Tag: konstytucja

dziś do tyłu mokre …

… włosy zaczesałem i dałem im schnąć pod czapką.

Stopy se zdarłem i udeptałem się.

O 9 włączyłem nowe radio 357, żeby zacząć słuchać polskiego topu wszech czasów. Drzewiej kompilację najlepszych piosenek krajowych artystów można było podziwiać w Trujce, ale jak wiemy to już inna cywilizacja i wymiar.

A kilka razy udawało mi się słuchać topu w Stanach:

Polski Top 2013

Polski Top 2012

O polskim topie pisałem 3 maja 2016. Trzy razy aż. Ale to w Polsce było.

Dziwnie się człowiek czuje słuchając radio w innej strefie czasowej. Pan w pudełku mówi, że minęła 21, a świat za oknem mówi, że nie. Tak samo jest teraz w Polsce będąc, kiedy słucham podcastów. Też się udało mi wzdrygnąć, jak wybiła w audycji 20, a ja wystraszony, że tak późno zrywam się na nogi.

 

W tygodniu jakiś pan napisał do radio, że zamierza pobić ubiegłoroczny rekord robienia kroków podczas słuchania listy polskich przebojów. 53 tysiące z groszem wydeptał wtedy. No pomyślałem sobie, że dobry pomysł. Wyruszyłem po 10. Na Stare i Nowe Miasto mnie zaniosło. Przez Łazienki. Wróciwszy do domu, opadłem bez sił na sofę. Na liczniku bez mała 25 000 kroków. A pan z radio donosi, że rekord już pobity – 53 500. Kurczaczki. To ten pan musiał równo od 9 iść i to prędko! Dobra, ja jeszcze może pójdę. Ale blisko. 30 000 może złamię?

 

Ah, a propos 50 000 kroków i więcej. Raz mi się przytrafiło to. Zakopane 2016. Maciuś wybrał się nad Morskie Oko. A tam na Czarny Staw. No widok piękny. Później przedarłem się do Doliny 5 Stawów. No bajka! Dech zapierające widoki. Później głuptasek Maciuś wymyślił, że przejdzie górą na Kasprowy i zjedzie kolejką. Nie wiedział wtedy głuptasek Maciuś, że ta trasa to Orla Perć, jeden z najbardziej niebezpiecznych szlaków górskich w Polsce. No to Maciuś się wdrapuje. Coś ciężko mu idzie. Kolanko zaczyna się odzywać. Te półmaratony odcisnęły piętno. No ale jak Maciuś sobie do łba wbije, to nie ma zmiłuj. Trzeba iść. Niestety, za każdym razem jak stawiałem prawą nogę, to czułem przykry ból w kolanie. Zerkam ja ci w niebo, ku słońcu i widzę ścianę, z której schodzą prawie pionowo ludzie. O o – pomyślałem – nie wdrapię się. Nie dam rady. I zawróciłem. Chyba po raz pierwszy podjąłem słuszną decyzję.

Ja już chyba dziś nie idę więcej. Na lewej stopie mam takiego bąbelka i na małym paluszku u prawej też.

Ale nie! 30 000 kroków do łba wbite. Odpocznę troszkę. Pyzy mamine odmroziłem. Posilę się i idę.

Na mieście sporo psiarni. Na każdym rogu stoją. Nie wiadomo czego. Może konstytucji bronią? 3 maja dziś. Pierwsza na świecie, druga w Europie (mrugnięcie oczkiem) ta nasza ustawa zasadnicza. Także policji od groma dziś. A ulice puste. Ludzi też jakoś nie za wiele.

Fajne stare tramwaje puścili na miasto. Zielony i czerwony szynowóz widziałem.

 

Coś opowieści z zach-pomu nie chcą się jednak napisać. Może będę wrzucał wstawki z tegoż wojażu? Już dawno nauczyłem się, że ja nie umiem przewodników pisać.

Połczyn-Zdrój/Oycowizna

Byliśmy w Połczynie Zdroju. Nie mam żadnego zdjęcia stamtąd. Park zdrojowy wygląda blado, ale ponoć i tak lepiej niż kiedyś. Ale tym NFZ zarządza, więc się wodotrysków nie spodziewałem. Stara część “miasta”, nazwijmy to ryneczek, nawet nawet. Uliczka-deptak Grunwaldzka taka urokliwa. Pysznego loda własnej roboty i kawę spałaszowaliśmy tam. I już. Po wycieczce po tym uzdrowisku. Gdyby ktoś mnie wywiózł to Połczyna-Zdrój na godzinę lub dwie, to bym się obraził. Byłem, nie wrócę. Niby kobiety tam często wysyłane były na kurację borowiną. Że niby bezpłodność leczyli tym zielskiem. Mhm, takie podśmiechujki są, że to niby zasługa młodych pielęgniarzy.

Wielki Pe, winiarz nad winiarze, umówił nas na spotkanie z lokalnym winiarzem od napitków sygnowanych etykietą Oycowizna. Panowie sobie porozmawiali jak fachowiec z fachowcem. Ja spojrzałem na butelkę pod kątem estetycznym, marketingowym. Ładne, pomysłowe, proste, nie za krzykliwe. Córka pana winiarza ponoć się zajmuje opakowaniem i lansem produktu na insta i fejsie. Wzięliśmy dwie butelki.

Pan winiarz mówił, że tego Marszałka z 6 tygodni trzyma. Wielki Pe stwierdził, że długo. I wino dzięki temu ma ładny kolor. I … to tyle dobrego o tym napitku – bardzo ładna, głęboka barwa. A tak to ocet w gębie. Stwierdziliśmy, że można by ostawić resztkę na marynowanie mięsa. Później się okazało, że ktoś się połasił na tego niedobrego Marszałka. Bo zdziwiłem się wielce, jak pustą butlę do kontenera “szkło” wynosiłem. Kilka dni później spróbowaliśmy tegoż wina w wykonaniu winiarni kwakowskiej. Faktycznie kolor blady, ale smak zupełnie inny. Tzn. smak jest. Także Kvakovo vs Oycowizna 1-0.

 

Cabernet Cortis otworzyliśmy kilka dni po Marszałku. Nic dobrego nie mogę powiedzieć. Zapach nieprzyjemny uderza w nos i tam zostaje. Smak niewykrywalny. 90 zł za dwie butelki poszły w piach. Szkoda. Ale już wiem, że wino Oycowizna z Ojcowizny będę omijał.

A niby pan tylu powracających klientów ma. Hmm.

 

Podczas obecnego urlopu zawitaliśmy też w Gorzowie Wielkopolskim. Wiem, wiem, to nie zach-pom. Ale cóż, zajechaliśmy tam. Województwo lubuskie zawsze mnie zastanawiało. Po cóż je stworzono? – często się zastanawiam. A opolskie? To samo. Po co?

Gdyby ktoś mnie wywiózł do Gorzowa na kilka godzin, lub powiedzmy pół dnia z opcją spanie i kolacja, to bym się … nie obraził. Przyjemna miejscowość. Czułem się tam jak … nie w Polsce. Zaszedłem na pocztę (w sumie to nie wiedziałem, że to poczta, budynek zwrócił moją uwagę. Jak już zacząłem go obfotografowywać, to zorientowałem się co jest w środku) po kartki, bo jeden znajomy historyk ma hobby zbierania widokówek. Kolekcjonuje kolega wszystko jak leci, ale oprócz tego co wychodzi spod szyldu wydawnictwa DDK. Ponoć kiepskie kartki robią. Znajomość z historykiem nauczyła mnie, że miasta, miasteczka mają w swoich urzędach dział promocji, która często ma takie widokówki i rozdaje je za darmo. Tako promocja miasta. Tym razem, jak już byłem na poczcie, to stwierdziłem, że kupię ze 2-3 widokówki. Przy okazji zapytuję lokalne panie gdzie tu rynek jest.

– ??? – minuje się panienka z okienka skonfundowana

– no rynek – powtarzam

– rynek? – zapytuje inna kolejkowiczka

– no miejsce, które się odwiedza. Do którego turyści najczęściej chodzą – wyjaśniam

– aaa. To pójdzie pan tam, gdzie katedra jest. Tam jest wszystko – usłyszałem w odpowiedzi

No rynek to to może nie jest, ale wycieczka mi się podobała. Także Gorzów Wielkopolski (FG) na plus. Gdyby ktoś mnie chciał zapytać z kolei o Koszalin (ZK), to odpowiadam, że nie ma o czym mówić. Nie podoba mi się to miasto. Jakoś dziwnie się po nim autem jeździ. Mają jakieś dziwne skrzyżowania i wielkie ronda. Nic mnie tam nie zaciekawiło, urzekło, oczarowało. Dział rybny w Makro Cash and Carry ssie!

To na razie tyle o wycieczce po zach-pomie i nie tylko. W kolejnym odcinku m.in. opowiem o Słupsku.

Może następnym razem trzeba będzie wziąć misia w teczkę? Będzie ciekawej na wycieczce. Może zrobi fiku miku. Albo siku? A pan doktor będzie pijany? I przyklei się do okna, bo ściana będzie mokra? Chyba „misiek strasznie pierdzi, i mówię, że to śmierdzi”.

 

minimalizm

Teledysk proszę oglądać w okularach VR lub na apce YT na telefonie lub tablecie. I proszę ruszać urządzeniem. Albo na te kursory naciskać. Fajny pomysł.

Piosenkę słyszałem już jakiś czas temu. Trójka gra. 

Trochę mi to pasuje. W 2014 jak robiłem gruntowny remont, to z chaty wyleciały durnostojki i takie tam. Żal mi tylko biletów z koncertów. Mogłem byłem pomyśleć o skanie i zrobienie z nich na przykład tapety. Szkoda. Czasu nie cofnę.

W mieszkaniu z elementów wystających został tylko ekspres do kawy. Sam nie wiem po co go kupiłem. Ale kupiłem i jest.

Telewizor oddałem. Patrzyłem się jeszcze na moją super miniwieżę Yamaha pianocraft. Chodził mi po głowie głośniczek na przykład BOSE. Ale jednak co dobry dźwięk, to dobry dźwięk. Wieżę ukryłem w szafce na telewizor. A właściwie w dziurze na DVD lub dekoder cyfrowy. Także nie wystawała.

Szafkę sprzedałem, o czym pisałem. Kupiłem sobie komodę również z otworami, więc sprzęt Haj- Faj nadal nie wystaje.

Nie lubię posiadać. Po co mi te graty?

Ostatnio chodziła za mną lampka, bo strasznie ciemno w mojej norze. Szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Biłem się z myślami. Kupić, nie kupić. Nie było niestety pod oknem kwiatków, żeby listki obrywać powtarzając do końca w koło „kupić-nie kupić”. Kilka razy byłem w sklepach z oświetleniem. Ale nic mnie nie urzekło, nic nie wołało „kup mnie”. Ja tak muszę mieć. Rzecz musi mnie wybrać i kazać mi się kupić. Po raz kolejny będąc w sklepie nabyłem dwie lampki. Jedna za 20 zł na komodę, tylko i wyłącznie do nastroju. I druga duża do czytania, bo naprawdę już mnie szlag trafiał i miałem serdecznie dosyć po ciemku czytać. W kreta bym się chyba zamienił. Lampka była z serii „ok, może być” lub „nie jesteś taka ostatnia”. 

Przestawiłem komodę i mała lampka już na niej nie może stać (warunki techniczne). Także zakup niepotrzebny. Po co mi ten grat? A duża lampka fajna. Służy mi i cieszę się zeń. Teraz się zastanawiam po co mi ta komoda? Eh.

Ekspres też coś kaszle i chyba czas nań. Ale o tym też pisałem. Czuję, że za chwilę będzie parę gratów i szmat mniej.

To wszystko dzięki zarazie!

Ale ale. Żeby nie było tak strasznie, pesymistycznie, czy czort wie jak, to powiem, że podczas izolacji nabyłem jedną rzecz. Jedyną rzecz. SODA MAKER! Czyli taki nasz klasyczny syfon. Słodkokwaśna ma, Państwo G mają. Lubię bąbelki. Woda z kranu mi nie smakuje.

Oj. Zapomniałem o jeszcze jednej rzeczy wystającej. Dzbanek z filtrem do wody. Ale dni jego są policzone. Przez 28 lat piłem wodę z kranu w Białym i żyję. W Waw reklamują kranówkę. Że zdrowa, że pyszna. Czyli minimalizm – jeden grat mniej będzie.

Oh. Zapomniałem o jeszcze jednym. W kwestii „moje zabójcze mieszkanie”. Nie, nie chodzi o to, że jest jakieś oszałamiające i designerskie. To jest mieszkanie, które chce mnie ukatrupić. Pisałem już wielokrotnie o dziwnych, paranormalnych aktywnościach. To teraz dodam, że szklanki same wybuchają.

Myję ja ci naczynia. Odkładam na dno zlewu szklankę. Szoruję filiżankę do kawy o kolorze transparentnym i odstawiam na dno zlewu. Zlew mam solidny. Jak coś tylko lekko upuszczę, to w drobny mak. Podłoga chyba z mosiądzu, bo jak kiedyś wyleciał mi z rąk moździerz, to już płakałem, że, kurna, podłogę mi pobije. Okazało się, że solidną terakotę pani architekt zarekomendowała. A moździerza może z raz użyłem. Jakiś eliksir młodości ucierałem. Dlatego mam ciągle 29 lat. Nie, nie mam żadnych moich portretów na ścianie. Ja po prostu tak wyglądam. Twarz jak pupa u niemowlęcia – jak się to mów.

No i odstawiam filiżankę i buch! Bam! Jeb! Szkło pryska! Na bosaka byłem, więc znieruchomiałem, żeby przypadkiem nie nadepnąć na szkiełko. Kiedyś w Białym nadepnąłem nieświadomie i jak coś poczułem na stopie, to postawiłem sobie ją na drugą stopę i potarłem w celu, żeby odpadło od stopy. Hm, rozharatałem sobie żyłę. Ale spoko, przeżyłem. Także teraz wiedziałem, że mam się nie ruszać. Myślę sobie co to się stało, co tak jebło? Moja ulubiona transparentna filiżanka pewnie. Szkoda jej, bo ją lubię. Za tę przejrzystość właśnie. Wszystko w niej widać. Wyciągam ją za ucho ze zlewu i w osłupieniu patrzę, że jest cała. Radość. Ale też konsternacja? Co to wybuchło? Co to za eksplozja? Patrzę – oooo, szklanki nie ma. Oj!

W udzie widzę malutką czerwoną dziurkę. Dotykam i czuję obce ciało. Wyjmuję drobinkę szkła. Ale czemu z dwóch palców u nogi coś krwawi delikatnie? I w ogóle jakim cudem tam się coś wbiło? Rykoszet od dwóch ścian? Szklanka poszła w drobny mak. Przedziwne. Ale huk był. Pewnie jakieś ciśnienie powierzchniowe uległo zwiększeniu i wysadziło szklankę. Pewnie to. Innego wytłumaczenia na ma.

Finalnie okazało się, że jeden grat mniej.

Wracając do izolacji. Brakowało, a właściwie szlag mnie trafiał, że wszystko pozamykane oprócz rossmana i spożywki. No ileż można żreć?! Ileż można gotować?! Mówiłem wszystkim, że jak otworzą, to ludzie od razu polecą. I ja też. Do Czibo po kawę. Bo oni wiedzą jak ziarna zmielić. To w sklepie w tych opakowaniach to jakaś słabizna. Ekspres tylko kaszle albo się zacina.

No i otworzyli sklepy. Nie poleciałem. To znaczy wbiegłem do Sadyba Best Mall, ale od razu mnie odrzuciło. Dziś dałem drugą szansę. Nawet próg przekroczyłem. Zapytałem czy planują w tym miesiącu Święto Kawy. Pani nie w temacie. Wyszedłem. Nie miałem ochoty na zakupy.

Moja druga potrzeba, to były majtki. Mam dwa sklepy, w których kupuję. Jeden z nich jest w Bestmolu. Wszedłem i wyszedłem. A propos majtek. To ogólnie wszystkie ubrania kupuję w Stanach. Ale majtek nie. Raz kupiłem i była porażka. Wziąłem rozmiar M bodajże Calvina Kleina. Kurna! Do kolan te bokserki były. Latem w nich gorąco. A do krótkich spodenek nie za bardzo, bo wystawały spod nogawek. Także niewymowne kupuję w Polsce.

I tak sobie myślę:

Maciek, 50 dni wytrzymałeś w jednych portkach jeansowych (do pracy jak musiałem iść). Po domu w jednym dresie poplamionym (bo kurna nie mogę doprać), na spacery i zakupy w drugim, czystym, dresie. Jedne majtki masz i się dało. Po domu z gołą dupą też można chodzić. Albo w samych gaciach. To po co ci te szmaty? No właśnie. 

Dziś opchnąłem w końcu pokrowiec na łóżko, które dostałem od Słodkokwaśnej, którego już dawno nie mam, bo połamałem. Także w komodzie zrobiła się jedna, duża, pusta półka. Po co mi te graty? Po co mi te szmaty?

Tego nauczy nas zaraza – po ki czort tyle kupować, tyle mieć, tyle posiadać. Konsumpcjonizmowi mówimy NIE. 

Ponoć we Włoszech spadł obrót w handlu o 40%. Nie dlatego, że strach kupować, że nie można kupować. Ludzie po prostu przestali. Przemysł, Handel, Usługi. Coś czuję, że i w usługach dużo się zmieni. Sam sobie łeb obciąłem. To znaczy włosy na głowie. Da się. Człowiek jak coś będzie musiał zrobić sam, to to zrobi. Ciekawe czasy.

Ostatnio głośno się zrobiło o serialu „Into the night”. “Kierunek: Noc” bodajże na polski to przełożyli.  Jakaś luźna inspiracja tylko wydaną cyfrowo książką Jacka Dukaja pt. “Starość aksolotla” (trudny wyraz). Oj, nic się nie zgadza w tym serialu. Kompletnie nic. I niestety będzie drugi sezon. Na koniec pierwszego sezonu pojawił się Borys Szyc i to już było za wiele. Kiepsko napisane postaci, kiepsko zagrane, kiepska akcja, nuda. Biedna załoga lata rozwalającym się samolotem (wybite okno) dookoła świata, żeby tylko nie dopadł ich wschód słońca.

Ale ale. Być może dzięki temu Netflix zaproponował mi serial holenderski z 2019 roku pod tytułem Undercover. Na sam przód, bo kilkunastu minutach pierwszego epizodu pomyślałem, że to taka durna komedia kryminalna a la Gang Olsena. Duński, czy holenderski jeden pies. Śmieszny. Choć największy dyskomfort odczułem oglądając straszny horror Krąg, wersja japońska. Oj, kraj i ludzie porąbani nieźle, ale ten język nie pasuje do grozy.

No i w tym holenderskim obrazie jest jeszcze postać żony mafioso. Babka gra taką słodką idiotkę, także na serio pomyślałem, że to jakiś pastisz, czy coś podobnego. Ale jednak nie. Serial dobry.

10 (chyba) odcinków pyknąłem w dwa i pół wieczory. Każdy epizod ma coś ponad 3 kwadranse. Polecam.

No i jak tak mi się serial skończył, to chciałem się wziąć za czytanie. I tu jest problem. Pani Słodkowaśnej pożyczyła mi ze dwie książki z serii Zabili go i uciekł oraz Rzeź. Rżnięcie i masakra. Wskrzeszyłem też Kindle’a i mam co i tam czytać. Ale wczoraj tak pomyślałem, że może Konstytucję poczytać?

Nie wiem co robi Hołownia w tym wyścigu, ale nie zdziwi mnie jego sukces. Bo to będzie na zasadzie eliminacji. Ta pani nie, ten pan Ktośtam-Kamasz-Cośtam też nie, Biedroń to już przeszłość, jego czas minął. Pozostałe towarzystwo aspirantów na stanowisko Głowy Państwa bardzo NIE.

Także druga runda, o ile będzie:

Seba vs Szymek!

A tak na poważnie. Nie wiem, kto wspiera Hołownię, kto za nim stoi. Życzę mu jak najlepiej, ale kto mu doradza!? Think tank albo bliscy doradcy PR-owi z dupy. Co jak co, ale ja bym słabości nie pokazał nigdy jeśli chodzi o ubieganie się o stanowisko głowy państwa. Jakiegokolwiek państwa. I to jeszcze płacz nad czym? Nad kiepską ustawą zasadniczą? No może nie kiepską, ale mającą dużo do poprawy/udoskonalenia. Sebastian może już się cieszyć i realnie myśleć o zwycięstwie od razu, za pierwszym podejściem. A co mi tam. Budyń bez wyrazu przez kolejne 5 lat? I tu taka ciekawostka. Ostatnio kupiłem sobie budyń waniliowy. Kurna, jako dzieciak jadłem często. I to ze smakiem. Zobaczymy czy i tym razem będzie mlask i mniam. Tylko mleko mi chyba wyszło. 

 “Znam Go od wielu lat, nie znając prawie wcale…” — zaczął swój wpis Wojewódzki

“Wyobraźcie sobie rozmowę, negocjacje z np. Putinem. Nosem by go wciągnął i wypluł. Wstyd!” — napisał Jakimowicz (to ten aktor od Młodych Wilków, co nie tak dawno właził w 4 litery Macierewiczowi na wizji). Aktor porównał go do laleczki Czaki. Kurna, coś w tym jest!

„(…)Płakał idealnie, co do mililitra. Dwoma palcami, nie jednym przetarł oczy dla wiarygodności. Przeszarżował tylko chwaleniem się codziennym czytaniem Konstytucji. Codziennie czytał Katechizm. Ale jedno i drugie na K.” — ocenia Gretkowska.

Szymon Hołownia urodzony 3 września 1976 roku w … Białymstoku. Ok, chodził do społecznego liceum, to temu go nie kojarzę.

Przez 5 lat studiował psychologię w warszawskiej SWPS, nie ukończywszy studiów

Czyli nie będzie można łacha ciągnąć jak w drugiej połowie lat 90. ub. w.

Więc mam wyższe wykształcenie, chociaż studiów nie skończyłem

Jak prezydent Kwaśniewski (…)

Pamiętam wybory w 1995 roku. To znaczy pamiętam wszystkie wybory prezydenckie w wolnej Wolsce/Polsce.

Ale po kolei:

1990 – mój faworyt Stan Tymiński przegrał w drugiej rundzie

1995 – ani be, ani me, ani kukuryku

2000 – I runda i bach! Reelekcja

2005 – spadłem z łóżka jak się okazało, że wygrał Lech (a cały czas prowadził w sondażach Donek)

2010 – Polska jest najważniejsza (Bliźniak). Zgoda buduje (Bronek). Nie pamietam tych wyborów. Jak to się stało, że wygrał ten pan od późniejszego łączenia się w „bulu”?

2015 – oj biłem się nad stolikiem z kartą. Bredzisław czy PiS? Na PiS w życiu nie oddam głosu. Ale Bredzisław to (cenzura) był. Organicznie nie cierpiałem jego głosu, jego maniery mówienia. Nie mogłem na niego też patrzeć. Traktował obywateli jak swoje owieczki/baranki

No i te wybory w 1995 zapadły mi w pamięć z jednego powodu. Dobrze, że jest już maj, nowy miesiąc, bo miałem już liceum nie wspominać w kwietniu. Nasza wychowawczyni Anka powiedziała „Miałam głosować na Gronkiewcz-Walc, ale jak zobaczyłam jej inicjały, to zmieniłam zdanie”.

A co złego jest w inicjałach HGW? – pomyślałem wtedy naiwnie ja. 

Huj Go Wie, co to będzie teraz. Sorki za błąd.

make it rain

make a change

chwilę pomyśl błagam

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑