Tag: Georgia

z motykom na słąnce

Ja i mój zapał. Ja i moje obietnice. Motto tegóż odchódzącego roku brzmi(ało) i grzmi(ało) – 40 wpisów na 40 lat! Cóż. 40-tka minęła, jak prawie 300 dni. 24 post w tym roku. To też nieźle. Jest przynajmniej 4.

Co tam od połowy listopada? A no nic. Nie biegam i choróbstwa mnie nachodzą. Druga influenza w ciągu półtora miesiąca. Grrr. 3 niedomaganie w ciągu ostatnich 5 sylwestrów. Ale uśmiechamy się i do przodu.

Wczoraj widziałem gwiazdy [pozostała część wpisu będzie zawierać wulgaryzmy]. Wysiadałem z metra (pociągu). Taki durny i radosny, że do pracy pędzę, że to już koniec, że to już ostatni dzień, jak się kurwa pierdolnąłem. Niskie wyjście mają. Tak się pierdolnąłem, że zobaczyłem gwiazdy. Wyrazy brzydkie użyte są na miejscu, bo napisać „uderzyłem się“, to jakby nic nie napisać. Już raz dostałem na regatach w łeb. Kolega sternik robił zwrot i dostałem bomem, że prawiem z łódki wypadł. W końcu, w żołnierskich słowach, poprosiłem go, żeby zaczął komendy podawać, bo zginiemy na tej łajbie. Zaczął. Łepek mnie bolał kilka dni, i to chyba Olimpia nakazała mi iść do doktóra. Zrobili tomografię i oczywiście nic. Długa historia krótko – pan na K. z Europy też miał przygodę i też miał interwencję medyczną. Także już wiem – jak zacznę wymiotywowywać albo tracić przytomność, to wtedy muszę na 100% pójść do znachora. Na razie nie zawracamy głowy. Żyję!

Ale kto nie żyje? Otóż, odszedł wspaniały piosenkarz, idol naszej licealnej koleżanki. Od razu jak usłyszałem o odejściu jego, pomyślałem o Niej. Inni z naszej klasy chyba też, bo znam przynajmniej jedną osobę jeszczę, która zadumała się i wspomniała wspomnianą wcześniej koleżankę. A skoro my po mat-fiz, czyli tezę można wysnuć – Istnieją przynajmniej 2 osoby z klasy C, które pomyślały. Miałem już pisać wcześniej o tym piosenkarzu i o tej koleżance ale nie wiedziałem, czy mogę, czy koleżanka nie poczuje się wyróżniona. Ale Monika zadzwoniła do mnie, i jako wierna czytaczka i fanka mego bloga, wręcz upomniała się o wspominkę. Co prawda ostatnimi laty już tak nie wariowała na punkcie szansonisty z Wysp ale wszyscy pamiętamy czasy szaleństwa Moni – jak to z magnetofonem w jednym ręku i drinkiem w drugim tańczyła i śpiewała na wycieczkach klasowych. Oj, nie, wróć – byliśmy poniżej 18. roku życia wtedy! Nie, nie piliśmy wtedy … dużo. Także Monika, jesteś wspomniana. Ja też tego pana lubiłem słuchać. Ostatnie jego dzieło, które wpadło mi w ucho, to cover o proweniencji symfonicznej pod nazwą „Going to a Town“. Rufus Wainwright nie powinien się obrazić za tę wersję.

Dla niezorientowanych – bo będę zakańczał – kończę, bo tyle spraw w tym roku jeszcze do załatwienia. Bigos się gotuje, odkurzacz i jakieś szmaty patrzą na mnie. Znak trzeba skontrolować (to dla wtajemniczonych).

Heh, tak mi się podoba pisanie, że chyba to może jeszcze nie ostani wpis w tym roku będzie? 25? Hello?!

Koniec roku dziś ma potrójny wymiar – urodziny, parapetówa, koniec roku. Ach, kolejny (i zarazem ostatni) stary dziad, wraz z szanowną małżonką kupili taki szałas w lesie (kilka drzew stoi na posesji). Idziemy ogrzać (house warming party).

2017 zaczekaj, bo może nie skończyłem jeszcze!

PS. Kilka fotek z mego wojażu do Południowej Karoliny i Gruzji (Georgii).

Myrtle Beach, SC – widok z balkonu hotelowego na ocean – zdjęcie 2.

Charleston, SC – zawsze mnie intrygowało to miasto, bo turniej tenisowy tam się odbywa co roku – zdjęcie 1.

Savannah, GA – bardzo przyjemne miasto w Gruzji amerykańskiej

charlestonmyrtlebeachsavannah

 

 

 

 

5 września 2009

Nie wiem co się dzieje. Już 8:30 u mnie, a u was 14:30 i cisza. Żadnych maili komentarzy!!!! Koniec świata w Polszy? Czy po prostu brak dostępu do netu w weekend?

Państwo właśnie pojechało do George Lake. Podróż zajmuje ok. 4 godzin w jedną mańkę. To jest fragment Appalachian Trail (o ile dobrze zapisuję nazwę). Ich trasa ma 11 mil, więc nie wiem po co na 2 dni pojechali. 18 km, to można w dzień zrobić. Zrozumiem nocleg jeden, bo to zawsze fajniej naprać się po dużym wysiłku na łonie natury. Państwo spakowało suchy prowiant. Inne jedzenie nie wchodzi w grę, bo misie mają dobry węch. Co prawda nie atakują ludzi, tylko szukają jedzenia. Tylko nie wiem, czy w nocy ogarną się z tym co człowiek, co jedzenie (o ile to jakaś różnica dla nich). Dlatego też, żeby nie kusić losu, nie wzięli niczego, co by miało intensywny zapach jedzenia. Ten szlak ma 3 500 km. Trasa jest zróżnicowana. Od trudnej do wymagającej wysiłku. Czyli dla każdego coś się znajdzie. Dla mnie się znalazło również i zostałem w domu. Naginam codziennie po dżungli miejskiej, więc będzie chodzenia. A Państwo skoro pracuje za biurkiem cały tydzień jak najbardziej może iść rozprostować kości. Zagrożenia na trasie to m.in.: czarne amerykańskie niedźwiedzie, które już wspomniałem, trujący bluszcz, węże i … sraczka od picia wody lokalnej.

Aha, w Kanadzie, stupid neighbours from the north, od 3 do 5 turystów jest zjadanych rocznie. Dzieci lubią misie, misie lubią dzieci … i nie tylko jak widać.

AT przechodzi przez takie stany, jak Georgia (120 km), North Carolina (142), Tennessee (472), Virginia (885), West Virginia (6), Maryland (66), Pennsylvania (369), New Jersey (116), New York (142), Connecticut (84), Masa Uciechs, tzn Massachusetts (145), Vermont (241), New Hampshire (259), Maine (452).

No i moje Państwo pojechało w stan Nowy Jork, tzw. Empire State. Na szczęście ta część trasy nie jest trudna.

Kończę, bo za 40 min wpada sąsiad po mnie. POS – powolny objazd stanu.

No to objechaliśmy stan, zaliczając sklepy z CD i Donkin Donuts. Później chillout w domu i mecz niestety Polska przeciw Irlandii Północnej. Znowu jakiś sklep, chyba Barnes and Noble.
A teraz oglądam “Świat wg Bundych” w TV i mecz Roddicka w necie. Niestety Roddick dostał baty od Isnera z USA. Andy 20 asów, a kolega aż 38. Ale przeciwnik ma aż 207 cm. Szkoda An-dicka Rod-dicka.
Czekam na sąsiada, to może jakieś małe conieco zrobim. Ale chyba na glonojada, bo ścina z nóg. Muszę odstawić cole i dolewać Red Bulla.

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑