O kurczaczki! Teraz dopiero widzę w górnym rogu arkusza WORD, że jest opcja dyktuj. To po ki czort ja stukam w tę klawiaturę!!! Yuppie.

Ostatnio ni to z nudów, ni to z ciekawości zacząłem eksplorować świat blogów. Nie czytałem nigdy, z wyjątkiem Słodkokwaśnej, którego blog szalenie polecam, innych stron, bo uważałem, że to nuda i nie da się tego czytać. Kto by chciał zagłębiać się w świat innej osoby i zapoznawać się z dziwnymi przemyśleniami na stronach www?

Ale dałem szansę i obserwuję kilka blogów. Z jedną osobą wdałem się w wymianę opinii. Trochę mi łyso, bo ja mam bloga od 11 lat, a kolega z rok. Ale potwierdził mi to, czego się obawiałem. Chcesz sukces, to się staraj. To jest czas i praca. Samo się nic nie zrobi. Nawet jeśli napiszę najwspanialszy wpis, to świat przede mną na kolana nie padnie.

Działa to wszystko podobnie, jak znam to z instagrama (tak, konto skasowałem na IG). Like4like, follow4follow. Zaczynasz coś komentować, to ta druga osoba wróci do ciebie i jeszcze inni jego „czytacze”. 

Istotnym faktorem jest posiadanie jednak MordoKsiążki. 

Ja mam/miałem kilka przemyśleń na temat prowadzenia bloga:

– nie zakładam FB

– nie płacę

– nie nastawiam się na zarobek

Ale pogadałem jeszcze z inną osobą i się poważnie zastanawiam, czy nie kupić jednak czegoś na tym WordPressie. Ale nie pakiet premium za 33 zł/miesięcznie. Ale ten niższy za 14 zł. Poczekam tylko na jakieś flashowe wyprzedaże, bo mają czasem. Zobaczymy.

No i z tą drugą osobą sobie konwersuję i pytam się go jak to jest z tym pisaniem, bo on ma bloga od 1999 roku. Toż to inna epoka, inne milenium. Mówił mi, że zaczynał na blog.pl ale się po jakimś czasie zwinęli, bo wordpress nadchodził. 

Także zaczynam coś z moim blogiem zrobić. Muszę się jeszcze do Słodkowaśnej na korepetycje wybrać.

Podczas tych rozmów padł temat, że nic w internecie nie ginie. 

Dziś miałem koszmar.

Ten wpis miał być krótki, jedno- lub góra dwuzdaniowy. A znowu wyszło czort wie co.

Śniło mi się, że skasowali mi wpisy na wordpressie! The end! Naprawdę się wystraszyłem. 

Od dłuższego czasu piszę moje posty w word-zie, a później je wklejam na blog. Ale ten plik to takie demo, często, a właściwie prawie zawsze, mi się zdarza poprawiać później to co napisałem. Także jakby skasowali, to byłby to dla mnie dramat. 11 lat w piach by poszło. Może ktoś ma radę, albo wie, jak się przed taką sytuacją ustrzec (gdyby sen zaczął się urzeczywistniać)?

This is the end
Beautiful friend
This is the end
My only friend, the end

© 2026

Theme by Anders Noren — Up ↑