Tag: internet (Page 1 of 13)

bdsm

I inne takie skrótowce.

Nasz naród jest zdyscyplinowany, uległy, zdominowany i chyba związany. Tylko nie wiem z czym lub kim związany?

Dziś z przyjemnością przeszedłem się do biura. Pan kurier się zapowiedział. Trzeba było wpuścić i przyjąć paczki. A że w domu już człowieka szlag trafia, to chętnie się wypuściłem na miasto.

W witrynach księgarnianych zobaczyłem, że mój ulubiony pisarz Harakiri Murakami wydał nową książkę. Cyk, pstryk i szybki ajMasaż do największej fanki tegoż Japończyka z pytaniem, czy zna. Nie znała. Czy księgarnie są czynne?

książki – Murakami

W biurze oszczędzają na świetle. Korytarz ciemny, że strach iść, żeby się o coś nie zaczepić. Na szczęście jest na końcu korytarza światełko.

 

W Radio Nowy Świat usłyszałem jak Matołusz Morawiecki obwieszczał sukces. Polska daje radę. Nie, wróć! Założenia i strategia walki z pandemią wymyślona przez rząd się sprawdza, jest sukcesem. I tu, po raz pierwszy zgodzę się z Matołuszem! Polacy odnoszą sukces. Od kilku(nastu) dni jesteśmy w czołówce, ŚWIATOWEJ czołówce w liczbie największych nowych, dziennych przypadków zachorowań na covid-19. Wczoraj nawet przez chwilę byliśmy na prowadzeniu, ale USA się porachowało i ze 142 tysiącami nas zdeklasowało. Doszły Indie i finalnie dzień zakończyliśmy na 8 miejscu. Polacy najlepsi na świecie, drudzy w Europie, jak to się mówi.

Teraz też zerkam i widzę, że znowu idzie nam wyśmienicie! Dziękujemy polski rządu, świetnie nas dominujesz, przywiązujesz do domów, dyscyplinujesz, a my ulegamy. BDSM.

covid na świecie 13 listopada 2020

Ale Matołusz nie o tem prawił. Że DDM działa. Dystans, Dezynfekcja, Maseczka! Jasne. Widać to na ulicach.

Z tych skrótowców pamiętam z czasów początków mojej kariery zawodowej DDD+. W Auchan tak menadżery tłukli kasjerkom. Co należy robić, jak klientowi zrobić dobrze, żeby wrócił. Dzień dobry, Dziękuję, Do widzenia, plus własna inicjatywa.

Ja byłem dobry z tych plusów. Raz nas przeszkolili na kasach. Wiadomo, w razie czego. Jakby klientów naszło i trzeba było kasy otworzyć wszystkie. To wtedy i managerowie innych działów mogliby obsługiwać. Nie przeszkadzało mi to, to była fajna nauka. Przy mojej kasie stoi kolejeczka. Gdzieś na piątym miejscu kolega z pracy. Mówię – tego pana nie obsługujemy! – wskazując palcem tam gdzieś przed siebie. Nagle jakiś klient stojący przed moim kolegą łapie się jedną ręką za serce i przerażony pyta – mnie? Czemu?

Szybko wyjaśniłem, że nie o niego chodzi. Także takich własnych inicjatyw miałem sporo. Plusowałem często.

Kolega mój zza biurka, manager AGD, tak się przejął pracą przy taśmie, że jak przekładał tartę owocową ze skanera za siebie, do strefy pakowania zakupów przez klientów (takich rzeczy się nie wkładało do reklamówek. Normalnie kasjer wkładał skarby nabyte przez naszych szanownych klientów do reklamówek z logo Auchan), to ciasto mu wyleciało z tego pudełka. Chyba nie za bardzo skalkulował odległość i siłę należną do użycia w celu zrobienia tej czynności.

Przy kasie było wesoło. Ale tylko nam, managerom, bo kasjerki miały przerąbane. Im, takie własne inicjatywy by nie przeszły. Ale w Auchan było fajnie. Nawet po kilku ładnych latach rozpoznawałem buzie i zagadywałem.

HGW, kiedy ta pandemia minie.

Dziś wracając do domu przeszedłem przez Łazienki. Bo lubię i nie trzeba maseczki nosić. Ładna ta polska jesień. Najładniejsza na świecie. Nawet w Teksasie takiej nie mają, bo Ula z TX mi pisze, że jesssu jak zimno, że 26 stopni jest. Uleńko, pisałem już – NIE DENERWUJ MIĘ, bo się … zdenerwuję.

Wszystkiego dobrego 13-ego w piątek.

 

 

 

 

nie gęsi

A swój język mamy. Włoski?

Włosek to ja dziś jeden znalazłem w rogalu Marcińskim.

Sto lat naszej Polsce. 4 lipca dziś mamy.

 

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę, będziem Polakami

Normalnie o tej porze, to ja się bawię u pewnego Marcina. Z innym Marcinem. A jak już od kilku lat wiem, dziś są jeszcze imieniny Macieja. Ale ja zimny drań jestem, to obchodzę razem z Bonifacym.

I u tego Marcina najpierw gotowi są goście, a później gęś. Bo ptak się pieczę 1 godzina na 1 kilogram, a my już od 19 za stołem.

 

Słuchaj jeno, pono nasi biją w tarabany

Rozmawiałem ze Słodkokwaśną ostatnio i pytam o ptaka. Mówi, że chyba nie, bo wirus szaleje. To podpowiedziałem mu, żeby zrobił, popaczkował i porozsyłał gościom. Nie będę mówił, co odrzekł kolega.

Dziś się pytam, składając życzenia, gdzie gęś. W sklepie – usłyszałem.

Czyli w tym roku nie gęsi jeść będziemy. Cholerny wirusek.

 

Jak Czarnecki do Poznania po szwedzkim zaborze, dla ojczyzny ratowania, wrócim się przez morze

Dziś mój, oficjalnie to mówię, najlepszy przyjaciel, Marcin, mnie zaskoczył. Zadzwonił rano i przywiózł śniadanie. Pod dom. Ciekawe czemu żona prowadziła auto. Pewnie whisky pił wczoraj. No nic. Nie o tym. Marcin był na zakupach ze swoją szanowną małżonką. Za pieczywem. Nabyli też rogala i mi sprezentowali! Dzięki Marcin!

Jadłem aż mi się uszy trzęsły. W ostatnim kęsie znalazłem … włosek. Nie powiem nic więcej, bo piekarka Mati jest fajna i sympatyczna. A może to mój włosek? Bo się ogoliłem na 9 mm i wyglądam jakbym miał 29 lat i jestem nie do poznania.

Wczoraj rozmawiałem z koleżanką z pracy z Poznania. Mówię jej, że rogale widziałem w Biedrze. Odparła, że widziała, ale się oparła. Była bliska nabycia, ale cena ją zniechęciła. 22 zł za kilogram. Ponoć w stolicy Wielkopolski są po 40, a nawet po 60 zł (cukiernia Elite). Zastanawiała się co tam Biedra dodaje, że takie tanie. Powiedziałem jej, że to mógł być efekt skali. Zamówią miliony rogali, to i cena spadnie. A taka pojedyncza cukiernia musi zarobić na kilkudziesięciu rogalach.

Rok temu koleżanka Olimpia z Poznania, wracając od rodziców przywiozła bułeczki i jeszcze świeżymi nas częstowała. Ale pycha! Jadłem po raz pierwszy i się zakochałem. Co za smak.

 

Sto lat Polsko!

 

a po jedenaste …

https://www.youtube.com/watch?v=T6cl_1X9luw

 

Nie dam. Nie popuszczę. Nie dopuszczę. A po złości!

Czyli „oto polska cała nasza”. Ło ho ho ho.

 

Zabierałem się za pisanie od wielu dni. Już nawet miałem wymyślone tytuły wpisu. Ale wszystko padło.

Miało być „jak mag jakiś” albo „straciłem swoją maskę”.

 

Pranie urządzałem. Wrzuciłem swoją białą maseczkę. Bo często piorę, bo prasuję, bo zabijam nań zarazki. Rozwieszam pranie i idę spać. W nocy się budzę w potach. Gdzie jest moja maseczka! – krzyczę. Aaaa. Uprana! – uspokajam się i zasypiam. Budzę się znowu – nie pamiętam, żebym rozwieszał!

Rano wstaję, przeglądam suszarkę i nie ma. Zaglądam do bębna i nie ma. Hm, a może nie włożyłem? – pomyślałem. Ale nie. Pamiętam przecie. Jak wrzucałem maseczkę do prania, to akurat przechodził tatuś Halinki. I jeden oficer też wrzucał. Wysoki – wysoki, taki wysoki, że jak wrzucał to kucał. I jechała taksówka i powóz. I krowę prowadzili…i trąbił autobus. I szły jakieś 3 dziewczynki. Jak wrzucałem maseczkę do skrzynki.

Ale jednak nie było!

Przetrzepałem jeansy. Nie ma. No nic. Trudno. Przepadło. Ale i tak się to w końcu znajdzie – powiedziałem do siebie.

No i jak zbierałem pranie następnego dnia, to jak przetrząsałem t-shirt z Austin, to z rękawka wypadła maseczka! Ta-dah i ło ho ho ho! Taki mag jestem! Mażek właściwie. Bo czary to takie średnie były. Maska się odnalazła. I całe szczęście, bo ta zapasowa jest ciasna. Jak zakładam, to mi się w oczy wżyna.

 

Weekend się udał przepysznie. Barka Wynurzenie i knajpa Makrell. Oj pyszne rybki i inne takie tam. Po głównym napitku zaproponowaliśmy sobie El Classico – wódka z energetykiem, czyli samo zło. Nie było to ani mądre, ani dobre (Nie mieli RedBulla). Ale cóż. Przeżyliśmy. Niedziela była piękna i terapeutyczna. Rower zawsze pomaga na przewietrzenie głowy. Wdarłem się ostatnio na niedokończony jeszcze Most Południowy (im. Zimnego Leszka? Oj coś czuję. Że Matołusz i Dupa mogą zaproponować taką nazwę). Fajny mostek. Szeroki. Ale do Wisły nie da się jeszcze dojechać. Pilnują. A jak nie pilnują, to są ekrany. Ponoć most z najdłuższym dojazdem.

Przed dotarciem do knajpy postanowiłem definitywnie rozstać się z Veturilo. Koszmar. Wiecznie coś nie tak. Albo z wyciągnięciem roweru (czasem), albo z oddaniem (najczęściej). A najbardziej do szewskiej pasji doprowadzają doprowadzały mnie dwie rzeczy:

– nie jesteś na stacji rowerowej (WTF!)

– są wolne stoiska, nie możesz zwrócić roweru (nie ma!)

Także po sobotniej wpadce, pożegnałem się z rowerem miejskim. Hulajnogą będę jeździł!

 

Na piątek na mecz zaprosił kolega do siebie, do knajpy. Przyjdziesz na mecz? – pyta mnie. Ja już wiem, że się nie pyta, kto w co gra, tylko się potwierdza i jeszcze ewentualnie utwierdza – będzie Leszek, czy pijemy piwo?

Był Leszek, fan nie piwa. Tym razem był samogon. A jak się skończył, to i piwem Leszek nie pogardził. A mecz słaby. Chyba. Nie pamiętam.

 

Dziś byłem świadkiem 11-ego przykazania. Nie dam, nie popuszczę, nie będziesz miał lepiej ode mnie.

Stoję na przystanku na Dolnej (w kierunku za miasto, czyli Wilanów). Zatoczka długa, spokojnie zmieszczą się ze 3, jak nie 3 i pół autobusu. Na przedzie zatoczki stoi taxi, a w połowie jakiś dostawczak (tam jest kilka straganów i kioski, także trzeba jakoś zaopatrywać). Podjeżdża jako pierwszy „Pińcet plus”, a za nim pojawia się 116. Gdyby ten drugi autobus chciał, to by się spokojnie zmieścił między 503, a dostawczym. Ale coś kierowca nie chciał się wpasować i tak się czaił, jak czajka jaka. Pierwszy skład zebrał pasażerów i zaczął udawać, że jest taki biedny i nie może wyjechać. Zaczął napierać na taxi. I tak co chwilę – osobówka odjeżdżała na z pół metra, a autobus udawał, że wyjeżdża z zatoczki i się zbliżał do taxi. Żałuję, że nie zacząłem tego nagrywać. Ciekawe, czy policja zarekwirowałaby mi ewentualnie telefon, jak dowód rzeczowy numer 1.

I tak po kilku podjazdach autobus włączył awaryjne, otworzył drzwi i wypuścił pasażerów. Czyli rąbnął w taksi. Oczywiście to było takie kontrolowane puknięcie, po złości. Jak mijaliśmy „wypadek”, to widać było, że nie stało się nic. Ale policja pewnie przyjechała i mandacik pewnie dała. Nie wiem, czemu pan kierowca autobusu taki uparty i zawzięty. Nie dam, nie pozwolę, moje to.

Kierowca taksówki mógł w sumie podjechać za pierwszym razem aż tak daleko, żeby ten nieszczęsny autobus mógł wyjechać. Eh, my Polacy. Tylko tych pasażerów szkoda, bo to skład na Ursynów był. 99% innych linii leci prosto na Sadybę, Stegny, Wilanów i Powsin.

I ktoś może zapytać, co ja robiłem na przystanku autobusowym? Wracałem z biura. Mam dosyć siedzenia w domu. I jak nigdy cieszy mnie widok jak podążam do starego i śmierdzącego biura. Jeszcze pół roku temu na widok Pałacu miałem złe skojarzenia. A teraz? Proszę bardzo – piękne niebo, pałac i księżyc.

 

Na klatce toczy się wymiana dobrami. Choć w niedzielę myślałem, że coś zdechło. A ta jakieś futro była. Jak rzuciłem okiem niedbale, to myślałem, że

Coś tam było! Może człowiek! Może!

Już miałem zapytać, czy w porządku wszystko. Ale drugi rzut oka stwierdził, że to pies jakiś. A jak się przyjrzałem z bliska, to już wiedziałem, że to futerko ktoś wywalił.

 

I szkoda, że nie mam nadal długich włosów, bo bym se loki nakręcił.

Eh. Zapuszczać?

sam prezes mnie odwiedził

i coś mi drgnęło w końcu.

Od czego by tu zacząć?

W tygodniu urlopowym dostałem SMS. Że kurier nadjedzie z pakietem startowym na OnkoBieg. Myślę sobie:

Po pierwsze – bez sensu. Przecie nikogo nie ma w domu.

Po drugie – bez sensu. Przecie miałem odebrać pakiet od samego prezesa Stowarzyszenia Sarcoma.

Dzwonię ja ci do Kamila i mu wykładam co i jak. Chłopina się zgodził ze mną i się umówiliśmy na spotkanie i przekazanie pakietu.

Wracam ja ci z wczasów i bęc! Znowu SMS. Znowu jakiś kurier się do mnie wybiera. No nie – myślę sobie. Pan prezes chyba zapomniał.

Ale wczytuję się w treść wiadomości i widzę, że to Wielka Litera nadciąga. A właściwie paczka od niej. Już mam! Przecie ja zamówiłem przedpremierowo dwie książki. Ale one miały trafić do mnie dopiero 26 sierpnia.Paczę na kalendarz i … kurczaczki! Faktycznie jest już 26 sierpnia! Czas zapier…ala jak ta lala.

Kasia Nosowska wydała nową książkę. Poczytam i oddam pewnie moim amerykańskim Ulom. No i to nowe dzieło tego najpopularniejszego obecnie dziennikarza radiowego w Polsce Kazika Niedźwieckiego 😉 dorzuciłem sobie do koszyka. A co!? Lubię pana Marka. Słuchać i czytać.

Także książki są, leżą, czekają. Niestety wkręciłem się teraz w te sensacyje tego seryjnego pisarza Mroza (czy jak on się nazywa). Seryjnego w sensie, że pan pisarz wydaje średnio jedną książkę na miesiąc. Czy coś podobnego. Wkręciłem się w serię o Chyłce. No nie jest to proza najwyższych lotów i troszkę mnie boli, jak czytam, ale cholercia, wciąga! Może dlatego, że w serialu z TVN w rolę pani adwokat Joanny Chyłki wciela się moja ulubiona aktorka Magdalena Cielecka. Lubię tom paniom i już.

Także pakiet mam.

Książki mam.

I pamiętamy. Któregoś września biegamy. Nie pamiętam, kiedy dokładnie, w sensie data, ale w drugą niedzielę września.

I ludzie to są głupie. Kamil mi mówił, że już jakaś pani skomentowała koszulkę. Że gorsza od szmaty do podłogi. Ludzie! Przecie to nie chodzi o koszulki!

Na którymś biegu, kiedy jeszcze wszystko było normalne, jakaś dziewoja zrobiła scenę Kamilowi, że medali zabrakło i ONA NIE DOSTAŁA. Faktycznie, inni brali te medale garściami. Szczerze nie wiem po co. Kamil był w głupiej sytuacji, a ja byłem zażenowany. Bez chwili zawahania zdjąłem swój medal i wręczając jej powiedziałem – proszę. Nie potrzebuję medalu. Wzięła bez dziękuję powiedziawszy. Okazało się, że ten gest jeszcze bardziej spowodował poczucie głupiej sytuacji u Prezesa Stowarzyszenia Sarcoma. No bo jak to, przedstawiciel sponsora bez medalu. Ale jak to mówi mój serdeczny przyjaciel od gry w rzutki Stasio – daj spokój. Niestety Kamil nie dał i domówił mi ten medal.

Także biegamy i pomagamy. Troszkę jestem w głupiej sytuacji, bo wszyscy uczestnicy będą wrzucać fotki i relacje na swoje MordoKsiążki i Instagramy. A ja co? Chyba będę musiał filmiki nakręcić przed, w trakcie i po, i wrzucać na blog. Ponoć Sarcoma ma zaciągać wszystko o hasztagach OnkoBieg. Pomyślimy. No ja przecie nie pcham się przed kamery. Aktor ze mnie kiepski.

Także pan prezes do mnie osobiście zajechał. Na śniadanie niby. Ale nie chciał mi ambarasu robić, także pojechaliśmy jeść na miasto. Padło na Srabaksa w Wilanowie, bo na tej mojej Sadybie, to pożal się Boże. Przeczytałem wczoraj w gazetce propagandowej, którą wydaje moja spółdzielnia, że prezes SM Energetyka w wieku lat 69 odszedł. Może nowy prezes coś zmieni. Tu i na Stegnach obok nic się nie dzieje, jeśli chodzi o życie towarzyskie. Same zakazy i ograniczenia. Na samych Stegnach mieszka pewnie z 50 000 ludzi, a jedyna knajpa, która jest czynna do północy, to taki blaszak, do którego strach wejść. Ale jak się wejdzie, to się okazuje, że jest bardzo miło.

Także pojechaliśmy za miasto do Miasteczka Wilanów 🙂 i sobie zjedliśmy bajgla, wypiliśmy kawę, pogadaliśmy i zrobiliśmy fotkę. A co!

A co mi drgnęło?

A muzycznie mi drgnęło. Bryndza była jakoś ostatnio. Już nawet z Arkiem-Zegarkiem, jak się spotkaliśmy kiedyś na piwie z nim i z jego szanowną Ulą, to stwierdziliśmy, że ta Sana/Sanah (nie wiem jak się to dziewczę pisze) nie jest taka ostatnia.

Posłuchałem sobie ostatniej płyty Beyonce i stwierdzam, że … nie rozumiem tego. Nie wiem co to jest.

Teraz mega przebojem jest WAP. Cardi B zapowiada drugi album. Singiel bije rekordy popularności na całym wszechświecie. Wzięła sobie do pomocy nową raperkę, która zyskuje na coraz większej popularności – Megan Thee Stallion. Jak śpiewa Miley Cyrus:

I love you Nicki, but i listen to Cardi

No coś w tym jest. No może dlatego, że Cardi jest nowa? A Nicki Minaj już nie taka nowa? Pamiętam początek 2018 roku. Akurat byłem w Stanach. Cardi B już była po swoim mega przeboju Bodak Yellow. Ale szła za ciosem i w pierwszej dziesiątce Billboard’u umieściła jeszcze kilka piosenek i dorzuciła z jeden czy dwa numery jeden. Płytę wydawała właśnie. Wszędzie jej było pełno. No Ameryka potrafi wylansować. Także Cardi B znam, lubię.

No i teraz ten WAP. Wet-Ass Pussy. Matko Boska, co to jest!? Obejrzałem teledysk w osłupieniu. Czy to jest muzyka? Równie dobrze ten teledysk mógłby funkcjonować bez muzyki na wszystkich portalach porno. I właśnie dlatego nazwałem ten gatunek „porn music”.

 

No zdrowe dziewoje z Nowego Jorku i Teksasu 🙂

 

Jak Madonna pod koniec 1990 roku wydawała swój singiel Justify My Love ze skandalicznym teledyskiem, to cały świat krzyknął, że to skandal. MTV w Stanach wycofało emisję obrazka do tej piosenki, a bardziej otwarta Europa pokazywała to po 23. A jako że MTV Europe nadawało z UK, to w PL trzeba było czekać godzinkę dłużej. A co zrobiła Królowa Pop’u? Jako jedyna wydała singiel na VHS i odniosła sukces.

Muzycznie Alanis Morissette w końcu wydała album. Posłuchałem i odłożyłem. Ale panowie w radio zachwyceni. Że dobra to płyta. Posłuchałem znowu i faktycznie. Słucham.

Metallica po 21 latach wróciła do filharmoników z San Francisco. No to w piątek włączyłem i słucham. Pierwszy utwór. Hmmm, pan nie śpiewa. Drugi? To samo. Może to jakaś instrumentalna płyta – pomyślałem sobie. Trzeci utwór? For Whom The Bells Toll. Nie, no tu już James Hatfield powinien ryczeć. Mija minuta i nic. Przewijam do trzeciej minuty i jest! Pan śpiewa. Płyta taka sobie. Chyba jednak wolę „łomot tępy i jak bolą zęby” w wykonaniu tych panów. Ale dla przyzwoitości słucham. Na początku drugiej płyty odzywa się Lars Ulrich i mówi, że wita wszystkich, że to jest druga część koncertu, że wita fanów z całego świata. I jako pierwszych wita fanów z Polski. Miło.

No i zaczyna lecieć muzyka. Matko Boska! Co to jest? Jakieś Gwiezdne Wojny, czy co? Wyłączyłem.

W radio też zachwycali się nową-starą płytą Archive. Panowie na nowo zaaranżowali swoje przeboje. Oj. Wyłączyłem.

Wczoraj w radio pan ekscytował się nowym dziełem Gregory’ego Portera All Rise. I faktycznie. Wróciłem do domu po 22 i sobie włączyłem tego pana i grał mi. Dwa razy. Fajny jazz.

I tu się zbliżamy do mojego drgnięcia. W Muzo Fm pan zaprezentował dwa numery z płyty James’a Dean’a Bradfield’a Even in Exile.  Víctor Lidio Jara Martínez – chilijski piosenkarz, gitarzysta, bard, aktywista polityczny. Víctor Jara cieszył się w swojej ojczyźnie popularnością jako autor piosenek o charakterze rewolucyjnym i ostro krytykujących ustrój rządzący.

Wiadomo jak takie zachowanie się kończy, c’nie? Ofiara rządów Pinocheta. Jara był torturowany, obcięto mu między innymi palce u dłoni, aby nie mógł grać na gitarze. Został zabity na stadionie Estadio Chile. Ciało muzyka podziurawione 40 kulami wyrzucono na ulicę.

Ten pan zainspirował pana Bradfield’a. Fajna gitarowa, rockowa muzyka. Ja z resztą zawsze lubiłem Manic Street Preachers, to w sumie nic dziwnego, że wzięło mnie i trzyma. Słucham tej płyty przynajmniej raz dziennie.

 

 

teatrzyk zielona gęś przedstawia

 

 

Ruciane-Nida i okolice.

Przygotowałem się na wyjazd. Poszperałem w necie „miejsca, które warto zobaczyć”. I cóż, czar prysł. Jakaś wieża ciśnień po prostu została minięta. Cel jest po prawej stronie – powiedziała pani z map. Wyłuszczarnia Nasion też blado wygląda. Ale co na mnie zrobiło wrażenie – lasy, natura oraz Prawosławny Klasztor Staroobrzędowy.

Będąc w okolicy zajechałem również do Leśniczówki Pranie, w którym przebywał Konstanty Ildefons Gałczyński. Jedno co mnie uderzyło, to to, że pan zmarł w wieku 48 lat, a wyglądał na duuuuużo więcej. I w ogóle tak mi się wydaje, że kiedyś ludzie wyglądali poważniej na swój wiek, niż teraz. Photoshop? Kult młodości? Edyta Górniak zbliżająca się do 50 wygląda czasem jak swoja córka (której nie ma).

Skansen nawet wart był odwiedzenia. W jednym z pomieszczeń odtworzono warszawski pokój mistrza.

Pedałując po okolicy postanowiłem obfotografować miejsca, które … mijam. Wojnowski Festiwal Fotografii mnie zaciekawił. Foty różne, o różnej tematyce, stylistyce. Najbardziej ujął mnie street photo oraz obrzędy i zwyczaje, czyli śluby, komunie i tym podobne.

W Klasztorze akurat przebywała germańska wycieczka rowerowa, także nie dane było mi zrozumieć co pan mówił. Przewodnik dodatkowo zasłaniał, także przepraszam za kadry. Miejsce interesujące.

No i chyba czas na ten spływ po Krutyni. Bom stojąc na mostku widział przepływających.

Ale dziś jeszcze Mrągowo. Rybki muszę zamówić. Węgorz wędzony i coś jeszcze wybiorę. I na obiad do znajomych do Maradek, do „Słomy z butów”. Wieczorem chyba do Państwa z Krzyży chyba zajrzę, bo mieliśmy do pysznej restauracji w Rucianym-Nida na kolację pójść.

 

królowa i król

dzisiejsza data jest znamienna w historii muzyki. 16 sierpnia 1958 roku na świat przyszła Królowa. 16 sierpnia 1977 roku ze świata żywych odszedł Król. Choć tak naprawdę to nie wiadomo. Wielu go widziało później.

Byłem w Graceland w ubiegłym roku i byłem pod olbrzymim wrażeniem posiadłości Króla.

Widziałem Królową na żywo w sierpniu 2009 roku i byłem olbrzymie rozczarowany. Ale wielkim fanem byłem. Teraz raczej z przyzwoitości zerknę, co ta pani nagrywa. Ale niestety bez szału.

Fanem Króla nie byłem nigdy, ale jak słyszę w radio, to doceniam.

W 1992 roku usłyszałem „Fever” w wykonaniu Królowej. Stwierdziłem, że beznadziejna piosenka. Później usłyszałem tę gorączkę w innej wersji i dopiero wtedy dotarło do mnie, że to jest cover. Król też to śpiewał. I czyja wersja fajniejsza?

 

 

 

 

Przejechałem się po mieście. Jakoś nie ciągnęło mnie do lasu i w krzaki. Po mieście chciałem pośmigać. Kilka zdjęć wykonałem. Fajne miasto latem.

 

przegląd prasy

Czyli kto to i co to.

 

 

frela/frelka – po śląsku dziewczyna.

synek – po śląsku chłopak.

A zadzwoniła dziś do mnie koleżanka z Katowic. To tak mnie naszło.

 

Dziś znowu poprosiłem jakiegoś pana o wykonanie kroku do tyłu lub założenie maseczki. Co prawda pan maseczkę miał … ale na brodzie.

I dziś czytam w mediach, że minister Wypłosz oznajmia, że policja i służby sanitarne zaczynają kontrole w sklepach. Wow, pandemii piąty miesiąc i dopiero teraz kontrole? Brawo panie minister.

Ludzie się pytają, co policja zrobi z tymi lokalnymi pijaczkami, którzy stadnie piją i zakrywać twarzy nigdy nie myśleli. Jak wyegzekwują płatność od takich obywateli?

 

Pisałem, że na koncercie Quebo policja była, ale patrzyła w przeciwnym kierunku. Nie mogli widzieć więc tego zgromadzenia, ścisku, braku maseczek.

Tak sobie przeglądam internety co dzień i się dziwię. Bardzo często nie wiem kto to i co to. Julia Wieniawa rządzi. Kiedyś nawet szczerze i publicznie zapytałem, kim ta frela jest. Zagrała w Rodzince – padła szybko odpowiedź. Nie drążyłem tematu. Co to Rodzinka? Ale widzę, że to gorące nazwisko, bo chyba 6 artykułów naliczyłem dziś o niej.

 

Najbardziej w gotowaniu rosołu nie lubię zbierania szumu. A propos pana Szumowskiego. A rosół lubię gotować. Plusy posiadania stanowiska pracowego 3 kroki od kuchenki. Można się spracować i tu, i tu.

 

Wracając do newsów, to ktoś chyba odpowiada na pytanie, czy pumę można w ogóle udomowić. Ludzie to mają pomysły. Oczywiście ja tych mądrych artykułów nie czytam. Same nagłówki mnie śmieszą, zadziwiają, osłupiają. Kiedyś, kilka lat temu, usłyszałem, że w stanie Nowy Jork wprowadzono od 1 stycznia nowe prawo – zakaz robienia selfie z tygrysem. To pokłosie kilku … niepotrzebnych śmierci. Ja to nazywam „selekcja naturalna”.

 

Ile ważą polskie gwiazdy? – osłupiałem.

 

Tak wygląda żona Artura Boruca. Nie poznasz.

Hmmm, nie wiem, jak wygląda żona naszego bramkarza. Także tak, to prawda. Nie poznałbym.

 

Film najgorszego reżysera wszech czasów. Jest tak zły, że będziesz chciał go obejrzeć.

Ooo, to tu chyba kliknę. Lubię takie filmy. Ale jeden warunek musi być spełniony. Pisałem drzewiej, że ze Słodkokwaśną zdarzało nam się delektować filmami z serii „Tego Nie Da Się Oglądać Na Trzeźwo”.

Klikłem w ten nagłówek i widzę, że chodzi o Plan 9 z kosmosu w reżyserii Edwarda D. Wood’a jr’a. W roli głównej Bela Lugosi. Jej! Pamiętam, że byłem w kinie na filmie o najgorszym reżyserze Hollywood pt. Ed Wood. Główna rola Johnny Depp. Super film. Pan reżyser osobliwy. Uważał, że nie ma co powtarzać scen. Zawsze pierwsze ujęcie jest najprawdziwsze. I nawet jak aktor wchodzący do pomieszczenia uderzał się we framugę, to ukontentowany reżyser mówił „Perfect!” i przechodzili do kolejnej sceny.

 

Kasia Cichopek pokazała salon. Fani zwrócili uwagę na zasłony.

Kiedyś nieopatrznie spojrzałem na jakiś post jej albo jej męża. Często widuję ich na dzielni, bo mieszkają 3 bloki dalej. Cóż, nie było trudno zgadnąć, które to ich mieszkanie. Widok z balkonu dosyć precyzyjnie to określa. Aha, jeśli pani Kasia lub jej mąż czyta mojego bloga, to uprzejmie informuję, że to było głupie bawić się z dzieciakami na placu zabaw wtedy, kiedy był zakaz.

 

Są razem od lat, ale niedawno zadebiutowali wspólnie na ściance. Co o nich wiesz?

I zdjęcie ładnej, młodej buzi jakiejś frelki i jakiegoś synka. Nic nie wiem o nich. I za bardzo nie interesuje mnie ta para. Także tak, nic o nich nie wiem.

 

Spędził rok w kosmosie. Teraz opisuje koszmarne zmiany, jakie zaszły w jego ciele.

Klikam, bom ciekawy. Astronauta NASA Scott Kelly ustanowił rekord długości przebywania w przestrzeni kosmicznej. Jednak za 340 dni spędzonych na stacji kosmicznej, dziś przychodzi mu płacić wysoką cenę.

– ryzyko zachorowania na nowotwór do końca życia

– kostki spuchnięte, jakby miały eksplodować

– piekąca wysypka

– ciągła gorączka

– przerażający dopływ krwi do dolnych kończyn

– fale nudności dużo większe niż po poprzednich misjach

– mięśnie i stawy przedwcześnie zestarzałe (“Odpycham się od stołu i męczę się z tym, żeby wstać. Jak starzec, gdy podnosi się z ulubionego fotela”)

– przytłaczające odczuwanie przyciągania ziemskiego

 

Moim marzeniem było polecieć w kosmos i zobaczyć Ziemię z oddali. Ale pan Scott skutecznie mnie przekonał, że jednak nie warto. Zbyt przytłaczające konsekwencje.

 

Netflix wprowadza nową funkcję. Będzie można zmienić tempo odtwarzania.

O, super. Brakowało mi tego. Netflix mógłby jeszcze wprowadzić funkcję „już to oglądałeś”. Wczoraj zauważyłem, że są trzy sezony Good Girls. Wg. serwisu nie widziałem tego w ogóle. A pamiętam, że oglądałem. I nie pamiętam, czy jeden sezon, czy więcej. Także tu lekki minus dla Netflixa.

Ale oczywiście „kontynuuj oglądanie” namolnie pokazuje to, czego nie mam ochoty już oglądać. Ale to akurat można już było dawno zmienić.

 

Anna Gacek rozgościła się w Audiotece. Startuje jej nowy podcast “Rzeczy ulubione”.

Oj nie. Jakoś szczęśliwie o tej pani zapomniałem. Pamiętam za to, że pierwszym utworem zaprezentowanym w 2020 w Trujce przez panią redaktor był My Favourite Things w wykonaniu Johna Coltrane’a.

 

„Niektórzy pytali, czy jestem pedofilem”. Oto kulisy pracy Damiana, który został nianią.

Oj, ja przez jakiś czas zajmowałem się przecie odbieraniem nie swoich dzieci ze szkoły i przedszkola.

 

W ten sposób nie pokonamy koronawiursa. Weekendowe zdjęcie z Władysławowa straszy.

Faktycznie, zdjęcie przeraża.

Nie dalej, jak 8 dni temu pojechałem na rowerze nad stawy w Lasach Chojnowskich. Tam jest taka fajna ścieżka edukacyjna i czysta radość przebyć ją na dwóch kółkach właśnie. Plus, są tam stawy, jest cisza i spokój. Jak podjechałem, to mnie trafiło. Że też nie pomyślałem. Polacy nad wodą. Leżą przy ścieżce. Na każdym prawie kocu gra muzyka z głośnika. Tu Sandra, tam dico-polo. Grube, tłuste, czasem wytatuowane frele z piwskiem albo fajkiem w łapie stojące po kolana w wodzie, drą ryja do swojego synka, żeby jej zdjęcie zrobił. Objechałem staw dookoła i uciekłem czym prędzej. Kiedy ja ostatno w Polsce nad jakąś wodą latem byłem? Ale ponoć ten widok to norma. Frela z pracy była nad morzem i to samo widziała. Omijała szerszym łukiem, bo się bała, że coś złapie od tych brudasów [sic!].

 

Ola Ciupa się zaręczyła, a jakaś pani Opozda się pokazała publicznie z chłopakiem. Hm, kim są te frelki. Aż chciałoby się wulgarnie pobawić literkami w ich nazwiskach.

Ale i tak najbardziej intryguje mnie Gogglebox i Sylwia Bomba!

Koniec i bomba. A kto czytał ten trąba.

 

kamienie milowe, czyli

 

 

…jest nas coraz więcej.

Chyba tak nazywała się ta rubryka w białostockim Kurierze Porannym albo Gazecie Współczesnej. Komunikowali wszem i wobec, kto na świat przyszedł i czyim jest dzieciątkiem. Ciekawe co na to RODO?

Wczoraj celebrowaliśmy pojawienie się córki naszego kolegi, brata Arka-Zegarka. Kora nazwą córeczkę. Ładnie. A ze 3 dni temu obchodziliśmy smutną drugą rocznicę odejścia innej Kory.

Śpiewom i piciu nie było końca. Żony od razu ostrzegam – MY MNIC ZŁEGO NIE ROBILIŚMY.

Jakoś po północy odstawiliśmy (śpiącego prawie) tatusia, wprost w ramiona mamusi. Ciekawe co sobie pomyślała? Że ale się zrobiły barany? Czy – jacy mili koledzy, odstawili mi starego do domu?

W bloku młodych rodziców okazało się, że jest jeszcze knajpa czynna, więc postanowiliśmy jeszcze nie kończyć wieczoru. Także z Arkiem-Zegarkiem bronksa strzeliliśmy na leżakach. Ale jakoś szybko się zwinęliśmy. na szczęście. Wyjście udane, ale nadal coś za tą Wolą nie przepadam. Jakoś nie ma ona dla mnie wyrazu i klimatu.

 

Wczoraj zmartwychpowstała pani prof. ze Szczecina zaczęła wypisywać mi maile i ajMasaże. Że ile się dzieje na moim bogu, który wpis polecam, bo za dużo tego.

Renaciu,

po pierwsze – foch! I pozwól, że zacytuję Ciebie – Chcesz w łeb?

Co to za bardzo niemiła postawa? Proszę mnie natychmiast przeczytać, uzupełnić braki. Kolokwium Ci zrobię później. No nieładnie!

Po drugie – jak ja mogę wskazać, który wpis jest lepszy od którego? Sama dobrze wiesz, że rodzice zawsze mają swojego ulubieńca wśród swych potomków. Zawsze któregoś kochają bardziej. A drugiego za karę na wakacje nie puszczą, mniej kasy dadzą. I tak dalej. Jak ktoś zapyta, kogo bardziej kochają, to zawsze wskażą kogoś, c’nie? Ale to w przypadku jak masz ze 2, czy 3 dzieciątka. A ja moich postów naprodukowałem w tym roku ponad 60, także zrozum sama. JAK ja mogę wskazać, który lepszy? Wszystkie moje posty fajne są i basta.

 

I jeszcze jedno. Jak prychasz ze śmiechu nad moim postami, to załóż maseczkę! Bo zarażonych coraz więcej. Rekordowo więcej.

 

wielkanoc

 

Alleluja, pani prof. ze Szczecina z martwych wstała!

Milczawszy ostanio. Wiem. Cóż, najwyraźniej w wielki post nie pisuję.

Rozmawiałem jakiś niedawny czas temu ze Słodkokwaśną (wtedy chyba co na randce byliśmy nad rzeką na barce :-)) i zapytałem się, czy wspomniana pani uczona odzywa się na Fejsie, czy żyje. Okazało się, że coś tam czasem skrobnie. Pomyślałem zadzwonić do koleżanki, ale jakoś nigdy nie był odpowiedni czas. A to praca w domu, a to „07 zgłoś się” oglądam a to to i tamto. I tak ścichapęk słyszę „brzdęk” na moim lapsie. Mail nadszedł. Ze Szczecina. Pani prof. się zapytuje, czy słucham Radio Nowy Świat, co sądzę o nowej stacji. Każdy kto śledzi mój blog i dyskurs pomiędzy mną, a uczoną, to wie, że myśmy Trójkowe słuchacze byli. Listy słuchaliśmy, komentowaliśmy niektóre potwory, to znaczy utwory (Grażka Domowych Melodii oraz Lucy Phere T’love). No i chyba koleżankę też trafił szlag z powodu dewastacji naszego ulubionego radio. Bo pisze mi w mailu, że przez ostatnie miesiące słucha radia z muzykami klasycznymi, w efekcie czego zafiksowała się na śp. Krzysztofie Pendereckim. Przecie każdy wie, że muzyki tego pana nie da się słuchać (w większej, i w mniejszej w sumie, dawce). Także mąż koleżanki postawił ultimatum, że albo Penderecki, albo on.

Chyba wybór padł na starego, bo inaczej by pani prof. nie pytała mnie o Radio Nowy Świat, c’nie?

A co ja, biedny żuczek, myślę o tym nowym tworze?

Ja cały czas kibicowałem Trójce. Słuchałem, bo mimo wszystko nie było innego radio z dobrą muzyką.
Trójka niestety zrobiła się jakaś … śniadaniowa za panowania dyrektora Strzyczkowskiego. Ale słuchałem. Napisałem kiedyś do pani redaktor prowadzącej program o Nowym Jorku. Ucieszyła się i odpisała. Niestety za późno napisałem, więc nie było szans na odczytanie maila na antenie. Ale ja nawet nie liczyłem na to. Nie pomyślałem nawet o tym. I jaka siurpryza! Druga pani prowadząca się również odezwała w podzięce (bo pierwsza uprzejmie doniosła). Fajnie, że był odzew. To miłe.
Kiedyś napisałem do byłej pracownicy radio Anny Gacek, że mam książkę Patti Smith do oddania. Czy nie chciałaby, bo bym dał za darmo. Jej miłość do wspomnianej artystki znana jest od Tatr po Bałtyk. Nawet panie redahtor nie odpisała. Przestałem się interesować losami tej pani. Widziałem raz fragment jej audycji na youtube. To nie to samo.

Pomimo burz i naporów Trójki słuchałem i słucham nadal. Wyłączam tylko, jak za mikrofonem siada nudny pan, z nudną muzyką, z nudną audycją, z nudnym głosem. Piotr Baron.
Odpaliłem Radio Nowy Świat pierwszego dnia. I dopiero wtedy usłyszałem różnicę. A właściwie przepaść między Trójką a RNŚ. Trójkę powinni zasypać. To co teraz jest, to dogorywanie. Brzmi to wszystko jak RMF lub bZdET. Są oczywiście (małe) wyjątki.

Uderzyły mnie niedawno dwie rzeczy w Trujce. Dobry pop broni się sam, a te panie są ikonami popu – powiedziała pani młoda redaktor prezentując Miley Cyrus i wspomniając Taylor Swift.

Wczoraj pani redaktor (nie wiem czy inna, czy ta sama, one dla mnie brzmią tak samo) ekscytowała się nowym, niespodziewanym dziełem Taylor Swift. Rzuciła nawet, że jeśli duet artystki z Bon Iverem nie otrzyma żadnych komercyjnych i znaczących nagród, to będzie to duże niedopatrzenie. Wydaje mi się, że w starej Trójce nigdy bym czegoś takiego nie usłyszał. Nie mówię, że to jest złe, po prostu inne. I albo trzeba będzie się przestawić, albo zmienić częstotliwość w radyjku.
W Radio Nowy Świat lubię wszystko oprócz tej pani Beaty z porannych audycji publicystycznych. Jakoś rano nie przyswajam gadania. To jest czas na muzykę z jakimś fajnym komentarzem. Z kolei, dzięki nowej stacji, Manna zacząłem słuchać. W końcu jakoś daję radę i nie mam alergii na tego pana. Dobrą muzykę puszcza, trzeba mu to przyznać.
Podoba mi się audycja Kuby Badacha pt. Badafonia. Ma to w środy od 19 do 21. To jest jego debiut w eterze i idzie mu super. Fajne jest to, że muzyk mówi o muzyce. Ma inne spojrzenie niż redaktor/dziennikarz muzyczny. Inaczej widzi, inaczej słyszy.

Wczoraj liznąłem audycję naszego wybitnego jazzmana Marka Napiórkowskiego pod nazwą Napiór w Eterze. Ta sama historia jak powyżej. Lubię słuchać muzyków mówiących o muzyce.

 

Dużym atutem jest pasmo Próbny Lot dla młodych talentów. Czasem się zastanawiam, czy oby na pewno są to osoby, które dopiero zaczynają przygodę z mikrofonem. Ciekawe rozmowy, ciekawa muzyka. Nie znam szczegółów tego formatu. Czy oni są już na stałe? Czy trzeba będzie kogoś eliminować?

Także Renata, jak już z tego krzyża się zerwałaś, to włączaj radyjo i mów co sądzisz. Aha, odkryłem aplikację literaki. Jakbyś chciała przegrać ze 2000 razy, jak to bywało drzewiej, to daj znaka*. Cmok.

 

Dziś kolejny rekord wzrostu zakażeń w Polsce. Brawo my, Polacy.

Z tydzień temu stoję w kolejce na bazarze. Maska na buzi, półtora metra za ostatnim kolejkowiczem. Czuję, jak jakaś torba ociera mi się o tyłek mój. Se zerkam przez ramię – starszy pan. Maska na buzi, ale nie na nosie. No, dobra, niech mu będzie – pomyślałem – przecie nie będę robił scen, jak jakiś stary dziad. Oczywiście chodziło o maseczkę nienaciągniętą na nos, a nie o jego torbę na moim tyłku. Robię pół kroku przed siebie i czekam w kolejce. Nagle pan zaczyna prychać, kaszleć, kichać. Obracam się i widzę, że pan już bez maseczki używa sobie w najlepsze.

– proszę się cofnąć, albo założyć maseczkę – mówię stanowczo

Pan się nachyla do mnie i dopiero wtedy widzę, że ma aparat słuchowy.

– panie, cofnij się pan, albo załóż maseczkę – powtarzam

– aaa, dziękuję – odpowiada

Dziękuję? chyba przepraszam – pomyślałem lekko bity z pantałyku.

Pan się ciut wycofał i zakrył twarz.

Nie wiem, co ludzie sobie myślą? Że nie ma wirusa? Że na wakacje wyjechał? I gdzie jest policja albo straż miejska? Jak przejeżdżałem przez bulwary i się okazało, że ten wytatuowany idol Quebonafide ma jakiś występ, to musiałem zejść z roweru. Nie dało się przez tłum przejechać. Dzieciarnia rozentuzjazmowana i piszcząca gromadziła się bez maseczek nie zachowując dystansu. Policja przechadzała się patrząc … w drugą stronę.

 

 

 

 

 

 

* Żart oczywisty. Na początku naszej znajomości „klepałem” równo panią profesor ze Szczecina. Było 2000 coś do 800 na moją korzyść. Ale teraz myślę, że to uczona by lała mnie na kwaśne japko.

tańczę polskie tango

 

Miałem pisać wczoraj. Ale nie udało się bo …

– nie było jakoś czasu

– wpadło mi do głowy „Moje serce to jest muzyk”

 

Przechadzałem się po bazarze i gdzieś usłyszałem Ewę Bem śpiewającą. I przepadłem. Do końca dnia nuciłem sobie

Moje serce to jest muzyk,
Który zwiał z orkiestry,
Bo nie z każdym lubi grać.
Żaden mu maestro nie potrafi rady dać.
Moje serce to jest muzyk improwizujący,
Co ma własny styl i rytm,
Ale gdy gorąco kocha
Wtedy gra jak nikt
.

A mnie się Taco bardzo podoba nowy. Bo tekst ma fajny. Bo dźwięki ma jakieś inne niż normalnie. A rok temu na moim odtwarzaczu często grało „Człowiek z dziurą zamiast krtani”. No płodny artysta.

 

Po tym bazarze tak się przechadzałem szczęśliwy, gdyż z apteki wracałem. Nabyłem opaskę. Koleżanka mnie zainspirowała. Siedzieliśmy ostatnio na dworzu i jej komary nie cięły. Pochwaliła się czerwoną, sprężynkowąopaską wokół kostki. Ale czemu wokół kostki, to szczerze nie wiem. Najważniejsze, że opaska działała! A, w aptece w Best Mall’u kupiłam – poinformowała mnie Ania.

 

I wczoraj byłem w galerii handlowej i zaszedłem do apteki po tran, który się okazał w super cenie promocyjnej. No to skoro taka oszczędność, to pomyślałem, że dam szansę opasce. Pani magister sięga do szafki i widzę, że w ręku ma opaskę, ale … różową. O, nie! – pomyślałem – tylko nie różową. Na szczęście pani miała w garści różne kolory. Padło na niebieską, która będzie podkreślać kolor oczu mych.

Wczoraj był debiut. Siedzę z Agą i z Rafałem u nich na Ursynowie w Coco i mówię, żeby usiąść na zewnątrz. Akurat się stolik zwolnił. O kurczaczki! Latające krwiopijczynie w trymiga nadleciały do nas. Aga na szczęście miała Mugga, a ja założyłem swoje zabezpieczenie. Czy ja wiem? Początek był masakryczny. Nie mogłem się opędzić. Już się wystraszyłem, że jakiś przyciągacz na komary kupiłem, a nie repelent. Ale po chwili się uspokoiło. Także działa.

 

 

 

Wracawszy do domu zauważywszy manifest z administracji. Z pieczątką i podpisem jakiegoś pewnie magistra. Czyli należy się ustosunkować i przestrzegać. Eh. Same „uprzejmie prośby” ze strony tej instytucji.

Dziś nadszedł dzień w kuchni. Pan od mięsa miał w końcu kaczkę. Rozebrał mi ją ładnie. To się teraz maceruje. Jutro pieczenie.

W sklepie zauważyłem ośmiornicę w cenie promocyjnej. To wziąłem. W piątki zazwyczaj jem mięso. Zrobiłem wszystko-co-mam-w-lodówce risotto. Z ośmiornicą w roli głównej. Nawet pyszne. Mięso nie było gumowe. Nieźle.

Ale najważniejszym daniem była premiera w moim wykonaniu – cytrynówka. Kolega mi zdradził przepis. Sprawdzony. Postanowiliśmy zrobić cytrynówka challenge. Zobaczymy. Na razie kumpel z żoną zakończył 10-dniowy detoks i pojechał na wczasy. Ale jak wrócą? To kto wie. Mój napitek będzie na pewno inny, bo użyłem brązowego cukru. I chyba też mniej słodki będzie, bo ten cukier jakiś mniej słodki jest. No zobaczymy. Ciekawskim jest szalenie.

Kto ty jesteś? Polak mały (Polak mały)
Jaki znak twój? Torba z białym (torba z białym)
Gdzie ty mieszkasz? Na strzeżonym (na strzeżonym)
W jakim kraju? W tym popierdolonym (uh)
Czym ta ziemia? To mój zamek z piachu (zamek z piachu)
Czym zdobyta? Propagandą strachu
Czy ją kochasz? Bardzo, mówię szczerze
A w co wierzysz? W nic nie wierzę!

 

« Older posts

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑