Tag: luxmed

babciu, babciu

czyli strach ma wielkie oczy, a Luxmed ssie!

– babciu, babciu, dlaczego masz takie wielkie oczy?

– żeby Cię lepiej widzieć!

Każdy zna tę bajkę i wie jak się ona kończy.

Dziś podbiłem do tego zakładu od opasek na rękę, co pan doktór zarekomendował. Ponoć zniżka z NFZ będzie.

To jestem, bo to parę kroków ode mnie, ul. Wróbla.

Przede mną dziewczyna się pyta o ortezę na kolano

– 250 zł

– o!

– ale jakby miała pani skierowanie od specjalisty, to 25 zł, bo dofinansowanie NFZ jest.

– o?

Uf, to teraz zrozumiałem, jaki ten mój pan doktór miły. Wiadomo, Marciny fajne są.

Czekam na moją kolej i się interesuję co państwo ma w lokalu. Nie, nie nudzę się, bo inteligentni ludzie się nie nudzą. Czytam ulotkę o fali uderzeniowej.

Moja kolej. Załatwiam opaskę. Z Białegostoku jedzie. Koszt 50 zł, bez zniżki byłoby 350! Jesssu. Warto było czekać w kolejce 3 lata do lekarza w przychodni!

Pytam się z ciekawości ile winszują sobie za falę uderzeniową

– 60 zł za zabieg. Pakiet pięciu zabiegów 250 zł

– poproszę!

Luxmed ssie! Ze zniżką 10% chcą zedrzeć ze mną 75,60 zł. Czyli zaoszczędziłem na Australię dziś:

300 zł opaska + 128 zł fala = 428 zł. Będzie na lancz w Sydney! Dwa razy!

Pani się pyta na kiedy chciałbym umówić się na pierwszy zabieg. Kując żelazo póki gorące odpowiedziałem jej, że dziś. 

To się moszczę na krześle i się pytam, czy to prawda, że boli.

– boli – odpowiada pani. Jak będzie bolało, to proszę powiedzieć, przerwiemy zabieg.

– ok – mówię już cały zestrachany. 

Palce wbijam w wykładzinę, rękę drugę zaciskam na leżance i myślę „niech się dzieje co chce”. „Ból!” krzyczę wewnątrz.

Właśnie. Jak jest boleć w wołaczu? Albo w trybie rozkazującym? Robić = rób. Boleć = bol? Czy ból? A może zgodnie z ortografią Bredzisława Komorowskiego – bul?

– i jak, boli? Czuje pan coś?

– to pani już zaczęła!?!!!!!!!

– tak

– oo, to nic nie czuję

– to zwiększę dawkę

– hm, mogłem powiedzieć, że jednak boli. To jaka teraz jest dawka?

– zwiększyłam do 2 barów. Maksymalnie można dać 3-3,5

– ok. Nic nie boli!

No i strach ma wielkie oczy. Ale też przy okazji nauczyłem się znowu, że mam wysoką odporność na ból. A jak śpiewała kiedyś Budka Suflera – nic nie boli jak życie!

Dobrej soboty wszystkim. Bo ja już mam dzień zrobiony! Ha. 

fal nie ma fal 
nie ma fal
nie ma fal
nie ma fal
nie ma fal
nie ma fal
nie ma fal
nie
fal nie ma fal 
nie ma fal
nie ma fal
nie ma fal
nie ma fal
nie ma fal
nie ma fal
nie

deja-putain de-vu

czyli deża fakin wi. Pardon my french!

Hejka kochani, jak się macie? Bo ja fatalnie!

Stała się rzecz straszna.

3 lata temu wydawało mi się, że się trzasnąłem w lewy łokieć, toteż dopiero po ponad miesiącu poszedłem do ortopedy.

– ma pan łokieć tenisisty

– ale ja nie gram teraz w tenisa i jestem praworęczny

– łokieć tenisisty nie jest od tenisa

– ?

– od komputera

– ok

 

Pisałem o moich mękach i próbach buchnięcia okularów tutaj.

 

Jakoś pod koniec maja 2018 roku wrócony byłem do tenisa. Mój sensei Nafa Radal wyzywał mnie i wylewałem siódme poty.

I też się jakoś (pod koniec czerwca) w łokieć uderzyłem. Ale w prawy. Niestety, wiedziałem od razu, jak to się skończy.

Luxmed przeszedł sam siebie. Pan dr ortopeda wiekowy i … przygłuchy … i bełkotliwy

– dzień dobry. Mam łokieć tenisty

– @#$%^&

– słucham?

– słucham?

– bo już raz miałem

i tak gadka trwała. On mówił, ja się pytałem „słucham“. On coś odbełkotywał i znowu się pytałem „słucham?“ I pan dr też się dopytywał, co ja mówię. Męczarnia.

Także skracam dialog do meritum

– tylko, że tym razem łokieć tenisisty mam od tenisa (próba zażartowania)

– łokieć tenisisty nie jest od tenisa (poważna śmiertelność. Pan dr nie łyknął dowcipu)

– wiem. Ale akurat zbiegło się to z powrotem na kort

 

Także przygłuchy pan doktór zlecił okłady z lodu, maść i USG. Na szczęście kolejna wizyta u niego za 3 tygdnie, więc szybko umówiłem się na jutro do jakiejś pani. Zobaczymy. Mam nadzieję, że medycyna poszło do przodu i nie będę musiał robić 10 zabiegów zwanych prześmiewczo fotosyntezą. Bo męczące, bo kosztowne, bo zawracające głowę.

Najgorsze w tym jest to, że chyba już na kort nie wrócę! Ostatni trening z mistrzem wyglądał tak, że po pierwszym uderzeniu myślałem, że mi ręka wyleci ze stawu łokciowego. Także dokończyłem zajęcia z opaską na ręku.

Eh, to byłby dramat. Buty mam (oldschoolowe jeszcze takie. Skórzane, nie to co teraz robią), rakietę mam, torbę na rakietę mam, rower do wożenia się na zajęcia mam, spodenki mam, koszulki mam. Nie mam tylko opaski na czoło i nadgarstek. Dobrze, że nie zdążyłem kupić).

Także jest fatalnie!

Hejka. Pozdrawiam w smutku.

 

 

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑