Tag: Father Demo Square

dzien zwyciestwa, maj zielony 9 maja 2012

To wczoraj to na prawde bylo 175. Dzis przyszedlem o 10:26 na postoj. Przepuscilem 175, ktore bylo o 10:30. O 11:03 dalem za wygrana i wrocilem do domu. Cos jest nie halo z tym rozkladem. A sprawdzalem 5 razy.

Pogodynkowe serwisy klamia. Na szczescie dla mnie. Mialo lac caly dzien i w Fair Lawn, i w Miescie. Ale nie. Slonce sie przebija przez chmury i jest duszno. Ubralem sie za cieplo. Trudno. Dzien bez potu, dniem straconym.

Skoro jest taka pogoda, to wybieram sie za brooklynski most podziwiac panorame Manhattanu. I musze zajrzec do Washington Square Park. To nie to samo miejsce, co wspomniany wczesniej parczek-skewrek przy Father Demo Square. To na Wall Street tez zajrze. Pookupuje troche.

Mam tylko nadzieje, ze bus nadjedzie. O dziwo, autobus nadjechal punktualnie, o 11:39.

Wczoraj ogladalem moj najulubienszy serial Przyjaciele. Dzis sprawdze ten budynek na rogu Bedford i Grove Street. Oczywiscie nie jest to prawdziwa, serialowa lokalizacja domu przyjaciol. Serial nigdy nie byl krecony w Nowym Jorku. Kilka epizodow w Londynie, a reszta w studiach kalifornijskich.

Podobaja mi sie znaki drogowe i informacuyjne w New Jersey. Moje ulubione to:

Wipers on, lights on

Buckle up, hang up

Bridge freezes before road surface


Z dworca poszedlem 9 aleja, przez Hell’s Kitchen, kupic pochewke na tableta.

Sklep mial juz moje dane z adresem w Fair Lawn, ale pani upewnila sie, czy billing adres jest zgodny z shipping adres. Dziwne, przeciez kuouje na miejscu, a nie wysylam do Zielenca Jasnego. Adresy oczywiscie nie zgadzaly sie, wiec zapisalem pani na zamowieniu warszawski namiar.

W Chelsea chcialem zaczac robic zdjecia, bo zrobilo sie mniej piekielnie. Bateria padla! Wszydkie plany wziely w leb!

Skrecilem wiec na zachod i 7 aleja doszedlem do Times Square kupic troche duperel dla siostrzencow.

Jutro zatem zrobie to, co mialem zrobic dzis. Poza tym pogoda jakas taka nie godna zaufania. Jestem co prawda mokry od potu, ale co jakis czas cos pokapuje z nieba i caly Nowy Jork zadziera co chwile glowy oczekujac chyba pogodynkowej przepowiedni.

Niech zyje maj, 3 maj

Dzis padlo na ogledziny budowy, czy tez rekonstrukcji WTC. Bede wiec chodzil 7 aleja. Atrakcji pewnie co nie miara, wiec nie ma mowy o nudach. Pogoda standard: Sza-Bu-Po. Choc po 3 p.m. ma wyjsc sonce. Skoro tak mowia, to tak bedzie. Dwa dni temu jak zrobilo sie slonecznie, to od razu wilgotnosc dala sie we znaki. Niby nie goraco ale czlowiek caly lepi sie od potu i takie dziwne jest powietrze. Czuje sie jak mucha w smole.

No dobra czas na Su-Do-Ku, bo trzesie i pisac ciezko. Wzialem tez ze soba moja mp3. Charlie Winston brzmi rewelacyjnie po latach nieslyszenia:

We all kick the bucket in the end

Zaszedlem sobie do B+H Photo Store na rekonesans. Moze tuz przed wyjazdem kupie pare rzeczy.

Z 7 alei schodzilem i wracalem. W Whole Foods (taki niby sklep ze zdrowymi rzeczami. Red Bull’a sie nie kupi tam) kupilem lunch – salatka z potworem morza oraz summer rolls. Doczlapalem sie do Madison Sq Park przy 23 ulicy i zbiegu 5 ave i Broadway. Atrakcja tego parku jest oczywiscie Flatiron Building. I tak siadlem sobie pomiedzy alejami i zabralem sie za lunch. Salatka pyszna ale upaparalem sie jak dziecko sosem teryaki co dodali do summer rollsow. Tych zawijancow nie dalo sie zjesc po ludzku. Rozpadaly sie w rekach.

Musze znalezc toalete.

Na 7 aleje juz nie wrocilem. Obok Flatiron’a znalazlem Starbucks‘a i moglem zmyc z siebie nieporeczny lunch. Zamowilem przy okazji, jak zwykle w tej kawiarni, cafe mocha i poszedlem w dol.

Teraz siedze w Father Demo Square i patrze na mapie, ze do tego WTC to jeszcze troche sie trzeba ponachodzic. Cholera, nie wzialem pedometra! Dzis pewnie dwa razy tyle, co za pierwszym razem.

Przekroczylem Bleecker St i znalazlem sie w bardzo zacisznym parczku – George Washington Square. Widze, ze jakis starszy afrykano-amerykano lamie przepis palac jakas cygaretke.

See something, say something. 911

Policyjne to miasto.

Jestem u zbiegu Soho, Tribeca, Greenwich Village. Lubie to miejsce. Nie wyglada juz tak wielkomiejsko, a raczej bardziej zabawowo i rozrywkowo. Zadnych wiezowcow, tylko normalna zabudowa. Fajnie, ze nazywaja ulice na czesc znanych muzykow: Prince St, W Houston St 🙂 Szybko sie uwineli z upamietnieniem Whitney Houston 🙂

Doszedlem w koncu do WTC. Pani mowila, ze juz jakies dwie wieze sie wzbijaja, dlatego tez dzis tam zaszedlem. Ale nie. To cos obok sie buduje. 11 lat budowy, a tylko cos tam ledwo znad ziemi wystaje. Juz w 2001 roku mowili, ze samo odgruzowywanie zajmie kilka lat. Przysiadlem sobie vis-a-vis ex-dwoch wiez, w takim cmentarnym parku. Tu laweczka, tam grobowiec. No dosyc osobliwie.

Ludzi w Miescie od-prze-groma. Nie dosc, ze chodniki waskie, to wszyscy chodza zdecydowanie za wolno. Meczace troche to jest, bo trzeba co chwile kogos wyprzedzic.

Slonce po 3 p.m. sie nie pokazalo ale na szczescie zimno nie jest. Jak dla mnie w sam raz.

Poddalem sie. Linia E do PABT mnie zabrala. I dzieki temu zdazylem na wczesniejszy autobus. Na szczescie duzo ludzi nie ma, wiec nwet siedze sam i zaden wazon nie zerka mi w zapiski.

St Louis Elegy” brzmi oblednie w tunelu. Mroczna melodia, gleboki glos i mroczny i gleboki tunel. Korelacja 1.0.

Ciekawe czy pani sprzatajaca zamknela dom i odlozyla klucz w ustalonym miejscu?

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑