Tag: Madonna

madonna może sobie śpiewać

Bitch, i’m madonna.

 

Ja niestety ani królową, ani królem popu nie jestem.

Niefortunnie się do selfie ustawiłem i wyszło, co wyszło.

 

 

Dziwka jakaś, bitch! Wyjaśniam, że dziś pojechałem na grzyby. Przejeżdżałem przez ulice i Praw-dziwka, i Muchomora.

Wczoraj pyszności jadłem u Słodkokwaśnej. Pastrami kanapka (mlaaaaaask) oraz karaś smażony (nacięty, żeby się małe ości wysmażyły. Było mniam).

 

Do tego Alcorythm, żeby dziś było cacy (polecam serdecznie ten napój). I do tego pani Słodkokwaśnej narobiła kapusty kiszonej (z octem). Nawet słoik do domu dostałem, ale już dziś zrobiło się pół słoika. Chyba dzieci zjadły.

Polecamy ze Słodkokwaśną film na Netflixie – White Boy Rick. Z Matfiu Makonahy (nie pamiętam jak się on pisze. Matthew McConagh… no nie wiem). Film jest o najmłodszym informatorze FBI. Zwerbowali chłopca jak miał … 14 lat. Detroit w 1985 roku wyglądało koszmarnie. Bałbym się tam mieszkać. Bardzo fajna kreacja młodej, brytyjskiej aktorki, która zagrała ćpunkę, siostrę młodego informatora.

Widziałem też Trailer Park Boys/Chłopaki z Baraków. Nie wierzyłem co ja paczę! Absurdalne, durne, ale … wciągające.

 

W sobotę poszedłem dookoła Jeziorka Czerniakowskiego. Lubię tam spacerować. Za każdym razem coś nowego odkryję. Zauważam, że pandemia spowodowała, że ludzie gromadnie spacerują tam. Nie ma galerii handlowych, to trzeba coś robić. Wcześniej na moich spacerach mijałem z jedną, dwie osoby. Teraz co chwila dzień dobry mówię.

 

Dziś pyszny rower. Pogoda akuratna. Niestety na mojej trasie od groma pieszych. Wcześniej spotykałem jeden rower i jednego człowieka. Teraz za bardzo nie było okazji, żeby się do 20 km/h się rozpędzić. Także drzewa były mijane bezpiecznie.

Muszę się przyznać, że wykorzystałem dziś dzieci Państwa z Europy na K. Wiedziałem, że Pan z Europy na K. pojechał na włości, więc dzwonię do szanownej małżonki. Okazało się, że jednak z nim się włości. To do dzieci dzwonię. Najpierw do mojego BFF-a. Oczywiście nie odbiera, bo pewnie nie słyszy. Na szczęście starsze dziecię odebrało i się umówiłem. W oponki chciałem dmuchnąć, bo Pan z Europy na K. ma taką sprytną pompkę. Podbijam do dzieci i mówię, że trzeba nadmuchać koła do 3,5 atmosfer. I tak żartem mówię do Bąbelka, żeby brał się za robotę. I co ja paczę!? Młody zaczyna mi wentyle odkręcać. Niestety trochę ciężka robota, bo sporo powietrza uszło, zanim mój BFF założył końcówkę pompki. Licznik pokazywał 2 atmosfery (nie wiem w jakiej jednostce pokazuje). Na szczęście siostra Bąbelka włączyła się do akcji i koło nadmuchane. Poprosiłem o kawę i młody zajął się ekspresem. A często bywało tak, że jak Pan z Europy na K. pytał się, czy chcę kawę, to mówił – to se zrób.

Piję sobie i konwersuję ze starszym dzieciem i oczywiście, jak zawsze, kawę wylałem. Pewnie pytacie się, czy zmyłem podłogę? Ha, nie!

Dobre są te dzieci. Takie pomocne. Może trzeba sobie załatwić jakieś? Ponoć w kapuście można znaleźć. Przejeżdżałem dziś koło pola kapusty. Nie było.

 

Nienawidzę prasować, to miałyby co robić. Toaletę bym nauczył sprzątać. Jak kamień z kabiny prysznicowej usunąć. I takie tam inne. Dobrze by było, gdyby miały 18 lat, to po fajki i po bronksa mogłyby same pójść. A jak byłyby młodsze i miało przynajmniej z metr 20, to do lodówki mogłoby sięgać, po piwo. Sama wygoda i korzyść te dzieci. Ooooo, i przecie 500+ dają!

 

sam prezes mnie odwiedził

i coś mi drgnęło w końcu.

Od czego by tu zacząć?

W tygodniu urlopowym dostałem SMS. Że kurier nadjedzie z pakietem startowym na OnkoBieg. Myślę sobie:

Po pierwsze – bez sensu. Przecie nikogo nie ma w domu.

Po drugie – bez sensu. Przecie miałem odebrać pakiet od samego prezesa Stowarzyszenia Sarcoma.

Dzwonię ja ci do Kamila i mu wykładam co i jak. Chłopina się zgodził ze mną i się umówiliśmy na spotkanie i przekazanie pakietu.

Wracam ja ci z wczasów i bęc! Znowu SMS. Znowu jakiś kurier się do mnie wybiera. No nie – myślę sobie. Pan prezes chyba zapomniał.

Ale wczytuję się w treść wiadomości i widzę, że to Wielka Litera nadciąga. A właściwie paczka od niej. Już mam! Przecie ja zamówiłem przedpremierowo dwie książki. Ale one miały trafić do mnie dopiero 26 sierpnia.Paczę na kalendarz i … kurczaczki! Faktycznie jest już 26 sierpnia! Czas zapier…ala jak ta lala.

Kasia Nosowska wydała nową książkę. Poczytam i oddam pewnie moim amerykańskim Ulom. No i to nowe dzieło tego najpopularniejszego obecnie dziennikarza radiowego w Polsce Kazika Niedźwieckiego 😉 dorzuciłem sobie do koszyka. A co!? Lubię pana Marka. Słuchać i czytać.

Także książki są, leżą, czekają. Niestety wkręciłem się teraz w te sensacyje tego seryjnego pisarza Mroza (czy jak on się nazywa). Seryjnego w sensie, że pan pisarz wydaje średnio jedną książkę na miesiąc. Czy coś podobnego. Wkręciłem się w serię o Chyłce. No nie jest to proza najwyższych lotów i troszkę mnie boli, jak czytam, ale cholercia, wciąga! Może dlatego, że w serialu z TVN w rolę pani adwokat Joanny Chyłki wciela się moja ulubiona aktorka Magdalena Cielecka. Lubię tom paniom i już.

Także pakiet mam.

Książki mam.

I pamiętamy. Któregoś września biegamy. Nie pamiętam, kiedy dokładnie, w sensie data, ale w drugą niedzielę września.

I ludzie to są głupie. Kamil mi mówił, że już jakaś pani skomentowała koszulkę. Że gorsza od szmaty do podłogi. Ludzie! Przecie to nie chodzi o koszulki!

Na którymś biegu, kiedy jeszcze wszystko było normalne, jakaś dziewoja zrobiła scenę Kamilowi, że medali zabrakło i ONA NIE DOSTAŁA. Faktycznie, inni brali te medale garściami. Szczerze nie wiem po co. Kamil był w głupiej sytuacji, a ja byłem zażenowany. Bez chwili zawahania zdjąłem swój medal i wręczając jej powiedziałem – proszę. Nie potrzebuję medalu. Wzięła bez dziękuję powiedziawszy. Okazało się, że ten gest jeszcze bardziej spowodował poczucie głupiej sytuacji u Prezesa Stowarzyszenia Sarcoma. No bo jak to, przedstawiciel sponsora bez medalu. Ale jak to mówi mój serdeczny przyjaciel od gry w rzutki Stasio – daj spokój. Niestety Kamil nie dał i domówił mi ten medal.

Także biegamy i pomagamy. Troszkę jestem w głupiej sytuacji, bo wszyscy uczestnicy będą wrzucać fotki i relacje na swoje MordoKsiążki i Instagramy. A ja co? Chyba będę musiał filmiki nakręcić przed, w trakcie i po, i wrzucać na blog. Ponoć Sarcoma ma zaciągać wszystko o hasztagach OnkoBieg. Pomyślimy. No ja przecie nie pcham się przed kamery. Aktor ze mnie kiepski.

Także pan prezes do mnie osobiście zajechał. Na śniadanie niby. Ale nie chciał mi ambarasu robić, także pojechaliśmy jeść na miasto. Padło na Srabaksa w Wilanowie, bo na tej mojej Sadybie, to pożal się Boże. Przeczytałem wczoraj w gazetce propagandowej, którą wydaje moja spółdzielnia, że prezes SM Energetyka w wieku lat 69 odszedł. Może nowy prezes coś zmieni. Tu i na Stegnach obok nic się nie dzieje, jeśli chodzi o życie towarzyskie. Same zakazy i ograniczenia. Na samych Stegnach mieszka pewnie z 50 000 ludzi, a jedyna knajpa, która jest czynna do północy, to taki blaszak, do którego strach wejść. Ale jak się wejdzie, to się okazuje, że jest bardzo miło.

Także pojechaliśmy za miasto do Miasteczka Wilanów 🙂 i sobie zjedliśmy bajgla, wypiliśmy kawę, pogadaliśmy i zrobiliśmy fotkę. A co!

A co mi drgnęło?

A muzycznie mi drgnęło. Bryndza była jakoś ostatnio. Już nawet z Arkiem-Zegarkiem, jak się spotkaliśmy kiedyś na piwie z nim i z jego szanowną Ulą, to stwierdziliśmy, że ta Sana/Sanah (nie wiem jak się to dziewczę pisze) nie jest taka ostatnia.

Posłuchałem sobie ostatniej płyty Beyonce i stwierdzam, że … nie rozumiem tego. Nie wiem co to jest.

Teraz mega przebojem jest WAP. Cardi B zapowiada drugi album. Singiel bije rekordy popularności na całym wszechświecie. Wzięła sobie do pomocy nową raperkę, która zyskuje na coraz większej popularności – Megan Thee Stallion. Jak śpiewa Miley Cyrus:

I love you Nicki, but i listen to Cardi

No coś w tym jest. No może dlatego, że Cardi jest nowa? A Nicki Minaj już nie taka nowa? Pamiętam początek 2018 roku. Akurat byłem w Stanach. Cardi B już była po swoim mega przeboju Bodak Yellow. Ale szła za ciosem i w pierwszej dziesiątce Billboard’u umieściła jeszcze kilka piosenek i dorzuciła z jeden czy dwa numery jeden. Płytę wydawała właśnie. Wszędzie jej było pełno. No Ameryka potrafi wylansować. Także Cardi B znam, lubię.

No i teraz ten WAP. Wet-Ass Pussy. Matko Boska, co to jest!? Obejrzałem teledysk w osłupieniu. Czy to jest muzyka? Równie dobrze ten teledysk mógłby funkcjonować bez muzyki na wszystkich portalach porno. I właśnie dlatego nazwałem ten gatunek „porn music”.

 

No zdrowe dziewoje z Nowego Jorku i Teksasu 🙂

 

Jak Madonna pod koniec 1990 roku wydawała swój singiel Justify My Love ze skandalicznym teledyskiem, to cały świat krzyknął, że to skandal. MTV w Stanach wycofało emisję obrazka do tej piosenki, a bardziej otwarta Europa pokazywała to po 23. A jako że MTV Europe nadawało z UK, to w PL trzeba było czekać godzinkę dłużej. A co zrobiła Królowa Pop’u? Jako jedyna wydała singiel na VHS i odniosła sukces.

Muzycznie Alanis Morissette w końcu wydała album. Posłuchałem i odłożyłem. Ale panowie w radio zachwyceni. Że dobra to płyta. Posłuchałem znowu i faktycznie. Słucham.

Metallica po 21 latach wróciła do filharmoników z San Francisco. No to w piątek włączyłem i słucham. Pierwszy utwór. Hmmm, pan nie śpiewa. Drugi? To samo. Może to jakaś instrumentalna płyta – pomyślałem sobie. Trzeci utwór? For Whom The Bells Toll. Nie, no tu już James Hatfield powinien ryczeć. Mija minuta i nic. Przewijam do trzeciej minuty i jest! Pan śpiewa. Płyta taka sobie. Chyba jednak wolę „łomot tępy i jak bolą zęby” w wykonaniu tych panów. Ale dla przyzwoitości słucham. Na początku drugiej płyty odzywa się Lars Ulrich i mówi, że wita wszystkich, że to jest druga część koncertu, że wita fanów z całego świata. I jako pierwszych wita fanów z Polski. Miło.

No i zaczyna lecieć muzyka. Matko Boska! Co to jest? Jakieś Gwiezdne Wojny, czy co? Wyłączyłem.

W radio też zachwycali się nową-starą płytą Archive. Panowie na nowo zaaranżowali swoje przeboje. Oj. Wyłączyłem.

Wczoraj w radio pan ekscytował się nowym dziełem Gregory’ego Portera All Rise. I faktycznie. Wróciłem do domu po 22 i sobie włączyłem tego pana i grał mi. Dwa razy. Fajny jazz.

I tu się zbliżamy do mojego drgnięcia. W Muzo Fm pan zaprezentował dwa numery z płyty James’a Dean’a Bradfield’a Even in Exile.  Víctor Lidio Jara Martínez – chilijski piosenkarz, gitarzysta, bard, aktywista polityczny. Víctor Jara cieszył się w swojej ojczyźnie popularnością jako autor piosenek o charakterze rewolucyjnym i ostro krytykujących ustrój rządzący.

Wiadomo jak takie zachowanie się kończy, c’nie? Ofiara rządów Pinocheta. Jara był torturowany, obcięto mu między innymi palce u dłoni, aby nie mógł grać na gitarze. Został zabity na stadionie Estadio Chile. Ciało muzyka podziurawione 40 kulami wyrzucono na ulicę.

Ten pan zainspirował pana Bradfield’a. Fajna gitarowa, rockowa muzyka. Ja z resztą zawsze lubiłem Manic Street Preachers, to w sumie nic dziwnego, że wzięło mnie i trzyma. Słucham tej płyty przynajmniej raz dziennie.

 

 

królowa i król

dzisiejsza data jest znamienna w historii muzyki. 16 sierpnia 1958 roku na świat przyszła Królowa. 16 sierpnia 1977 roku ze świata żywych odszedł Król. Choć tak naprawdę to nie wiadomo. Wielu go widziało później.

Byłem w Graceland w ubiegłym roku i byłem pod olbrzymim wrażeniem posiadłości Króla.

Widziałem Królową na żywo w sierpniu 2009 roku i byłem olbrzymie rozczarowany. Ale wielkim fanem byłem. Teraz raczej z przyzwoitości zerknę, co ta pani nagrywa. Ale niestety bez szału.

Fanem Króla nie byłem nigdy, ale jak słyszę w radio, to doceniam.

W 1992 roku usłyszałem „Fever” w wykonaniu Królowej. Stwierdziłem, że beznadziejna piosenka. Później usłyszałem tę gorączkę w innej wersji i dopiero wtedy dotarło do mnie, że to jest cover. Król też to śpiewał. I czyja wersja fajniejsza?

 

 

 

 

Przejechałem się po mieście. Jakoś nie ciągnęło mnie do lasu i w krzaki. Po mieście chciałem pośmigać. Kilka zdjęć wykonałem. Fajne miasto latem.

 

plażo, jestem lokiem

czyli bitch, i am loca.

Maciej, nie klnij

Muszę już za chwilę zacząć mówić, że mój blog ma …10 lat. Jak to szybko zleciało. Czas na wspomnienia, podsumowania, opowieści.

W dzisiejszym odcinku – Madonna. Królowa pop. Chyba pierwszy wpis, albo jeden z pierwszych był o niej, o moim pierwszym koncercie jej, o jej pierwszym koncercie w Polsce.

 

Czyli to już 10 lat, jak przestałem tej pani słuchać. A było różnie z nią. Koncert do bani, kolejne płyty straszne. 

 

Koncert na HBO mnie urzekł, ale później powiedziałem, że tego się motyla noga nie da słuchać!

 

Maciej, nie klnij.

Wyglądałem na przód na nowe dzieło Królowej. Bo ją lubię, bo jest łebska. Ale niestety z wiekiem coraz słabiej muzycznie. Podnieciłem się, że ona znowu współpracuje z Mirwaisem. Bo przecie utwór sprzed 19 lat wspaniały był.

 

No ok, to prawie 20 lat temu było. Wtedy brzmiał wspaniale.

I teraz posłuchałem tych nowych nagrań tej pani z tym panem i powiem krótko:

Ojej!

Słabiutkie.

Królowa dała w międzyczasie plamę występując na Eurowizji. Występ jeszcze jak Cię mogę. Był nawet ten jeden (Quavo?) od tych trzech (Migos?). Ogólnie świat zhejtował performance Madge. Ale ona zrobiła rzecz straszną. Usunęła oryginalne wykonania z tego występu i udostępniła je jeszcze raz ale z podrasowanym wokalem. A jak wiemy, w internecie nic nie ginie i ludzie pamiętajo! Chyba Królowej zabolało kolano (jak sobie w nie strzelała), albo plecy (jak sobie sama nóż wbijała).

Posłuchałem sobie ja dziś tej nowej płyty – Madame X. Ta płyta nie jest straszna. To jest bardzo słabe. To nie jest godne 2019 roku, to nie jest godne Królowej Popu.

Co mi się w uszy rzuciło? A jest z kilka potworów, tzn utworów.

Tytułowe (chodzi o ten wpis) – plażo, jestem lokiem. Jest tak kiepskie i tandetne, że wciąga.

God Control!? Matko Boska, co to jest? No mówili, że Abba wraca. Ale nie w takim infantylnym stylu. Germańskie pop disco.

Medellin– z jakimś pięknym latyno-chłopcem, co teraz chyba do Polski przylata na koncert. Pani prof. ze Szczecina chyba się podoba, bo linka mię wysyłała. Mnie to kompletnie nie urzekło.

brrr

Jeden z moich pierwszych wpisów na moim już ponad ośmioletnim blogu prawił o Madonnie. A właściwie o jej pierwszym koncercie w Polsce. Był i to mój pierwszy raz z nią na żywo. Kilkukrotnie miałem szansę pójść na jej koncert będąc w Londynie. Ale jakoś funt za drogi był.

I jak ją już zobaczyłem, to czar prysł. A byłem takim wielkim fanem.

I od czasu tego koncertu raz na jakiś czas zdarza mi się zerkać na nowe dzieła Królowej Pop. Niektóre utwory (rzadko ale czasem) były fajne, a niektóre potwory, tzn. utwory bardzo nie były nagrane dla mnie. Nie wiem czemu ona za wszelką cenę stara się odmłodzić i tworzy takie dziwne aranżacje? Nie da się tego słuchać. Ale trzeba przyznać, że robi dużo dobrego dla kobiet w show biznesie i dla kobiet w ogóle. Większość by ją widziała już w domu z wnukami, a nie na scenie. Dlaczego? Bo ma grubo po 50? W USA też jakaś dyskryminowana jest. Nie grają w radio jej nowych przebojów, także rzadko na listach przebojów najlepszych piosenek można ją zobaczyć. No chyba, że jakiś jedno-, góra dwutygodniowy pobyt. Z tego co kiedyś słyszałem, żeby zaistnieć na liście Billboardu trzeba być puszczanym w radio, mieć dobry streaming i downloading. Taki złoty trójpodział.

Lubię Madonna’ę za jej inteligencję, za jej złote myśli. Gwoli przypomnienia:

IMG_8888

Jak dla mnie mądrość roku.

Rebel Heart wydany 2 lata temu nawet, nawet był. Gdyby wydała to w latach 90-tych, to oszalałbym. A tak, to tylko tyle, że zauważyłem.

Ostatnio z nudów przelatywałem po kanałach TV i padło na HaBeOł. Rebel Heart Tour pokazywano. Przytrzymałem się. Dobrze to wyglądało, dobrze to brzmiało, dobry szoł! Ale Madonna jakoś dużo nie śpiewała. Większość leciało z playback‘u, a Królowa tylko coś tam podśpiewywała. Ale zgrabny to był obrazek. Dla ucha i dla oka.

Odkryłem dwa nowe dla mnie nagrania – tytułowy Rebel Heart oraz Unapologetic Bitch.

I gwiżdżę, śpiewam sobie. A jak wiemy – śpiewać nie potrafię.

You know you never really knew how much you loved me, ’till you lost me
Did you?
You know you never knew how much your selfish bullshit cost me
Well, fuck you

Jak już pisałem wcześniej, podoba mi się wyraz anapologetyczny. Czasem jestem w Unapologetic State of Mind (cokolwiek ten wyraz na U znaczy. Mam nadzieję, że się nie obrażam się sam).

 

Apologetyka (łac. apologeticum, z gr. ἀπολογία) – dział teologii (teologia fundamentalna, której apologetyka jest wymiarem praktycznym) lub literatury zajmujący się obroną wiary, w szczególności chrześcijańskiej, przed zarzutami przeciwników oraz uzasadniający podstawowe prawdy wiary.

 

Aha. To dobrze jest, bo ja taki UN/AN jestem, jeśli chodzi o Theos i Logos. Z naciskiem na to pierwsze.

Wracajmyż do Madge. Dziś otwieram iMusic i co ja paczę! W sekcji New Live Albums jest Madonna’y zapis ostatniej jej trasy. Od razu rzuciłem się do odsłuchania wybranych przeze mnie utworów, na które zwróciłem uwagę pacząc na HBO.

 

OJEJ! Jak to napisał kiedyś mój kolega o koncercie live zespołu Marillion, który kupiłem i mu podesłałem:

 

„Tego się kurwa nie da słuchać!“

 

 

 

Przestroga na 2012 rok

Jakiś nostradamiczny dziś jestem. Przestrzegać będę przed złem, przed popełnieniem błędu.

MDNA! BEWARE! Strzeżmyż się!

Kolejny album Królowej Popu ujrzał światło dzienne. Jestem fanem i chyba będę nadal. Mimo koszmaru, jaki zafundowała nam Najświetniejsza z Najświetniejszych.

Jest to pierwsza płyta, której nie będę miał, która na domiar złego wystraszyła mnie od pierwszej sekundy. Mniej więcej od miesiąca najnowsze dzieło można było sprawdzić na kanale JuTjub. Już wtedy ostrzegawcze znaki dawałem komu się dało.

Dziś z nudów postanowiłem dać Królowej szansę. Chciałem rzeczowo i obiektywnie ocenić najnowsze „dziecko” Madge. Nie da się. Po kilku sekundach skasowałem całą płytę. Pierwszy utwór „Girl Gone Wild” w stylu japońskim – podoba mi się jako-tako. Ale szału nie ma. Nawet nagrodzona i użyta w filmie Madonny „W.E.” pieśń „Masterpiece” brzmi  bardzo tandetnie i koszmarnie.

Masterpiece” jest popową balladą opowiadającą o byciu zakochanym w dziele sztuki (ciekawe ile Moly ktoś zażył, żeby tak opisać piosenkę). Została ona doceniona przez krytyków, ponadto nagrodzono ją Złotym Globem dla najlepszej piosenki. Zdyskwalifikowano jednak z walki o Oscara w analogicznej kategorii (za sprawą emisji radiowej pojawiła się na kilku listach przebojów). No co za nieszczęście!

Najjaśniejszym akcentem na płycie jest, o dziwo, singlowy „Give Me All Your Luvin’”.

L-U-V Madonna, Y-O-U you wanna

(…) every records sounds the same

You’ve  got to  step into my my world

Fakt, płyta „MDNA” nie brzmi jak inne płyty. Ale szybko wy-step-out-wałem się ze świata tej pani.

MDNA! BEWARE! Strzeżmyż się!

Wczoraj też kolega podesłał link do świeżego występu bohaterki tego wpisu mówiąc, że jeśli tak zagra na trasie, to warto iść. Niestety nie warto. Śpiew pani już tak nie świdruje mózgu i jest całkiem-całkiem ale oprawa nadal w stylu cygańskiej trupy.

Nie! To nie będzie rok Madonny u mnie. Pewnie podbije listy przebojów i zadebiutuje w 300 krajach na pierwszym miejscu list sprzedaży płyt ale to chyba tyle. Później będzie już gorzej.

Zapewne pobije rekordy wszelakie (czyli swoje) jeśli chodzi o najbardziej dochodową trasę koncertową. Łebska jest, trzeba przyznać. Wie jak się wypromować. Ale do mnie już nie trafiła. (Mad)Onna się na siłę odmładza, a ja jakoś muzycznie … rozwijam (żeby nie powiedzieć starzeję).

Szkoda, że na kolejny album trzeba będzie poczekać kolejne lata. A może nie szkoda?

MDNA! BEWARE! Strzeżmyż się!

Za to przekonuję się coraz bardziej do płyty Smith & Burrows pod tytułem bardzo figlarnym – Zabawnie Wyglądające Aniołki. Nagrali kilka coverów, w tym Black’a „Wonderful Life”.

Jeśli chodzi o ten przebój sprzed lat, to muszę uczciwie przyznać, że Myslovitz nagrał kiedyś też bardzo dobrą wersję. Ostatnio panowie ze Śląska wzięli udział w projekcie oddającym hołd grupie Talk Talk. Niestety ich wersja „Such a Shame” jest przekombinowana. Mam wrażenie, że za wszelką cenę panowie chcą się stać czystą muzyką, oderwać się od świata rzeczywistego. Ja wyczuwam jakąś frustrację w ich ostatnich nagraniach. Ewidentnie chcą być najdoskonalsi, najlepsi, najwyżsi. Ale niestety Radiohead byli wcześniej 🙂

MDNA! BEWARE! Strzeżmyż się!

A teraz promyk nadziei. Agnieszka Isia Radwańska już nic nie musi mi udowadniać. Zawsze uważałem, że dziewczyna bardzo dobrze gra w tenisa, gorzej było z siłą. A teraz proszę bardzo! Łza się nawet w oku zakręciła jak w ćwierćfinale, w ostatnim swoim gemie serwisowym zaprezentowała swojej przeciwniczce Venus (nota bene mojej idolce tenisowej. Hm, jednej z kilku idolek) dwa asy. Serwis nigdy nie był mocną stroną Polki, a wręcz wizytówką sióstr W. – Pantery Williams i Gorylicy Williams. A wczoraj taka wisienka na torcie się zdarzyła – wygrany bardzo dobry turniej tenisowy. Pikanterii dodaje też fakt pokonania w finale pięknej i stękającej do granic niewytrzymałości Marii Sharapovej (na zdjęciu, Flushing Meadows podczas US Open – 27.08.2009, fot. mdobrogov). Cóż powiedziała przepiękna Maria po meczu (źródło: http://www.wtatennis.com)?

“I thought she played extremely well today, was very consistent, got that extra ball back and I made that extra mistake,” Sharapova said. “She didn’t give me many errors. When I had my chances at break point, I didn’t take them. When she had them, she did. It was just one of those days. I definitely didn’t return well either – when I had second serve opportunities and she’s serving at 70mph and I’m not winning those points, there’s something wrong with that.”

Tłumaczenie translate.google.com:

“Myślałam, że zagrała bardzo dobrze dzisiaj, była bardzo konsekwentna, ale ten dodatkowy piłkę i zrobiłam ten dodatkowy błąd” Szarapowa powiedziała. “Ona nie dała mi wiele błędów. Kiedy miałam szans na punkt przerwania, nie brałam ich. Gdy miała je robiła. To było po prostu jeden z tych dni. I na pewno nie wrócił dobrze albo – kiedy miałam sekund służyć możliwości, a ona służy w 70mph i nie jestem wygrania tych punktów, jest coś złego “.

Kompletny bełkot pani Szarapovo albo Translatorze Googlu 🙂

Fajną składankę zrobiłem. Właśnie gra i się rozkoszuję tworząc wpis:

  1. Jaj Zet i Kanje Łest z Frankiem Oceanem na fituringu – No Church In the Wild
  2. Smith & Burrows – Wonderful Life
  3. The Black Keys – Lonely Boy – fajna energia!
  4. Ryj Jana z Jajem Zet na fituringu – talk that talk
  5. Gotye – Eyes Wide Open – 18 razy na 1. miejscu na liście Trójki “Somebody that i used to know”!
  6. Jaj Zet i Kanje Łest z Bejąse na fituringu – Lift Off
  7. Coldplay – Moving to Mars
  8. Pete Murray – So Beautiful
  9. Smith & Burrows – Funny Looking Angels
  10. Pete Murray – Blue Sky Blue
  11. John Mayer – Heartbeat Warfare
  12. Coldplay – Prospekt March’s Poppyfields
  13. Smith & Burrows – When the Thames froze
  14. Jane’s Addiction – Twisted Tales
  15. Mark Lanegan – Gravedigger’s song

Żeby nie było tak sielsko, przypomnę przesłanie dnia i roku 2012:

MDNA! BEWARE! Strzeżmyż się!

PS. Oj, dziś Prima Aprilis! Zapomniałem zażartować w swoim wpisie!

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑