Tag: kanada

niech będzie posolony

Jestem albo posolony albo popieprzony. A jako, że soli nie używam, chyba że do ziemniaków (które gotuję od wielkiego dzwonu) albo ogórków kiszenia (rzadko również), to jaki ostatnio jestem każdy może wywnioskować.

Poszłem wczoraj spać jakoś po północy. Ale!

Zanim dokończę o tamtem.

Dokończyłem ubiegłoroczny sezon Homeland. Serial jest naprawdę pierwsza klasa. Claire Danes, która gra Carrie świetna jest. Tylko brzydko się maże. Ale w sumie też ma to swój urok. Ostatnio coś Słodkokwaśna i pani prof. ze Szczecina zaczęli mi coś wspominać o nowem sezonie, także spiąłem się i dokończyłem stare odcinki. Żeby było szybciej, to wrzuciłem wyższe obroty – x1,33 prędkość odtwarzania. Trzeba szybko czytać, głosu jeszcze tak bardzo nie zniekształca. Ale zamiast 42 długich minut, jeden epizod można przelecieć w … no jakoś mniej.

Mówiłem, że jakiś nieposolony jestem.

No i wczoraj kładę się, moszczę w łożu po północy, zmęczonym okrutnie mijającym tygodniem, myśląc co dalej z tym weekendem.

Wstałem 6.44 i stworzyłem listę zakupów. Będą:

  • sernik
  • zupa sałatowa
  • jakaś zupa slasz potrawka

 

No i napiekłem dwie blachy ciasta. Nie jest słodkie, bo nie lubię słodkich wypieków. Tydzień temu był masakrycznie słodki i niedopieczony brownie.

A rosół się gotuje już ze 3 godziny. Fu jakieś zaraz z tego będzie. Albo Pho!

Szczegóły wraz z przepisami wrzucę gdzie indziej. Kto wie, ten wiem gdzie.

I moi mili, proszę nie dramatyzować z temperaturą! minus 14C, to żaden dramat. Tylko dostaję te ajMasaże, że chłód, że burza śnieżna, że coś tam. Rześkość jest jak dla mnie. Wspominam sobie teraz z uśmiechem Kanadę.

Toronto -19C

Ottawa -24C

Montreal -26C

IMG_2740

Także -14C w Warszawie to takie “phi”. Poza tym wiosna idzie. Widać to po moim wystroju!

Z głupawek. Znalazłem Wywłokę.

IMG_2739

Mój szef twierdzi, że zna jom. Na ryby się tam ponoć jeździ. Hmm.

blin, TSA

Nie przepadałem nigdy za TSA. Kojarzył mi się ten zepsół z łomotem, hałasem. Takie szarpitruty głośne. Moja siostra cioteczna lat dużo starsza ode mnie w swoim pokoju w młodości swojej miała wyklejone ściany posterami Dżemu i TSA właśnie. Za jednymi i drugimi nie przepadam. Jak słyszę „czerwony jak cegła“, to mam odruch wymiotny. Ale zawsze są jakieś wyjątki – coś tam pojedynczego się podoba.

Taki durny dowcip mi się przypomniał.

– umówisz się ze mną?

– a jakiej muzyki słuchasz?

– Maanam, Republika, Lady Pank. Umówisz się teraz ze mną?

– nie!

– czemu?!

– bo nie ma dżemu

TSA powróciło na początku XXI wieku i nawet, nawet brzmiało. Ale fanem nie byłem, nie jestem i nie wiem czy będę.

A jak już jestem w klimatach muzycznych, to uprzejmie informuję, że mój były urlop miał dwie piosenki często grane.

Pierwszy, to taka pani Camila Caballelo (chyba) i “Havana”. A drugi, to

Powróciłem z Ameryki. Otwieram ja ci w domu walizkę, a tam kartka od TSA! Że bagaż mi niby przelecieli. Na pierwszy rzut oka widać było, że ktoś i coś tam patrzył. Ale na drugi rzut oka – wszystko było tak, jak spakowałem. Czyli, primo – mają wprawę i od razu widzą, czy coś jest czy nie po otwarciu bagażu, albo, brutto – zrobili zdjęcie walizki przed, wywalili wszystko i powkładali wg zdjęcia. W każdym bądź razie wszystko było na swoim miejscu i nic nie zginęło.

Bagaże miałem wypchane po brzegi, bo się kilka osób uśmiechnęło o przewóz dóbr. Nie powiem, kto najwięcej mi się uśmiechał, ale muszę chyba w końcu poprosić SłodkoKwaśną o jakieś zaduśuczynienie. Dajesz, dajesz, dajesz i nic w zamian! 🙂

Co do blina.

Bardzo ładny miałem wyjazd. Spokojny, bez zmuszania się do tego, czy owego. Chciałem, to robiłem, nie chciałem, to nic nie robiłem. Na pogodę trafiłem ciekawą. Od -26C w Kanadzie, do +15C w USA 12 stycznia. Śnieg tak parował, że całe miasteczko nasze było jak we mgle jakiej. Ciekawe doświadczenie. Czyli potwierdzam, że podróże kształcą.

Bardzo dużo czasu spędziłem z ludźmi z naszego Wschodu, czyli Rosjanami, Ukraińcami, Litwinami. Śmiałem się nawet, że na mym urlopie więcej po rosyjsku, niż po angielsku mówię. A rosyjski mój słaby. Na urodzinach u Kate była Marina, która pięknie mówiła po rosyjsku, klnąc jak szewczyni. Blin tu, blin tam. To taki ponoć przecinek w puszkinowskim języku, jak wyraz na „Ka“ w mickiewiczowskim.

I muszę się jeszcze podszkolić w „afigietelny“ i „achujatielny“ (охуительны). Ula musi się tu wtrącić i potwierdzić (bo nie pamiętam końcówek tych przymiotników). Oba są brzydkie i znaczą „zajebisty“. Ten drugi wyraz jest bardzo brzydki, a ten pierwszy mniej brzydki. Tolik mnie tego nauczył. Powiedziałem mu, że w końcu trafiłem na osobę, która uczy mnie właściwego rosyjskiego. Ja go też podszkoliłem, bo ponoć się polskiego uczy, bo ma tam kogoś mówiącego w naszym języku. „Ochujał“ bardzo szybko zrozumiał. W każdej osobie liczby pojedynczej i mnogiej.

obwin Kanade

Oh. Pisze na laptopie Uli, czyli nie ma polska czcionka. Cholera.

Lubie South Park. Ogladalem namietnie kiedys. Teraz tez chetnie zerkne jak mnie najdzie. Serial nasmiewa sie z Kanady – dumb neighbours from the north. Mieli nawet piosenke o Kanadzie – Blame Canada.

Korcilo mnie, zeby tu zajechac.

Podczas obecnej wycieczki ustalilismy z Ula, ze pojedziemy gdzies. Takie “wsiasc do pociagu byle jakiego”. Bo bilety do LAs Vegas i Salt Lake City nieprzyzwocie drogie. A stamtad juz blisko do fajnych parkow narodowych.

Mielismy pojechac na poludnie – Georgia albo South Carolina. Ale to 10 – 12 godzin autem. Takze padlo na Niagare i Kanade. U polnocnych sasiadow padlo na – Toronto, Ottawe i Montreal.

Co sadze o Kanadzie do tej pory? Jej. Podoba mi sie. Toronto to taki mniejszy, ladniejszy, czystszy Manhattan. Kraj jak na razie rozni sie od USA jednym – czasem maja komunikaty po francusku. Dzis, na wiezy panstwo zagadywalo do czlowieka z obslugi naszej atrakcji po francusku, to ten pan robil oczy jak 5 zlotych. Pieniadze sa smieszne. Wyplacilem troszke, zeby miec. Bo np. za lyzwy moglismy tylko gotowka zaplacic. Skonczylo sie na US dollars ale policzyli nas 1 do 1, czyli bardzo niekorzystnie.

Toronto bardzo ladne. Ale to tylko miasto. Wieza CN Tower, ktora chwali sie, ze jest najwyzszym obiektem na swiecie (?) i majaca pierwsza podloge ze szkla robi robote. Miasto ogromne, z pieknym jeziorem.

O! Mam. Druga roznica. Maja system metryczny. Speed limit 100. Ciezko sie polapac, bo tabliczka identyczna jak w USA ale na szczescie dodaja “kmh”. Odleglosci w km, paliwo w litrach. Jak w domu. Ludzie milsi niz w Nowym Jorku. Ale powiedzialem Uli, ze Nowy Jork, to nie cala Ameryka.

Wyplaciwszy dzis pieniazek. Taki jakis dziwny w dotyku. Plastyk jakis. I ma przeswiatujace okienka.

Reasumujac – fajny, bardzo fajny kraj. Jakby ktos sie pytal, to polecam.

Wodospad Niagara robi wrazenie. Nie zajezdzalismy na strone amerykanska. Od razu do Kanady pognalismy podziwiac wodospad. Takze nie wiem, nie polecam, nie mam zdania na temat amerykanskiej strony.

Co by tu jeszcze? Nie wiem. Dzis wsiedlismy w auto i zawizlem wycieczke do Ottawy, stolicy. Niby na mapie blisko, ale i tak 4 i pol godziny wyszlo. Masakra. I ograniczenie do 100 kmh. Slabo.

Mandaty maja takie: 120 kmh – 95$ (razy 2,75 i mamy PLN). do 130 kmh nie pamietam. Do 140 kmh – 300$. Czyli mozna w sumie gnac do 120 kmh.

Nie wiem czy mam wspominac o pogodzie? Kiedys w Polsce te zimy stulecia sie przezywalo i bylo ok. A teraz minus 24 stopnie i dramat. Rano polecialem do UNIQLO po ciuchy termiczne dla mnie i Uli – kalesony i bluzeczka termalna. Ale i tak w nozki szczypalo. Eh, “Jest zima, to jest zimno”.

pozdrawiam serdecznie. Wuj Matt z podrozy.

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑