Tag: radio 357

powieść w odcinkach, czyli …

powrót do słuchania Trójki.

Jakoś nie zrobił na mnie wrażenia fakt, że Agnieszka Szydłowska objęła stery w Trójce. A niech sobie grają – tak myślałem. Nikt nie będzie lepszy od Radio 357. Zaintrygował mnie jednak transfer Katarzyny Borowieckiej z Radio 357 do Trójki na stanowisko pani kierownik. Przejrzałem wtedy rubrykę „kogo nie słychać w Radio 357”. I się zaskoczyłem. Rysa na radiostacji się pojawiła.

Gawędziłem też nie tak dawno z Rafałem i jego małżonką o Trójce. Że niby tak ładnie zmartwychwstają. Ale ja wtedy nadal nie dawałem się przekonać, bo kilka razy podsłuchałem Trójki i jakoś nie przekonali mnie. O ile jeszcze muzyka była ok, to prowadzący kompletnie niepasujący do mojego starego radia.

Ale w sierpniu okazuje się, że apka Polskiego Radia częściej włączana niż Radio 357. Muzyczna Poczta UKF, czy w Tonacji Trójki powodują, że łza na rzęsie mi się trzęsie. Jedynie Listy Przebojów nie mogę przebrnąć. Mają dziwną kolejność, czy też szyk prezentowania piosenek. Listy Piosenek w Radio 357 też nie słucham, ale tylko dlatego, że jest nudna.

Podczas obecnego urlopu w chłodnej Szwecji mogę w spokoju posłuchać porannego pasma trójkowego. I znowu natknąłem się na Powieść w Odcinkach! Jakże jam lubił ten kącik. Choć zawsze uważałem, że słuchanie audiobooków to oksymoron i nieporozumienie. Ale paradoksalnie w Trójce zawsze z przyjemnością słuchałem tych czytanych fragmentów powieści. Może tak twierdziłem, że wolałem w tym czasie posłuchać muzyki. Szkoda było czasu na słuchanie książki. Ale jeszcze zależy wszystko od tego, kto czyta. Piotra Frączewskiego bardzo lubię słuchać. Na Netflix jest kilka filmów, które chciałem obejrzeć. Problem był taki, że musiałem włączać lektora. I niestety czasem włączał się głos Anny Nowaczyk. Słuchałem ją w radio Muzo FM. Muzykę prezentowała ciekawą, ale głos miała irytujący. I bardzo często używała tych samych wyświechtanych zwrotów. Ale ad rem. Tak mnie kilka lat temu zaintrygowały czytane fragmenty powieści Bracia Sisters, że postanowiłem poszperać. Na sam przód znalazłem … film. I to nawet w dobrej obsadzie. Nie dokończyłem nawet oglądania. Książka czytana była o niebo ciekawsza i bardziej działająca na wyobraźnię.

W tym tygodniu odczytywana jest powieść kryminalna pt. Wiosna Zaginionych Anny Kańtoch. Czyta Maria Seweryn. Cholera – do koszyka dziś włożyłem całą trylogię. Ale w ostatniej chwili powstrzymałem się i usunąłem Lato… i Jesień…. Zobaczymy, czy będzie kontynuacja po pierwszej cześci. Swój adres mailowy kindle’a odnalazłem. Mam nadzieję, że amazon nic nie zmienił i przesyłanie plików jest nadal banalne.

W sprawie wakacji uprzejmie donoszę, że Malmo odkrywam na nowo. Do Helsingborga się w końcu wybrałem. I nie zawiodłem się. Ciekawe miasto na półdniową eskapadę.

Malmo

 

Helsingborg

maj maj maj

 

my, my, my, Delilah

ech, czas gna! Tylko na mojej pralce jakoś wszystko się ciągnie i dłuży. Ale urządzenie nowe, mające ciut ponad rok, więc nie dziwota. Już kilkukrotnie pisałem, że czas biegnie szybciej jak się starzejemy.

Z moją pralką jest tak, że co chwila się łapię na tym, że to co na wyświetlaczu nie jest prawdą. Że godzina i 37 minut, to prawie dwie godziny. A wirowanie, które oryginalnie ma trwać 10 minut, to trwa … 10 minut ale chyba w twilight zone! W czwartek spóźniłem się do pana mojego przez przepierkę. Mówiłem mu, że będę przed 10. A że była 7:40, to stwierdziłem, że białe nastawię. No szef akurat nie jest małostkowy, więc nie było problemu. Aha, uwielbiam długie weekendy. Przeprawa przez inwestycję pn. tramwaj do Wilanowa do pana mojego trwała szokujące 10 minut autobusem! 10 minut normalnie to się przesuwa 500 m w normalnym dniu pracującym. Dobry maj.

My, my, my, Delilah
2 maja zawsze przed oczami staje mi obraz z 1992 roku, jak jadę na ulicę Handlową w Białymstoku, żeby bilet miesięczny kupić. Kompletnie nie pamiętam, czemu tam i czemu akurat w sobotę. I w głowie miałem piosenkę, a właściwie teledysk zespołu En Vogue – My lovin’ (never gonna get it), który dotarł tylko do 2 miejsca na liście billboardu, a tak mi się ten utwór szalenie podobał. Nie wiem czemu to pamiętam. Chyba faktycznie jestem genialny albo jakiś specjalny.

3 maja znowu top. Polski top. Pamiętam czasy, kiedy słuchałem tego w Stanach. Wtedy Trójka robiła taką zabawę. Dziś na szczęście Radio 357 i można sobie to odsłuchać, bo na szczęście wszystkie ich audycje są nagrywane i patroni mogą później nadrobić zaległości, albo wrócić do audycji.

Fajnie się słucha tego. Dziś piosenki brzmią inaczej, fajnie. Mam tylko kilka wyjątków – piosenki, których nie mogę zdzierżyć, mimo tego święta. Są to:

– dżem – wehikuł czasu

– dżem – czerwony jak cegła

– chłopcy z palcu broni – kocham cię

– myslovitz – długość dźwięku samotności – niestety top 5 w tym roku. Radio w Polsce zaszlachtowało ten utwór

A tak, to 131+ piosenek bardzo mnie radowało.

I sobie tak się top sączy. Na 2 godziny musiałem się wyłączyć, bo praca wzywała. 32. Bieg Konstytucji 3 Maja dziś się odbył i sobie z kilkoma ludkami z pracy poszliśmy zobaczyć, czy organizator sponsora głównego dobrze traktuje. I hymn sobie pośpiewaliśmy. Przejdziem Wisłe, przejdziem Wartę, będziem Polakami.

Ale sobie posłucham jutro tych zaległych dwóch godzin.

W tym roku radio dało szansę pochwalić się swoim głosowaniem. 100 głosów mieliśmy.

Miejsce 4 – mój dom murem podzielony.

Pa pa!

zmartwienia i inne rośliny

to już będzie bez mała 3 lata. 3 lata jak pani prezes o urodzie prawdziwej, wrednej pani prezes zniszczyła Trójkę. Słuchałem tej stacji jeszcze przez jakiś czas, bo nie było nic innego, bo nie można się było, po ponad 30 latach, od tak się odzwyczaić. Odstawić Trójki łatwo się nie dało. Radio Nowy Świat mnie nie porwało. Słuchałem tam kilku audycji, ale nie była to jakaś zatrważająca liczba. Może z dwa programy mnie interesowały. Nie było tam trójkowego klimatu. Manna nie trawię, więc tym bardziej nie ciągnęło. Cały czas było radio Muzo FM, ale oni tylko mieli dwie fajne audycje autorskie – o 20.00 w poniedziałki i wtorki. Bisior i Pegaz (o ile mnie pamięć nie myli) grali trójkowi na falach muzo fm eteru.

Ale i muzo fm ubili. W 2022 grupa Polsat sprzedała ZPR Media (czyli Eska i podobne). Na szczęście w 2021 rozpoczęło swoją działalność Radio 357. I to było to. Zostałem patronem od razu. I słucham codziennie. Nie wszystko, ale codziennie gra mi. Nawet Bisior się pojawił niedawno, ku mojej wielkiej radości. O Trójce zapomniałem na lata, ale w ubiegłym roku zerknąłem na zespół. Hm, nie powaliło mnie. Nie włączałem. Ale jak się okazało, że nową panią dyrektor jest teraz Agnieszka Szydłowska, to wspomniałem sobie o Trójce znowu. Nawet transfery się zaczęły powrotne. I z Radio Nowy Świat (Michał Nogaś), i z Radio 357 (Katarzyna Borowiecka). Ale nie zawracałem sobie głowy z moim powrotem do słuchania Trójki. Do czasu…

W ostatni piątek w końcu udało mi się po celebrować urodziny z kolegą Rafałem* (gwiazdka: wszelkie podobieństwo do zdarzeń i osób nie jest przypadkowe). On z lutego, ja … wiadomo z kiedy. Się umówiliśmy na Kabatach w tym naszym ulubionym miejscu, gdzie panoczek ma sklep/restaurację z winem. Do tego dorzuca jakieś przekąski, także jest co przetrącić. Jadę, pędzę na mityng i dostaję SMS, że czekają przy wyjściu ze stacji metra. Spotykamy się i idziemy do gruzińskiej knajpy, bo u panoczka głucho i ciemno. Kotary w oknach. Szkoda.

Z gruzińską knajpą mam ostatnio nienajlepsze wspomnienia i doświadczenia. Byliśmy w nowym miejscu zwanym Madloba i niestety porażka na całej linii. Na koniec nie potrafili znieść opinii na mapach Googla i zaczęli odpowiadać na nasze opinie w żenujący sposób. Jako że ja robiłem rezerwację, to dzwonili i do mnie z prośbą o usunięcie opinii. No nie udało im się.

Także do nowego miejsca szedłem z koleżeństwem z nadzieją. I się nie pomyliłem. Było przepysznie. Rafał jak zwykle skupiał się nad tym co powiedzieć i długo dobierał słowa, także ja z jego szanowną małżonką dawaliśmy w gadkę. Kolega się czasem wtrącał, zapowiadając swoją wypowiedź komunikatem – teraz ja będę mówił. I podczas naszej piątkowej nasiadówki padło na radiostacje – 357 i 3. Koleżeństwo Trójki podsłuchuje. Ja nie, ale tak mnie Aga zaintrygowała, że postanowiłem spróbować. Może by tak wskrzesić Trójkę? W sumie okres ku temu właściwy – Wielkanoc, zmartwychwstanie Pana Naszego. I na dodatek, jak to pisała Kasia Nosowska w swojej drugiej książce – drugą szansę daję, trzeciej już nie.

Wczoraj padło na Pół Perfekcyjnej Płyty oraz W Tonacji Trójki. Daria ze Śląska przyniosła do studia „The Diary of Alicia Keys” i sobie słuchaliśmy. Po 20.00 zaczęła się tonacja. Oj! Muzyka bardzo ciekawa, interesująca, nowa dla mnie w sporej części. Ale panie prowadzące bardzo męczące. Albo to była pani prowadząca i jej gościni. Nie wiem. Dwa infantylne głosiki. Dziś w Pół Perfekcyjnej Płyty Artur Rojek przyniósł „Meduzę” Clan’u of Xymox’u. Nigdy nie słyszałem muzyki tej grupy, ale byłem świadom, że taki ensembl istnieje/istniał. I znowu prowadzący był bardzo na NIE w tym całym programie. Co chwila przytakiwał Rojkowi swoim „mhm”. Mhm to, mhm tamto. Koszmar.

Ale jest nadzieja. Trójki będę podsłuchiwał. To już nie to samo. Bo jak mówi m.in. Magda Jethon Trójka to ludzie. I ci nowi prezenterzy Trójki nie stworzą. Nie widzę/słyszę tego. To może być ciekawe, inne niż Radio Bzdet, Eska, radio. Ale to już nie będzie TA Trójka.

W tych ostatnich dniach nauczyłem się, że jest taki zespół jak Worries and Other Plants. Fajnie grają! Dzięki Trójka.

Strasznie żonkile śmierdzą. Myślałem, że to woda z jakimś wspomagaczem rośnięcia, ale wymieniłem wodę i nadal śmierdzi. Ale przynajmniej fajnie, żółto, wiośnie jest. Wiosna, ech że ty!

zgadnij czym jestem

Mam 13 serc, ale nie mam innych narządów? Czym jestem?

A szperam sobie po necie i znalazłem pytania, na które dzieci szybko odpowiadają. Pierwsze pytanie było łatwe, bo odpowiedziałem w mig. Czyli to prawda, że my zawsze jesteśmy dziećmi.

Jestem wysoki (wysoka), kiedy jestem nowy (nowa). Kiedy się starzeję, robię się niski (niska). Czym jestem?

Odpowiedziałem od razu: świeczka.

Ale może to być i ołówek, i kredka.

Dodam jeszcze a propos ostatniego wpisu, że mam niby triathlonu unikać. Cholera, myślałem o tym. Jak ponad rok temu wróciłem na basen, to pomyślałem o tych zawodach. Rower lubię. 3 półmaratony przebiegłem. Woda była największym problemem. Ale jakoś mi idzie to pluskanie się w basenie. Czasem 40 basenów, czasem 60. To może? No, ale skoro pani doktór odradza, to chyba podziękuję.

Pytanie: Biedni to mają, bogaci tego potrzebują. Zjedz to, a umrzesz. Co to jest?

Odpowiedź: Nic.

 

Szperam sobie po necie i słucham piosenek. Radio 357 znowu robi top wszech czasów. Już miałem wybrane 101 utworów ale… Bo przecie zawsze jest jakieś ale. Dorzuciłem jeszcze 200 innych piosenek i teraz się głowię, na co głosować. Mam już 121 i muszę 20 wywalić. Ciężkawo. Inaczej piosenka brzmi na słuchawkach, a inaczej w domu na full, jak sobie śpiewam. Co za cholerstwo z tym topem. Nie mogą dać więcej głosów?

 

W tym roku postanowiłem głosować out-of-the-box. Nie żadne tam evergreeny, choć na My Way Franka Sinatry krzyżyk postawię, ale na Stairway To Heaven już nie.

Wybrałem sobie 50 centa, Kanye Westa i takie tam. Walczę sam ze sobą.

Pytanie: Nie jest żywy, ale rośnie. Nie ma płuc, ale potrzebuje powietrza. Nie ma buzi, ale woda go zabija.

Odpowiedź: Ogień.

 

Wyskoczyłem do Białego na weekend. Ależ piękna zima! Aż serce się raduje. Człowiek to jednak sentymentalny. Tęskni za takim białym klimatem. Odwiedziłem nawet liceum, bo mam sentyment, bo spotkałem tam fantastycznych ludzi.

Jarmark bożonarodzeniowy troszkę drogi. Grzaniec droższy na Rynku Kościuszki (18 zł) niż na Starówce w Waw (15 zł).

Ale ta mowa! Uwielbiam zaśpiew wschodni. Słucham i się uśmiecham. Nie wiem, zawsze mi się wydawało, że my nie zaciągaliśmy, nie mówiliśmy tak śpiewnie. I w ogóle w Białymstoku mówiło się normalnie. Dopiero jak wyjechałem, to TO słyszę. Pięknie. DLA mnie się to podoba.

Pytanie: Mam wiele słów, ale nic nie mówię. Czym jestem?

Odpowiedź: Książką

Święta zamierzam spędzić w Malmo. A tak na szwedzką nutę. Zobaczymy, jak oni celebrują narodziny Pana. Szwedzki fajny język. Kyrka to kościół, ale mówi się sirka. I też mają takie dwuznaczności, jak na przykład w rosyjskim – napisać. Jak dobrze zaakcentujesz, to piszesz. A jak źle, to sikasz.

W szwedzkim jest kissa (czytaj kissa) i kyssa (czytaj sisa). Sikać i całować. Albo odwrotnie. Nie pamiętam.

Polski też nie lepszy. Kiedyś mój lektor z Londynu opowiadał opowiastkę, jak poszedł do fotografa odebrać swoje … odbyty.

I know there’s something going on – Phil Collins na perkusji. Członkini Abby śpiewa. Postawić na to krzyżyk?

 

Pytanie: Które słowo w słowniku jest napisane niepoprawnie?

Odpowiedź: “Niepoprawnie”

 

Cholera mam 113 evergreenów, a tylko 101 głosów!

50 Cent IN DA CLUB
Adele ROLLING IN THE DEEP
Alabama Shakes DON’T WANNA FIGHT
Alice In Chains WOULD?
Amerie 1 THING
Amy Winehouse BACK TO BLACK
Amy Winehouse YOU KNOW I’M NO GOOD
Archive AGAIN
Beastie Boys SABOTAGE
Beverley Craven PROMISE ME
Bran Van 3000 ASTOUNDED
Bryan Ferry DON’T STOP THE DANCE
Carly Simon YOU’RE SO VAIN
Chris Stapleton TENNESSEE WHISKEY
Deee-Lite GROOVE IS IN THE HEART
Depeche Mode POLICY OF TRUTH
Depeche Mode WORLD IN MY EYES
Dido HERE WITH ME
Disturbed THE SOUND OF SILENCE
Don McLean AMERICAN PIE
Dr. Dre feat. Snoop Dogg STILL D.R.E.
Dua Lipa DON’T START NOW
Duran Duran ORDINARY WORLD
Eagles HOTEL CALIFORNIA
En Vogue MY LOVIN’ (YOU’RE NEVER GONNA GET IT)
Erykah Badu ON & ON
Everything But The Girl MISSING
Fleetwood Mac DREAMS
Foreigner I WANT TO KNOW WHAT LOVE IS
Frank Sinatra MY WAY
Frida I KNOW THERE’S SOMETHING GOING ON
George Michael PRAYING FOR TIME
Gotye feat. Kimbra SOMEBODY THAT I USED TO KNOW
Guns N’ Roses SWEET CHILD O’MINE
Incubus DRIVE
INXS NEED YOU TONIGHT
Jeff Buckley GRACE
Jessie Ware WILDEST MOMENTS
John Mayer BELIEF
Kanye West feat. Pusha T RUNAWAY
Katie Melua SPIDER’S WEB
KentMUSIK NON STOP
Kriss Kross JUMP
Lenny Kravitz THE CHAMBER
leonard cohen famous blue raincoat
Limp Bizkit TAKE A LOOK AROUND
Lisa Stansfield ALL AROUND THE WORLD
Lorde ROYALS
Lykke Lie I FOLLOW RIVERS (THE MAGICIAN REMIX)
Madonna FROZEN
Madonna YOU’LL SEE
Manic Street Preachers IF YOU TOLERATE THIS …
Marillion KAYLEIGH
Marillion THIS IS THE 21ST CENTURY
Martika TOY SOLDIERS
Massive Attack UNFINISHED SYMPATHY
Maxim & Skin CARMEN QUEASY
Michael Kiwanuka COLD LITTLE HEART
Missy Elliott GET UR FREAK ON
Moloko THE TIME IS NOW
Natalie Imbruglia TORN
Nelly Furtado SAY IT RIGHT
Neneh Cherry BUFFALO STANCE
Nick Cave & The Bad Seeds INTO MY ARMS
Nirvana COME AS YOU ARE
Norah Jones DON’T KNOW WHY
Paolo Nutini IRON SKY
Papa Roach LAST RESORT
Patti Smith BECAUSE THE NIGHT
Pearl Jam BLACK
Pearl Jam CRAZY MARY
Phil Collins IN THE AIR TONIGHT
Prince WHEN DOVES CRY
Queensryche SILENT LUCIDITY
R.E.M. DRIVE
R.E.M. LEAVE
Radiohead KARMA POLICE
Reamonn SUPERGIRL
Red Hot Chili Peppers OTHERSIDE
Richard AshcroftA SONG FOR THE LOVERS
Richard Marx HAZARD
Róisín Murphy OVERPOWERED
Sade NO ORDINARY LOVE
Sam brown stop
Savage Garden TO THE MOON AND BACK
Seal CRAZY
Sia CHANDELIER
Sinead O’Connor NOTHING COMPARES 2 U
Skunk Anansie CHARLIE BIG POTATO
Soundgarden FELL ON BLACK DAYS
Starsailor ALCOHOLIC
Stereo MC’s CONNECTED
Stereophonics GRAFFITI ON THE TRAIN
Stereophonics MAYBE TOMORROW
Stevie Nicks EDGE OF SEVENTEEN
System Of A Down CHOP SUEY!
Tanita Tikaram AND I THINK OF YOU
Tears For Fears WOMAN IN CHAINS
The Cars DRIVE
The Cure LOVESONG
The Mission BUTTERFLY ON THE WHEEL
The Prodigy BREATHE
The Smiths HOW SOON IS NOW?
The Sugarhill Gang RAPPER’S DELIGHT
The Waterboys THE WHOLE OF THE MOON
The Weeknd BLINDING LIGHTS
Tom Odell ANOTHER LOVE
Tom Waits HOLD ON
Tool SCHISM
Tori Amos A SORTA FAIRYTALE
Ugly Kid Joe CATS IN THE CRADLE
Vaya Con Dios WHAT’S A WOMAN
Wilson Phillips HOLD ON

Talia kart. Ma 13 serc…

 

jak mnie słyszysz

 

Ja wisła, ja wisła

Właśnie się zakończył PL21, czyli polski top 21 wieku, czyli artyści debiutujący w 21 wieku. Obstawiałem albo Dawida Podsiadło, albo Lao Che.

Pamiętam road trip i wycieczkę do USA w 2015 roku. W 2014 siedziałem w Polsce bom duży remont robił i nie miał hajsów na wojaże. Także w 2015 odbiłem sobie. Nawet Państwa z Europy na K. namówiłem na wojaż. Z dziećmi, wtedy lat 10 i 7! Czyli bąbelki były.

Pamiętam rozmowy z Panem od Państwa z Europy na K. na temat muzyki i Lao Che. Mówił, że to nie jego bajka, że straszna kakofonia. I pamiętam też doskonale jak mieliśmy imprezę w Fair Lawn ze znajomymi Uli, a szczególnie z nefrologiem, co sobie nerki filtrował winem. Dużą ilością wina.

I sobie pojechaliśmy vanem do stolicy USA. Ja, Ula z Nowego Dżerseja, jej Małysz, Państwo z Europy na K. I wtedy poleciała z telefonu piosenka Lao Che „Wojenka”. I tu szok! Kolega powiedział, że lubi!!!

To faktycznie jest utwór znaczący w tym millenium. Bez dwóch zdań. Niepozorny zarazem. 14 tygodni na 1 miejscu na Liście Programu 3! To jest coś. Więcej miał tylko Gotye i jego mega hit „Ktoś, kogo kiedyś znałem”. Tyle samo miał też ten zespół na Q, który u mnie nie grał, nie gra i grać nie będzie.

A wycieczka do Waszyngtonu bardzo nam się udała! Muszę z dziećmi od Państwa z Europy na K. zagadać, czy pamiętają coś w ogóle.

Raz i dwa, raz i dwaDziewczynka Wojenka na imię maTrzy i cztery, trzy i czteryDziwne ona ma manieryPięć i sześć, pięć i sześćWcale lodów nie chce jeśćSiedem, osiem, siedem, osiemWciąż o kości tylko prosiDziewięć, dziesięć, dziewięć, dziesięćKto z was kości jej przyniesie?Może ja, może ty?Licz od nowa: raz, dwa, trzy

uberowe fatum z teksasu

5 dni temu minęło pół roku, jak zadebiutowało radio 357. Dziś mija rok, jak Nowy Świat zaistniał. Dziś mija pół roku, jak przestałem (regularnie) słuchać radio Nowy Świat. Czas leci!

A pani prezes zarządu Polskiego Radia pewnie ukontentowana, że Trójkę zniszczyła. Jak ktoś ładnie napisał o rządzącej. I jak trafnie zarazem! Z twarzy i z zawodu pani prezes. No buzię to ta kobieta ma bardzo … adekwatną do zawodu. Czyli komentarz w punkt.

 

Zadałem sobie bobu. Bo lubię. Wszystko zaczęło się w 2005 roku. Mieszkałem wtedy przy ul. Melsztyńskiej. Ja i 3 dziewczyny. Mieszkanie dwupoziomowe. Na górze mieszkałem z taką dziwną lokatorką. Potrafiła iść spać o 20.00. Gasiła światło i puszczała radio … Maryja. Na dole rządziły Monika i Maja. Takich flej w życiu nie widziałem. Wieczny syf w kuchni. Hitem był powrót Moni do domu ze wspólnego wyjścia całego domu. Koleżanka poczuła się źle, więc porozmawiała z Ralfem przez wielki biały telefon (Talking To Ralph On The Big White Phone). No cóż, niech ten pierwszy rzuci kamieniem, który nigdy nie rozmawiał z Ralfem. Ale! Bo zawsze jest jakieś ale. Tydzień później Maja chciała skorzystać z WC. Otworzyła drzwi i szybko je zamknęła komentując eksklamacyjnie – nie posprzątała! Na samo wspomnienie tej historii mam ochotę sięgnąć po telefon i zadzwonić do Ralfa. Brrrr!

Moja nawiedzona lokatorka z pięterka szybko zniknęła. Razem z nią jej ekstraordynaryjny chłopiec Damian, zwany przeze mnie Damn Ian. Koleś raz nie zamknął gazu w kuchence. A wielce lubił pichcić. Drugim razem wparował do łazienki, do kąpiącej się Moniki (nie jego dziewczyny) i zaproponował skosztowanie dania.

Wypierdalaj! – tak koleżanka odpowiedziała na taką ofertę (pardon my french).

No mlon, to znaczy Damn Ian!

Za ścianę wprowadził się Tomek i on właśnie po raz pierwszy zadał mi bobu! Ale pyszota. Od 16 lat czekam lata. A jem na różne sposoby – gotowany, rozgotowany, na parze. Uwaga! Proszę nie słuchać złych przepisów, że niby bób na parze to 15 min dochodzi. NIE! 4 wystarczą.

Dwa dni temu wyczytałem w internetach o czipsach z bobu. Podpowiedziałem Wielkiemu Pe o tym, a ten się uniósł. Okazywało się, że on te resztki-delicje dawał owieczkom w mordę!

A propos zero waste. Czytałem ostatnio „artykuł” o tym co zrobić z ogonkami po czereśniach. Że niby można je zaparzyć z herbatą. I jakie to zdrowie, i potencja, i siły witalne. Ktoś skomentował celnie:

Czyli jak wyrzucimy po zjedzeniu te ogonki, to jest WASTE. Ale jak ugotujemy herbatę i później wyrzucimy, to będzie ZERO WASTE, tak?

Ale w przypadku bobu, to nie ma mowy o jakimś quasi zero waste. Wszystko się zjada. Jak nie człowiek, to owieczki wsuną.

W związku z tym, że wczoraj miałem wychodne, to nie mogłem sobie tych czipsów przyrządzić. Podczas biesiady Wielki Pe podesłał mi fotkę z komentarzem.

Jakieś rodzynki mu wyszły.

Według receptury piecze się to 15 minut. Autorzy artykułu zaznaczyli jdnak, że krócej trzymali w piekarniku i nie do końca im wyszedł upragniony efekt. Kolega stwierdził, że 10 minut trzymał w piecu na turboobiegu. Oj, to zdecydowanie za długo. Takie łupinki to szybko się spieką.

Także wielki smutek mi uczyniła ta wiadomość od Wielkiego Pe, gdyż szczerze miałem nadzieję, że będzie delicja i zero waste.

Ale. Bo zawsze jest jakieś ale. Jak Maciuś do łba wbije coś, to nie ma zmiłuj. Jak miał być czips, to będzie czips!

Rano sobie nastawiłem. 4 minuty na turboobiegu zrobiło robotę. No może trzeba był potrzymać ze sześć, ale niektóre czipsy miały ten chrup! Co do smaku, to … ohyda.

bób czips

Może to kwestia doboru przypraw? Nie miałem czosnku granulowanego.

Wczoraj podczas kolacji zadzwonił mój najwspanialszy i najukochańszy chrześniak. Z Grecji dzwonił! A wybrał się z dziewczyną na zorganizowaną wyprawę na Korfu. Jego pierwsza podróż za granicę. Wujek hajsy posłał już wcześniej, także dziecko się bawi. Oczywiście Kubuś to taki mały sknerusek i kaskę chomikuje, bo na razie tylko magnes kupił, a powrót do domu dziś. Po mamusi widzę. Ale w sumie wycieczka all incusive, to na co tu wydawać? Ja mam wyjazd NOTHING inclusive, także będę chyba mój kantor w telefonie męczył co chwila.

Pytam się najukochańszego, najwspanialszego chrześniaka mego o wrażenia. Zachwycony. Zadowolony. Pytam, czy bawią się z pozostałymi członkami ekskursji, czy we dwójkę zwiedzają. No i młodzieniec już zweryfikował obraz Polaka za granicą. Zwiedzają we dwójkę i unikają rodaków. Hm, nie zdziwił mnie.

Ponoć gwoździem do trumny był fakt zamówienia u DJ piosenki Zenka Martyniuka. Kto słucha takiej „muzyki”? Urodziłem się i wychowałem w stolicy Disco Polo, ale my to Slayera, Metallica’y, The Cure, Sepultury, Depeche Mode słuchaliśmy. Żadne tam majteczki w kropeczki!

W niedzielę zaprosiłem młodego z jego towarzyszką na obiad. Niech się posilą przed powrotem do krainy Zenka.

 

Wczoraj się spotkałem z Ulą z Teksasu. U Gesslera w Warszawie Wschodniej. To już moja trzecia wizyta w jego lokalach. Ćma, Warszawski Sen i właśnie Warszawa Wschodnia. Muszę szczerze przyznać, że każdy lokal bardzo fajny i kompletnie inny. Warszawski Sen wydaje mi się, że jest bardziej kameralny, bo we Wschodniej, to stolik przy stoliku, ale kompletnie nie słychać sąsiadów, więc można swobodnie rozmawiać. Szkoda tylko, że klima nie wydolna (o ile jest). Tak się pysznie bawiliśmy, że Piątek ani razu przez ponad 4 godziny nie poszedł palić. Jedliśmy i piliśmy pyszności. Oczywiście tatary, śledź, Ula sznycel bez jajka, Piątek z jajkiem, a ja golonkę z dzika w otoczeniu pieczonego buraka. No py-szo-ta! Z dzikiem mam złe konotacje. W 2007 czy 8 roku pojechaliśmy na integrację z pracą. Do Białowieży. Na kolację był dzik z rożna. Kręcił się ponoć cały dzień. Nakroili nam po plasterku i dali na plastiki. Nie dało się tego jeść. Kompletnie bez smaku. Ależ koty miały wyżerkę. Spora część biesiadników kładło talerzyki pod ławkę. Kotki od razu wyczuły co się kroi. Wiadomo kotki są cwane i przebiegłe.

Pan obsługujący nas zarekomendował tego dzika. Powiedziałem mu, że mam złe wspomnienia. Jednak dałem się przekonać. I powiem tak – mmniaaaaam. A ten burak pieczony w smaku maminych buraczków!

Się nagadaliśmy, najedliśmy, nahahaliśmy i już Ubera czas nadszedł zamówić.

Dwa lata temu zamawiałem Ubera. Najpierw wysiadam ja, później Piątek i na końcu Ula. Czekamy. Widzę na ekranie, że już podjeżdża. Po sekundzie widzę, że już … odjeżdża … bez nas! Dodzwonić się nie dało do kierowcy. Gdzieś na Saską Kępę jechał. To kompletnie nie w stronę Piaseczna. Zamówić się drugiego Ubera nie dało, bo przecie ja oficjalnie byłem już w podróży. Odczekaliśmy aż niby my skończymy jechać i zamówiłem drugie auto. Oczywiście reklamację uznano piorunem.

Wczoraj podjeżdża Gruzin Nikoloz Kałmanawardze i już na dzień dobry nie przypadł nam do gustu. Po polsku ni chu-chu, po rosyjsku też bardzo nie za bardzo. Rejestracja auta nie zgadzała się z tym, co wyświetlało się na apce. Ale marka i kolor auta był ok. Człowiek kompletnie nie miał pojęcia o byciu kierowcą. Wpatrzony w ekranik telefonu. Nie zwracał uwagi na drogę. Skręć w prawo, to on skręcał w prawo, wjeżdżając na lewy pas. Przejeżdżając przez skrzyżowanie wjeżdżał prawie na przeciwległy pas.

Przypominał mi kierowcę Lyft’a. W 2016 roku jechałem od Uli z New Jersey na JFK. Lyft dawał 5$ off na 10 pierwszych przejazdów dla nowych klientów. Także jadę. Koleś kompletnie nie patrzył na drogę. Hitem było skręcenie w lewo (bo tak pokazywały i mówiły mapy google) na … parking! Skręt był 10 metrów dalej. Na bramce nie zadziałał kolesiowi E-Z Pass i się nie otworzył szlaban. Odkręcił szybę i zaczął wołać pana od bramek na autostradzie. Albo opuszczaliśmy, albo wjeżdżaliśmy na the Bronx. Milion aut, huk straszny, a ten pana woła. W końcu udało nam się przejechać. Ale cenne minuty stracone. Leciałem wtedy na południe – Karolina Południowa i … Gruzja (czyli Georgia). byłem pewny, że nie zdążę. Na szczęście okazało się, że wszedłem wprost do samolotu. I nawet kawę zdążyłem kupić w biegu. Wracając z Doliny Śmierci na lotnisku w LA też miałem, że wszedłem w ostatniej chwili. Już się rezerwowi pasażerowie zaczęli ustawiać do wejścia do samolotu. To wszystko przez wypożyczalnie. Miałem wyliczone co do minuty dojazd na lotnisko z hotelu. Ale nie przewidziałem jednego. O 6 rano wypożyczalnia była jeszcze nieczynna. Oczywiście to nie problem, bo jest drop off, ale problem był brak miejsc na parkingu. Jakby wypożyczalnia była czynna, to oddałbym przy wejściu do biura i już. A tak, to klops. Się pokręciłem trochę po parkingu. W końcu coś się zwolniło. Także do samolotu wpadłem z językiem na brodzie. Trzeci raz – wracałem do Polski (też chyba 2016 rok). Wiozła mnie ciemnoskóra kierowczyni Ubera. Śpiewała nie gorzej niż Rihanna, czy Beyonce. Było miło. Ale strasznie nie miło zrobiło się, jak do tunelu pod Hudson River wjeżdżaliśmy przez prawie 40 minut, a na Manhattanie korki gigantyczne. Walizkę oddałem na 5 minut przed zamknięciem bramki. Ufff. Wtedy właśnie postanowiłem nie latać już na JFK.

Wracając do naszego Gruzina. Biedakowi wycieraczka co chwilę się włączała. Ula zwróciła jeszcze uwagę, że ikonka silnika się świeci. Wystraszyliśmy się troszkę. Gdyby nie to, że koleżanka jechała najdalej, to może byśmy kontynuowali jazdę. Ale szczerze bałem się o nasze zdrowie. Także szybko zmieniłem adres na Sadybę. Dałem panu 1 gwiazdkę, żeby już więcej się nie spotkać. Koszmarny przejazd. Aha, Uber ma przewagę nad Boltem, że nie winszuje sobie opłaty za zmianę adresu podczas jazdy. Ostatnio jechałem Boltem i jak chciałem pojechać gdzie indziej, to zobaczyłem komunikat, że opłata 6 zł się należy. Także uwaga na to.

Pod blokiem Ula wyciągnęła telefon i nastawiła Ubera (opcja Uber x). Na moim pokazywało 22 zł, u niej – 35 zł. Powiedziałem jej, że jeśli ona zamawia, to może znowu trafić na naszego pirata drogowego. Wybraliśmy tym razem Uber Comfort (46 zł). Przyjechał … Gruzin. Ale na szczęście nie ten. Żegnając się z towarzystwem od razu zażądałem potwierdzenia dojechania do domu!

Coś dziwnego z tym Uberem. Coś dziwnego z tą pogodą. I zawsze takie anomalie jak Ula z Teksasu przyjeżdża, hmmmm 🙂

 

dziś do tyłu mokre …

… włosy zaczesałem i dałem im schnąć pod czapką.

Stopy se zdarłem i udeptałem się.

O 9 włączyłem nowe radio 357, żeby zacząć słuchać polskiego topu wszech czasów. Drzewiej kompilację najlepszych piosenek krajowych artystów można było podziwiać w Trujce, ale jak wiemy to już inna cywilizacja i wymiar.

A kilka razy udawało mi się słuchać topu w Stanach:

Polski Top 2013

Polski Top 2012

O polskim topie pisałem 3 maja 2016. Trzy razy aż. Ale to w Polsce było.

Dziwnie się człowiek czuje słuchając radio w innej strefie czasowej. Pan w pudełku mówi, że minęła 21, a świat za oknem mówi, że nie. Tak samo jest teraz w Polsce będąc, kiedy słucham podcastów. Też się udało mi wzdrygnąć, jak wybiła w audycji 20, a ja wystraszony, że tak późno zrywam się na nogi.

 

W tygodniu jakiś pan napisał do radio, że zamierza pobić ubiegłoroczny rekord robienia kroków podczas słuchania listy polskich przebojów. 53 tysiące z groszem wydeptał wtedy. No pomyślałem sobie, że dobry pomysł. Wyruszyłem po 10. Na Stare i Nowe Miasto mnie zaniosło. Przez Łazienki. Wróciwszy do domu, opadłem bez sił na sofę. Na liczniku bez mała 25 000 kroków. A pan z radio donosi, że rekord już pobity – 53 500. Kurczaczki. To ten pan musiał równo od 9 iść i to prędko! Dobra, ja jeszcze może pójdę. Ale blisko. 30 000 może złamię?

 

Ah, a propos 50 000 kroków i więcej. Raz mi się przytrafiło to. Zakopane 2016. Maciuś wybrał się nad Morskie Oko. A tam na Czarny Staw. No widok piękny. Później przedarłem się do Doliny 5 Stawów. No bajka! Dech zapierające widoki. Później głuptasek Maciuś wymyślił, że przejdzie górą na Kasprowy i zjedzie kolejką. Nie wiedział wtedy głuptasek Maciuś, że ta trasa to Orla Perć, jeden z najbardziej niebezpiecznych szlaków górskich w Polsce. No to Maciuś się wdrapuje. Coś ciężko mu idzie. Kolanko zaczyna się odzywać. Te półmaratony odcisnęły piętno. No ale jak Maciuś sobie do łba wbije, to nie ma zmiłuj. Trzeba iść. Niestety, za każdym razem jak stawiałem prawą nogę, to czułem przykry ból w kolanie. Zerkam ja ci w niebo, ku słońcu i widzę ścianę, z której schodzą prawie pionowo ludzie. O o – pomyślałem – nie wdrapię się. Nie dam rady. I zawróciłem. Chyba po raz pierwszy podjąłem słuszną decyzję.

Ja już chyba dziś nie idę więcej. Na lewej stopie mam takiego bąbelka i na małym paluszku u prawej też.

Ale nie! 30 000 kroków do łba wbite. Odpocznę troszkę. Pyzy mamine odmroziłem. Posilę się i idę.

Na mieście sporo psiarni. Na każdym rogu stoją. Nie wiadomo czego. Może konstytucji bronią? 3 maja dziś. Pierwsza na świecie, druga w Europie (mrugnięcie oczkiem) ta nasza ustawa zasadnicza. Także policji od groma dziś. A ulice puste. Ludzi też jakoś nie za wiele.

Fajne stare tramwaje puścili na miasto. Zielony i czerwony szynowóz widziałem.

 

Coś opowieści z zach-pomu nie chcą się jednak napisać. Może będę wrzucał wstawki z tegoż wojażu? Już dawno nauczyłem się, że ja nie umiem przewodników pisać.

Połczyn-Zdrój/Oycowizna

Byliśmy w Połczynie Zdroju. Nie mam żadnego zdjęcia stamtąd. Park zdrojowy wygląda blado, ale ponoć i tak lepiej niż kiedyś. Ale tym NFZ zarządza, więc się wodotrysków nie spodziewałem. Stara część “miasta”, nazwijmy to ryneczek, nawet nawet. Uliczka-deptak Grunwaldzka taka urokliwa. Pysznego loda własnej roboty i kawę spałaszowaliśmy tam. I już. Po wycieczce po tym uzdrowisku. Gdyby ktoś mnie wywiózł to Połczyna-Zdrój na godzinę lub dwie, to bym się obraził. Byłem, nie wrócę. Niby kobiety tam często wysyłane były na kurację borowiną. Że niby bezpłodność leczyli tym zielskiem. Mhm, takie podśmiechujki są, że to niby zasługa młodych pielęgniarzy.

Wielki Pe, winiarz nad winiarze, umówił nas na spotkanie z lokalnym winiarzem od napitków sygnowanych etykietą Oycowizna. Panowie sobie porozmawiali jak fachowiec z fachowcem. Ja spojrzałem na butelkę pod kątem estetycznym, marketingowym. Ładne, pomysłowe, proste, nie za krzykliwe. Córka pana winiarza ponoć się zajmuje opakowaniem i lansem produktu na insta i fejsie. Wzięliśmy dwie butelki.

Pan winiarz mówił, że tego Marszałka z 6 tygodni trzyma. Wielki Pe stwierdził, że długo. I wino dzięki temu ma ładny kolor. I … to tyle dobrego o tym napitku – bardzo ładna, głęboka barwa. A tak to ocet w gębie. Stwierdziliśmy, że można by ostawić resztkę na marynowanie mięsa. Później się okazało, że ktoś się połasił na tego niedobrego Marszałka. Bo zdziwiłem się wielce, jak pustą butlę do kontenera “szkło” wynosiłem. Kilka dni później spróbowaliśmy tegoż wina w wykonaniu winiarni kwakowskiej. Faktycznie kolor blady, ale smak zupełnie inny. Tzn. smak jest. Także Kvakovo vs Oycowizna 1-0.

 

Cabernet Cortis otworzyliśmy kilka dni po Marszałku. Nic dobrego nie mogę powiedzieć. Zapach nieprzyjemny uderza w nos i tam zostaje. Smak niewykrywalny. 90 zł za dwie butelki poszły w piach. Szkoda. Ale już wiem, że wino Oycowizna z Ojcowizny będę omijał.

A niby pan tylu powracających klientów ma. Hmm.

 

Podczas obecnego urlopu zawitaliśmy też w Gorzowie Wielkopolskim. Wiem, wiem, to nie zach-pom. Ale cóż, zajechaliśmy tam. Województwo lubuskie zawsze mnie zastanawiało. Po cóż je stworzono? – często się zastanawiam. A opolskie? To samo. Po co?

Gdyby ktoś mnie wywiózł do Gorzowa na kilka godzin, lub powiedzmy pół dnia z opcją spanie i kolacja, to bym się … nie obraził. Przyjemna miejscowość. Czułem się tam jak … nie w Polsce. Zaszedłem na pocztę (w sumie to nie wiedziałem, że to poczta, budynek zwrócił moją uwagę. Jak już zacząłem go obfotografowywać, to zorientowałem się co jest w środku) po kartki, bo jeden znajomy historyk ma hobby zbierania widokówek. Kolekcjonuje kolega wszystko jak leci, ale oprócz tego co wychodzi spod szyldu wydawnictwa DDK. Ponoć kiepskie kartki robią. Znajomość z historykiem nauczyła mnie, że miasta, miasteczka mają w swoich urzędach dział promocji, która często ma takie widokówki i rozdaje je za darmo. Tako promocja miasta. Tym razem, jak już byłem na poczcie, to stwierdziłem, że kupię ze 2-3 widokówki. Przy okazji zapytuję lokalne panie gdzie tu rynek jest.

– ??? – minuje się panienka z okienka skonfundowana

– no rynek – powtarzam

– rynek? – zapytuje inna kolejkowiczka

– no miejsce, które się odwiedza. Do którego turyści najczęściej chodzą – wyjaśniam

– aaa. To pójdzie pan tam, gdzie katedra jest. Tam jest wszystko – usłyszałem w odpowiedzi

No rynek to to może nie jest, ale wycieczka mi się podobała. Także Gorzów Wielkopolski (FG) na plus. Gdyby ktoś mnie chciał zapytać z kolei o Koszalin (ZK), to odpowiadam, że nie ma o czym mówić. Nie podoba mi się to miasto. Jakoś dziwnie się po nim autem jeździ. Mają jakieś dziwne skrzyżowania i wielkie ronda. Nic mnie tam nie zaciekawiło, urzekło, oczarowało. Dział rybny w Makro Cash and Carry ssie!

To na razie tyle o wycieczce po zach-pomie i nie tylko. W kolejnym odcinku m.in. opowiem o Słupsku.

Może następnym razem trzeba będzie wziąć misia w teczkę? Będzie ciekawej na wycieczce. Może zrobi fiku miku. Albo siku? A pan doktor będzie pijany? I przyklei się do okna, bo ściana będzie mokra? Chyba „misiek strasznie pierdzi, i mówię, że to śmierdzi”.

 

el patron

Spokojnie, to nie o nabój (Патрон) chodzi. Ale tak, coś mi do głowy strzeliło.

Zostałem patronem. Od miesiąca i jednego dnia zasłuchuję się w radio 357! Od samego początku chodziło za mną wspieranie tego dzieła, ale postanowiłem posłuchać wpierw. Radio Nowy Świat też chciałem dofinansowywać, ale szybko okazało się, że za bardzo nie ma tam audycji dla mnie. Kilka dni temu założyłem w końcu konto na patronite i … coś nie klikło. Dziś poprawiłem się. 35 zł/miesięcznie. Nie mam Fejsa, więc nie wiem, jak to będzie działać, jak będę partycypował w tym projekcie. Ale jak to mówi mądre powiedzenie – pożyjemy, zobaczymy (Посмотрим).

Ten mój rosyjski idzie mi jak krew z nosa. Mój patron spełnił moje wole i zaprezentował mi i slang, i mowę potoczną, i mowę nowoczesną. Ależem dostał com chciał! Ni chu chu paniałem.

Wczoraj popełniłem swoją pierwszą sałatkę jarzynową. A zainspirowałem się dziełem, które Pani z Europy na K. wykonała na wigilię. Tzn. Termomix pomógł. Sałatka była palce lizać. Bo na parze warzywa zrobione. Ania gotuje i jej serwis dostają bana. Wszystko cacy, Ania tłumaczy jak chłopu krowie na miedzy. Dania ciekawe, a przepisy przystępne. Ale! Ania chyba ma jakieś inne gary, skorupy i piekarniki. Sernik raz robiłem. Coś mi podpowiedziało, żeby dać o 15 min więcej tego pieczenia niźli Ania prawi. Ufff! Dobra rada Maciek. Sernik i tak wyszedł, mam wrażenie, na styku. Mógł się jeszcze popiec. Ale co by było, gdybym wyłączył piec zgodnie z rozkazem kucharki z netu? Kupa!

No i ta sałatka warzywna. Nie wiem czemu mi się zawsze wydawało, że te warzywa się muszą strasznie długo gotować. A tu czytam, że Ania raptem półgodziny daje im. No to robię, jak pisze kuchareczka. Hmmmm, brambory mi się rozgotowały. Marchewka, seler, pietruszka jakieś miętkie. Ban!

Na szczęście dałem pokrojone japko, zielony groszek i ogórka kiszonego, to coś tam chrupie w buzi. Powiem nieskromnie, że sałatka całkiem, całkiem. Nie wiem tylko kto to zje, bo chyba ze 2 kilo mi wyszło. Ach! Sekret, czy też może wskazówka. Dałem majo i jogurt naturalny pół na pół. Mniam!

Wyczytawszy ostatnio na jakimś muzycznym brytyjskim portalu o jakichś przepowiedniach. Co było numerem 1 w danym czasie, wpłynie na Twoje życie.

I tak:

Piosenka, która była numerem 1 kiedy miałem 7 lat powie, jaki 2021 będzie dla mnie!

Pytanie. Kiedy ja miałem 7 lat?

Odpowiedź. Wtedy kiedy Bonnie Tyler okupowała szczyt listy przebojów swoim nieśmiertelnym hitem pt. Total Eclipse of The Heart. Oj! A Tom Waits nie mógł wtedy czegoś nagrać i podbić listy przebojów?

A jak inni się mają?

Początek listopada 1977 r. – Abba Name of the Game.

 

Piosenka, która była numerem 1 kiedy miałem 12 lat będzie moim hymnem kwarantannowym!

Wigilia Dnia Kobiet roku 1983 – Kylie Minogue I Should Be So Lucky. Hahahahaha. Dobre.

Ula z Texasu – Culture Club Do You Really Want to Hurt Me. Ooops

 

A co określi moje życie? Numer 1 kiedy miałem 14 lat!

I u mnie wychodzi Beats International Dub Be Good To Me. Jejks! Lubiłem tę piosenkę. Ten chłopak z gitarą to Norman Cook, czyli Fatboy Slim.

4 listopada 1984 r. – Chaka Khan I Feel For You.

Heh. To idę sobie pośpiewać te piosenki. Słońce świeci … będą dzieci.

3/5/7

Nie, nie ul. Myśliwiecka 3/5/7, ale radio 357.

 

Słuchałem Trujki po tych zamieszkach majowych. Broniłem Trujki. Nawet jak odpalił się Nowy Świat, to trwałem. Bo trzeba być na dobre i na złe. Większość uciekła.

Nowy Świat mnie na kolana nie rzucił. Podsłuchuję sobie. Ale chyba wciąż Trujka była częstszym gościem. Do 5 stycznia A.D. 2021.

Nie ma już innej częstotliwości dla mnie. No może to złe słowo, bo Radio 357 jeszcze na FM nie nadaje.

Nie wierzyłem, że uda się stworzyć coś wtórnego. Że da się Trójkę odtworzyć, skopiować. Ale od kilu dni słucham i się nie mogę oderwać. Zastanawiam się nawet na wysokością finansowania tego cuda. Bo to, że patronem będę, przesądzone już jest. Pomyślimy. Może 35,7 zł miesięcznie?

 

I też muzyka na nowo staje się przyjemnością.

Zasłuchuję się w … Taylor Swift. Mówiłem Arkowi-Zegarkowi, że jej letnie dzieło „Folklore” jednym uchem wpada, drugim wypada. Jakbym słuchał jednego, bardzo długiego kawałka. Ale zimowy „Evermore” mnie oczarował. Słucham i słucham. Nawet niektórzy radiowcy są zadziwieni.

A pani Taylor, jako jedyna ma już pięć albumów, które okazały się najlepiej sprzedającymi się w ciągu danego roku. Adele ma takie cztery osiągnięcia. Ale tylko z dwoma krążkami. Jej 21 okazał się najlepiej sprzedającym się albumem w 2011 i 2012 roku. A 25 – w 2015 i 2016. A pani Taylor zrobiła to z pięcioma różnymi płytami. Jak widać z takiego kiepskiego country można wyrosnąć i zacząć tworzyć coś innego.

Wróciłem z Kwakowa. Eh, dobrze tak wyjechać z Warszawy. Dosyć miasta. Zwolnienie tempa i doznań jak najbardziej posłużyło. Czas płynie inaczej.

Kolega produkuje nawet dobre wino i hoduje owieczkę i barana. Głupie to zwierzątka. Non stop wgapione we mnie jak przechodzę kawałek od nich. Ale spieprzają, jak jestem obok. Meee, beee.

Co do wina własnej produkcji w Kwakowie, to zaproponowałem nazwę KFUCKOFF. Wydaje mi się, że o wiele to lepsze niż pretensjonalne Wino z Kwakowa, c’nie? Ale napitki kolega robi dobre. Posmakowało wszystkim.

 

Robiłem zakupy w Wierzchowicach. Poproszono mnie, żebym kupił lody. Takie, jakie pani Magda zawsze bierze. Podbijam do sklepu. Zaopatrzenie kiepskie bardzo. Ale pytam się o lody, które zawsze pani Magda bierze. Ekspedientka nawet się nie zdziwiła. Ale i tak powiedziała, że nie ma. W sumie, to żadnych lodów nie było, więc to żadna filozofia odpowiedzieć na pytanie o lody pani Magdy.

Ale fajny klimat. Przypomina mi czasy dzieciństwa.

Pani w Radio 357 rozmawiała z drugą panią o pandemicznym życiu w Gruzji. Inne tempo życia. Nie umawiasz się na konkretną godzinę i nie tupiesz nogą, jak już minuta po wyznaczonym czasie mija, a gościa nie ma. „Wpadnę do Ciebie jutro” – to znaczy nie mniej, ni więcej, że odwiedzę kogoś, jak wstanę (nie przed 11) i wydoję krowy.

Jak ktoś ma urodziny, to nie potrzebuje ani zaproszenia, ani prezentów. W sklepie i tak nic nie ma. A jak jest, to się nie ma pieniędzy. W sklepach najczęściej odbywa się wymiana barterowa. Ja biorę dobro spożywcze na zeszyt, ale jak będziesz przechodził obok, to ci kwiatków nazrywam i wręczę. Eh, życie może być inne.

Ula z Teksasu przysłała filmik, że jej śnieg do basenu pada. Dziwny ten świat w 2021!

© 2026

Theme by Anders Noren — Up ↑