jest nas coraz mniej. Drzewiej Kurier Poranny miał taką stałą rubrykę pn. Kamienie Milowe. Podawano tam kto na świecie się pojawił, a kto odszedł.
Chyba mi sąsiadka zza ściany zeszła. Klepsydra wisi na wejściowych wrotach, że przeżywszy lat 91 pożegnała się nami Zofia J. (RODO nie obowiązuje już co prawda, ale nie chcę przekręcić nazwiska nieboszczki).
A skąd wiem, jak się moi sąsiedzi nazywają? Och, co to za historia! Przecie nie dawniej niż 3 lata temu instalowałem w mym gniazdku klimatyzację. I oczywiście akceptację musiałem uzyskać od góry, dołu, boku jednego i boku drugiego. Także pani Zosia mnie autograf składała. Pamiętam tę wizytę – światło ledowe, tak jak u moich rodziców. Żarówki powymieniane, bo niby energooszczędniej. Tylko nikomu z domowników nie przeszkadza, że klimat prosektoryjny się wykreował.
Oh, czytałem ostatnio o zmianach w języku polskim, które wejdą w życie w styczniu 2026. Nic nie zrozumiałem. No może części nie zrozumiałem. Ale nie zrozumiałem po co wprowadzają. Czy to znaczy, że stare zasady będą błędami? Czy będzie można pisać i tak, i tak?
Stopień najwyższy będziemy zapisywać łącznie, nie najlepszy, nie najłatwiejszy, teraz zapisujemy oddzielnie
Wśród kolejnych zmian, jest zmiana zapisu nazw geograficznych. Wszystkie człony tych nazw będziemy zapisywać wielką literą, żeby się nie zastanawiać jak napisać, czy również nazwy mieszkańców, miast dzielnic, osiedli.
Czyli teraz my Sadybianie!
Wracając do wizyty u pani sąsiadki. Światło zimne, w mieszkaniu skromnie. Pani Zosia siada przy stole (po tym, jak w końcu zrozumiała o co mi chodzi) i bierze do ręki bardzo mocne szkło powiększające, po czym, bez żadnych ceregieli, kaligrafuje swoje imię i nazwisko. Stąd wiem, jak się nazywa. Muszę sprawdzić czy to ona. Bo kilka dni temu widziałem ją całkiem na chodzie, jak na swoje lata. Także jak jutro zobaczę ją z wózkiem na zakupy, to ja jeszcze jakiego zawału dostanę i zejdę. Proszę zapamiętać, że gdybym był zszedł, to proszę mnie sproszkować. Trumienka najtańsza z papieru, szaty z szafy, żadnych fikuśnych proszę mi nie kupować. Dynda mnie to. Gdyby do tego czasu można by się było rozsypać, to ja poproszę sypnąć mnie, hmmm, trudna sprawa. Zawsze myślałem, że Złotoria, ale teraz to nie wiem. Chyba na Sadybie. Ale miejmy nadzieję, że do tego czasu to jeszcze wiele wody w Wiśle …
Na moim ostatnim pożegnaniu ma być wesoło, grać ma muzyka i wino ma się lać. Muzyka taka, jaką lubiłem, czyli nie Queen. Jak kto mi Freddy’ego Mercury’ego zagra, to będę nawiedzał w domu jego. Złowrogo nawiedzał! Bo jak wiecie Queen u mnie nie grał, nie gra i grać …
Pani Zosia bardzo głośno słucha telewizora – TVPiS. Akurat po drugiej stronie ściany na wysokości mojego łoża, jej odbiornik stoi. A telewizor sobie pani sąsiadka bardzo ceniła i był on jej oczkiem w głowie. To już było dawno jak sobie konwersowaliśmy, na początku maja roku pewnego. Pani Zosia mówiła o złodziejach, że grasują niby. I że do mojego mieszkania pukali i ona wyszła, bo co to za hałas. Ona miała w zwyczaju często wyglądać jak gwarno się robiło na korytarzu.
– Wie Pan, wyszłam i zapytałam kim są – zaczęła swoją relację.
Odpowiedzieli jej, że kaloryfery będą wymieniać.
– Ale ja wiem, że żadnych kaloryferów nie będą wymieniać, bo nic nie pisali z Administracji – dodaje.
– Dobrze, dziękuję, niech pani goni, ja nic w domu nie wymieniam – rzekłem.
– Bo wie pan, ja to sama jestem, w domu cały czas siedzę, ale do Stanisława mogę wyjść na imieniny – dodała
Stąd wiem, że to musiał być początek maja. Bo przecie tatuś też Stasio i 8 maja się celebruje.
– No i jak mi telewizor ukradną, to co ja będę robić – zakończyła
Smutno mi się zrobiło, ale cóż, takie życie.
Kiedyś chciałem wyjść w majtkach samych i wynieść śmieci. Otworzyłem drzwi i stwierdziłem, że nie. Nie będę scen robił gorszących. Postawię na korytarzu, będę wychodził, to wezmę. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Drzwi zamknąłem i zacząłem się stroić do wyjścia. Drzwi już nie mogłem otworzyć. Zadzwoniłem do ślusarza. Klucz mu rzuciłem przez okno jak się pojawił. Pan zaczął dziurę w ścianie robić przy języczku zamka. Walił, stukał. Pani Zosia oczywiście podeszła z reprymendą. Taka bardzo rezolutna była, pobić by i pewnie mogła. Ale zacząłem jej zza drzwi tłumaczyć, że to ja, że jest ok. Poszła do siebie.
A jak robiłem remont, to weszła jak do siebie i zaczęła do meblarza mówić:
– ależ pan nie ma ściany! – jak tak można
Facet oczy jak 5 złotych
– to ja jestem właścicielem – mówię doń pokazując palcem na się – administracja wie, że nie ma ściany
– ale nie, nie, nie o to mi chodzi. Jak tak można bez ściany? – zapytała szczerze – może ja chociaż ja panu herbaty zaparzę
No podziękowałem pani sąsiadce i w końcu poszła sobie.
Kilka razy nawet interweniowałem u niej w domu. Bo żarówka się przepaliła, bo suszarka podsufitowa się zaplątała, a ona nie umie żarówki wymienić, wejść na taboret, żeby sznurki odplątać. No mieszkanie ma takie jakie ja Boby Budowniczowie zrobili w grudniu 1969. Remont generalny czeka…
Także muszę odnaleźć kartkę z jej zgodą na klimę w moim mieszkaniu. Przekonam się wtedy czy to ona. No bo głupio tak naklejać teraz na drzwi jej mieszkaniakartkę „kupię to mieszkanie”. Bo jak się okaże, że to nie ona, to taki absmak będzie. A z sąsiadami lepiej dobrze żyć. Szczególnie z tymi z tamtego świata. Jednego ducha już w domu mam. Drugiego nie potrzebuję mieć.
Tak mogę ocenić moje przeżycie tego festiwalu w Malmo. Zorra! Ale, bo zawsze jest jakieś ale, musze zacząć od genezy. Nie pamiętam, czy konkurs Eurowizji oglądałem przed 1994 rokiem, czy nie. Wiem, że widywałem w telewizorze te konkursy. I mogę powiedzieć tyle, że nie były to piosenki dla mnie. Szczególnie jak musieli śpiewać w ojczystych językach. Najbardziej podobało mi się przyznawanie punktów, bo to po francusku często było i ja przecie Maciej Cyferka mam imię i matematyka się mnie ima.
Ostatnimi laty świadomiej przyglądałem się tej zabawie. A to wszystko dzięki … o mój boże Artur Orzech. Bo to on mi się kojarzył z tym programem. I pamiętam takie piosenki jak…
Nie wspomnę już Secret Garden i ich zwycięskie „Nocturn” z połowy lat 90. No można by mnożyć przykłady. I nie zapomnijmy o „Arcade” Holendra Duncana Laurence’a. W ogóle ta Holandia to sprytne w te piosenki jest, bo uwielbiałem De diepte i jej s10 (albo odwrotnie. S10 to chyba artystka. R2D2).
Ojej. Muszę zakończyć wspominki, bo mi do głowy przyszła …
Także festiwal znałem, czasem zerkałem, czasem lubiłem niektóre pieśni. Zorra!
Zmiana nastąpiła w 2022 roku, bo Szwedzi uwielbiają muzykę i ABBA’ę. Oni i Włosi wybierają swojego delegata w drodze konkursu. W Szwecji nazywa się to Melodifestivalen. W 2022 tak nieśmiało zerkałem, ale później to każdy odcinek widziałem. Oni organizują 5 półfinałów i w finale jest ostateczna rozgrywka. Głosują wszyscy – 3 latki i 73 latki. Na koniec kilka krajów europejskich daje głosy.
Eurowizję 2022 obejrzałem już od początku do końca. I wybrałem z 6 fajnych piosenek! Kalush Orkiestra z Ukrainy (zwycięzca), wspomniane S10, portugalka Maro i jej piękne „Saudado, Saudado”, Rosa Linn z Armenii i jej „Snap”, Czesi We Are Domi „Lights off”.
A reprezentantkę Szwecji widziałem nawet na żywo w Ystad rok później. Fajna, kontaktowa dziewczyna – Cornelia Jakobs.
Wracając do Melodifestivalen, w 2023 roku podobało mi się kilka utworów i każdy kto by nie wygrał śmiałoby zawładną Europą. Podobał mi się wtedy:
– Mikrus i Makrus (org. Macrus & Martinus, ale oni tacy drobni, że ja ich tak nazywam. Poza tym ten norweski jakiś dziwny. Wolę szwedzki).
– Linkin Park, czyli Smash Into Pieces „Six Feet Under”
– L’oreal (uśmieszek) “Tattoo”
Od razu jak Loreen wygrała swój odcinek, to moi znajomi zaczęli bookować hotele w Sztokholmie. Dwa weekendy, bo nie wiedzieli, kiedy dokładnie będzie Eurowizja 2024. Byli pewni, że Szwedka pokona bliźniaków z Norwegii i wygra Melodifestivalen. I tak się właśnie stało. Obawy były już w maju związane z tym, czy Europa polubi i masowo zagłosuje na Fina i jego „cha cha” i sprzątnie Loreen kryształowy mikrofon sprzed nosa. Ufff. Głosowała. Ale nie aż tak. Po odebraniu lauru-mikrofonu, kiedy wiadomo było, że Eurowizja 2024 odbędzie się w Szwecji, ceny hoteli w stolicy tego kraju poszybowały szybko. Zorra!
Suzi nawet zapisała się do fan klubu Eurowizji, bo miała nadzieję, że jako członkini będzie miała pierwszeństwo w zakupie biletu. Nie miała. Bilety było ciężko dostać. Ale udało się. No i oczywiście po raz kolejny coś tam w Sztokholmie nie wypaliło i konkurs zorganizowali w Malmo!
Wspomnę jeszcze polski akcent z ubiegłego roku. Mnie się Blanka podobała. Pisałem już o tym. Fajna, wesoła dziewczyna. Nogi do nieba. Piosenka wakacyjna, lalalalala. I zdecydowanie uważam, że Jann był tragiczny w preselekcjach polskich. Nie rozumiem tego zbulwersowania. Sapiący chłopak vs nieumiejąca śpiewać dziewczyna.
W tym roku to samo – wielkie mecyje, że Justyna nie wygrała. Hm, nie podobało mi się to w ogóle. Fatalny angielski. Loreen wygrała już, drugi raz taki utwór nie przejdzie. Luna była lepsza, ale też uważałem, że piosenka taka o 10 lat spóźniona. My jesteśmy dobrzy w Eurowizję, ale zawsze o krok do tyłu jesteśmy z tymi piosenkami. Jak wygrał ukraiński Norweg z „Fairytale”, to rok później nasz na podobną modłę się zaprezentował.
pokazałem Justynę Steczkowską i Lunę moim szwedzkim przyjaciołom i stwierdzili zgodnie, że Luna ma spore szanse. Niestety, półfinał jej się nie udał. Kiepsko wypadła. Nie było jej słychać. To samo w drugim półfinale spotkało Dunkę Sabę i jej „Sand”. Fajny, zgrabny utwór, ale na żywo nie wypadło dobrze.
W 2024 roku myślałem, że norwescy bliźniacy nie wygrają Melodifestivalen. Byłem pewien, że albo Maria Sur, albo Jacqline wygra. Zorra!
No jeszcze nie taki ostatni był Liamoo „Dragon”. Kim Cesarion „Take My Breath Away” też miły dla ucha (ale przepadł w półfinale). Ale wygrali norwescy bliźniacy – Mikrus i Makrus. Byłem pewien, że wygrają później całą Eurowizję, choć z drugiej strony wiedziałem, że nikt nigdy nie obronił tytułu (przynajmniej w ostatnim 30-leciu).
Także uczestnicy wybrani. Czekaliśmy na maj. Z biletami w dłoni. Suzi zaproponowała, żeby iść na próbę generalną finału, a sam finał obejrzeć u nich w domu. Zgodziliśmy się.
W Malmo cały tydzień był festiwalowy, ale niestety w cieniu konfliktu Izrael-Palestyna. I to dużym cieniu. Miasteczko festiwalowe zorganizowano w Folkets Park, do którego można dojść uliczką o przemiłej nazwie … Gaza Street. Uroczy też był Palestyna Rondel (rondo). Niestety, czuć było coś w powietrzu. Widać też było policję albo wojsko na dachach pobliskich bloków. Policję ściągnęli z Danii i Norwegii. Bali się o bezpieczeństwo. W tym parku też było niby festiwalowo, ale jakoś tak dziwnie spokojnie. Gwiazd też tam nie było za dużo. Szkoda, bo Szwedzi umieją się bawić i są bardzo pogodni.
W tygodniu festiwalowym odwiedziłem muzeum ABBA’y
oraz spotkałem …
Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale jestem patronem Radio 357. Uwielbiałem Trójkę, uwielbiam teraz Radio 357. Jest najlepsze. Kiedy słuchałem sobie Stonowania w niedzielę i pani prowadząca powiedziała, że za tydzień będzie zastępstwo, bo wybiera się do Malmo na Eurowizję, to pomyślałem sobie „o-o. może się spotkamy?”. I się spotkaliśmy. W Folkets Park, w dniu, kiedy Robin S występowała, zerknąłem sobie w bok i zobaczyłem Olę Budkę. Przepraszam, panią redaktor Aleksandrę Budkę. Chwilę się krygowałem, czy podejść, bo nie lubię się narzucać. Ale stwierdziłem, że się narzucę. Nawet mam pamiątkowe zdjęcie. Bardzo sympatyczna osoba. Szwedzi się pytali mnie później kto to. Wyjaśniłem. Opowiedziałem o tym, co się stało w maju 2020. Jak niedobra pani Baba Jaga z Zarządu Polskiego Radia zamiotła swoją miotłą fajnych ludzi z Trójki i jakich to szkód narobiła. Zorra!
Do Malmo Arena wszedłem szybko. Ale przypadkiem. Irena stała w długiej, zakręconej kolejce. Takiej na godzinę. Spotkaliśmy się z nią i sobie staliśmy. Musiałem nagle pójść za potrzebą. Postanowiłem więc wyskoczyć do Emporii (galera handlowa kilka kroków od Areny). Wracając zobaczyłem pustą bramkę. Zapytałem się innych, czy to jakieś VIP wejście jest, czy plebs też się może przecisnąć. Nikt nie wiedział. W takich sytuacjach nauczyłem się, że na bezczelnego się wchodzi. Zorra! To znaczy z pewnością siebie. Nie należy się wahać i rozglądać, bo od razu wiadomo, że ktoś się prześlizguje!
W środku Areny fajnie. Nie było tłoczno. Ciekawe było, że można było kupić alkohol normalny, bo bardzo często na festynach czy imprezach masowych albo nie ma, albo jest słaby alkohol. W Szwecji, w normalnych sklepach możesz kupić alkohol tylko do 3,5%. Nawet piwo, które w Polsce normalnie jest 4 czy 5%, to tam jest max 3,5. Jak chcesz coś mocniejszego, to zapraszamy do System Bolaget. W Utah było znacznie gorzej, bo Liquor Store na każdym rogu nie był.
Także siedliśmy na naszym miejscu. Efekt WOW został osiągnięty piorunem. Szalenie mi się podobało. Z Suzi poszliśmy zamoczyć pyszczek ekskluzywnym trunkiem, a Irena i Robert zostali na widowni. Wiadomix, starsze państwo.
Na szczęście Irlandka nie pojawiła się na próbie generalnej. Zaprezentowano ją z odtworzenia. Matko boska, to chyba najgorszy utwór jaki kiedykolwiek słyszałem. Córka Szatan i jej szatanizmy na scenie. Koszmar. Holendra zdyskwalifikowanego też nie opłakiwałem. Ta piosenka (Europapa) nie była nagrana dla mnie. Ale oczywiście jak go wyrzucili z konkursu, to głosy się podniosły, że wygrałby, bo taki wspaniały utwór. No nie jestem taki przekonany.
Samo show zrobione na światowym poziomie. Ale ewidentnie było to show telewizyjne. Słychać miejscami było tak sobie. Loreen, która wystąpiła na koniec brzmiała, jak miauczący kot. Wszyscy ewidentnie wdzięczyli się do kamery. Widownia dla nich nie była aż tak istotna. Artyści mieli odśpiewać piosenkę i wypaść dobrze w telewizorze. Prowadzące też dosyć sztywne. Choć Szwedzi twierdzą, że Petra Mede wypadła ok. No widocznie takie poczucie humoru mają. A Malin Akerman wyglądała ładnie i czytała z promptera poprawnie. W tym roku odniosłem mocne wrażenie, że to nie jest festiwal piosenki. To jest festiwal pokazów scenicznych. Kto lepiej i dziwniej się zaprezentuje, ten ma większe szanse. Rammstein, to znaczy Baby Lasagna z Chorwacji nie porwał mnie. Irena mogła go nawet gościć u siebie w domu, bo artysta się integrował z mniejszością chorwacką, a kuzynka Ireny w jakimś zespole pieśni i tańca chorwackie Mazowsze się udziela. Baby Lasagna miał jakąś foto sesję pod Turning Torso i kuzynka nawet dzwoniła do Ireny, ale ta akurat zasnęła, nie odebrała i Baby Lasagna nie miał szansy podziwiać Malmo z 47 piętra. A szkoda, bo fajny widok. 57? 47? Nie pamiętam.
Szkoda mi było Izraelki. Dziewczyna lat 21 bardzo dzielnie zniosła gwizdy i buczenie. A piosenka była całkiem zgrabna.
Portugalka mnie urzekła, porwała, zahipnotyzowała. Piękny to język. Sam nie wiem jak to się stało, ale od początku do końca wysłuchałem występu w bezruchu.
Ukraina, jak zwykle na plus. Niemiec bardzo ciekawy, ale chyba to nie piosenka na festiwal. Może chłopak zrobi karierę, bo głos fajny, piosenka dobra. Disco też lubię. I rave’owe klimaty też. Także Cypr i Austria mocno na plus (wróciły wspomnienia z lat 90.). Francuz z bardzo dobrym głosem. Francuski też dobrze się w piosenkach prezentuje. Szczególnie w balladach.
Szkoda mi było Norwegów reprezentujących Szwecję. Naiwnie spodziewałem się wygranej. Ok, ok, nie było szans na powtórkę. Ale 9 miejsce to zdecydowanie za nisko.
Uważam i powiem to śmiało, że ABBA pokazała środkowy palec swojej ojczyźnie. Uważam, że Król i Królowa powinni ich wygnać z kraju (o ile ktoś oprócz Agnethy mieszka jeszcze w Szwecji). Gdybym ja w 1974 był nieznanym w Europie i takim przeciętnie znanym artystą w swoim kraju i dzięki zwycięstwu dorobił się na wielu płaszczyznach, to bym się pojawił po 50 latach w domu i podziękował. Awatara bym nie pokazywał. Rozumiem i doceniam, że w pewnym wieku głos już nie ten sam i nie ma co męczyć widowni, ale zwykłe „Tack/Thank you” mogli byli powiedzieć. A tak, to dwie panie Szwedki, laureatki sprzed lat, zaśpiewały z Conchitą Wurst przebój ABBA’y (nie wiem co tam robił Austriak). Także ABBA u mnie nie grała, nie gra i grać nie będzie. Zorra!
Wracając do finału majowego. Najbardziej ciekawym występem był, jak dla mnie, Anglik, Olly Akexander z zespołu Years & Years. Wizualnym występem. Akcja działa się w … toalecie. Raz z boku, raz do góry nogami. Ciekawie to zrobili w telewizorze. Ale nie będę zdradzał co się działo naprawdę na scenie. Tajemnica eurowizji. Wszyscy spodziewali się, że wysoko Anglik będzie, bo przecie Years & Years hity miał i Europa ich zna. Ale piosenka była mocno średnia. Ludzi nie porwało – jury co prawda dało im 13 miejsce, ale widzowie przyznali im 0 punktów. Finalnie 18 miejsce (na 25 krajów).
Za nim o tym, co mnie urzekło i co mi teraz gra, to powiem tak – na Eurowizję się już nie wybiorę. No chyba, że w Polsce się odbędzie. To może wtedy. Przeżycie niesamowite, ale chyba tylko na raz. Nic dwa razy się nie zdarza – jak pisała nasza noblistka. Warto zobaczyć jak takie telewizyjne show powstaje. To polecam każdemu. Bo co innego widać na scenie, a co innego w tv. Wszystko musi był zsynchronizowane, bo każdy przecie ma inną scenografię. Zorra!
No właśnie, Hiszpania mnie urzekła, oczarowała. Ponoć sporo Hiszpanów było na widowni, bo zdziwiło mnie jak mocno słychać śpiew widowni. Ale w sumie sporo Szwedów wybiera Hiszpanię na drugi dom i miejsce urlopów, to w sumie czemu nie. No i w sumie dwa dni po Eurowizji polecieliśmy na krótkie wakacje do … Barcelony.
ech, czas gna! Tylko na mojej pralce jakoś wszystko się ciągnie i dłuży. Ale urządzenie nowe, mające ciut ponad rok, więc nie dziwota. Już kilkukrotnie pisałem, że czas biegnie szybciej jak się starzejemy.
Z moją pralką jest tak, że co chwila się łapię na tym, że to co na wyświetlaczu nie jest prawdą. Że godzina i 37 minut, to prawie dwie godziny. A wirowanie, które oryginalnie ma trwać 10 minut, to trwa … 10 minut ale chyba w twilight zone! W czwartek spóźniłem się do pana mojego przez przepierkę. Mówiłem mu, że będę przed 10. A że była 7:40, to stwierdziłem, że białe nastawię. No szef akurat nie jest małostkowy, więc nie było problemu. Aha, uwielbiam długie weekendy. Przeprawa przez inwestycję pn. tramwaj do Wilanowa do pana mojego trwała szokujące 10 minut autobusem! 10 minut normalnie to się przesuwa 500 m w normalnym dniu pracującym. Dobry maj.
My, my, my, Delilah
2 maja zawsze przed oczami staje mi obraz z 1992 roku, jak jadę na ulicę Handlową w Białymstoku, żeby bilet miesięczny kupić. Kompletnie nie pamiętam, czemu tam i czemu akurat w sobotę. I w głowie miałem piosenkę, a właściwie teledysk zespołu En Vogue – My lovin’ (never gonna get it), który dotarł tylko do 2 miejsca na liście billboardu, a tak mi się ten utwór szalenie podobał. Nie wiem czemu to pamiętam. Chyba faktycznie jestem genialny albo jakiś specjalny.
3 maja znowu top. Polski top. Pamiętam czasy, kiedy słuchałem tego w Stanach. Wtedy Trójka robiła taką zabawę. Dziś na szczęście Radio 357 i można sobie to odsłuchać, bo na szczęście wszystkie ich audycje są nagrywane i patroni mogą później nadrobić zaległości, albo wrócić do audycji.
Fajnie się słucha tego. Dziś piosenki brzmią inaczej, fajnie. Mam tylko kilka wyjątków – piosenki, których nie mogę zdzierżyć, mimo tego święta. Są to:
– dżem – wehikuł czasu
– dżem – czerwony jak cegła
– chłopcy z palcu broni – kocham cię
– myslovitz – długość dźwięku samotności – niestety top 5 w tym roku. Radio w Polsce zaszlachtowało ten utwór
A tak, to 131+ piosenek bardzo mnie radowało.
I sobie tak się top sączy. Na 2 godziny musiałem się wyłączyć, bo praca wzywała. 32. Bieg Konstytucji 3 Maja dziś się odbył i sobie z kilkoma ludkami z pracy poszliśmy zobaczyć, czy organizator sponsora głównego dobrze traktuje. I hymn sobie pośpiewaliśmy. Przejdziem Wisłe, przejdziem Wartę, będziem Polakami.
Ale sobie posłucham jutro tych zaległych dwóch godzin.
W tym roku radio dało szansę pochwalić się swoim głosowaniem. 100 głosów mieliśmy.
czyli na szczęście już po świętach, które upłynęły pod znakiem obżarstwa.
Ale co za historia w trakcie!? Wychodzę ja ci z hotelu i patrzę – jakaś znajoma twarz. Mówię „cześć”. A ta twarz pyta mnie … po angielsku! – do you know the code to the toilet? Skonsternowałem się, ale jako, żem bystry jest i mam refleks to odpowiadam, skoro pytał –Ty mnie Maciek nie poznajesz? Taki sam jak do głównego budynku. I se poszedłem. Kolega z 15 lat temu prowadził z drugim kolegą agencję eventową – Grupa Białko. A że chłopaki byli z Białegostoku, to się z nimi zakolegowałem. Drogi właścicieli się rozeszły, nasze z resztą też. ale to co razem zorganizowaliśmy, to nasze (zasłona milczenia).
Wielka Sobota upłynęła hucznie raczej. Wyżerka w Multibrowarze i później drinki w Talerzach i Szklankach. Knajpa ok, ma swoje plusy i minusy. Polecam – placki ziemniaczane, wątróbkę w porto, świeżynkę i wybór piw. Na minus – tatar!, śledzie! Smalec i suche żeberka.
wątróbka
all
piwo
placki z
smalec
karkówka
świeżynka
tatar
żeberka
śledź
Szklanki i Talerze tłoczne. Gwarno. Kelnerki sprytnie się uwijają, a menu bogate. Sporo przetestowaliśmy. Ale za długo siedzenia nie było, bo przecie następnego dnia Wielkanoc i śpimy krócej.
Znów budził mnie sen. Ten sen przerażał mnie. Śniło mi się, że mój iPhone pękł na pół. Najpierw rysa na ekranie się pojawiła, ale jak wziąłem do ręki to telefon złożył mi się i rozpadł na trzy części. Postanowiłem zadziałać i poprosiłem Siri, żeby wykonała pewne czynności. O dziwo w międzyczasie telefon się skleił, ale jakoś obszarpany był. Grube ślady łączeń nie pozwalały zobaczyć co się dzieje na ekranie. Także, skoro żem bystry jest i mam refleks, to postanowiłem poprosić Siri o połączenie z Ulą z Teksasu, która już nie jest z Teksasu, ale akurat przebywa w Teksasie i poprosić ją o kupno nowego iPhone. Przychodził mi do głowy jeszcze kolega, który ma firmę. Chciałem jego zapytać, czy mogę na fakturę nowy telefon kupić. Także wyjścia ewakuacyjne były z beznadziejnej sytuacji. Ale nie doszło do rozmów z Ulą i kolegą, bo nagle telefon mi zaczął dzwonić. Odebrałem (nawet nie wiem jak!) i słyszę, jak ktoś zaczyna nawijać. Przerwałem i się pytam kto to taki. Usłyszałem, że mój norweski kolega. To mówię mu, że nie uwierzy, ale właśnie telefon mi się rozpadł na 3 części i nie widzę nic na wyświetlaczu, więc nie wiem kto dzwoni, stąd moje pytanie. W ogóle dziwna akcja, bo kolega z Norwegii nigdy do mnie nie dzwoni, a iMasaże też bardzo rzadko pisze.
Obudziłem się przerażony i odłączyłem telefon od ładowarki. Poprzekręcałem się na boki znowu zasnąłem. I śniło mi się, że spotkałem … Camilę Lackberg! A miałem tego dnia koszulkę z napisem Fjallbacka (rodzinne miasto pisarki, miejsce akcji jednej z jej serii). Od razu podbiłem doń i zacząłem gadać jak najęty. Koniec snu.
Później na insta zobaczyłem, że pisarka kupiła posiadłość w Hiszpanii. Książki pisz do cholery, a nie domki se kupujesz!
Pointa tego postu niech będzie taka, że świat się zmienia. Dużo ludzi na mieście było. W Wielką Sobotę. Pamiętam w liceum, ponad 30 lat temu, że w ten dzień nie było dokąd pójść, bo nie było dużo lokali, a te istniejące w ten dzień były zamknięte.
Jakaś Edyta Bartosiewicz się na stare lata robię. Ona, odkąd pamiętam, mówi o snach. Że śni, że pamięta, że wierzy.
Żonkile pachną osobliwie. Żeby nie powiedzieć – śmierdzą. Ale wiosna idzie. Wielkanoc nadciąga. Także dziś wieczorem mycie nóżek, a jutro ukrzyżowanko (krucafiks) i w niedzielę z martwych powstanie. Także żonkil w mieszkaniu musi być.
Wali mi też na chacie starą skarpetą. Ciekawe, czy to ta, co jej od tygodnia znaleźć po praniu nie mogę? Albo to te szczawiany i kapuściany z garnka się wydobywają, bom se kapuśniaczek nastawił. Mniam.
Sny mam czasem dziwne, czasem nierealne, a czasem wręcz rzeczywiste. Czasem zdarza mi się budzić i sprawdzać czy w lustrze to naprawdę ja. Tak…tak…tam w lustrze to niestety ja. Bo śni mi się, że jakiś Brad Pitt jestem albo co. Więc w nocy sprawdzam, czy wszystko mam na swoim miejscu. I czy ja to ja, czy ja to nie ja. Ale to ja i mam wszystko na swoim miejscu.
Dziś śniło mi się, że do Ameryki się wybierałem. 5 – 20 maja 2024 roku. Ach, cały byłem w skowronkach. Że się już pakuję, że lecę, że koleżankę odwiedzę, że ach i och. Dopiero później mnie olśniło, że ja przecie mam już nakupowane bilety na europejskie wojaże. Eurowizja czeka! Barcelona też mruga oczkiem. Zacząłem w panice wyliczać koszty rezygnacji z tych atrakcji. Ale z drugiej strony zawód bym sprawił innym, gdybym tak nagle podziękował za europejskie wycieczki. To z kolei zacząłem mnożyć i liczyć, ile mnie bilet za ocean kosztował. Czy może mam za niewielką opłatą możliwość zmianę daty? Przecie urlop w robocie już podpisany! I szukam biletu, szukam ceny. I jakoś nie mogę znaleźć. Obudziłem się i stwierdziłem, że chyba do Stanów biletu jeszcze nie kupowałem. Ufff.
to już będzie bez mała 3 lata. 3 lata jak pani prezes o urodzie prawdziwej, wrednej pani prezes zniszczyła Trójkę. Słuchałem tej stacji jeszcze przez jakiś czas, bo nie było nic innego, bo nie można się było, po ponad 30 latach, od tak się odzwyczaić. Odstawić Trójki łatwo się nie dało. Radio Nowy Świat mnie nie porwało. Słuchałem tam kilku audycji, ale nie była to jakaś zatrważająca liczba. Może z dwa programy mnie interesowały. Nie było tam trójkowego klimatu. Manna nie trawię, więc tym bardziej nie ciągnęło. Cały czas było radio Muzo FM, ale oni tylko mieli dwie fajne audycje autorskie – o 20.00 w poniedziałki i wtorki. Bisior i Pegaz (o ile mnie pamięć nie myli) grali trójkowi na falach muzo fm eteru.
Ale i muzo fm ubili. W 2022 grupa Polsat sprzedała ZPR Media (czyli Eska i podobne). Na szczęście w 2021 rozpoczęło swoją działalność Radio 357. I to było to. Zostałem patronem od razu. I słucham codziennie. Nie wszystko, ale codziennie gra mi. Nawet Bisior się pojawił niedawno, ku mojej wielkiej radości. O Trójce zapomniałem na lata, ale w ubiegłym roku zerknąłem na zespół. Hm, nie powaliło mnie. Nie włączałem. Ale jak się okazało, że nową panią dyrektor jest teraz Agnieszka Szydłowska, to wspomniałem sobie o Trójce znowu. Nawet transfery się zaczęły powrotne. I z Radio Nowy Świat (Michał Nogaś), i z Radio 357 (Katarzyna Borowiecka). Ale nie zawracałem sobie głowy z moim powrotem do słuchania Trójki. Do czasu…
W ostatni piątek w końcu udało mi się po celebrować urodziny z kolegą Rafałem* (gwiazdka: wszelkie podobieństwo do zdarzeń i osób nie jest przypadkowe). On z lutego, ja … wiadomo z kiedy. Się umówiliśmy na Kabatach w tym naszym ulubionym miejscu, gdzie panoczek ma sklep/restaurację z winem. Do tego dorzuca jakieś przekąski, także jest co przetrącić. Jadę, pędzę na mityng i dostaję SMS, że czekają przy wyjściu ze stacji metra. Spotykamy się i idziemy do gruzińskiej knajpy, bo u panoczka głucho i ciemno. Kotary w oknach. Szkoda.
Z gruzińską knajpą mam ostatnio nienajlepsze wspomnienia i doświadczenia. Byliśmy w nowym miejscu zwanym Madloba i niestety porażka na całej linii. Na koniec nie potrafili znieść opinii na mapach Googla i zaczęli odpowiadać na nasze opinie w żenujący sposób. Jako że ja robiłem rezerwację, to dzwonili i do mnie z prośbą o usunięcie opinii. No nie udało im się.
Także do nowego miejsca szedłem z koleżeństwem z nadzieją. I się nie pomyliłem. Było przepysznie. Rafał jak zwykle skupiał się nad tym co powiedzieć i długo dobierał słowa, także ja z jego szanowną małżonką dawaliśmy w gadkę. Kolega się czasem wtrącał, zapowiadając swoją wypowiedź komunikatem – teraz ja będę mówił. I podczas naszej piątkowej nasiadówki padło na radiostacje – 357 i 3. Koleżeństwo Trójki podsłuchuje. Ja nie, ale tak mnie Aga zaintrygowała, że postanowiłem spróbować. Może by tak wskrzesić Trójkę? W sumie okres ku temu właściwy – Wielkanoc, zmartwychwstanie Pana Naszego. I na dodatek, jak to pisała Kasia Nosowska w swojej drugiej książce – drugą szansę daję, trzeciej już nie.
Wczoraj padło na Pół Perfekcyjnej Płyty oraz W Tonacji Trójki. Daria ze Śląska przyniosła do studia „The Diary of Alicia Keys” i sobie słuchaliśmy. Po 20.00 zaczęła się tonacja. Oj! Muzyka bardzo ciekawa, interesująca, nowa dla mnie w sporej części. Ale panie prowadzące bardzo męczące. Albo to była pani prowadząca i jej gościni. Nie wiem. Dwa infantylne głosiki. Dziś w Pół Perfekcyjnej Płyty Artur Rojek przyniósł „Meduzę” Clan’u of Xymox’u. Nigdy nie słyszałem muzyki tej grupy, ale byłem świadom, że taki ensembl istnieje/istniał. I znowu prowadzący był bardzo na NIE w tym całym programie. Co chwila przytakiwał Rojkowi swoim „mhm”. Mhm to, mhm tamto. Koszmar.
Ale jest nadzieja. Trójki będę podsłuchiwał. To już nie to samo. Bo jak mówi m.in. Magda Jethon Trójka to ludzie. I ci nowi prezenterzy Trójki nie stworzą. Nie widzę/słyszę tego. To może być ciekawe, inne niż Radio Bzdet, Eska, radio. Ale to już nie będzie TA Trójka.
W tych ostatnich dniach nauczyłem się, że jest taki zespół jak Worries and Other Plants. Fajnie grają! Dzięki Trójka.
Strasznie żonkile śmierdzą. Myślałem, że to woda z jakimś wspomagaczem rośnięcia, ale wymieniłem wodę i nadal śmierdzi. Ale przynajmniej fajnie, żółto, wiośnie jest. Wiosna, ech że ty!
Dziś nadszedł dzień spowiedzi przed fiskusem! Co roku tego dnia jest tłok na stronie, jest problem z zalogowaniem, jest niemożliwość porachunków. Bo nagle się okazuje, że wszyscy chcą albo się porachować, albo zobaczyć tę zgrozę – ILE DO DOPŁATY. I wszyscy o tym i wiedzą, i mówią, i co roku jest to samo. Niemożność zalogowania się. Paradnie!
Także Maciusiek już wczoraj knuł i zasadzał się na stronę z podatkami. Ale za każdym razem komunikat grzmiał, że trwają prace nad umieszczeniem PIT-ów.
Dziś rano z taką pewną nieśmiałością zalogowałem się. 7 rano na cyferblacie była. I o dziwo udało się!
Ostatnimi laty podatek był pokolorowany na czerwono. I to bardzo. Aż bolało, aż zająkiwałem. Bo kilkaset złotych ciężko było wysupłać. Właściwie kwota podchodząca pod tysiąc. Na szczęście nauczyłem się magicznych, podatkowych sztuczek i zamieniałem czerwień w zieleń.
Dziś zerkam na stronę. Pięknie, ładnie, inaczej, prościej. Lecę na sam dół. Zamykam oczy! Otwieram i patrzę. NADPŁATA!
6 zł
Hehehehehe. Dziwne.
Kiedyś mi wyszło w porachunkach, że jakieś grosze muszę dopłacić. No może nie grosze, ale kwota była coś w okolicy 1 złotówki. I poleciałem do kasy w Urzędzie Skarbowym. Pani mnie informuje błagalnym głosem, że koszt przelewu jest wyższy niż dopłata.
– ale jak nie zapłacę, to będę miał niezapłacony podatek? – pytam
– no, tak – pani oświadcza
– to płacę
No bo w sumie nigdy nie wiadomo, czy jakichś odsetek nie doliczą i za 5 lat ktoś zapuka do drzwi i powie, że mieszkanie mi zabierają, bo lichwiarskie odsetki narosły.
Później szwagierka mojej siostry powiedziała, że do 5 złociszy US się nie czepia. Ale. Bo zawsze jest jakieś ale. Ja wyznaję zasadę – strzeżonego pan bóg strzeże. Przysłowia znikąd się nie wzięły.
Na sam przód tej nadpłaty nie zauważyłem. Myślałem, że tylko 6 złoty mam do dopłaty. Dopiero później mnie uderzyło, że kwota się zieleni. Czyli zwrot mnie czeka.
I tu nastała magia podatkowa – IKZE i darowizny. Pstryk, hokus pokus, micrato, raepy sathonich.
Także czekam!
Taki był 15 lutego. Na bogato można by rzec.
A co do Teneryfy, to powiem tylko, że było bajecznie. Żałuję tylko tego, że nie byłem tam dwa tygodnie. Patrząc w dal widziałem niekończący się błękit. Bezhoryzoncie! Nie wiadomo, gdzie ocean łączył się z niebem. Wrócę!
Jesssu. Jutro jest Dzień Świstaka!? A za tydzień Tłusty Czwartek. Ale za tydzień to ja będę …
Czy ja pisałem, że jestem ogromnym fanem pani Kamili Kalińczak? A właściwie jej profilu na IG o nazwie „ąę”.
Wczoraj sobie pooglądałem kilka mądrości o naszym ojczystym języku. Fajnie. Wszcznę dyskusję może o tym, że zacne wyrazy mamy.
Tłumaczenie o znakach diakrytycznych też ciekawy. A właściwie pointa zacna. Zacytowała facetka od polskiego pana profa Bralczyka – Jest różnica, czy robimy komuś łaskę …”. Także używajmy naszych polskich literek, bo można się kompletnie nie zrozumieć.
Z ciekawostek nauczyłem się, że % możemy nie odmieniać, gdy mówimy o ułamkach. Bo stwierdzono, że i tak cholery jasnej można dostać odmieniając ułamki, więc nie ma co utrudniać.
W Radio 357 lubię słuchać audycji, w której na krótką chwilę mikrofon przejmują pani prof. Katarzyna Kłosińska i dr (hab.?) Agata Hącia (pardon, ale nie jestem pewny pisowni nazwiska). Panią prof. znam z panią prof. ze Szczecina już od lat. Moja znajoma uczona nawet naskrobała w liście do pani filolożki maila w naszym imieniu. Mieliśmy zapytanie na temat wymawiania skrótowców. Dlaczego DiWiDi, SiVi, ale dlaczego nie nie DeFauDe. A CeFau też można powiedzieć. No i pani prof. od polskiego pomieszała nas – pan Maciej z Łodzi i pani Renata z Warszawy (imiona zostały zmienione). To jakby nie był problem. Ale jej wyjaśnienia już tak. Od tego czasu zauważyłem, że pani prof. ma ogromny problem z wysłowieniem się i wyklarowaniem problemu. Z kolei pani doktór Agata już nie. Może autorytet uczonej i jej tytuły pozwalają jej na to? Może niech się młodsi tłumaczą? Ona już nie musi? Tak, czy inaczej lubię słuchać o języku mym. O tym jak się zmienia. Dużo się można nauczyć.
Ale porzućmy mądrości o języku polskim. Matura zdana na 6, więc chill! Poza tym ja od jutra będę nieużywający tego języka. Najpierw dwa dni cudaczny szwedzki, a później 7 dni słodki hiszpański.
Byłem dziś w Administracji. Bo znowu coś wymyślili. Mam wrażenie, że rozwiązują problemy, których nie ma. A za realne trudności wziąć się nie umieją.
Szlabany nam postawili na drogach dojazdowych. Także czas odbioru pilotów nadszedł. Rozmawiałem wczoraj z sąsiadem, bom ciekaw był, czy to już czas na otrzymanie małego pstryczka. Władze dzielni zaawizowały już, że odbiór będzie, ale errata pojawiła się po chwili, że termin opóźniony. Oczywiście za niedogodności przepraszają. Sąsiad uprzejmie doniósł, że już można pójść i przyjąć dar. No to dziś czwartek, tom poleciał. O Maryjo! Pięknie. Salony odremontowane! Numerki pokoi przy drzwiach do pokoi! Szok! Za moje pieniądze takie salony. Zagaiłem jakąś niewiastę bez odzienia wierzchniego (skonstatowałem, że skoro kurtki nie ma, to musi tu robić), czy podpowie, gdzie piloty rozdają. Pomogła.
W pokoju numer 4 jakiś pan się awanturował. Starszy pan w maseczce. Uważam, że jak ktoś dziś nosi zakrycie twarzy, to znaczy, że chory. Nosi szmatę na ustach, bo nie chce innych zarazić. I och jakie to były dyskusje z panią! Że czynsz nie jest opłacony. Pan aż zaszedł na drugą stronę biurka, żeby swoją rację wygłosić. Oczywiście krzyczą (po kiego czorta ludzie krzyczą?). Pani poprosiła go oczywiście, żeby nie podnosił głosu. Petent ma się rozumieć zaoponował. I tu wszedłem ja, cały na nie biało – zgadzam się z panią. Pan krzyczy – rzekłem.
Przy okazji pilocika do szlabanów wypytałem się o różne sprawy. Między innymi o możliwość posiadania piwnicy. Powiedziałem administratorce, że z 15 lat temu zapytałem o to i usłyszałem, że komórka należy się osobom posiadającym … duże mieszkania.
Ale teraz mogę się zapisać w kolejkę, bo ludzie … odchodzą. Albo wynajmują mieszkania, więc z jakiej paki mają mieć piwnicę. Okazało się, że impreza nie musi być tania, bo na ten przykład lokum o powierzchni 10m2 z OKNEM może mnie kosztować ponad 100 zł miesięcznie. Hm, skandaliczne te stawki. Stówy to raczej płacić bym nie chciał. Ale jakaś mniejsza skrytka by się przydała. Chyba się zgłoszę, zawnioskuję.
Mam 13 serc, ale nie mam innych narządów? Czym jestem?
A szperam sobie po necie i znalazłem pytania, na które dzieci szybko odpowiadają. Pierwsze pytanie było łatwe, bo odpowiedziałem w mig. Czyli to prawda, że my zawsze jesteśmy dziećmi.
Jestem wysoki (wysoka), kiedy jestem nowy (nowa). Kiedy się starzeję, robię się niski (niska). Czym jestem?
Odpowiedziałem od razu: świeczka.
Ale może to być i ołówek, i kredka.
Dodam jeszcze a propos ostatniego wpisu, że mam niby triathlonu unikać. Cholera, myślałem o tym. Jak ponad rok temu wróciłem na basen, to pomyślałem o tych zawodach. Rower lubię. 3 półmaratony przebiegłem. Woda była największym problemem. Ale jakoś mi idzie to pluskanie się w basenie. Czasem 40 basenów, czasem 60. To może? No, ale skoro pani doktór odradza, to chyba podziękuję.
Pytanie: Biedni to mają, bogaci tego potrzebują. Zjedz to, a umrzesz. Co to jest?
Odpowiedź: Nic.
Szperam sobie po necie i słucham piosenek. Radio 357 znowu robi top wszech czasów. Już miałem wybrane 101 utworów ale… Bo przecie zawsze jest jakieś ale. Dorzuciłem jeszcze 200 innych piosenek i teraz się głowię, na co głosować. Mam już 121 i muszę 20 wywalić. Ciężkawo. Inaczej piosenka brzmi na słuchawkach, a inaczej w domu na full, jak sobie śpiewam. Co za cholerstwo z tym topem. Nie mogą dać więcej głosów?
W tym roku postanowiłem głosować out-of-the-box. Nie żadne tam evergreeny, choć na My Way Franka Sinatry krzyżyk postawię, ale na Stairway To Heaven już nie.
Wybrałem sobie 50 centa, Kanye Westa i takie tam. Walczę sam ze sobą.
Pytanie: Nie jest żywy, ale rośnie. Nie ma płuc, ale potrzebuje powietrza. Nie ma buzi, ale woda go zabija.
Odpowiedź: Ogień.
Wyskoczyłem do Białego na weekend. Ależ piękna zima! Aż serce się raduje. Człowiek to jednak sentymentalny. Tęskni za takim białym klimatem. Odwiedziłem nawet liceum, bo mam sentyment, bo spotkałem tam fantastycznych ludzi.
Jarmark bożonarodzeniowy troszkę drogi. Grzaniec droższy na Rynku Kościuszki (18 zł) niż na Starówce w Waw (15 zł).
Ale ta mowa! Uwielbiam zaśpiew wschodni. Słucham i się uśmiecham. Nie wiem, zawsze mi się wydawało, że my nie zaciągaliśmy, nie mówiliśmy tak śpiewnie. I w ogóle w Białymstoku mówiło się normalnie. Dopiero jak wyjechałem, to TO słyszę. Pięknie. DLA mnie się to podoba.
Pytanie: Mam wiele słów, ale nic nie mówię. Czym jestem?
Odpowiedź: Książką
Święta zamierzam spędzić w Malmo. A tak na szwedzką nutę. Zobaczymy, jak oni celebrują narodziny Pana. Szwedzki fajny język. Kyrka to kościół, ale mówi się sirka. I też mają takie dwuznaczności, jak na przykład w rosyjskim – napisać. Jak dobrze zaakcentujesz, to piszesz. A jak źle, to sikasz.
W szwedzkim jest kissa (czytaj kissa) i kyssa (czytaj sisa). Sikać i całować. Albo odwrotnie. Nie pamiętam.
Polski też nie lepszy. Kiedyś mój lektor z Londynu opowiadał opowiastkę, jak poszedł do fotografa odebrać swoje … odbyty.
I know there’s something going on – Phil Collins na perkusji. Członkini Abby śpiewa. Postawić na to krzyżyk?
Pytanie: Które słowo w słowniku jest napisane niepoprawnie?
W robocie promowali jakieś profilaktyki dla pań w październiku. Bo raka piersi można wyleczyć, jeśli się szybko zdiagnozuje. W listopadzie panów zachęca się na profilaktykę raka. Tylko nie wiem czego. Prostaty czy jąder. Ale HaeRy wysłały newsletter, że 2 godziny wolnego mogę sobie wziąć, jeśli przebadam się pod kątem nowotworu w firmowej przychodni. Jako, że obciążony jestem genetycznie, to się badam co roku. No i teraz też postanowiłem.
Pani w okienku w przychodni nie znalazła programu „nowotwór”, ale zapisała mnie chętnie na darmowy pakiet „mężczyzna”. Wziąłem chętnie. Ale mina mi zrzedła, jak pani mi wydrukowała litanię z badaniami.
Zrobiłem wszystko nieśpiesznie, ale w miarę szybko.
W tym tygodniu poszedłem na podsumowanie do internisty.
Bardzo miła babeczka po 50. Się nagadaliśmy, pośmialiśmy. Pani przelatuje moje wyniki i kiwa głową mówiąc „pięknie”, „pięknie” i „pięknie”. Czyli zdrowy, jak ryba? – pytam.
Potwierdza ale szybko zauważa i komentuje – o o o, kwas moczowy jednak za wysoki. Tu taj już tabletki dam. I dietę. Drżę.
– nie wiem czy pan lubi sery pleśniowe? – pyta pani w białym kitlu
– lubię – oświadczam szybciutko
– to już nie jemy. Czerwone mięso, czerwone wino – pani na jednym wydechu wylistowywuje
– ojej! – lamentuję
– szpinak i szczaw też nie – dodaje
– same dobre rzeczy – mówię jej
– pewnie ostryg pan nie je, ale ich też proszę unikać – dobija mnie lekarka
– uwielbiam ostrygi – mamroczę pod nosem kompletnie załamany
– ja też – pani doktór próbuje się chyba przypodobać
– taka miła pani doktor, a taka niedobra – mówię jej żartem
– to nie ja jestem niemiła, tylko panie laborantki – odpowiada
– to co ja mam teraz znowu wódkę pić? Nie lubię – pytam się, bo jednak czerwone wino lubię
Pani doktór się tylko uśmiechnęła.
No cóż, kolekcja whisky nie ruszana dawno. Trzeba będzie zetrzeć kurze.
Badania profilaktyczne pokazały również, że … muszę kupić moje … PIERWSZE … okulary! Ale na szczęście tylko do czytania. Z bliska się rozmazuje. A im dalej, tym na szczęście lepiej.
Nie znam się na szkłach, ale ponoć się szarpnąłem. No cóż. Na szczęście 600 złociszy oddaje pracodawca, więc te kilkaset dodatkowych złotych jakoś przeboleję.
Tak sobie teraz się reflektuję, że kolejny … motyla noga … już rok mija! Czas faktycznie biegnie szybciej jak się starzejemy. Widziałem dziś jakiś dokument na netflix o panu doktorze. Zdrzemłem się pacząc, ale zauważyłem, że akcja dzieje się w Nowym Jorku w 2013 roku. Przypomniałem sobie, że to wtedy na drugi dzień świąt spontanicznie zaleciałem do Miasta. I wtedy była chyba bardzo zimna zima, i Państwo z Europy na K. kupiło złe bilety powrotne, i ja po raz pierwszy zrobiłem zakupy w Uniqlo. 10 years challenge. Przecie to wczoraj było!