• j j

    Dziś się wietrzyłem na rowerze. Ładna pogoda, trzeba było korzystać. Wczoraj w sumie też jeździłem. Fajnie, w miarę ciepło, ale piździ jak w kieleckiem. Jak jechałem na południe, to 11 kmh na liczniku tylko. Czyli wrażenie, jakby się w miejscu stało. Więcej nie dałem rady. Wczoraj był tour de Las Kabacki. Bardzo przyjemna pętelka, bo nie wieje i fajnie się śmiga między drzewami. A dziś pojechałem wzdłuż Wisły. Przed Mostem Północnym zawróciłem, bo rurociąg leżał. Oczyszczalnia ścieków Czajka. Zawróciłem i do domu pognałem już przez Nowe i Stare Miasto. Przy Łazienkach na Ujazdowskich zauważyłem piorun i zachmurzenie. Chyba tak szybko nie pędziłem przez miasto. Kompletnie nie widziało mi się pedałowanie…

  • jak Ania Starmach powie, że ma być …

    sok z cytryny, to ma być i już! Czy jak się ta pani z Big Chefa nazywa? Kompot gotuję. Po raz pierwszy w życiu. Oczywiście w przygotowaniu tegoż pysznego napitku nie ma nic trudnego i skomplikowanego. Ale jak już miałem robić to po raz pierwszy, to postanowiłem zasięgnąć języka. Jakiś pan jest ulubieńcem internautów. … do 4-litrowego garnka wsyp jabłka do połowy i zalej wodą… Pan faktycznie wykłada te sekrety gotowania jak krowie na miedzy. Ergo jest bardzo prosto. Ktoś się pyta w tych komentarzach pyta – to ile ma być tych jabłek i ile wody!?   I trafiłem też na wybitność kulinarni polskiej. Pani Ania, pani z okienka, tak…

  • tańczę polskie tango

      Miałem pisać wczoraj. Ale nie udało się bo … – nie było jakoś czasu – wpadło mi do głowy „Moje serce to jest muzyk”   Przechadzałem się po bazarze i gdzieś usłyszałem Ewę Bem śpiewającą. I przepadłem. Do końca dnia nuciłem sobie Moje serce to jest muzyk, Który zwiał z orkiestry, Bo nie z każdym lubi grać. Żaden mu maestro nie potrafi rady dać. Moje serce to jest muzyk improwizujący, Co ma własny styl i rytm, Ale gdy gorąco kocha Wtedy gra jak nikt. A mnie się Taco bardzo podoba nowy. Bo tekst ma fajny. Bo dźwięki ma jakieś inne niż normalnie. A rok temu na moim odtwarzaczu często…

  • rozebrać się do rosołu

    Po ponad 4 godzinach bulgotania słońce zajrzało przez okno. Szybko pogasiłem palniki, zasłoniłem rolety i włączyłem wiatrak. Nalałem sobie talerz zupy i siadłem do stołu. Uf, jak gorąco. Pot mnie zlał. Takżem rozebrał się do rosołu. Ale bez sensacji proszę mi tu. Żadnych bezeceństw. Przyzwoity byłem. Nie do takiego rosołu. Rosół na kaczce okazał się pyszny. Aż sam się dziwię, bom zawsze sceptyczny jest wobec swoich dań. Pozwoliłem sobie na dwa talerze. Ryba w sosie też niczego sobie. Ale czuję, że to chyba koniec pichcenia w tym tygodniu. Za gorąco będzie. Włączam internety i widzę, że ktoś śmiał zażartować sobie z naszego Sebastiana, prezydenta Wolski. Po angielsku ponoć rozmawiali. No…

  • szum zebrany

    Jakoś mnie na kaczkę wzięło. Nie, nie z powodu wyborów. A na temat tych elekcji, to muszę powiedzieć jedną rzecz. Śmieszą mnie komentarze, że Trzaskowski taki lider, że partię zakłada, że tłumy za nim pójdą, że ma poparcie. Hm, otóż, myślę, że wątpię. PO pokazuje dobitnie, że kiepskich ma strategów. Kolejne wybory przegrane. A co do majora Warszawy, to niech ktoś w końcu przejrzy na oczy i zauważy, że spora część ludzi głosowała przeciwko Anżejowi, a nie na pana Rafała. I ta kaczka chodzi za mną i chodzi. Kwak. A to się chyba wzięło od tego, jak mój kolega z pracy Michał powiedział, że lubi pichcić, i na pytanie, co…

  • ludzie to som jednak takie interesowne

    I jakie zachłanne. Nie dalej jak tydzień temu, a właściwie dokładnie tydzień temu, zawiozłem na spotkanie grillowe sernik. Mojej roboty. Spotkanie bardzo fajne. Pod względem towarzyskim i smakowym. Przed podaniem płaszcza wyjechał na stół sernik mój wraz z kawą (dla chętnych). Mlask i mniam był. Pomruk tu i tam przeszedł. Smakowało znaczy. I tak po, w poniedziałek, czy kiedy, rozmawiam z Piotrkiem i się pytam, czy dużo tego sernika zostało. I dlaczego nie dostaliśmy na drogę. I w ogóle, dlaczego nie oddano mi blachy z pozostałością. Olimpia co prawda mówiła przy bramce, że blacha trafi do mnie na kometce, ale hello! Musiało coś zostać. Piotruś tak łakomliwie mi powiedział, że…

  • żeby życie miało smaczek …

    Raz ogórek, raz kabaczek.   Nie, ja nie o LGBT i innych bezeceństwach. Nie mówmyż o debilu. Chłop i tak ma przed sobą trudny czas. Pakowanie. Wiem, kilka razy się przeprowadzałem. Tyle tego się jednak zbiera, że okazuje się, że całe życie to nie jeden, a od groma pudeł i worków. Także WyPAD 2020. Ja nie o ideologii, a o ludziach. O koleżance z pracy, co mi o tej porze roku przynosi dary. Przeprowadziła się Dorota na wieś ze swoimi chłopakami i sobie przy domu grzebie, kopie, sadzi, piele. I natura oddaje jej jak szalona! Dwa dni temu przyniosła mi wór szczypioru, rukoli, sałaty. A rok temu dostałem jeszcze gigantyczne…

  • pan fasola

    Nigdy nie byłem fanem tegoż komedianta. Na nerwy mi działał. Ale mam jego obrazek w głowie. Zawsze chciałem mieć dywan na klacie. Niestety, jedyny dywan, to pod łóżkiem. Kawior taki (po rosyjsku ковёр – dywan. Диван – łóżko, sofa. Zdałbym chyba ten rosyjski na maturze jednak). Także dziś zrobiłem sobie dywan na klacie. Sam się ostrzygłem, ogoliłem i … niechcący zrobiłem na pana Fasolę.   Dziś już wiem, że dywanu na klacie bardzo nie chciałbym mieć. Kiedyś na studiach mieliśmy kumpla. Bardzo owłosiony i grubawy. Grając w kosza jedna drużyna była bez koszulek (żeby się jakoś rozeznać kto jest kto, z której drużyny). I raz przypadło mi w udziale krycie kolegi.…

  • kaszanka

    Dziś światowy dzień mórz i oceanów. Taka ciekawostka. To ja może o kaszance. Ale zanim o niej, to dodam o czymś, co mnie zaintrygowało. W sobotę robiłem zakupy w Carrefourze i znalazłem to: Domyślam się, że pewnie sporo czosnku musi zawierać ta przyprawa. I pewnie jakieś pędy osiki. I kiedy tego używać? Za dnia? Czy nocą? Promo było  – minus 42%. W weekend spotkałem się z dawnoniewidzianą znajomą przy grillu. Gaworzyliśmy o kaszance. Zgodnie stwierdziliśmy, że dobra czarna kiełbaska nie jest zła. Koleżanka dodała, że bardzo nie lubi, absmak taki ma, jak coś takiego brązowego jest w środku i się maże. – no bo wątróbki dodają! Dobra kaszanka, to musi…

  • paniusia weźnie

    czyli zawoalowany MissTake. Tak kochani, przyznaję się do błędu. Wracam na stare śmieci. Choć z drugiej strony, to nie porażka. To lekcja, to doświadczenie, wiedza. Widać nie dla mnie te internety, te blogi. Jakąś wadę muszę mieć. To prawda – nikt nie jest doskonały. Palenie rzuciłem jakiś czas temu (1246 dni) i tak beztrosko bez tych skaz i niepowodzeń trwam. Do dziś. Wymiękam z prowadzeniem bloga na nowym. Nie moja bajka.  Zadziwionym też wielce jest, że jakoś tak cierpliwie do tego wszystkiego podchodzę. Drzewiej, jakby te posty mi się nie zaimportowały, jakby te wtyczki nie działały, albo to i tamto, to byłby szał. Wiązanka po polsku byłaby długa z ogromną…