Miesiąc: maj 2024

kamienie milowe, czyli …

jest nas coraz mniej. Drzewiej Kurier Poranny miał taką stałą rubrykę pn. Kamienie Milowe. Podawano tam kto na świecie się pojawił, a kto odszedł.

Chyba mi sąsiadka zza ściany zeszła. Klepsydra wisi na wejściowych wrotach, że przeżywszy lat 91 pożegnała się nami Zofia J. (RODO nie obowiązuje już co prawda, ale nie chcę przekręcić nazwiska nieboszczki).

A skąd wiem, jak się moi sąsiedzi nazywają? Och, co to za historia! Przecie nie dawniej niż 3 lata temu instalowałem w mym gniazdku klimatyzację. I oczywiście akceptację musiałem uzyskać od góry, dołu, boku jednego i boku drugiego. Także pani Zosia mnie autograf składała. Pamiętam tę wizytę – światło ledowe, tak jak u moich rodziców. Żarówki powymieniane, bo niby energooszczędniej. Tylko nikomu z domowników nie przeszkadza, że klimat prosektoryjny się wykreował.

Oh, czytałem ostatnio o zmianach w języku polskim, które wejdą w życie w styczniu 2026. Nic nie zrozumiałem. No może części nie zrozumiałem. Ale nie zrozumiałem po co wprowadzają. Czy to znaczy, że stare zasady będą błędami? Czy będzie można pisać i tak, i tak?

Stopień najwyższy będziemy zapisywać łącznie, nie najlepszy, nie najłatwiejszy, teraz zapisujemy oddzielnie

Wśród kolejnych zmian, jest zmiana zapisu nazw geograficznych. Wszystkie człony tych nazw będziemy zapisywać wielką literą, żeby się nie zastanawiać jak napisać, czy również nazwy mieszkańców, miast dzielnic, osiedli.

Czyli teraz my Sadybianie!

Wracając do wizyty u pani sąsiadki. Światło zimne, w mieszkaniu skromnie. Pani Zosia siada przy stole (po tym, jak w końcu zrozumiała o co mi chodzi) i bierze do ręki bardzo mocne szkło powiększające, po czym, bez żadnych ceregieli, kaligrafuje swoje imię i nazwisko. Stąd wiem, jak się nazywa. Muszę sprawdzić czy to ona. Bo kilka dni temu widziałem ją całkiem na chodzie, jak na swoje lata. Także jak jutro zobaczę ją z wózkiem na zakupy, to ja jeszcze jakiego zawału dostanę i zejdę. Proszę zapamiętać, że gdybym był zszedł, to proszę mnie sproszkować. Trumienka najtańsza z papieru, szaty z szafy, żadnych fikuśnych proszę mi nie kupować. Dynda mnie to. Gdyby do tego czasu można by się było rozsypać, to ja poproszę sypnąć mnie, hmmm, trudna sprawa. Zawsze myślałem, że Złotoria, ale teraz to nie wiem. Chyba na Sadybie. Ale miejmy nadzieję, że do tego czasu to jeszcze wiele wody w Wiśle …

Na moim ostatnim pożegnaniu ma być wesoło, grać ma muzyka i wino ma się lać. Muzyka taka, jaką lubiłem, czyli nie Queen. Jak kto mi Freddy’ego Mercury’ego zagra, to będę nawiedzał w domu jego. Złowrogo nawiedzał! Bo jak wiecie Queen u mnie nie grał, nie gra i grać …

Pani Zosia bardzo głośno słucha telewizora – TVPiS. Akurat po drugiej stronie ściany na wysokości mojego łoża, jej odbiornik stoi. A telewizor sobie pani sąsiadka bardzo ceniła i był on jej oczkiem w głowie. To już było dawno jak sobie konwersowaliśmy, na początku maja roku pewnego. Pani Zosia mówiła o złodziejach, że grasują niby. I że do mojego mieszkania pukali i ona wyszła, bo co to za hałas. Ona miała w zwyczaju często wyglądać jak gwarno się robiło na korytarzu.

– Wie Pan, wyszłam i zapytałam kim są – zaczęła swoją relację.

Odpowiedzieli jej, że kaloryfery będą wymieniać.

– Ale ja wiem, że żadnych kaloryferów nie będą wymieniać, bo nic nie pisali z Administracji – dodaje.

– Dobrze, dziękuję, niech pani goni, ja nic w domu nie wymieniam – rzekłem.

– Bo wie pan, ja to sama jestem, w domu cały czas siedzę, ale do Stanisława mogę wyjść na imieniny – dodała

Stąd wiem, że to musiał być początek maja. Bo przecie tatuś też Stasio i 8 maja się celebruje.

– No i jak mi telewizor ukradną, to co ja będę robić – zakończyła

Smutno mi się zrobiło, ale cóż, takie życie.

Kiedyś chciałem wyjść w majtkach samych i wynieść śmieci. Otworzyłem drzwi i stwierdziłem, że nie. Nie będę scen robił gorszących. Postawię na korytarzu, będę wychodził, to wezmę. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Drzwi zamknąłem i zacząłem się stroić do wyjścia. Drzwi już nie mogłem otworzyć. Zadzwoniłem do ślusarza. Klucz mu rzuciłem przez okno jak się pojawił. Pan zaczął dziurę w ścianie robić przy języczku zamka. Walił, stukał. Pani Zosia oczywiście podeszła z reprymendą. Taka bardzo rezolutna była, pobić by i pewnie mogła. Ale zacząłem jej zza drzwi tłumaczyć, że to ja, że jest ok. Poszła do siebie.

A jak robiłem remont, to weszła jak do siebie i zaczęła do meblarza mówić:

– ależ pan nie ma ściany! – jak tak można

Facet oczy jak 5 złotych

– to ja jestem właścicielem – mówię doń pokazując palcem na się – administracja wie, że nie ma ściany

– ale nie, nie, nie o to mi chodzi. Jak tak można bez ściany? – zapytała szczerze – może ja chociaż ja panu herbaty zaparzę

No podziękowałem pani sąsiadce i w końcu poszła sobie.

Kilka razy nawet interweniowałem u niej w domu. Bo żarówka się przepaliła, bo suszarka podsufitowa się zaplątała, a ona nie umie żarówki wymienić, wejść na taboret, żeby sznurki odplątać. No mieszkanie ma takie jakie ja Boby Budowniczowie zrobili w grudniu 1969. Remont generalny czeka…

Także muszę odnaleźć kartkę z jej zgodą na klimę w moim mieszkaniu. Przekonam się wtedy czy to ona. No bo głupio tak naklejać teraz na drzwi jej mieszkaniakartkę „kupię to mieszkanie”. Bo jak się okaże, że to nie ona, to taki absmak będzie. A z sąsiadami lepiej dobrze żyć. Szczególnie z tymi z tamtego świata. Jednego ducha już w domu mam. Drugiego nie potrzebuję mieć.

eurowizja

Douze points (duz pła).

Tak mogę ocenić moje przeżycie tego festiwalu w Malmo. Zorra! Ale, bo zawsze jest jakieś ale, musze zacząć od genezy. Nie pamiętam, czy konkurs Eurowizji oglądałem przed 1994 rokiem, czy nie. Wiem, że widywałem w telewizorze te konkursy. I mogę powiedzieć tyle, że nie były to piosenki dla mnie. Szczególnie jak musieli śpiewać w ojczystych językach. Najbardziej podobało mi się przyznawanie punktów, bo to po francusku często było i ja przecie Maciej Cyferka mam imię i matematyka się mnie ima.

Ostatnimi laty świadomiej przyglądałem się tej zabawie. A to wszystko dzięki … o mój boże Artur Orzech. Bo to on mi się kojarzył z tym programem. I pamiętam takie piosenki jak…

Nie wspomnę już Secret Garden i ich zwycięskie „Nocturn” z połowy lat 90. No można by mnożyć przykłady. I nie zapomnijmy o „Arcade” Holendra Duncana Laurence’a. W ogóle ta Holandia to sprytne w te piosenki jest, bo uwielbiałem De diepte i jej s10 (albo odwrotnie. S10 to chyba artystka. R2D2).

Ojej. Muszę zakończyć wspominki, bo mi do głowy przyszła …

Także festiwal znałem, czasem zerkałem, czasem lubiłem niektóre pieśni. Zorra!

Zmiana nastąpiła w 2022 roku, bo Szwedzi uwielbiają muzykę i ABBA’ę. Oni i Włosi wybierają swojego delegata w drodze konkursu. W Szwecji nazywa się to Melodifestivalen. W 2022 tak nieśmiało zerkałem, ale później to każdy odcinek widziałem. Oni organizują 5 półfinałów i w finale jest ostateczna rozgrywka. Głosują wszyscy – 3 latki i 73 latki. Na koniec kilka krajów europejskich daje głosy.

Eurowizję 2022 obejrzałem już od początku do końca. I wybrałem z 6 fajnych piosenek! Kalush Orkiestra z Ukrainy (zwycięzca), wspomniane S10, portugalka Maro i jej piękne „Saudado, Saudado”, Rosa Linn z Armenii i jej „Snap”, Czesi We Are Domi „Lights off”.

A reprezentantkę Szwecji widziałem nawet na żywo w Ystad rok później. Fajna, kontaktowa dziewczyna – Cornelia Jakobs.

Wracając do Melodifestivalen, w 2023 roku podobało mi się kilka utworów i każdy kto by nie wygrał śmiałoby zawładną Europą. Podobał mi się wtedy:

– Mikrus i Makrus (org. Macrus & Martinus, ale oni tacy drobni, że ja ich tak nazywam. Poza tym ten norweski jakiś dziwny. Wolę szwedzki).

– Linkin Park, czyli Smash Into Pieces „Six Feet Under”

– L’oreal (uśmieszek) “Tattoo”

Od razu jak Loreen wygrała swój odcinek, to moi znajomi zaczęli bookować hotele w Sztokholmie. Dwa weekendy, bo nie wiedzieli, kiedy dokładnie będzie Eurowizja 2024. Byli pewni, że Szwedka pokona bliźniaków z Norwegii i wygra Melodifestivalen. I tak się właśnie stało. Obawy były już w maju związane z tym, czy Europa polubi i masowo zagłosuje na Fina i jego „cha cha” i sprzątnie Loreen kryształowy mikrofon sprzed nosa. Ufff. Głosowała. Ale nie aż tak. Po odebraniu lauru-mikrofonu, kiedy wiadomo było, że Eurowizja 2024 odbędzie się w Szwecji, ceny hoteli w stolicy tego kraju poszybowały szybko. Zorra!

Suzi nawet zapisała się do fan klubu Eurowizji, bo miała nadzieję, że jako członkini będzie miała pierwszeństwo w zakupie biletu. Nie miała. Bilety było ciężko dostać. Ale udało się. No i oczywiście po raz kolejny coś tam w Sztokholmie nie wypaliło i konkurs zorganizowali w Malmo!

Wspomnę jeszcze polski akcent z ubiegłego roku. Mnie się Blanka podobała. Pisałem już o tym. Fajna, wesoła dziewczyna. Nogi do nieba. Piosenka wakacyjna, lalalalala. I zdecydowanie uważam, że Jann był tragiczny w preselekcjach polskich. Nie rozumiem tego zbulwersowania. Sapiący chłopak vs nieumiejąca śpiewać dziewczyna.

W tym roku to samo – wielkie mecyje, że Justyna nie wygrała. Hm, nie podobało mi się to w ogóle. Fatalny angielski. Loreen wygrała już, drugi raz taki utwór nie przejdzie. Luna była lepsza, ale też uważałem, że piosenka taka o 10 lat spóźniona. My jesteśmy dobrzy w Eurowizję, ale zawsze o krok do tyłu jesteśmy z tymi piosenkami. Jak wygrał ukraiński Norweg z „Fairytale”, to rok później nasz na podobną modłę się zaprezentował.

pokazałem Justynę Steczkowską i Lunę moim szwedzkim przyjaciołom i stwierdzili zgodnie, że Luna ma spore szanse. Niestety, półfinał jej się nie udał. Kiepsko wypadła. Nie było jej słychać. To samo w drugim półfinale spotkało Dunkę Sabę i jej „Sand”. Fajny, zgrabny utwór, ale na żywo nie wypadło dobrze.

W 2024 roku myślałem, że norwescy bliźniacy nie wygrają Melodifestivalen. Byłem pewien, że albo Maria Sur, albo Jacqline wygra. Zorra!

No jeszcze nie taki ostatni był Liamoo „Dragon”. Kim Cesarion „Take My Breath Away” też miły dla ucha (ale przepadł w półfinale). Ale wygrali norwescy bliźniacy – Mikrus i Makrus. Byłem pewien, że wygrają później całą Eurowizję, choć z drugiej strony wiedziałem, że nikt nigdy nie obronił tytułu (przynajmniej w ostatnim 30-leciu).

Także uczestnicy wybrani. Czekaliśmy na maj. Z biletami w dłoni. Suzi zaproponowała, żeby iść na próbę generalną finału, a sam finał obejrzeć u nich w domu. Zgodziliśmy się.

W Malmo cały tydzień był festiwalowy, ale niestety w cieniu konfliktu Izrael-Palestyna. I to dużym cieniu. Miasteczko festiwalowe zorganizowano w Folkets Park, do którego można dojść uliczką o przemiłej nazwie … Gaza Street. Uroczy też był Palestyna Rondel (rondo). Niestety, czuć było coś w powietrzu. Widać też było policję albo wojsko na dachach pobliskich bloków. Policję ściągnęli z Danii i Norwegii. Bali się o bezpieczeństwo. W tym parku też było niby festiwalowo, ale jakoś tak dziwnie spokojnie. Gwiazd też tam nie było za dużo. Szkoda, bo Szwedzi umieją się bawić i są bardzo pogodni.

W tygodniu festiwalowym odwiedziłem muzeum ABBA’y

oraz spotkałem …

Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale jestem patronem Radio 357. Uwielbiałem Trójkę, uwielbiam teraz Radio 357. Jest najlepsze. Kiedy słuchałem sobie Stonowania w niedzielę i pani prowadząca powiedziała, że za tydzień będzie zastępstwo, bo wybiera się do Malmo na Eurowizję, to pomyślałem sobie „o-o. może się spotkamy?”. I się spotkaliśmy. W Folkets Park, w dniu, kiedy Robin S występowała, zerknąłem sobie w bok i zobaczyłem Olę Budkę. Przepraszam, panią redaktor Aleksandrę Budkę. Chwilę się krygowałem, czy podejść, bo nie lubię się narzucać. Ale stwierdziłem, że się narzucę. Nawet mam pamiątkowe zdjęcie. Bardzo sympatyczna osoba. Szwedzi się pytali mnie później kto to. Wyjaśniłem. Opowiedziałem o tym, co się stało w maju 2020. Jak niedobra pani Baba Jaga z Zarządu Polskiego Radia zamiotła swoją miotłą fajnych ludzi z Trójki i jakich to szkód narobiła. Zorra!

Do Malmo Arena wszedłem szybko. Ale przypadkiem. Irena stała w długiej, zakręconej kolejce. Takiej na godzinę. Spotkaliśmy się z nią i sobie staliśmy. Musiałem nagle pójść za potrzebą. Postanowiłem więc wyskoczyć do Emporii (galera handlowa kilka kroków od Areny). Wracając zobaczyłem pustą bramkę. Zapytałem się innych, czy to jakieś VIP wejście jest, czy plebs też się może przecisnąć. Nikt nie wiedział. W takich sytuacjach nauczyłem się, że na bezczelnego się wchodzi. Zorra! To znaczy z pewnością siebie. Nie należy się wahać i rozglądać, bo od razu wiadomo, że ktoś się prześlizguje!

W środku Areny fajnie. Nie było tłoczno. Ciekawe było, że można było kupić alkohol normalny, bo bardzo często na festynach czy imprezach masowych albo nie ma, albo jest słaby alkohol. W Szwecji, w normalnych sklepach możesz kupić alkohol tylko do 3,5%. Nawet piwo, które w Polsce normalnie jest 4 czy 5%, to tam jest max 3,5. Jak chcesz coś mocniejszego, to zapraszamy do System Bolaget. W Utah było znacznie gorzej, bo Liquor Store na każdym rogu nie był.

Także siedliśmy na naszym miejscu. Efekt WOW został osiągnięty piorunem. Szalenie mi się podobało. Z Suzi poszliśmy zamoczyć pyszczek ekskluzywnym trunkiem, a Irena i Robert zostali na widowni. Wiadomix, starsze państwo.

Na szczęście Irlandka nie pojawiła się na próbie generalnej. Zaprezentowano ją z odtworzenia. Matko boska, to chyba najgorszy utwór jaki kiedykolwiek słyszałem. Córka Szatan i jej szatanizmy na scenie. Koszmar. Holendra zdyskwalifikowanego też nie opłakiwałem. Ta piosenka (Europapa) nie była nagrana dla mnie. Ale oczywiście jak go wyrzucili z konkursu, to głosy się podniosły, że wygrałby, bo taki wspaniały utwór. No nie jestem taki przekonany.

Samo show zrobione na światowym poziomie. Ale ewidentnie było to show telewizyjne. Słychać miejscami było tak sobie. Loreen, która wystąpiła na koniec brzmiała, jak miauczący kot. Wszyscy ewidentnie wdzięczyli się do kamery. Widownia dla nich nie była aż tak istotna. Artyści mieli odśpiewać piosenkę i wypaść dobrze w telewizorze. Prowadzące też dosyć sztywne. Choć Szwedzi twierdzą, że Petra Mede wypadła ok. No widocznie takie poczucie humoru mają. A Malin Akerman wyglądała ładnie i czytała z promptera poprawnie. W tym roku odniosłem mocne wrażenie, że to nie jest festiwal piosenki. To jest festiwal pokazów scenicznych. Kto lepiej i dziwniej się zaprezentuje, ten ma większe szanse. Rammstein, to znaczy Baby Lasagna z Chorwacji nie porwał mnie. Irena mogła go nawet gościć u siebie w domu, bo artysta się integrował z mniejszością chorwacką, a kuzynka Ireny w jakimś zespole pieśni i tańca chorwackie Mazowsze się udziela. Baby Lasagna miał jakąś foto sesję pod Turning Torso i kuzynka nawet dzwoniła do Ireny, ale ta akurat zasnęła, nie odebrała i Baby Lasagna nie miał szansy podziwiać Malmo z 47 piętra. A szkoda, bo fajny widok. 57? 47? Nie pamiętam.

Szkoda mi było Izraelki. Dziewczyna lat 21 bardzo dzielnie zniosła gwizdy i buczenie. A piosenka była całkiem zgrabna.

Portugalka mnie urzekła, porwała, zahipnotyzowała. Piękny to język. Sam nie wiem jak to się stało, ale od początku do końca wysłuchałem występu w bezruchu.

Ukraina, jak zwykle na plus. Niemiec bardzo ciekawy, ale chyba to nie piosenka na festiwal. Może chłopak zrobi karierę, bo głos fajny, piosenka dobra. Disco też lubię. I rave’owe klimaty też. Także Cypr i Austria mocno na plus (wróciły wspomnienia z lat 90.). Francuz z bardzo dobrym głosem. Francuski też dobrze się w piosenkach prezentuje. Szczególnie w balladach.

Szkoda mi było Norwegów reprezentujących Szwecję. Naiwnie spodziewałem się wygranej. Ok, ok, nie było szans na powtórkę. Ale 9 miejsce to zdecydowanie za nisko.

Uważam i powiem to śmiało, że ABBA pokazała środkowy palec swojej ojczyźnie. Uważam, że Król i Królowa powinni ich wygnać z kraju (o ile ktoś oprócz Agnethy mieszka jeszcze w Szwecji). Gdybym ja w 1974 był nieznanym w Europie i takim przeciętnie znanym artystą w swoim kraju i dzięki zwycięstwu dorobił się na wielu płaszczyznach, to bym się pojawił po 50 latach w domu i podziękował. Awatara bym nie pokazywał. Rozumiem i doceniam, że w pewnym wieku głos już nie ten sam i nie ma co męczyć widowni, ale zwykłe „Tack/Thank you” mogli byli powiedzieć. A tak, to dwie panie Szwedki, laureatki sprzed lat, zaśpiewały z Conchitą Wurst przebój ABBA’y (nie wiem co tam robił Austriak). Także ABBA u mnie nie grała, nie gra i grać nie będzie. Zorra!

Wracając do finału majowego. Najbardziej ciekawym występem był, jak dla mnie, Anglik, Olly Akexander z zespołu Years & Years. Wizualnym występem. Akcja działa się w … toalecie. Raz z boku, raz do góry nogami. Ciekawie to zrobili w telewizorze. Ale nie będę zdradzał co się działo naprawdę na scenie. Tajemnica eurowizji. Wszyscy spodziewali się, że wysoko Anglik będzie, bo przecie Years & Years hity miał i Europa ich zna. Ale piosenka była mocno średnia. Ludzi nie porwało – jury co prawda dało im 13 miejsce, ale widzowie przyznali im 0 punktów. Finalnie 18 miejsce (na 25 krajów).

Za nim o tym, co mnie urzekło i co mi teraz gra, to powiem tak – na Eurowizję się już nie wybiorę. No chyba, że w Polsce się odbędzie. To może wtedy. Przeżycie niesamowite, ale chyba tylko na raz. Nic dwa razy się nie zdarza – jak pisała nasza noblistka. Warto zobaczyć jak takie telewizyjne show powstaje. To polecam każdemu. Bo co innego widać na scenie, a co innego w tv. Wszystko musi był zsynchronizowane, bo każdy przecie ma inną scenografię. Zorra!

No właśnie, Hiszpania mnie urzekła, oczarowała. Ponoć sporo Hiszpanów było na widowni, bo zdziwiło mnie jak mocno słychać śpiew widowni. Ale w sumie sporo Szwedów wybiera Hiszpanię na drugi dom i miejsce urlopów, to w sumie czemu nie. No i w sumie dwa dni po Eurowizji polecieliśmy na krótkie wakacje do … Barcelony.

 

maj maj maj

 

my, my, my, Delilah

ech, czas gna! Tylko na mojej pralce jakoś wszystko się ciągnie i dłuży. Ale urządzenie nowe, mające ciut ponad rok, więc nie dziwota. Już kilkukrotnie pisałem, że czas biegnie szybciej jak się starzejemy.

Z moją pralką jest tak, że co chwila się łapię na tym, że to co na wyświetlaczu nie jest prawdą. Że godzina i 37 minut, to prawie dwie godziny. A wirowanie, które oryginalnie ma trwać 10 minut, to trwa … 10 minut ale chyba w twilight zone! W czwartek spóźniłem się do pana mojego przez przepierkę. Mówiłem mu, że będę przed 10. A że była 7:40, to stwierdziłem, że białe nastawię. No szef akurat nie jest małostkowy, więc nie było problemu. Aha, uwielbiam długie weekendy. Przeprawa przez inwestycję pn. tramwaj do Wilanowa do pana mojego trwała szokujące 10 minut autobusem! 10 minut normalnie to się przesuwa 500 m w normalnym dniu pracującym. Dobry maj.

My, my, my, Delilah
2 maja zawsze przed oczami staje mi obraz z 1992 roku, jak jadę na ulicę Handlową w Białymstoku, żeby bilet miesięczny kupić. Kompletnie nie pamiętam, czemu tam i czemu akurat w sobotę. I w głowie miałem piosenkę, a właściwie teledysk zespołu En Vogue – My lovin’ (never gonna get it), który dotarł tylko do 2 miejsca na liście billboardu, a tak mi się ten utwór szalenie podobał. Nie wiem czemu to pamiętam. Chyba faktycznie jestem genialny albo jakiś specjalny.

3 maja znowu top. Polski top. Pamiętam czasy, kiedy słuchałem tego w Stanach. Wtedy Trójka robiła taką zabawę. Dziś na szczęście Radio 357 i można sobie to odsłuchać, bo na szczęście wszystkie ich audycje są nagrywane i patroni mogą później nadrobić zaległości, albo wrócić do audycji.

Fajnie się słucha tego. Dziś piosenki brzmią inaczej, fajnie. Mam tylko kilka wyjątków – piosenki, których nie mogę zdzierżyć, mimo tego święta. Są to:

– dżem – wehikuł czasu

– dżem – czerwony jak cegła

– chłopcy z palcu broni – kocham cię

– myslovitz – długość dźwięku samotności – niestety top 5 w tym roku. Radio w Polsce zaszlachtowało ten utwór

A tak, to 131+ piosenek bardzo mnie radowało.

I sobie tak się top sączy. Na 2 godziny musiałem się wyłączyć, bo praca wzywała. 32. Bieg Konstytucji 3 Maja dziś się odbył i sobie z kilkoma ludkami z pracy poszliśmy zobaczyć, czy organizator sponsora głównego dobrze traktuje. I hymn sobie pośpiewaliśmy. Przejdziem Wisłe, przejdziem Wartę, będziem Polakami.

Ale sobie posłucham jutro tych zaległych dwóch godzin.

W tym roku radio dało szansę pochwalić się swoim głosowaniem. 100 głosów mieliśmy.

Miejsce 4 – mój dom murem podzielony.

Pa pa!

© 2026

Theme by Anders NorenUp ↑