ludzie listy … nie piszą. Ludzie nie schodźcie z drogi, bo listonosz nie jedzie, czyli operacja Sadyba.
22 grudnia 2025 r. opuściłem Sadybę. Tułałem się po ludziach. Po hotelach. Czekałem na kupno nowego. Przeciągało się, bo … długa historia krótko … pani pośredniczka była kiepska. Na odchodne powiedziałem jej, że nie chcę jej na oczy więcej widzieć i niech ktoś inny zakończy ze mną współprace. Skończyło się obniżeniem prowizji o połowę. Starczyło na miesiąc w hotelu.
Ale dzięki temu, że przeciągnęła się transakcja kupna, to miałem czas na casting. Odwiedziło mnie 11 ekip remontowych. Różnych – z polecenia, z ogłoszeń na słupie i na insta. Najlepszy był niski, chudy Lolo, co jak zobaczył, że dobrą fuchę może trafić, to zaproponował robociznę 36 tys zł i że ma teraz co prawda jakąś robótkę u babki, ale może ją zostawić dla mnie. No głupich nie sieją.
I właśnie od tych 36 do aż 96 tys zł rozpiął się koszt robocizny mojej nowej dziupli. Wybrałem z instagrama, w cenie mniej więcej po środku. W miarę szybko się uwinęli. 12 kwietnia już nocowałem, a w umowie wpisali 25 maja. Najlepsze było to, że wzięli ode mnie upoważnienie na kontakty z administrację. Sami zaproponowali. Dwa razy się pytałem, czy chłopiec jest tego pewny. Nie zaprzeczał. Ja się złowieszczo uśmiechałem, bo wiadomix jaka moja administracja jest. Szybko i chłopiec od remontu się przekonał z kim ma do czynienia. Zapytał mnie nawet, czy ja nie mógłbym bym wkroczyć w dyskusję z administracją w którymś momencie. Odpowiedziałem mu, że jednym, ale kluczowym czynnikiem, dla których się na nich zdecydowałem było ów pełnomocnictwo, także teraz niech się dogaduje.
Najśmieszniejsze jest to, że kupiłem mieszkanie w budynku obok. Z balkonu widzę stary blok i jak sąsiad z mojego starego korytarza jara na swoim balkonie, to mu macham.
Do mojej starej kawalerki wprowadził się młodzieniec, student 3 roku Politechniki. Pytałem się matki, czy zostawić kwiatki, czy zabrać. Twierdziła, że kwiatki dodadzą uroku i żeby zostawić. Jak zimą przechadzałem się do nowego mieszkania, to zerkałem na stare śmieci. Na klatce kwiatki szybko zwiędły i zniknęły, a w mieszkaniu najpierw zżółkły, a później zniknęły. Chyba wyparowały. No ukatrupił gówniarz moje habazie!
Moje nowe mieszkanie sprzedawali bracia, którzy upoważnili syna jednego z nich. Nieogar niestety. Kluczy nie mógł skompletować, nie wiedział co jest do czego. Na szczęście kluczyk do skrzynki na listy mam. I o dziwo, jedyne pismo, jakie dostałem od 1 marca, to krótki przewodnik po remoncie od mojej niezawodnej administracji.
Ale też dziwi mnie to, że nowi właściciele mojego starego mieszkania od ponad pół roku nic mi nie piszą w sprawie ewentualnej korespondencji przesyłanej do mnie na stary adres. Czyli, albo dobrze i skutecznie przeprowadziłem się, albo ludzie listów już nie piszą. Często przechodzę koło poczty vis a vis mojego bloku i tak się zastanawiam, kto tam jeszcze chodzi?
Och priset vi betalat
För att klassas som elit
Var att vi blev som dom andra
Vi blev som dom andra