Tag: Adele

uf, w końcu, nareszcie

Adele wydaje płytę. W końcu! 19 listopada debiut.

Adele dziś wypuściła singla. Nareszcie! O północy czasu UK.

Adele piosenka na szczęście nie ujęła mnie. Uf!

Nie będzie katowania nową pieśnią.

Ale dzisiejsza premiera „Easy on me” przypomniała mi wycieczkę na Key West. Florydzka wycieczka samochodowa. Dzień po Thanksgiving 2015 roku z lotniska w Miami wyjechaliśmy jeepem Cherokee na cypelek.

Wtedy też zacząłem słuchać country.

A dlaczego to wszystko piszę dziś i pamiętam? Bo wtedy w radio amerykańskim katowano nas aktualnym przebojem Adele. Hello zapowiadało trzeci album Brytyjki – 25.

Ciekawe czy tym razem też tak zajadą nową piosenkę artystki. Szkoda, że nie będzie mi dane tego sprawdzić w USA.

W końcu kupiłem angosturę. Małe, a drogie cholerstwo. Czas zacząć robić w domu whisky sour. I tu … pech. Nie umiem. Nie smakuje tak jak w barze. Jakiś cienki mi wychodzi. Peszek. Wysłałem fotę do sąsiadki Ani, a ta mi od razu napisała – więcej lodu! No tom dodał. Ale nadal jakiś taki nie taki.

Słodkokwaśna w końcu mi zakomunikował, że otwiera swoje kanapeczki Banh mi. W końcu! Nareszcie! Będę chodził, bo najlepsze na świecie to kanapeczki są. Jadłem w kilku miejscach, to mam porównanie. I teraz jestem pewien, że jak zamówię „na ostro”, to będzie właśnie tak!

Mniam!

A w Warszawie tygrys na rowerze jeździ po porannych ulicach. Na szczęście to jakiś pluszak. Uf!

 

 

3/5/7

Nie, nie ul. Myśliwiecka 3/5/7, ale radio 357.

 

Słuchałem Trujki po tych zamieszkach majowych. Broniłem Trujki. Nawet jak odpalił się Nowy Świat, to trwałem. Bo trzeba być na dobre i na złe. Większość uciekła.

Nowy Świat mnie na kolana nie rzucił. Podsłuchuję sobie. Ale chyba wciąż Trujka była częstszym gościem. Do 5 stycznia A.D. 2021.

Nie ma już innej częstotliwości dla mnie. No może to złe słowo, bo Radio 357 jeszcze na FM nie nadaje.

Nie wierzyłem, że uda się stworzyć coś wtórnego. Że da się Trójkę odtworzyć, skopiować. Ale od kilu dni słucham i się nie mogę oderwać. Zastanawiam się nawet na wysokością finansowania tego cuda. Bo to, że patronem będę, przesądzone już jest. Pomyślimy. Może 35,7 zł miesięcznie?

 

I też muzyka na nowo staje się przyjemnością.

Zasłuchuję się w … Taylor Swift. Mówiłem Arkowi-Zegarkowi, że jej letnie dzieło „Folklore” jednym uchem wpada, drugim wypada. Jakbym słuchał jednego, bardzo długiego kawałka. Ale zimowy „Evermore” mnie oczarował. Słucham i słucham. Nawet niektórzy radiowcy są zadziwieni.

A pani Taylor, jako jedyna ma już pięć albumów, które okazały się najlepiej sprzedającymi się w ciągu danego roku. Adele ma takie cztery osiągnięcia. Ale tylko z dwoma krążkami. Jej 21 okazał się najlepiej sprzedającym się albumem w 2011 i 2012 roku. A 25 – w 2015 i 2016. A pani Taylor zrobiła to z pięcioma różnymi płytami. Jak widać z takiego kiepskiego country można wyrosnąć i zacząć tworzyć coś innego.

Wróciłem z Kwakowa. Eh, dobrze tak wyjechać z Warszawy. Dosyć miasta. Zwolnienie tempa i doznań jak najbardziej posłużyło. Czas płynie inaczej.

Kolega produkuje nawet dobre wino i hoduje owieczkę i barana. Głupie to zwierzątka. Non stop wgapione we mnie jak przechodzę kawałek od nich. Ale spieprzają, jak jestem obok. Meee, beee.

Co do wina własnej produkcji w Kwakowie, to zaproponowałem nazwę KFUCKOFF. Wydaje mi się, że o wiele to lepsze niż pretensjonalne Wino z Kwakowa, c’nie? Ale napitki kolega robi dobre. Posmakowało wszystkim.

 

Robiłem zakupy w Wierzchowicach. Poproszono mnie, żebym kupił lody. Takie, jakie pani Magda zawsze bierze. Podbijam do sklepu. Zaopatrzenie kiepskie bardzo. Ale pytam się o lody, które zawsze pani Magda bierze. Ekspedientka nawet się nie zdziwiła. Ale i tak powiedziała, że nie ma. W sumie, to żadnych lodów nie było, więc to żadna filozofia odpowiedzieć na pytanie o lody pani Magdy.

Ale fajny klimat. Przypomina mi czasy dzieciństwa.

Pani w Radio 357 rozmawiała z drugą panią o pandemicznym życiu w Gruzji. Inne tempo życia. Nie umawiasz się na konkretną godzinę i nie tupiesz nogą, jak już minuta po wyznaczonym czasie mija, a gościa nie ma. „Wpadnę do Ciebie jutro” – to znaczy nie mniej, ni więcej, że odwiedzę kogoś, jak wstanę (nie przed 11) i wydoję krowy.

Jak ktoś ma urodziny, to nie potrzebuje ani zaproszenia, ani prezentów. W sklepie i tak nic nie ma. A jak jest, to się nie ma pieniędzy. W sklepach najczęściej odbywa się wymiana barterowa. Ja biorę dobro spożywcze na zeszyt, ale jak będziesz przechodził obok, to ci kwiatków nazrywam i wręczę. Eh, życie może być inne.

Ula z Teksasu przysłała filmik, że jej śnieg do basenu pada. Dziwny ten świat w 2021!

dobre rączki potrzebne od zaraz

Lubię zupę tajską. A właściwie lubię zupę z mlekiem kokosowym. Skoro takie mniam i mlask, to pewnie niezdrowe.

Once on the lips, forever on the hips!

Trudno. Nie ma co się hamować, jak jest zachcianka. Raz od wielkiego dzwonu można zgrzeszyć. Krewetków sobie nakupiłem w Lidl, bo coś nawet nie drogo było.

 

To już będzie 6 lat, jak zrobiłem remont mieszkania. To już chyba będzie trzeci raz wspomniane w ostatnich trzech wpisach. Przed metamerfozą pozbywałem się rzeczy, w tym płyt CD. Myślę, że ze 100 krążków poszło na klatkę. I ktoś je sobie wziął.

Teraz mnie znowu naszło, żeby przewietrzyć szafkę z muzyką. Nie słucham CD. Od 7 lat wszystko jest na streamingu. No chyba, że Tom Waits i Marillion. Oni zawsze na CD. Myślałem nawet o tym, żeby tylko ich zostawić, a reszty się pozbyć.

Nie wystawiam już nic na OLX, bo ludzie nie doceniają. Dam na ten przykład zestaw 5 płyt za 20 złotych, to się za chwilę jakiś zapyta, czy za 15 pójdzie. Albo druga – a ile za 4 płyty?

Rower też patrzyłem i wychodziło mi, że za 300 zł mógłbym wystawić. Ale nie chce mi się użerać i opuszczać ceny. Pewnie za jakieś 150-200 by poszedł. To wolę jednak oddać Słodkokwaśnej. Niech ze swoją panią popedałuje w nieznane, do lasu, w siną dal.

Także nie chce mi się z ludźmi użerać. Wole oddać towar w dobre ręce. I właśnie dobrych rąk poszukuję. Jakby ktoś szłyszał, wiedział, to niech powie o mnie i mojej wielkiej akcji oddawania CD.

38 płyt lekką ręką nazbierałem. Waham się jeszcze co do Madonny, Edzi Bartosiewicz i Coma’y. Ale z sentymentu zostają na razie.

No i proszę ile miejsca mi się zrobiło w szafce! Taki spryciula jestem. Istny space saver!

IMG_4794

Uwaga! Zanim dobre rączki dostaną dobrą muzykę, pozwoliłem sobie przesłuchać tych wybrańców. Uczciwie postąpię. Posłucham i jak nic mi nie drgnie, to w dobre rączki.

Zacząłem od A.

Adele – 21

Cholera, chyba zostaje!

Teraz Christina Aguilera i jej retro „Back to Basics”. Cholera, chyba zostanie. Dziewucha nagrała fajny dwupłytowy album. No i miała/(ma?) głos jak dzwon.

Coś czuję, że dobre rączki zostaną puste.

Tak samo mam z szafą. Raz na jakiś czas postanawiam wyrzucić stare ubrania. Albo ubrania, w których już nie pokazuję się.

Nie mam problemu z selekcją. Decyzja jest błyskawiczna. Zostajesz. Out. O, to jak to mam?

Także dosyć szybko na podłodze pojawia się spora kupka ciuchów. I się teraz zaczna.

Ooo, nie chodziłem w tym nigdy, to tak głupio wyrzucać. Założe raz, zobaczę i wtedy ewentualny out

Albo

Ooo, nie, to nie

Albo

Hmmm, trochę już stare i przetarte, ale super wygodne

Albo słyszę

Nieeee, nie wyrzucaj mnie

Nie zdziwię się jak zostanę z tymi płytami, bo wszystko się nagle okaże pięknymi dźwiękami.

Niektóre płyty kupiłem tylko dla jednoego utworu.

Rachel Yamagata – Worn me Down

Shirley Horn – Here’s to Life

Dave Brubeck – Take Five

Candlebox – 10 000 horses

Fatboy – Bad News from Pretty Red Lips

Muzykoterapia – Winobranie

Incarnations – Rebeka

 

Mam nadzieję, że dobre rączki się nie zgłoszą i nie będzie bólu oddawania.

cześć z drugiej strony

czyli Hello from the other side.

Zmieniamy czas i Polskę w ten weekend. Ale chyba o tym drugim sza, bo cisza przedwyborcza jest i nie chciałbym otrzymać mandatu za nagabywanie.
Hm, teraz tak sobie myślę, że i w robocie zmiany będą.
Adele wydała singla i za chwilę ukaże się jej płyta. Ma dziewucha głos. Choć pani inżynier ze Szczecina coś nie leży to vibrato, r+b jej zalatuje. No nie wiem, może głos drży bo zimno jej było. Nad płytą 21 zachwycałem się nie tylko na tym blogu. Słuchałem często piosenek z mp3. Później postanowiłem kupić fizyczną płytę. Heh, ani razu jej ni odsłuchałem. Ale chyba remont przetrwała, nie wylądowała na klatce.
A propos giełdy wymiany towarów, która odbywa się niezobowiązująco się na mojej klatce …

IMG_3037

Cóż. Jedzenie kiedyś ludzie oddawali. Ja jakiś za niekumaty jestem, bo nic nie udało mi się chapsnąć oprócz dwóch kryminałów z serii „zabili go i uciekł“. Ostatnio ktoś oddaje gazety – polityka, uwarzam rze, i tym podobne. Wychodzę palić myśląc, że jak za 3 minuty będę wracał, to se wezmę. No i za każdym razem okazywało się, że ktoś był szybszy.
W bloku mamy jakiegoś wariata, a nawet i dwóch. Jeden z jednej strony poluje na ludzi, a drugi z drugiej strony (from the other side) poluje na auta. Jako żem nie zmechanizowany, to nie interesuje mnie ta druga strona. Ale, bo zawsze jest jakieś ale, wczoraj paliwszy poprzyglądałem się drugiej stronie. No trzeba umieć trafić w auto cebulą lub młotkiem. Odległość jest nawet nawet i drzewa skutecznie powinny blokować rzeczy oddawane z okna. Ponoć jakiś bałwan na 3. piętrze wynajmuje mieszkanie i sobie rzuca.
Z mojej strony ktoś pozbywa się różnych rzeczy – wody w butelce, chleba, przetworów itp. Częstotliwość – coweekendowa akcja. W ubiegłą sobotę ten ktoś się rozrzucał. Zawsze była to jedna, dwie rzeczy na weekend, a teraz to hurtowo wylatywały dobra. Zadzwoniłem w tygodniu do dzielnicowego. Hm, szkoda gadać. Jak komuś się krzywda nie stanie, to oni nic nie mogą zrobić.
„A co? Mam pukać do każdego i się pytać, czy to pan rzuca?“
no pewnie, że nie, bo nikt się nie przyzna. Ale bo zawsze jest jakieś ale, jego rada też błyskotliwa nie była. Sugerował napisać do administracji, żeby na każdym piętrze kartkę wywiesili o nierzucaniu.
Muszę chyba pana dzielnicowego przeprosić, bo jak na razie cisza, a już jest wczesna sobota. Za chwilę pójdę sprawdzić aurę i zobaczę, czy nic nikomu nie wypadło.

A propos Adele jeszcze. Bardzo nie lubię piosenki Lionela Richiego „Hello“. No nie grał on nigdy u mnie, nie gra i grać nie będzie …

 

if i can make it here, i can make it anywhere 10 maja 2012

Na wstepie musze zaznaczyc: nie czytalem tego co napisalem, wiec sorki za bledy i glupoty. Po drugie – zdjecia przebralem tylko raz. Nie mam czasu. Moze pozniej to wszystko poprawie.

Zaczynamy:

Ponoc tak mowia. Jesli uda ci sie w tym miescie, powiedzie ci sie wszedzie. Cos w tym jest. Nic dziwnego, ze mowia na to miasto przez duze M.

No niemozliwe sa te autobusy. Dzis czytam na portalu NJ Transit, ze sa jakies kilkudziesieciominutowe opznienia w zwiazku z remontami tunelu i dworca. Pomyslalem sobie, ze pojade wobec tego 175 na Harlem. George Washington Bridge Bus Terminal co prawda 130 kilka ulic wyzej ale co tam. Metro ekspresowe i bede szybciej. Czekam, stoje i … przyjechalo 164, ktore mialo byc albo ciut pozniej, albo duzo, duzo wczesniej. Jade na PABT. Zobaczymy.

Wczoraj sie ogolilem, ale zostawilem sobie blond rudego i rzadkiego wasa. Wygladam jak klasyczny redneck.

Wczoraj uslyszalem Gotye po raz pierwszy. Ale z mojej mp3, wiec sie nie liczy. Dziwie sie, ze tego nie graja czesto. Rekordy bije ta piesn. Numer 1 w kraju, na liscie dance, klubowej i alternatywnej (po raz 10 zreszta, bijac dziewieciotygodniowy rekord The Goo Goo Dolls chyba).

Za to “tonight, we are young, so let’s set the world on fire” lecie non stop.

Ogniu krocz ze mna? Motyw ognia w modzie. “I’ll set fire to the rain” spiewala nie tak dawno Adele, a teraz ci chca zjarac swiat. Kazik, za Tomem Waitsem, tez spiewal “hej ptaszku, mam wiadomosc zla. Twoj dom sie pali, a dzieci same sa“. Czyli “hey, little bird, fly away home. Your house is on fire and children all alone“.

A propos Adele. Mowia, ze od 63 tygodni, czyli od debiutu, jej 21 nie opuscil top10 najlepiej sprzedajacych sie plyt w USA. I teraz, w zwiazku z niedzielnym dniem matki, oraz faktem braku spektakularnych nowosci, moze po raz 24 byc na szczycie zestawienia najlepiej sprzedajacych sie plyt. Zuszka! Brawo!

Czemu trzesie, jak zaczynam pisac, a przestaje, gdy odkladam dlugopis?

Wyszedlem z dworca, pstryknalem fotke PABT (to najbrzydsze zdjecie to Port Authority Bus Terminal) i zjadlem sniadanie w Subway‘u. Pan zapytal skad ja – polski? Bo zobaczyl na karcie nazwe banku, wydawce karty kredytowej.

Bez ceregieli wbilem sie na 5 aleje i ide w dol zolnierskim krokiem, do Washington Square Park. Teraz przycupnalem sobie w parku przy Flatiron Building.

Park Waszyngtona fajny. Duzo pasywnych ludzi, ale tez i sporo przechodzacych turystow. Wyjatkowo malo dziwadel dzis. Lece pod dom Przyjaciol.

Tak! Washingotn Park, to to miejsce, w ktorym graja w szachy i … jaraja trawe. Uwielbiam Greenwich Village. Niech mi zaden Rumun nie mowi, ze to jakies pedalskie miejsce jest. Urokliwe i z klimatem jak dla mnie. Znalazelm sklepik z muzyka i costam kupilem.

Aha, wyzej, na 5 alei uslyszalem po raz pierwszy oficjalnie Gotye w USA. Juz chyba nie glosuje na to w Trojce.

Teraz przysiadlem na chwile w Father Demo Sq i patrze na mapie gdzie mieszkali Przyjaciele. Jakis starszy pan obok mnie myje zeby.

Zrobilem kilka dziwnych zdjec z nienacka ludziom na ulicy, ale temu panu jakos sie nie odwaze. Dzieli nas pol metra.

Alez tlum sie zlecial na Bedford i Grove Street zobaczyc dom Przyjaciol! Kolejka do robienia zdjec. Miejsce bardzo zaciszne, kolorowe, klimatyczne. Waziutkie chodniki wysadzone drzewami. Pieknie.

Ide w kierunku mostu. Wlasnie uslyszalem Michaela Jacksona! Taki pan lekko po czterdziestce szedl, i nie patrzyl przed siebie, i szturchnal mnie w aparat. Rownoczesnie powiedzilismy “i’m sorry“. pan dodatkowo polozyl dlon na sercu, ale palce mial rozcapierzone (?), czyli nie mowil prawdy. Ale za to jaki glos!? Jak u chlopca! Pozniej Michael Jackson zwrocil sie do policjanta – Spring Street? Pan oficer pokazal w kierunku poludniowym. Michaelowy glos jak nic.

W USA wszystko jest albo na wschod i zachod albo polnoc i poludnie. Latwo i wygodnie. A nie tak jak w Polsce – pojdzie pan prosto, pozniej w lewo i w drzewo.

Maly odpoczynek przy 26 Federal Plaza. Vis-a-vis miesci sie Arome Cafe. Mam lekkie deja vu. Dwa i pol roku temu tez siedzialem tu, popijajac niedobra kawe, i jedzac cup cake‘a, i piszac blog. Nic dwa razy sie nie zdarza. Tym razem nie zaszedlem tam, tylko siedze i po prostu pisze blog.

Most juz tuz tuz, czyli most almost.

Brooklynski Most od strony Manhattanu w restauracji. Widoki slabe i na dodatek zaczal padac deszcz. Brooklyn Bridge Park jakis inny, odmieniony, ozywiony. Kiedys to bylo kawalek trawy i lawki. A teraz sciezki, zadbana zielen, laweczki. Fajnie. Szkoda tylko, ze nad glowa z tylu huk z Mostu Manhattanskiego ogromny.

Ide za drugi most. Slonce wyszlo!

Swiat piekniejszy jest niz brooklynski most

Kwestia gustu.

Zjadlem przepysznego brooklynskiego loda waniliowego i opalam sie w parku, ktory widac w pierwszej scenie ostatniego filmu Romana PolanskiegoRzez. W koncu otworzyli ten park, bo ile razy tu zachodzilem, to zawsze bylo cos.

Jakis hiszpanski wazon zerka na moje zapiski z telefonem wyciagnietym w moja strone. Pewnie skanuje i tlumaczy w google translatorze.

Musze przerwac przepisywanie, bo wrocil pan i jedziemy do lesbijskiej restauracji. Lebanonskiej? Libijskiej?

Krotko na temat parku po stronie Brooklynskiej – pieknie! Poza tym Manhattan robi wrazenie i za dnia, i za nocy.

Widze, ze maja water taxi. Chcialem sie skusic ale statek odplynal gdzies w kierunku Staten Island albo Ellis Island. A mnie trzeba na Manhattan.

Polozylem sie na trawie, wyjalem mp3 i patrze na wyspe. Czego by tu posluchac? R.E.M. “Leaving New York? Nie! Zbyt dolujace. Tom Waits? Wybierzmy losowo. Everyday i’m shuffling.

John Mayer “Belief”!!! Spooky. On mi sie zawsze kojarzyl z Miastem! Albo ta piosenka albo “Waiting on a World to Change” ma video z NYC!

We’re never gonna win the world

We’re never gonna stop the war

We’re never gonna beat this

If belief is what we’re fighting for

Pozniej bylo:

+ Brodka – nie polubisz mnie, mej koszuli pstrosci. Zblizysz sie o krok, porachuje kosci

+ Will Young “Come on”

+ o prosze jest! Adele “Someone Like You”. A tak za mna chodzi caly wyjazd “Rolling in the Deep

+ Waglewski, Malenczuk, Fisz, Emade – Wszyscy artysci to wojownicy

+ Mark Lanegan “St Elegy Blues” – ale juz wyszukany specjalnie

+ Tom Waits – tez wyszukany

Znowu taxi wodne plynie. Jednak na Staten Island ludzi wiezie. Nie po drodze mi. Mark Lanegan brzmi na Brooklynie tak samo oblednie jak pod rzeka Hudson. Patrze sobie w niebo i nie widze, zeby lecial samolot. Za to helikopter za helikopterem. Zakaz latanie samolotow nad Manhattanem po 9/11.

A nie! Water taxi skrecila jednak i plynie na Ellis Island. Jakos nie mam zyczenia statuy od dolu ogladac. Mam kupe zdjec z promu Staten Island Ferry.

Tom Waits ma dzis swieto. Zaspiewal mi dwa razy – “Jockey full of Burboun” oraz “Bad As Me“. Zachmurzylo sie. A myslalem, ze tylko Marillion ma taki negatywny wplyw na aure.

Przez most wracalem juz predko. Nie wiem co jest ale zawsze mam z tego miejsca kilkaset zdjec. Tym razem w drodze powrotnej juz nie pstrykam.

Udeptanym dzis jak nigdy. Juz 15 km na liczniku, a ja chce jeszcze. To teraz Wall Street i Battery Park.

W drodze powrotnej rozgryzlem water taxi. Przeplywa tylko atrakcyjnie obok statuy. Sa cztery trasy na Manhattan – do Battery Park wlasnie, na 34 ulice od strony Hudson river, co mi kompletnie nie po drodze, oraz 2 na East River. Niestety najblizsza taksowka jechala na 34 ulice, a do Battery Park bedzie dopiero za godzine.

Przed wejsciem na most, w drodze powrotnej kupilem sobie jeszcze solonego precla (nie bylo innego) oraz wode Poland Spring. Otrzepalem cala sol, bo nie dalo sie tego jesc. I ot, caly moj lunch. Kompletnie nie chce mi sie tu jesc. Ale w koncu wypadaloby. Nawet chocby pieprzonego solonego precla.

Jakims polskim lalkom zrobilem foty. W parku z kolei ja poprosilem jakiegos, jak sie pozniej okazalo, Brazylijczyka o zdjecie. Wzdluz nabrzeza sa lawki. Minalem kilku blogujacych, bo tez cos w zeszytach zapisywali.

Zejscie z mostu na Manhattan przypomnialo mi ostatni raz jak tu zszedlem. Wrzesien 2009.

In New York. Conrete jungle where dreams are made of

Czyli dyzurne samochody przejezdzajace co chwile i grajace najglosniej jak sie da te piesn. Jak sie pozniej okazalo piosenka roku wg mnie. Jaj Zet i Ala Keys.

No fumar dentro del parque

Damn!

Oblecialem Wall Street i wrocilem pod ex-dwie wieze. Faktycznie dobrze Pani mowila. Wzbite sa jakies nowe budynki. Ale one sa jakby ciut obok. Aha, to chyba na razie tylko jeden budynek jest. Mozna na necie sledzic postepy.

Ostatnia fajka i w metro, i w autobus, i do domu.

Do widzenia Miastu!

packen ist schon gemacht, czyli verpackung ist fest fertig

„śmiszny” jest ten niemiecki. Szkoda tylko, że tak strasznie brzmi.

Właśnie mnie telefon kolegi rozproszył i zapomniałem co miałem napisać. Zapamiętałem tylko, że poprosił mnie o kupienie jakichś Scary Monster Doll dla córek. Widziałem ze dwie sztuki, jak byłem u nich ostatnio. Trzyletnia córka bardzo lubi te koszmarne wersje Barbie.

Ponadto i po najważniejsze, kolega poinformował, że ponoć w sierpniu w Palladium Afghan Whigs zagra. Wskrzeszyli się, czy co? Roztyty Elvis – zawsze i wszędzie. Oczywiście bezzwłocznie dałem halo pani inżynier ze Szczecina.

 

Fryderyki rozdali. Nosowska po raz 30. nagrodzona. Zaśpiewała swoją „Nomadę” i wyglądała jakby miała wielki sutek na głowie.

Jaki shołbiz, takie nagrody – taka konstatacja wczorajszej gali. Jak Adele w 2011 roku zaśpiewała „Someone Like You” podczas Brits Awards, to od razu wystrzeliła na pierwsze miejsce piosenek w UK. Jak Adele w lutym tego roku zgarnęła zillion Grammy, to trzy jej single wskoczyły do TOP 10 singli w USA. A w Polsce? Co innego słyszysz w radio, a co innego widzisz na Fryderykach. Aż się czasem dziwię, że ktoś płytę wydał, albo, że ktoś taki jest na polskim rynku muzycznym.

Aha, zakupiłem już na Amazonie sześć płyt. Może dzięki mnie Adele wróci na 1. miejsce sprzedaży płyt w USA. A może Mark Lanegan ja wyprzedzi?

 

Wracając do tematu. Pakowanie faktycznie zajęło mi 5 minut. Wczoraj, po 22:00 wyciągnąłem walizę i powkładałem rzeczy. Oprócz podarunków nic nie ma. Trochę pustawo. Trzeba dopchać ubraniami, żeby się antybiotyk w płynie nie potłukł. Do plecaka włożyłem to co pod ręką muszę mieć. Zastanawiam się jeszcze, czy aparatu do walizki nie przełożyć.

Wstałem o 6:38. O dziwo! Nie miałem problemu z zaśnięciem i w miarę wyspany jestem.

W samolocie mam tak, że ścina mnie z nóg od samego startu. Niestety później pani stewardesa mnie budzi i proponuje albo ohydną kawę albo niesmaczne jedzenie. I wtedy o śnie już mogę zapomnieć.

O, muszę odszukać moje stopery i opaskę na oczy, co kiedyś „rozdawali” w KLM-ie.

 

fin de l’année

pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań – chciałoby się zanucić. Ale nie pada i nic nie dzwoni. Zamiast tego jest fajny grudzień. To znaczy do przedwczoraj był. Zaczęło wiać. A tak, to lata-ło się w cienkiej kurtce i jakimś niegrubym sweterku. Hm, kurtka podszyta wiatrem – tak zawsze mówi moja mama, jak ocenia mój strój wierzchni przed wyjściem. Coś w tym jest, bo wczoraj to wiatr podszył tą moją kurtalenkę na wskroś. Brrr.

Ale nie o tym. Te dzwonki, i te sanie mają po prostu zapowiedzieć koniec roku. W sumie to sam tytuł już zdradził o czym będzie.

Google opublikowało Zeitgeist 2011, czyli zestawienie haseł, które najczęściej ludzie wpisywali do przeglądarki.

U mnie by to wyglądało chyba tak – wikipedia, kurnik, onet, hotmail (chociaż jak się ma CzarnąJagódkę, to na hotmaila już raczej tak często nie wchodziłem)

Googlowy duch dziejów uchwycił również ludzi i wydarzenia zyskujących na popularności w wyszukiwarce Google w Polsce i na świecie w ciągu ostatnich 12 miesięcy. W Polskich wynikach podium zajęły Adele, Amy Winehouse i Maja Sablewska. W wynikach globalnych króluje Rebecca Black – autorka “najgorszej piosenki świata”, czyli “Friday”.

Pamiętam to coś. Billboard o niej wspominał. Nawet chciałem zobaczyć co to i kto to. Po 7 sekundach wyłączyłem wystraszony strasznie. Koszmar! Czyli ludzie lubią takie dziwolągi.

W polskich wynikach muzycznych wyszukiwań triumfuje Yugopolis z Maciejem Maleńczukiem i ich “Ostatnia nocka”. Trochę jak Wysocki, mam wrażenie, to brzmi. Nawet mi się podobała ta pieśń, ale zdecydowanie pamiętam, że dosyć krótko, więc na moich TOP-ach nie znajdzie się. Polscy internauci byli także zainteresowani między innymi Varius Manx, Kayah oraz disco polo.

Nie wiedziałem, że Varius Manx jest jeszcze taki popularny?

Kayah? Hm, jak zobaczyłem ją w jury programu „Dlaczego i po co oni znowu śpiewają?”, to się wystraszyłem. Baba jaga do straszenia dzieci. Strasznie jej „zabiegi” na twarz nie służą. Ludzie to są straszne.

Disco polo? Hm, ja tam czasem lubię popatrzeć. W tym roku podesłałem link pani inż. ze Szczecina z teledyskiem Tomka Niecika i jego „Czterech Osiemnastek”. Oczywiście chodzi o koła do samochodu. Pani inżynier była osłupiała i oniemiała. Ja tam lubię czasem disco polo pooglądać. Dziwię się wtedy, że ludzie mają naprawdę dziwne gusta i skłonności i nie wstydzą się robić z siebie pośmiewiska nagrywając żenujące teledyski. Zapewne jest duża rzesza odbiorców, która pozwoli się ze mną nie zgodzić. No cóż, ich prawo.

W zestawieniach dla całego świata Rebecca Black zajęła pierwsze miejsca zarówno w kategorii Najbardziej zyskująceLudzie, jak i w Najbardziej zyskująceRozrywka. Internauci interesowali się także Ryanem Dunnem (czyżby to ten z Jack Assa, co jakoś głupio zginął w drugim półroczu tego roku?), Amy Winehouse i Adele.

Dwie najbardziej pożądane piosenki – przynajmniej pod względem tekstów piosenek – to “Price Tag” Jessie J oraz “Super Bass” Nicki Minaj.

Nicki Minaj wszyscy się ekscytują. Wszyscy z nią robili i nadal chcą robić fituringi. Ponoć nawet sama Królowa Pop’u zamierza z nią kolaborować na swojej przyszłorocznej płycie. Cóż, ta raperka nie nagrywa swoich piosenek dla mnie, żeby nie powiedzieć dosadnie, że to kupa. Ale nie powiem. Nie rozumiem po prostu jej twórczości i nie rozumiem fascynacji tą panią. Ludzie to są dziwne.

W sumie to samo o Jessie J mógłbym powiedzieć. Tylko z małą wstawką – pani napisała wielki przebój dla tej małej z Hannah Montana i kilka pomniejszych szlagierów. Cóż, to nie są piosenki, na które czekałem i czekać raczej nie będę w 2012r.

Porzucam googlowe zestawiania, bo jakieś one nieatrakcyjne dla mnie są.

Może o muzyce jeszcze? Tym razem amerykański tylko i wyłącznie rynek. Bo na nim się chyba najlepiej znam. Nagród Grammy to w USA przyznają w prawie 100 kategoriach, także i Billboard opublikował najlepszych w zilion kategoriach. Chyba robią to po to, żeby każdego nagrywającego artystę docenić. Zawsze każdy z nich może powiedzieć – hej, jestem najlepszym artystą w kategorii najlepsza piosenka bez tekstu (zapewne Britney Spears albo Rihanna tak mogą powiedzieć). Albo – hej, nagrałem najlepszą piosenkę, której nikt nie słyszał.

Adele rok to był. Bez dwóch zdań. Nie tylko pewnie w USA ale i na całym świecie. Udała jej się ta płyta. Przy czym artystka na język nie choruje i nałogowo pali papierosy. Też mi sensacja. Brytyjka za wielką wodą jest w singlach topową artystką, ma najlepszą piosenkę, ma najlepszą cyfrową piosenkę (czyli najwięcej ściągnięć), ma najlepszą piosenkę w kategorii Adult Pop Song. Album „21” również najlepszy fizycznie, jak i cyfrowo. Brawo!

Z „ciekawszych” podsumowań:

Top New Artist – Wiz Khalifa – lubiłem jego „Black + Yellow”. Bardzo sprytny numer.

Radio Songs – szczekający Pitbull – brrr.

Uncharted Artists – Traphik. Ooo, to chyba coś z serii „nagrałem płytę, najlepszą płytę, której nikt nie słyszał.

Przechodzę do cięższych gatunków:

Rock Songs – Foo Fighters „Rope” – może być

Rock Albums i Alternative Albums i Folk Albums – Mummford and Sons “Sigh no More” – to chyba 2009 albo 2010 rok! Czyli nie wiadomo, co sie komu, kiedy spodoba.

Alternative Songs – Foster the People „Pumped up Kicks” – gdybym robił swoje rankingi, to też pewnie wysoko by się znaleźli.

Hard Rock Albums – Foo Fighters „Wasting Light” – mnie jakoś ten album nie porwał.

I na koniec Japan Hot 100 – AKB48 “Everyday, Katyusha” – super! Mam wszystkie ich płyty.

Dziwią mnie podsumowania roku. Nic ciekawego nie dzieje się pod koniec grudnia, więc wszyscy jakieś rankingi tworzą, żeby ocenić jaki ten 2011 rok był. Po co się rozpisywać, jak można wypunktować i wszystko jasne. A ludzie też chętnie się emocjonują i wspominają, jak takie TOP-y widzą.

A ja nie wiem, czy piosenka, którą lubiłem od 13 stycznia do 24 maja jest lepszą piosenką roku, niż ta, którą usłyszałem wczoraj i bardzo mi się podoba i zapewne podobać mi się będzie do 31 grudnia?

Dlatego ja mogę ewentualnie powiedzieć co mi się podobało bez żadnych numeryzacji.

Z albumów:

Zdecydowanie Amos Lee i jego „Mission Bell”. Dalej: Adele „21”, John Porter „Back In Town”. A teraz doszli jeszcze: Will Young “Echoes” i dEUS “Keep you close”.

A pamiętam też, że w ciągu roku zachwycałem się: Sorry Boys „Hard Working Class” (jutro widzę ich na żywo w Hybrydach), Fatboy „Overdrive”, Jamie Woon „Mirrorwriting

Z piosenek:

Jane’s Addiction „Irresistible Force”, Lunatic Soul “Wanderings”, Blackfield “Wavin’”, Gotye + Kimbra “Somebody that I Used to Know”, Pustki “Lugola”, John Waite “Evil”, Kasabian “Days are Forgotten”, Sorry Boys “Chance”, Paatos “Precious”, Kate Bush “Lilly”, PJ Harvey “Glorious Land”, Kanye West “Runaway”, Jamie Woon “Night Air”, Death Cab for Cuties “You’re a Tourist”, Cuba de Zoo “Grób”, K.D. Lang “Water’s Edge”, Tom Waits “Bad as Me”, James Blake “Limit to Your Love”, Beth Hart + John Bonamassa “I’ll Take Care of You”, Yes “We Can Fly”.

I weź tu wybierz najlepszego i weź tu stwórz ranking. Ciekawe o czym zapomniałem?

Na pewno nie zapomniałem o Myslovitz – największa porażka roku. „Art Brut” gramatyczna i muzyczna porażka.

Cytuję: który z nich to jest, ten prawdziwy światmój, twój, jej, wasz, ich, jego też, więc chyba nasz.

Nie dość, że koszmarna piosenka, to jeszcze mam zawsze wspomnienie Grace Jones „Sunset, Sunrise”:

Is it yours, is it mine, is it ours to divide. It’s not yours, it’s not mine, it belong to us.

 

Może niech ten rok już skończy? Jeszcze tylko trzeba sylwestra zaplanować, a tak się nie chce nic robić. Najbardziej, to bym w domu posiedział i może choć raz obudził się 1 stycznia bez tupotu białych mew?

Właśnie na VH1 pokazują „Best Clips of 2011 Weekend”. Ojej! Przynajmniej będzie powód, żeby książkę poczytać.

Jeszcze parę słów o sporcie. Ale nie wiem po co? Manchester United nie przeszedł fazy grupowej w tej edycji Ligi Mistrzów. Ale jak to się mówi? – po nocy zawsze przychodzi dzień? I znowu pewnie Barcelona wygra, eh!

Na szczęście siostry Williams odgrażają się, że są głodne gry, a młodsza z nich – Serena wyraźnie zaznaczyła, że chce zdobyć tytuł pierwszej rakiety świata. Czyli tytuł, który jej się słusznie od prawie dekady należy (gdyby nie kontuzje i prawie śmierć). U panów – mam nadzieję i czekam na powrót króla Rogera na top. Zobaczymy….

Chyba w styczniu kolejny sezon „Czystej Krwi”…

Oj, na TVP1 skoki narciarskie. Śnieg mają. Ale fajnie! Zapomniałem już jak śnieg wygląda…

Jakiż to, a jakiż będzie ten 2012?

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑