Tag: bonifacy

07 zgłoś się

Nie, to nie będzie o najlepszym serialu na świecie. Choć …

Mało osób wie, że jestem gigantycznym fanem przygód porucznika Borewicza. A zdradzę, że pani prof. ze Szczecina jest chyba gigantyczniejszą!

Ileż to my razy ten serial oglądali razem. Ja u siebie, a uczona przyjaciółka u siebie. Ile się nakomentowaliśmy o fryzurach i strojach sierżant Ewy. A o Sławku ile? Że bystrzacha, że taki bon vivant. Że jakimi mądrościami sypie. I tak dalej. No normalnie z panią profesor taki Sherlock i Holmes byliśmy, jeśli chodzi o serial.

Dawno, dawno temu, mój kolega z bloku spotkał pana Bronisława Cieślaka na Mazurach. Był z córką Kasią. Kolega oko nawet zawiesił, czyli dziecię porucznika musiało być w podobnym co mój kumpel-sąsiad wieku. Ponoć szalenie sympatyczny pan aktor, człowiek znaczy.

Serial oglądałem z tysiąc razy. Ale za każdym razem coś nowego odkrywa(łe)m. I donosiłem pani profesor ze Szczecina. A ona tylko przytakiwała swoim uczonym „mhm”.

Okazuje się, że pani aktorka Elżbieta Kijowska grająca prokurator Zofię Ołdakowską często się kręci w mojej okolicy i przy ulicy Dolnej. Musi z Moko, tak jak ja. Sąsiadka znaczy.

Za którymś razem, bodajże 865, usłyszałem jak Sławek jakieś dziuni, co do niego na chatę chce wbić, podaje adres. O jeżu! Sobieskiego 70! Toż to obok mnie. Tylko w serialu porucznik mówi „aleja Sobieskiego”, a teraz jest ulica. Ale może kiedyś, jak nie było Miasteczka Wilanów, a nowa Sadyba i Stegny dopiero co powstawały, to może to była aleja (topolowa aleja). Moi sąsiedzi, a właściwie kolega, bo żona przyjezdna, mówią, że tam gdzie niby Sławek mieszkał i ja, to kapusta rosła, strefa zalewowa Wisły była. Ale to były lata 60. Mój blok oddano do użytku w grudniu 1969, czyli umówmy się w latach 70.

W internetach jak widzę kwizy z serii „czy dobrze znasz serial 07 Zgłoś się?”, to bez zastanowienia je wypełniam. Taki fan jestem.

Także żegnaj panie poruczniku Borewicz. Obejrzałem nawet 2 epizody na VOD w dniu Twego odejścia. Będę często wracał do Pana przygód.

Ja nie o serialu, ja o starych czasach. MO, czyli Milicja Obywatelska.

W końcu zainstalowałem sobie apkę MObywatel. No bywa się to tu, to tam, to wypadałoby mieć. Milicja w sumie w Wolsce znowu jest, więc wszystko się zgadza. Fajna ta aplikacja. Dzięki Panie od Państwa z Europy na K. za inspirację.

Czekam, aż mi wbiją certyfikat szczepienny. Ula z Nowego Dżerzeja mi dziś podesłała link do artykułu, że jak jesteś zaszczepiony, to możesz żyć jak dawniej. Może by się tak przelecieć? PO-bywać to tu, to tam? W Teksasie jakieś ciekawe rzeczy się dzieją. Jak nie strzelanina (Austin), to tygrysy na ulicę wychodzą (Houston). No może. Pożyjemy, zobaczymy. Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem, czy coś lata za ocean. I czy dadzą nam jakieś certyfikaty w języku inglisz, żeby na lotnisku JFK pan oficer skumał, że mam ochronkę. No zobaczymy.

Oczywiście na sam przód zainstalowałem swoje dokumenty tożsamości. Prawo jazdy i stan punktów karnych. Po raz kolejny pokazuje mi stan zerowy. Ale teraz aplikacja zsumowała się i wyświetliła mi 3 możliwe powody czystego konta:

– nie mam punktów

– punkty są nienaliczone jeszcze

– przekroczyłem limit 24 punktów

– nie mam uprawnień

Hm, to 4 powody.

Już od dawna powtarzam, że muszę chyba w końcu zrobić te prawo jazdy (mrugnięcie oczkiem).

A może mi się punkty skasowały? W lipcu 2020 dostałem liścik ze zdjęciem, że 18 marca ktoś po ul. Grójeckiej o 36 kmh za szybko jechał. Oj tam, oj tam. 86 kmh to nie jest tak prędko znowu. Przesadzają te fotoradary. Żeby od razu fotki robić. Nieuczesany wtedy byłem. Odesłałem oświadczenie dzień po i we wrześniu oficjalnie mandat przyszedł. Także nie wiem od kiedy swoje konto punktów karnych rozdziewiczyłem – w marcu (bo złapali mnie na gorącym uczynku)? W lipcu (bom się przyznał w oświadczeniu)? We wrześniu (bo oficjalny mandat dostałem)?

Dowód osobisty też się “zaciągnął”, jak tylko zalogowałem się przez profil zaufany. Dobra ta Wolska Cyfrowa! Wszystko mam teraz w telefonie. Taki … kompaktowy już jestem. XXI-wieczny. Drzewiej, jak się na miasto szło, to kieszeni brakło: klucze, fajki, zażygałka, portfel, telefon. A teraz? tylko telefon i klucze. Może sobie kupić klamkę na kod? Wtedy to i kluczy nie trzeba będzie mieć. Choć pamiętam jedną sytuację. Jedyną, jak na razie sytuację. Szedłem do Państwa z Europy na K. i tak pomyślałem, że po co mi te klucze? Telefon wystarczy. Wezmę jeden tylko klucz (na kółeczku miałem wtedy 7 kluczyków – wejście do bloku, skrzynka na listy, wejście na korytarz, drzwi pierwsze górny zamek, drzwi pierwsze dolny zamek, drzwi drugie górny zamek, drzwi drugie dolny zamek. No to sami porachujcie ile tego miałem. Pomyślałem wtedy, że w sumie nieopodal idę, to zamknę chatę na jeden spust i już. Dwoje pierwszych drzwi (blok, korytarz) otworzę kodem na domofonie. Ale coś mnie tknęło, że nie jest w sumie tak ciepło, to odziałem się w coś, co miało kieszenie i klucze mogłem schować. Czyli żaden to ambaras był. Wracam ja ci lekko chwiejnym krokiem przed 3 rano, a tu awaria domofonu! O jeżu pod drzwiami bym spał! Ale miałem nosa. Od tej pory jak wychodzę gdzieś na dłużej albo do Słodkokwaśnej, to zawsze, ale to zawsze klucze biorę. W ciągu dnia już nie, bo zawsze można sąsiadów wydzwonić, żeby odkryli drzwi. Ale o 3 w nocy chyba nie wypada, c’nie?

Muszę teraz tylko się zdoktoryzować, czy dokumenty w MO-bywatelu są wiążące w razie jakiejś kontroli milicji. W sumie to prawa jazdy i tak można nie mieć przy sobie. Ale chyba wciąż jakiegoś dokumentu tożsamości wymagają. Hm, no trzeba to sprawdzić.

Certyfikat szczepienny się jeszcze nie pokazuje. Ale to może 18 maja, jak mnie drugi raz dziabną? Pan od Państwa z Europy na K. mówi, że ma w swoim MO-bywatelu. No zobaczymy. Dlatego w sumie właśnie ściągnąłem tę apkę.

A dziś 14 maja. Zimni Ogrodnicy. Imieniny Bonifacego i … No a kto mieszka przy ul. Św. Bonifacego? Ożesz halabarda! Ponoć jakiś święty, Apostoł, patron … pierwszoklasistów hehehehehehehe. Rzeźników? O, to już lepiej 🙂

 

łobuzy czerniakowskie

ostatnio dowiedziałem się, że mój znajomy książki pisze! I to jakie. Przewodniki. I filmuje się, i gwiazdorzy na youtubie.

Oczywiście przesadzam bardzo, bo te książki to chyba raptem jedna pozycja, a tych filmów to też nie Bóg wie ile, tylko 3, ale o dwóch miejscach tylko.

Album kolega wydał o zabytkowych miejscach na Mazowszu i Podlasiu. Czyli jakby dla mię to dzieło stworzone! Jakżem tylko się dowiedział, że takie cudeńko jest, to od razu pobiegłem do wydawnictwa Arkady i nabyłem. I powiem tak, podziwiam, bo to naprawdę wymagało dużo pracy, czasu, podróżowania i wiedzy. A kolega nie jest samochodem.

Nie będzie niespodzianką, że na sam przód przewertowałem paginy o Moko i Białym!

Niestety książka z gumy nie jest i przebrane są te zabytki, ale i tak miło się patrzy i czyta.

Na Moko moim oczom ukazał się zespół sakralny zakonu Bernardynów przy … ul. Bernardyńskiej. No co za zbieg okoliczności. To tak, jakby Maciej mieszkał przy ul. Św. Bonifacego i razem ze zwykłym Bonifacym imieniny obchodził. No korelacja równa 1!

Filmiki nie cieszą się dużym zainteresowaniem. Raptem od 7 do 15 wizytacji. Oczywiście i ja obejrzałem i dałem kciuk w górę. Mała uwaga – więcej bym się skupił na zabytkach niż na mówiącym. Kolega prawie cały czas w kadrze.

No i te dwa filmiki są o kościele pw. Św. … Bonifacego z Tarsu w Warszawie i o klasztorze oo. Bernardynów. No to chyba nie muszę uzasadniać czemu dałem kciuki w górę.

 

Cholera! 3 dzień z rzędu zapominam kupić szampon! A to wszystko dlatego, że mam lodówkę pełną po świętach i do sklepu nie muszę chodzić. Dobrze, że te żele są 3w1 i w sumie są wszystkomyjące.

 

Wstyd mi się przyznać, ale nigdy nie zainteresowałem się bliżej tym zespołem. To znaczy zwraca on moją uwagę, gdy często mijam, bo to raptem kilkaset metrów ode mnie, ale nigdy nie chciałem spenetrować. Raz czy dwa zrobiłem jakieś artystyczne fotki temu zespołu i wrzucałem chyba na instastory. Dziś postanowiłem przyjrzeć się z bliska. Idzie się wzdłuż Powsińskiej, która za Gołkowską przechodzi już w dosyć długą Czerniakowską. Czyli tu zaczyna się Sadyba i kończy Czerniaków. Na sam przód możemy podziwiać długi, niczym chiński mur, mur. Tylko ten nasz jest biały, czyli w kolorze sprzyjającym graficiarzom. Mur wydaje się ciągnąć i ciągnąć. Cały biały, niby nic ciekawego. Aż tu raptem oczom moim, w niewielkim odstępie, ukazują się dwa ogłoszenia parafialne.

No co za cholerne łobuzy! Niech sobie sami u siebie w domu ściany pomażą. Nie podoba mi się takie szpecenie budynków.

Ale jak wszyscy wiemy, gay po angielsku to … wesoły.

A kościółek okazał się zamknięty. Hm, cóż, będę zaglądał jeszcze. Może kiedyś będzie odkryte.

Z Czerniakowa czmychnąłem szybko do siebie na dzielnię. I tam odwiedziłem po raz pierwszy ciekawe miejsce. Widziałem je już kilkukrotnie, ale jakoś nie było okazji czegoś nabyć.

Teraz padło na Tom Yum z krewetkami w wersji podostrzonej na życzenie klienta. Hm, muszą się jeszcze nauczyć ostrzyć. Ale przyznaję im kciuk do góry. W końcu w daniu z krewetkami widziałem krewetki! Brawo wy! Będę zaglądał.

Kiedyś, nie tak daleko, bo na Stegnach przy Dolince Służewieckiej, zaszedłem na jakiegoś wietnamca. Ryż z krewetkami wziąłem. Specjalnie postanowiłem ogonki zostawiać na talerzu. Po skończonej uczcie nie naliczyłem się za bardzo, bo tylko do 3. Zwróciłem uwagę, że to jest nie w porządku. Cena ni jak miała się do liczby krewetek. To mogłoby się nazywać „ryż z warzywami”. Ale Wietnamska pani tylko wzruszyła ramionami. I to był mój trzeci raz w tym miejscu – pierwszy raz, ostatni raz i o jeden raz za dużo.

macio bonifacio

Z ciekawostek o Warszawie. Numeracja ulic leci zgodnie z biegiem Wisły w przypadku ulic równoległych. 

Jeśli ulice są prostopadłe, to numery rosną od rzeki. To teraz pytanie: Dlaczego św. Bonifacego ma taką dziwną numerację? Numery rosną „do rzeki”.

Nie, ten balonik, to nie jest mój dom. Bliżej cmentarza mieszkam.

Ja naprawdę wyglądam jak z filmów o bohaterze z Transylwanii. Uszy mi odstają. Maseczka w buzie ciśnie. Jak żyć. Do rzyci z takim życiem.

Z ciekawostek o moim życiu. Uprzedzam, że ja bardzo wierzę w takie zbiegi okoliczności, takie fatum, takie zrządzenia losu. Niedaleko mojego wcześniejszego domu w Białymstoku była ulica Buska. Teraz, na Sadybie, parę kroków ode mnie jest ulica … Buska.

Rok 2000. Umówiłem się z panem z Europy na K., że pójdziemy na kręgle. Taki wtedy był czas i moda na ten sport. Drogi sport i ciężko było coś znaleźć. Padło na Sadybę Best Mall. Przypominam, że do połowy 2004 roku nie mieszkałem w stolicy. Daleko ta Sadyba. Psy wiadomo czym szczekają. Oczywiście nie było wolnych torów. Stoimy czekając na autobus. I tak sobie myślę:

Co ja tu robię? Co to za zadupie? Daleko. Obok jakiś cmentarz. Ciemno wokół. Pusto. Beznadziejne miejsce.

Po kilkunastu latach mówię, że to moje miejsce na Ziemi. Wszędzie jest blisko. Co prawda nie ma tramwajów, ale komunikacja jest sprawna. Do stacji metra 8 minut. Autobusem do centrum – 20 minut. Nogami do Wilanowa raz dwa. Do Łazienek chyba ciut bliżej. Super ta Sadyba.

Kiedyś czytałem na gazecie jakieś lęki faceta. Lat 40. Że się boi, że w domu straszy, że blisko cmentarza mieszka i pewnie jakieś duchy go nawiedzają. Ja wtedy miałem z lat ze 30. I obśmiałem kolesia. I jeszcze pomyślałem, że co za baran kupuje mieszkanie koło cmentarza.

Teraz, jestem ciut starszy i jak sami zauważyć możecie – w moim mieszkaniu straszy. A cmentarz mam z 200 metrów od bloku.

Czyżbym to ja pisał wtedy z przyszłości?! 

Naprawdę muszę szybko znaleźć jakiegoś psychologa, albo psychiatrę.

Żarcik.

Lubię Sadybę, lubię tę moją ulicę św. Bonifacego. Nie boję się tych moich duszków. A cmentarze lubię. Tylko akurat po tym moim się ciężko chodzi, bo tak nawtykali tych grobów, że czasem przejść nie można.

Wracając do ciekawostek z mojego życia.

Jak byłem mały, to imieniny obchodziłem w lutym. Przed urodzinami. Mama w pewnym momencie powiedziała, że przekłada mi moje święto na po urodzinach, bo tak ponoć wypada. Padło na maj. Nigdy nie mogłem zapamiętać, na którego maja.

Przy ulicy św. Bonifacego mieszkam już z … ho ho lub jeszcze dlużej. I dopiero niedawno dotarło do mnie, że Bonifacego i Macieja wypada tego samego dnia. Jakiś zimny (ogrodnik) jestem. Albo drań.

Św. Bonifacy jest patronem kawalerów i nawróconych. A coś mnie ostatnio korci, żeby do kościoła znowu wejść. Ale chyba nie. Z ateizmem lub agnostycyzmem mi do twarzy jak widać. Waham się tylko, które bardziej mi leży. Wczoraj jadłem krewetki na lunch.

 

 

 

 

Przysłowia: 

  1. Pankracy, Serwacy, Bonifacy – źli na ogrody chłopacy.
  2. Przed Pankracym nie ma lata, po Bonifacym mróz ulata.
  3. Pankracy, Serwacy, Bonifacy, każdy swoim zimnem raczy.

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑