Tag: duda (Page 1 of 2)

gdzie jest słonko?

Kiedyś napisałem do pani wtedy-inżynier ze Szczecina kilka słów. A może jej link podesłałem?

Gdzie jest słonko, kiedy śpi? Czy wilk zawsze bywa zły.

I ona mi odpisała coś w stylu:

A idź w cholerę Maciek. Teraz nucę to cały dzień.

Słuchałem ostatnio, bodajże w poniedziałek, audycji Macieja Orłosia w Radio Nowy Świat. I tam wejścia ma pani publicystka, która rozmawia ze znanymi i komentuje życie w Polsce.

I właśnie we wspomniany ostatni poniedziałek pani Beata zapytała swego rozmówcę (chyba pan z Newsweeka) – gdzie jest prezydent Duda?

No właśnie!!! Gdzie jest nasz DługoPiS? Cisza, jak makiem zasiał. Ostatnio pana dupę słyszałem, jak zapraszał po wyborach Czaskowskiego do Pałacu Prezydenckiego na pogratulowanie sobie re-elekcji. Czyli jakiś to sierpień był. A tu już grudzień. No zaszył się.

Część osób mówiła, że El Presidente pokaże teraz jaki ma kręgosłup, bo to druga kadencja i trzeciej nie będzie. Czyli może się zaprezentować, pokazać co on nie może. A w poniedziałek usłyszałem, że mu to lotto, bo to druga kadencja i trzeciej nie będzie. Więc po co się starać?

Gdzie jest Duda?

Chyba Endrju, poczuł się wywołany do tablicy, bo dziś wyczytałem, że Głowa Państwa wraz ze swoją Szanowną Małżonką pokazali jak ślicznie udekorowali domek! Świątecznie udekorowali! No sukces! Nie sprawdzałem efektów pracy Pary Prezydenckiej. Nie wiem, czy to zgrzebnie, czy glamurowo wyszło. Nie mniej gratuluję rękodzieła. Przynajmniej coś zrobił. Prezydenta mamy co się zowie. Konduita pierwsza klasa.

Patrzę na te postępy koronawirusa i się zamyśliłem, zasmuciłem. Ponad pół roku temu rozmawiałem na Instagramie z piekarzem z Iranu. Sprawdziłem wtedy. Iran w TOP10 przypadków na świecie. My, hen hen, daleko, w połowie piątej dziesiątki. Wczoraj sprawdzam i … Iran 15., a my tuż przed nimi – na 14. miejscu na świecie. Smutne to. Od kilkudziesięciu dni jesteśmy w top10 nowych, dziennych przypadków.

Mam dosyć obostrzeń. Niech rząd spier….ala ze swoimi pomysłami. Sklepy mogą mi pozamykać. Nie kupuję, a jeśli już muszę, to mam internet. Ale rozumiem, trzeba kabzę państwową nabić. Otwórzcie kurna knajpy! Ja już mam dosyć gotowania, na wynos nie jem, bo to nie jedzenie. Napoju z pianką w kuflu bym się napił.

Dziś, wracawszy do domu z roboty, poczułem głód. Wydzwaniam właściciela knajpy, żeby coś może zamówić by. Nie odbiera. No to lecę do sklepu i robię zakupy na obiad. Kolega widzę, że próbuje do mnie oddzwonić. Podczas rozmowy mówię mu, że chowam zakupy do lodówki, że jutro sobie upichcę. Posłuchałem propozycji, mlasnąłem językiem i zadzwoniłem do knajpy (pan właściciel już był w domu). Przekomarzam się z kelnerką Justyną. I co się okazuje. Pizza wraz z niespodzianką – butelką coli, trafiła do mnie piorunem. Oj coś czuję, że pan właściciel zmobilizował swoich ludzi. Taką obsługę to lubię. Klient usatysfakcjonowany. Ale pizza z kartonu, to nie pizza, niestety.

Do przepłukania gardła zaproponowałem sobie zarekomendowaną przez ładną buzię ze sklepu z alkoholem. Pani Monika pochwaliła Kilchomana, jak powiedziałem jej, że uwielbiam torfowe whisky. Mówię panu, torf ciągnie się jak smoła – tak mi opowiadała.

Hmmm, czy ja wiem. Jak dla mnie dosyć delikatny torf. Choć pan G., znawca szkockich napitków mówił mi, że Kilchoman to głęboka wiocha i tam tak po swojsku robią. Czy ja wiem? Może już mi się podniebienie wyrobiło? Torf czuć, ale smoła? Nieeee.

Zauważyłem, że mam problemy ze snem. A może to nie problemy? Ostatnio budzę się o 5 rano. Ula z Nju Dżerzej napisała mi, że prawdopodobnie wyspałem się już za wszystkie czasy. Może?

Dziś nawet włączyłem sobie po raz pierwszy Radio Nowy Świat, żeby od 6 rano posłuchać Wojciecha Manna. Okazało się, że Mann był, ale junior. Oryginalni prowadzący do radio nie dotarli. Chyba przez ten atak zimy. Słabo.

Dzięki zwiększonej liczbie spraw w pracy w biurze byłem ze trzy razy w tym tygodniu. Jak to fajnie zobaczyć dawno niewidziane miasto. Napstrykałem sobie fotek. I znowu tylko Pałac i Pałac.

Gdzie jest Duda?

za-duszki

Chyba mi zapożyczyli hasło na te protesty. Jestem pewien, że pisałem przed wyborami prezydenckimi odezwę do Dupy. Żeby pomykał chyżo.

 

Zagadka dla Jarka od mojego imiennika Stuhra:

  • Zaimek osobowy w drugiej osobie liczby mnogiej
  • Imię męskie Piotr po francusku
  • „tak” po rosyjsku
  • I Twoje ulubione: „kłamstwo” po angielsku

No wyszło mi:

Wy-Pierre-да-laj

“lie” napisałem fonetycznie, jakby co. Bo ludzie pomyślą, że języka lengłidż nie znam.

Niestety PAD nie pomknął chyżo, a Jarek pewnie też zostanie. No szkoda.

 

Szanowna i na wieki milcząca Pierwsza Dama przemówiła! Alleluja! Co się stało? Córka, przepraszam, to znaczy, doradczyni Prezydenta RP też się wypowiedziała. Ale jak Kinia coś powie, to już powie. W szkole pewnie miała najlepsze stopnie.

Najciekawsze jest to, że jak pokazują na gazecie PAD-a, to używają zdjęcia, na którym wygląda jak klasyczny dzban tęskniący za rozumem.

A z kolei Kinga pięknie się fotografuje. Taki inteligentny wyraz twarzy ma zawsze. No malowana lala.

A starej nie cierpię. Uważam, że to jakaś zła kobieta jest. Agata! Przecie to się z Babą Jagą kojarzy.

 

A propos prezydentów i prezydentówien. Dziwię się Oli Kwaśniewskiej. Jakieś bluzki z napisami po nie po polsku przywdziewa i atakuje prezydenta.

Olu, a gdzie byłaś, jak tatuś podpisywał konkordat i konstytucję? Matka też się ponoć uniosła u Moniki Olejnik i zaklęła szpetnie. Ale w ustach Prawdziwej Damy taki wyraz to czysta delicja i miód na uszy.

 

Ku wyjaśnieniu: napis na koszulce jest z serialu „Opowieści Podręcznej” i znaczy „nie daj się zgnębić suk…ynom”.

Ale i tak całą rodzinę Kwaśniewskich uwielbiam. Za poczucie humoru.

 

Dziś się zasmuciłem! James Bond umarł! W pięknym wieku. 90 lat! Lubiłem jak Sean Connery się pojawiał na ekranie. Tak ciut seplenił mam wrażenie. Ale robił to uroczo. Odpoczywaj w pokoju. Takich aktorów już coraz mniej.

Ostatnio zasłuchuję się w muzyce z lat 90-tych. I tak rok po roku sobie odtwarzam. Fajne te playlisty. Wszystko wynajdą. Rok 1990 to jeszcze ciągnie latami 80-tymi. Później już wyraźnie słychać powiew dekady końca milenium. Lubiłem wtedy nurt new jack swing. Teraz nie dam rady tego słuchać. Beat na jedno kopyto, teksty dramatyczne. Na początku lat 90. rządzi muzyka z USA, ale później już Europa dochodzi do głosu i to nieszczęsne euro techno, czy jak to nazywali. Jestem już w 1995 roku, czyli matura.

Ostatnio w radio Trujka pan prowadzący Marek Wiernik ładnie podusmował Johna Lydona aka John Rotten i jego różne formacje muzyczne (na przykład Sex Pistols).

3 akordy, darcie mordy.

Fajnie. W punkt. W sumie czemu nie. Punkowa muzyka nie była jakaś wyszukana. Lepsze to i tak od coco jumbo.

 

Przed 1 listopada się zawsze nastrajam grobowo. Dynie wyciąłem już dawno. Wczoraj wyrzuciłem drugą do śmieci, bo też spleśniała od środka. Filmy sobie patrzę. Dziś Fright Night z 1985 roku. Klasyka! Młody chłopiec odkrywa, że jego nowowprowadzony sąsiad jest wampirem. Łapka w górę poszła. Kupa śmiechu. Pamiętajcie, że jak spotkacie wampira i chcecie się ochronić krucyfiksem, to musicie w to wierzyć. Inaczej nie zadziała.

 

Dziś znalazłem artykuł o zmarłych, którzy dają nam znaki. O to u mnie na 100% dają znaki. Chyba pierwsza właścicielka czegoś chce. Choć artykuł mówi o bliskich, którzy nie są już z nami.

Zmarły pojawia się w naszych snach

Hmm, nie wiem. Nie pamiętam w sumie, czy śnią mi się zmarli. Muszę kiedyś się zastanowić jak będę śnił.

 

Migotanie światła lub przygasanie świec

Nie. Głupota jakaś. Nie!

 

Sprzęty elektryczne same się włączają

Tu już takiego stanowczego NIE nie powiem. Zasłona milczenia.

 

Zapach

Że niby czujemy zapach osoby zmarłej? Nie, naciągane to jest. Skoro ja używam perfum z Abercrombie and Fitch i umrę, to każdy, kto przejdzie się Piątą aleją koło sklepu pomyśli o mnie. Ale to nie będzie znak, że ja jestem gdzieś obok. Ja mam już wybrane osoby, które będę odwiedzał po życiu. Teksas mi się ostatnio bardzo spodobał 🙂

 

Zatrzymujące się zegary

Ponoć nie ma znaczenia jakie zegary. Będą się niby zatrzymywać o godzinie umarcia bliskiej osoby. Uff, całe szczęście, że ja nie wiem, kiedy kto odszedł. 21:37 tylko pamiętam, ale JP2 to żadna moja rodzina.

 

Piosenka

Jeśli nagle wszędzie słyszycie kojarzącą wam się z ukochanym zmarłym piosenkę, gra ją każda stacja radiowa, wydobywa się z głośników przejeżdżających samochodów i w odwiedzanych sklepach, to znak, że próbuje się on z nami skontaktować, przekazać nam, że nie odszedł, że widzi nas i towarzyszy nam w dobrych i złych chwilach. Co za bzdura!

Muszę sobie jakąś piosenkę chyba wybrać.

 

Motyle i ważki

Pośrednikami między światami są anioły, wróżki, elfy, rusałki. Symbolami tych stworków są motyle i ważki. Także jak je widzimy, to możemy mieć pewność, że bliscy są obok. I tu ciekawostką jest, że popularny tatuaż z symbolem motyla czy ważki oznacza, że nasi zmarli nadal są dla nas niezwykle ważni, są przy nas i chronią nas przed złem. Kolejna jakaś bzdura.

Jak śpiewała Kora „szczęśliwe chwile, to motyle”.

 

Pióra

Też jakiś symbol. Czyli kolejna bzdura jak dla mnie.

 

Zmiany temperatury

Aż mnie ciarki przeszły. Często się u mnie mieszkanie wychładza.

 

Brrr. Ale żem się przeląkł. Trzeba uważać na każdym kroku, żeby tylko bliskiego zmarłego nie spotkać.

Jutro 1 listopada. Cmentarze zamknięte. Muszę tylko nie zapomnieć zadzwonić do Taty. Cała rodzina w niedziele rodzona, a szanowny Tatuś w to wyjątkowe święto. Heh, pewnie święty jakiś.

 

Czas odpalić kolejnego horrora!

 

a-psik-us

Jakiś pogubiony jestem. Ni to mam maseczkę nosić cały czas, ni to w parku jestem. Ni to Haloween nadciąga, ni to czas zmieniamy na zimowy.

Pogubionym.

I na dodatek nie zdążyłem pożegnać się z towarzystwami w moich dwóch ulubionych miejscach. Matołusz w panice znowu nas zamknął. Ciekawe czy na wiosnę będzie co zbierać w tej gospodarce? A do kościoła można chodzić? Bo jakoś w orędziu nie usłyszałem.

Na domiar złego, mały wredny wirusek chciał mnie zaatakować. Wedrzeć się chciał. Pewnego wtorku robiłem kroki i mnie deszcz złapał. Wróciłem do domu cały przemoknięty. Nogi, spodnie. Już wtedy wiedziałem, że to się źle skończy.

I się źle skończyło. Od środy temperatura spadła. W międzyczasie miałem dwie teleporady. Uwielbiam polecenie – czy może pan poświecić sobie w gardło i powiedzieć, czy jest czerwone? (piątek). Albo – czy może pan poświecić sobie w gardło i zobaczyć, czy jest biały nalot? (wtorek).

Za pierwszym razem powiedziałem, że nie wiem, czy gardło wygląda na chore, bo nigdy sobie w nie nie zaglądam. A nalot biały był (tylko pani doktór nie pytała o to wtedy), bo jogurt z otrębami owsianymi jadłem. I tak zdychałem sobie ponad tydzień. Sprawdzałem objawy koronowairusa i wychodziło mi, że nie mam żadnych. Ufff. Ale przy drugiej teleporadzie zapytałem pana doktóra kiedy mam zacząć panikować. Kiedy mam stwierdzić, że to nie przeziębienie, a zaraza właśnie.

W poniedziałek – usłyszałem w odpowiedzi – jeśli w poniedziałek panu nie przejdzie, to proszę dzwonić i skierujemy pana na test. Dziś sobota i w sumie, i na szczęście koniec widać. Przeziębienia koniec, nie mój.

A gdybym jednak złapał wiruska, to na szczęście tak łagodnie go przechodziłbym. I w sumie bym wiedział, że mam, to po ozdrowieniu mógłbym krew oddać z przeciwciałami.

Ale kończmyż już o wirusku. Przecie to bestia o 10 rogach i ogonach. Tak przeczytałem dziś na przystanku.

Przez czas niemocy mej sporo czasu spędziłem z Netflixem. Horrory pooglądałem. Oj różne. Straszne, śmieszne, debilne, strasznie durne. Lubię te filmy grozy. Bawią mnie, relaksują. Dziś poleciałem na farmę dyń po owoc do wycięcia. Właśnie. Czym jest dynia? Owocem czy warzywem? W Polsce to chyba się jako warzywo traktuje. W Stanach jako owoc. Dziwne. Tak samo jak imbir. W moim Carrefourze jak chcę zważyć korzeń, to muszę klikać w owoce. A gdzie indziej widziałem, że to warzywo. Dziwne.

Farma dyń była taka sobie. Ale było to najbliższe mego domu miejsce i nie widziało mi się jechać dalej. Ceny warzywa oscylowały między 4 a 5 zł. Waga? Nawet do 11 kg. No raczej nie chciało mi się wydawać 55 zł. Wybrałem zieloną dynię za 4 zł/kg. Wyszło w sumie 20 złociszy.

W domu wbiłem nóż i zacząłem wykrawać. Coś mi nie poszło. Oczy chyba za nisko dałem. Ok, w poniedziałek kupię drugą i zrobię sobie house of haloween. Może zaproszę jakieś sąsiadki i będą psoty albo psikusy?

Aha, moja dynia jest eko. Zamiast świeczki włożyłem taki łańcuszek ledowy. Żeby tylko nie zapomnieć wyłączyć na noc, bo jak się przebudzę i spojrzę, to zawał murowany! Także wirusek mnie nie wykończy, tylko jakieś warzywo.

Co do sytuacji w kraju? Hmmm, trzeba koniecznie w totka wygrać i spieprzać stąd. Wstyd na cały świat.

to chyba nie jest prank

 

cóż. Sprawdziłem. Dziś nie jest 1 kwietnia.

Posłuchałem ja Ci rozmowy Anżeja z sekretarzem generalnym ONZ António Guterres’em. Nie będę się tu nabijał. Widać, że nasz Sebastian zna język … jako tako. Ale wysłowić się to już inna umiejętność. Dobrze, że się w porę prezydent Wolski zorientował. Dziękujmy Bogu za żubrówkę.

 

A właśnie, jak się odmienia nazwisko Guterres? Niedawno w radio Nowy Świat usłyszałem anegdotę z panem Michałem Rusinkiem w roli głównej. Jakaś pani zadzwoniła do językoznawcy i byłego sekretarza naszej noblistki Wisławy Szymborskiej. Taki króciutki dialog powstał:

– dzień dobry. Czy dodzwoniłam się do pana Michała Rusinek?

– tak. Ale, szanowna pani, ja się deklinuję

– oh, to zadzwonię później

 

Pamiętam jeszcze moją rozmowę, ze sto lat temu. Już nie pamiętam kto to był, ale rozmawialiśmy na temat kierowców i ich rzekomych umiejętności i zachowań na drodze. Skwitowałem to krótko – to są niedzielni kierowcy. A mój interlokutor odrzekł – nie, oni w tygodniu też jeżdżą.

 

Ale ja nie o tym. PiS się przebudził. Wczoraj ustalali komisję ds. pedofilii. Pani Marszałek dostała jakiegoś ataku śmiechu po tym, jak nie dała rady wymówić słowa „członek” w wyrażeniu „członek komisji”. Brawo pani Marszałkini. To taki śmiszek, chochlik, nieprawdaż?

 

Ale dziś w radio Nowy Świat słyszę, że Marszałek Sejmu Elżbieta Witek nadała bieg ustawie piętnującej świętowanie Halloween. Anonimowy obywatel wymyślił i jego propozycja wpłynęła w formie petycji. Nie można 31 października przebierać się za potwory i kościotrupy. Nie można pukać do drzwi i prosić o słodycz. A grożenie, że się zrobi komuś psikusa, żart może być potraktowane jako groźba. Efekt? Areszt lub mandat w wysokości 500 zł.

“Kto w dniu 31 października danego roku kalendarzowego przebiera się za straszną postać, w szczególności za kościotrupa, czarownicę, wampira, diabła lub inną kojarzącą się z piekłem istotę, podlega karze ograniczenia wolności lub aresztu na okres nie krótszy od 15 dni” – dodano w petycji.

 

Jedno pytanie – co to jest straszna postać? Jak się brzydko ubiorę, to to jest to? Czy jak ktoś mi powie – ale się ładnie ubrałeś. Strasznie mi się podoba twój strój. To czy to też jest to? Mogą mnie wsadzić? Zapłacę grzywnę?

 

Mamy pielęgnować polską tradycję, szanować zmarłych, a nie figle i psoty uprawiać. Wspierajmyż narodową tradycję Rzeczpospolitej Polskiej. Przeciwdziałajmyż “szkodzeniu pamięci zmarłych i niszczeniu katolickiej tradycji ” oraz “zagrożeniu duszy”.

Ponoć Halloween starszym zwyczajem niż nasze Dziady jest.

 

– Halloween to zwyczaj obcy naszej kulturze, tradycji i wierze. Zamiast straszyć, świętujmy ze świętymi. Zachęcam do włączenia się w akcję Holy Wins, czyli „Święty zwycięża”. Promuje ona świętość, radość i dobroć – powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ksiądz Paweł Rytel-Andrianik. – Chrześcijanie nie świętują Halloween – dodał.

Ktoś ładnie napisał w komentarzu. Strasznie mi się podoba ta wypowiedź.

Orgia głupoty i szaleństwa

 

 

Przeżyłem i brałem udział w dwóch halołinach. Święto, które znałem z filmów i seriali amerykańskich wyglądało na fajną zabawę. A w rzeczywistości to jest jakiś dziki pęd za cukierkami. Dzieci nawet zapominały czasem powiedzieć „trick or treat”, tylko wyciągały rękę po słodkości. Jestem pewien, że gdyby ktoś powiedział, że wybiera psikusa, to maluchy pewnie by zgłupiały, a później by się po płakały, że nici ze zdobyczy. Urwisy latały po ulicy kompletnie nie patrząc czy coś jedzie. Rodzice nawet nie nadążali za nimi.

 

Miałem dwie ciekawe rozmowy podczas tego pogańskiego święta. Najpierw rozmawiałem z jakimś ojcem, który wydawał cukierki dzieciakom. Powiedziałem mu, że ja też zbieram, że nie znam tego święta, że po raz pierwszy w nim uczestniczę. Zainteresował się, a raczej się zdziwił, że taki stary chłop nie zna tego obrządku. Ale wyjaśniłem mu po krótce, że ja z katolickiego kraju jestem i my w boga wierzymy i takie tam.

A druga rozmowa była z pewną młodą mamą, która pochwaliła mój kostium. Jako że w zasięgu wzroku nie widziałem męża pani, to pozwoliłem chwilę zainteresować się moją osobą. Jej kostium też niczego sobie był – pielęgniarka.

 

Moja odezwa do ludzi, którzy mają takie ciekawe pomysły, jak ta o zakazie zabawy 31 października:

Trick or treat motherfuckers.

 


 

 

rozebrać się do rosołu

Po ponad 4 godzinach bulgotania słońce zajrzało przez okno. Szybko pogasiłem palniki, zasłoniłem rolety i włączyłem wiatrak.

Nalałem sobie talerz zupy i siadłem do stołu. Uf, jak gorąco. Pot mnie zlał. Takżem rozebrał się do rosołu. Ale bez sensacji proszę mi tu. Żadnych bezeceństw. Przyzwoity byłem. Nie do takiego rosołu.

Rosół na kaczce okazał się pyszny. Aż sam się dziwię, bom zawsze sceptyczny jest wobec swoich dań. Pozwoliłem sobie na dwa talerze.

Ryba w sosie też niczego sobie. Ale czuję, że to chyba koniec pichcenia w tym tygodniu. Za gorąco będzie.

Włączam internety i widzę, że ktoś śmiał zażartować sobie z naszego Sebastiana, prezydenta Wolski. Po angielsku ponoć rozmawiali. No wyuczony ten pan. Brawo Sebastian.

Oczywiście oprócz znajomości języka obcego, nie mój prezydent posiada również bystrość, inteligencję i poczucie humoru. Zorientował się, że to prank. No co za wspaniały i błyskotliwy prezydent. Dobrze chyba jednak wybrali Wolacy. Będzie chyba kupa śmiechu przez kolejnych 5 lat. Ciekawe czy nasz kraj przetrwa, czy do cna go roz…..

i po wyrobach

kacze pióro!

Blisko było.

Kolejne 5 lat z Budyniem, DługoPiSem, Sebastianem, Anżejem i jego … Damą. Kolejne 5 lat tej pyzatej, kretyńsko uśmiechniętej facjaty.

 

Ale wyciągam pozytywy. To ostatnie 5 lat tego pana. Mam nadzieję, że przepadnie po 2025 roku, tak jak jego poprzednik Bredzisław K.

 

koszmar bieżącego lata

 

 

Nie wiem co jest, ale miałem koszmar ostatniej nocy! W moim magicznym domku!? Dziwne. Paranormalne.

Sen był jakiś wyborczy i składał się z różnych epizodów. I wszystko się zaczęło chyba od tego, że jadąc do Białego mijał nas Budyń aka Sebastian asystowany przez migające i wyjące auta. Pewnie się agitował w Suwałkach. I ten fakt, i wybór mojej Mamy spowodował, że śnił mi się nie mój prezydent Wolski.

Najpierw koło bloku mojej siostry zatrzymał się wehikuł, z którego wysiadł Sebastian. Jak gdyby nigdy nic zarzucił na ramię torbę i poszedł na zakupy do Biedry! Czyli to prawda, prezydent wszystkich Wolaków. Prezydent wolskich spraw. Eh. Super kandydat.

Druga część koszmaru działa się przy ul. Sokólskiej 3. Podjeżdżam ja ci autem i widzę, że Pierwsza Dama parkuje przy moim budynku. Ponoć miała coś z naszego mieszkania zabrać. Jakieś stare rzeczy Sebastiana. Parkuję przy klatce, żeby drzwi szanownie otworzyć Pierwszej Damie i …

I nie przylazła! Czekam jak głupi. Okazało się, że z tych emocji zostawiłem kluczyki od auta w domu w Waw (to ciekawe jak w ogóle udało mi się przyjechać! Ale jak wiemy, sny mają swoje własne prawa, których szkiełko i oko nie pojmie nigdy).

I stoję jak ta pała pod klatką. A moje auto blokuje przejazd. Wioska. Pewnie Pierwsza Dama poszła do Biedry pomóc staremu taszczyć zakupy.

Obudziłem się niewyspany. Koszmar!

A rano włączyłem oba komputery i zacząłem pracę zdalną.

Na prywatnym lapsie odpaliłem Radio Nowy Świat i z taką pewną nieśmiałością słucham. Poranna Manna na dzień dobry. Nigdy nie przepadałem za Mannem, ale teraz słucham z takim rozrzewnieniem.

Napisałem tekst do Arka-Zegarka, który wspiera finansowo ten projekt. Jest patronem. Nie wiem czy mogę przytoczyć naszą rozmowę, bo namawiam kolegę do przemocy domowej. No cóż mogę powiedzieć. Kolega Arkadiusz jest freak-iem muzycznym. Trójkę uwielbia(ł), to nie dziwota, że do tego nowego projektu ma słabość. Ja się cieszę, że w końcu ruszyli, bo tego nowego radio (b)Z(d)et, to znaczy nowej Trójki nie da się słuchać.

Ok. Arkadiusz udzielił zgody na publikację naszej konwersacji. Ale ostrzegł, że jego szanowna małżonka, a moja szalenie serdeczna przyjaciółka Ula też czyta moje wypociny. Ula, ja tylko żartowałem. Przemocy domowej mówmyż stanowcze NIE.

Dla przeciwwagi, żeby nie było, że tak Dudę lubię, wrzucam fotkę. Już fani Sebastiana atakują.

Miłego piątku wszystkim. Niech ten koszmar od niedzieli się już skończy. WyPAD 2020!

ta ostatnia niedziela

i się bawiłem pysznie.

Na rowerach spędziliśmy cały dzień. Ja, Słodkokwaśna (nazwijmy go Zdzisiek) i pani Słodkokwaśnej (nazwijmy ją Marysia).

Po głosowaniu się spotkałem na moście Łazienkowskim z koleżeństwem. Podbiliśmy do Miami Wars bo jakiś bazar winylowy otworzyli. Zdzisiek oczywiście przepadł, a my z Marysią się leżakowaliśmy. Woda się w rzece podniosła bardzo. Prawobrzeżna część jest tak zalana, że nie da się rowerem śmigać wzdłuż Wisły.

Zdzisiek nakupił sobie ze 3 płyty. Z Marysią ustaliliśmy, że chętnie byśmy zjedli w Pho2 (czytaj: fo kwadrat). Ale Słodkokwaśna się żachnął, że tam to nie, bo nie wziął aparatu i zdjęć nie będzie mógł zrobić. Zaproponował Makrell w barce Wynurzenie. Marysia foszka strzeliła, a ja bardzo chętnie się zgodziłem, bo nie znam tej knajpy z nordyckim jadłem. Jak zwykle zamówiliśmy wszystko, czyli:

– burger z grillowaną makrelą

– fryty z sosikiem

– kanapka ze śledziem

– makrela na ziemniaku

W barze drinkowym wzięliśmy po czymś pysznym i się zaczęliśmy zajadać. Mlask i mniam! Marysia coś tam kąsnęła, ale nadal foch, że nie o bułach i frytach myślała w tak gorący dzień.

No to wymyśliliśmy, że do tego Pho2 podjedziemy. Oh. U Marysi od razu humor się poprawił. A jak dostała swoje bon bo nambo, to już w ogóle pyś rozchmurzony. My ze Zdziśkiem po sajgonkach daliśmy – z krewetami i z mięsem.

Po drugiej stronie ulicy, w cukierni Odette postanowiliśmy sobie cukier podnieść i kawki popić. Pyszne miejsce. Na sam przód rzuciły mi się usteczka! Już miałem brać, alem zobaczył, że maliny mają, a ja jakoś nie za bardzo malinowy jestem. Padło na pistacjową tartę. Pięknie nam pani stół udekorowała pysznościami. Eh. Smacznie było.

Zdzisiek zaproponował jeszcze tatara w Elektrowni Powiśle. To podjechaliśmy. Jakiś teatr uliczny był. Sztab Czaskowskiego się rozstawiał na wieczór. Niestety nie miałem maseczki. Zdzisiek poradził, żebym mówił, że mam problemy z oddychaniem. Jak poradził, takżem zrobił. Ale okazało się, że pan ochroniarz też miał problemy z oddychaniem i mnie nie wpuścił. Nie chciało mi się kłócić, więc Zdzisiek poszedł zobaczyć, czy jest ten tatar w food court’cie. Nie było, więc żaden ambaras, że mnie nie wpuścił.

 

Podjechaliśmy na prawobrzeżną część do Lunaparku Warszawa. Oj. Ale zabawa. Najpierw mały drinczek. Jakieś martini z tonicem.

drink

A później!? Woah baby! Minigolf! Co za zabawa! Z 17 dołków w sumie było? Chyba jakoś tak. Na początku rozklepałem Zdziśka i Marysię. Ja 14 uderzeń, Zdzisiek 23, Marysia 22. Czy jakoś tak. I trafiliśmy na cholerny dołek numer 7. Zdzisiek pyknął go w 10 ruchach, Marysia w 21, a ja? Kurczaczki, 50!!! Później się gra znowu wyrównała. Prowadziłem na każdym dołku o 1, góra 2 uderzenia. Już myślałem, że nie dam rady. Ale ostatni dołek był wybawieniem. Udało mi się w 4 uderzeniach umieścić piłeczkę w dołku. I czekałem cierpliwie na towarzystwo. Po 18 nieudanych próbach Zdziśka nastąpiła gloria! Marysia już wcześniej odpadła z gry o pierwsze miejsce. Ale gra przednia. Polecam.

I tak fajny dzień. Tu podjedziesz, tam podjedziesz. Tu chillax, tam chillax. Tu #skubskub, tam #skubskub. Super dzień. Dzięki Marysia i Zdzisiek!

No i po 21 patrzę i się cieszę. A niech się teraz Duda poci i martwi. Wynik jest dobry. Mam nadzieję, że za 2 tygodnie nastąpi wypad.

Aha, jedna ważna rzecz. Komary się pojawiły! I ssą jak dzikie!

 

job twoju mać

Czyli zaczynam się bać na serio. Już mi donoszą, że sondaże najnowsze na korzyść Du*y mówią. Że KO daje dupy, jak PO wcześniej. Że nie potrafią wygrać wyborów.

Wczoraj spotkałem się na takim spotkaniu ni to służbowym, ni to biznesowym.

Zeszło na politykę w końcu. No bo przecież, my Polacy się znamy.

I tu mię uderzyło.

Andrzej jest najlepszy. Tylko Duda

Pytam się grzecznie

– panowie, serio?

– tak. Andrzej jest super

– a PiS i ten koleś z Żoliborza?

– Jarosław jest super

 

Skończyłem dyskusję z kolegami. 2 litry wódki na 3 robi swoje. Ale dziś, tak na trzeźwo pomyślałem, że takich kolegów jest więcej i cholera go wie, może ten Andrju wygra?

Cały czas myślę o tym WyPADzie – niech spada.

Grrr

prywatki

czyli takie małe moje prywaty. A żebyście wiedzieli co żem ja za człowiek i co myślę natenczas.

Pierwsza moja prywatka, to chciałbym skorzystać z okazji i pożyczyć wszystkim Anetom wszystkiego dobrego dziś. Także wszystkiego dobrego Aneciu. Niech owocu Twego żywota nie jeZUS.

I aha Aneciu! Nigdy nie odpisałaś mi, czy hajs dotarł. Dotarł? – taki ciąg dalszy prywatki.

 

Druga moja prywatka, to fakt zakończenia średniej edukacji przez mojego starszego Bąbelka będącym moim synem chrzestnym. Może mu łeb konia posłać z okazji zakończenia liceum, hmm? Dziś miał młody egzamin maturalny z WOS-u. Ponoć były zadania. Pytam się go „ale jakie zadania? Ile w 1986 roku było 2+2?”. No uśmiechnął się. Chyba nie do końca ojciec chrzestny skumał ten egzamin. Za moich czasów był polak, matma i język obcy. Ale jak wiadomo czasy się zmieniają. Dla utrudnienia, oprócz wyboru odpowiedzi należało uzasadnić swój typ. Łatwe! Jakież to utrudnienie?

Wybieram odpowiedź B, ponieważ uważam, że to jest dobra odpowiedź

Chyba jednak nie kumam idei egzaminu z tego przedmiotu.

Za moich czasów, dowcipy w mat-fizie krążyły takie:

Wychodzi fizyk zza rogu, a tam stała Plancka

Od razu prostuję, że nie kumam tej wielkości fizycznej. Nigdy nie kumałem. Wiem tylko, że to była stała.

 

Trzecia moja prywatka, to wybory. Oj gotuje się Budyń, gotuje. Od jakiegoś czasu korci mnie, żeby zrobić transparent i pójść w okolice Hotelu Bristol (na lewo dokładniej). Jedno słowo byłoby tylko nań:

W y – P i e r r e – * a l – a j

 

(oh, taki troszkę z francuskiego pociągnięty bon mot. Może Pierwsza Dama skuma, bo ponoć zna jakieś tam języki. Germański – francuski, jeden pies)

 

No ależ nie idźmy tą drogą. Mówmyż stanowcze NIE mowie nienawiści. Nie wchodźmyż w narrację suwerena naszego.

Już pisałem kiedyś, że mój ulubiony kolor to transparentny, także ten baner za mną chodzi i chodzi.

O ile Bredzisław Komorowski mnie drażnił mową i wyglądem swoim, to ja zawsze mogłem wyłączyć TV, zamknąć radio i internety, i PBK (Prezydent Bronisław Komorowski) dla mnie nie istniał. Nie było go. Nie szkodził aż tak bardzo krajowi naszemu. Gul mi nie chodził. Ale w przypadku PAD-a (Prezydent Andrzej Duda), no nosi mnie. Wiem, że ta jego fałszywie uśmiechnięta gęba tam jest. W Lublinie (bodajże) go ładnie przywitali:

Andrzej Duda, to obłuda

Ładne, ale za długie. Moja druga myśl na transparent była taka … po naszemu:

Wyjobwuj Andrusza

Ale mam podobne obiekcje, co w przypadku pierwszego hasła. Nie zniżajmyż się do tego poziomu.

I dziś wyszło słońce! Ktoś ładnie napisał w komentarzu

wyPAD 2020

Toż to to! W punkt! Samo sedno! Nie można lepiej.

 

Nie jesteśmy ideologia

Nie jesteśmy głupi

Nie jesteśmy naiwni

Jesteśmy zakłopotani

Jesteśmy niemile widziani

Jesteśmy tym zmęczeni

Jesteśmy obrażani

Nie, nie jesteśmy tobą

Uff

(taka parafraza wiersza-odpowiedzi na wypowiedź Budynia w sprawie LGBT napisanego przez Matyldę Damięcką)

Lepiej Gdy Będzie Trzaskowski

 

Wczoraj do północy nasi Towarzysze i Towarzyszki, Obywatele i Obywatelki, Bracia Rodacy mogli zapisać się na korespondencyjne wybory. Ponoć marne szanse, żeby na czas głosy doszły, no ale ponoć 279 000 naszych postanowiło wziąć los w swoje ręce. Między innymi w Katarze nie będzie można głosu wysłać. No szkoda. Kicham na Katar.

To jak, pomożecie?

« Older posts

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑