życie

na…gi, na…gi, …

na gitarze Jan Borysewicz. A miejscami miauczy i mruczy Bella Komoszyńska z Sorry Boys. Pisałem kiedyś o pójściu na koncert tego ansamblu. Sen nawet miałem. Fizyczny taki – Teoria Małego Wybuchu miał w nazwie.

O kurczaczki, to było w 2011 roku! 10 lat temu! No dobra 19 grudnia 2011, to jeszcze nie dekada temu. Nikt wtedy nie myślał o lokdałnach i obostrzeniach. Jestem pewien, że gdybym spotkał wtedy siebie z przyszłości i powiedziałbym sobie o pandemii, to pewnie bym siebie sam wyśmiał. I jeszcze powiedział, że herezje jakieś głoszę. W tym wpisie sprzed prawie 10 lat Pan od Państwa z Europy na K. nazywał się po prostu Pan K. Wniosek – życie 10 lat temu było prostsze!

19 grudnia 2011 miałem przed sobą już tylko 5 lat i 12 dni palenia tych wstrętnych i śmierdzących papierosów. Ale nie wiedziałem wtedy tego jeszcze. Mogłem w sumie zamiast bredzić o pandemii powiedzieć sobie o rzuceniu palenia (gdybym oczywiście spotkał wtedy siebie z przyszłości). Dziś z dumą porachowałem, że 1591 dni już bez tego nałogu jestem.

Za Sorry Boys już tylko tak nie szaleję. Ale jak usłyszę w radio, to się uśmiecham i posłucham.

Chodzi za mną ten kawałek.

Na gościnnej gitarze legenda – Jan Bo, a w chórkach Bella. Lubiłem zawsze Muchy. Takie fajne, proste, szczere rockowe granie. I teraz powrót po latach. Ale jaki!

Z muzycznych njusów, to ponoć Piasek się ujawnił. Hmm, pies na niego … Płytę Piesek wydał i się pewnie chciało szum zrobić w mediach. Tylko po pierwsze – ludzi to chyba nie interesuje, a po drugie – tajemnicą poliszynela jego orientacja była/jest. Piesek, Piasek … jeden pies. Ale urodziny potrafi chłopak wyprawić. Taka impreza, że aż pracę stracił. Nergal to faktycznie dobry przyjaciel.

No dobra, ja nie o Piasku.

Stała się dziś rzecz straszna! Mój urlop, pardon, mój DWUiPÓŁtygodniowy urlop, dziś przeszedł do historii. Szara rzeczywistość nastała. Ledwo się pozbierałem w robocie.

Na plus mogę zaliczyć, że w końcu mam kod na badanie moich genów. Przy okazji policzą moje przeciwciała. Do wyboru miałem test na koronawirusa, albo na przeciwciała. No to wybrałem tę ostatnią opcję. Zobaczmyż jak tam moja Moderna szaleje we mnie.

A propos szczepienia, to ten rząd chyba już nie ma przyszłości. Teraz skracają okres między pierwszym, a drugim szczepieniem. Po to, żeby … młodzi mogli na wakacje pojechać. Bo ktoś w PiS-ie porachował, że druga dawka, w aktualnym tempie wypadnie na początek/połowę sierpnia i młodzież wtedy może powiedzieć „srał na to pies. Lato, lato wszędzie, a nie jakieś drugie szczepienia”. Starszyzna się wściekła, bo okazuje się, że im starsi, tym później zakończą proces chronienia się przed wiruskiem. Ja od kilku dni staram się przyspieszyć podanie drugiej dawki albo zmienić miejsce jej podania. Bez skutku. Dziś pani powiedziała po raz kolejny, że wcześniejszych terminów nie ma wolnych na drugie szczepienie. A odnośnie zmiany miejsca, to muszę sobie sam takie miejsce znaleźć. Ale ona nie winszuje mi sukcesu, bo oni sami nie robią takich rzeczy, więc dlaczegoż inni by chcieli. Eh.

Z innych ważnych rzeczy, to muszę zacząć pisać bardziej po polsku, bo mój lektor rosyjskiego zapisał się na mój blog i od teraz chyba dostaje maile z nowymi wpisami. Oj. Krzywdę chyba panu nauczycielu zrobię swoimi bazgrołami. Przecie tu czasem ani składnie, ani po polsku.

Odezwa do mojego lektora:

Алексей, Алёша, Лёша, Лёха, Алешонок, не читай эту глупость в моем блоге, потому что … ты сойдешь с ума

Tłumacząc na polski: Szanowny Panie Lektorze, uprzejmie informuję, że jest mi niezmiernie miło, żesz będzie Pan czytał mój wspaniały blog, dzięki czemusz pogłębi Pan wiedzę z mojego języka ojczystego i będziesz Pan mówił szanowniej, piękniej, kwieciściej i dostojniej. A jak przyjedziesz Pan do Polski, to moi rodacy padną z wrażenia jakim szwargotem Pan się posługujesz. Mickiewicz by pozazdrościł.

A może mu nie mówić, że te maile z powiadomieniem o nowym wpisie do folderu “trash” trafiają?

Dobra, zakończam, gdyż czas siedzenia do 1 w nocy minął. Na jakiś czas minął. Dziś już tylko wspomnieniem miłym jest. Od wczoraj grzecznie do łóżeczka przed 23.00. No dobra, od dziś, bo wczoraj mi nie wyszło. Nie umiałem jeszcze.

O jeżu, żeby tylko nie zapomnieć teraz pisać po polsku, bo mnie lektor nie skuma!

o jeżu = o essu = o Jezu = ojej = olaboga

O jeżu znowu! Zapomniałem donieść. Oglądałem jakiś durny horror na Netflix. Crawl się chyba nazywał. Dałem się podejść. Jak małe dziecko dałem się podejść. Wystrachałem się. „Oj” powiedziałem przelecony strachem. A jak większość może wie, ja bardzo rzadko, jak właściwie nigdy, „oj” nie mówię oglądając horrory. Raczej prędzej umrę ze śmiechu, niźli ze strachu. A tu się im udało. Nic się nie działo w tym filmie. Ale tak się nic nie działo, że pioruńsko wystraszyło mnie drzewo wpadające przez okno do mieszkania. Wtedy właśnie zrobiłem takie nieme „oj”. Film koszmarnie koszmarny. Wszystko było kretyńskie. Dziewczynka pędziła przez deszcze i huragany do domu, do ojca. A ten dom to nie wiem na czym stał, bo córunia zeszła do piwnicy w poszukiwaniu papy. A tam? O Jeżu! Bagno jakieś, lochy, szambo. No jak można mieć taki syf w domu!? Dziewczynka pełza co chwilę pokazując w co jej ręce wlazły. Niby jakieś gluty, błoto, odchody. No koszmar. Po chwili znalazła nieprzytomnego ojca i zaczęła go (filigranowa dziewczynka) ciągnąć na czworaka. Okazało się, że jakiś wielki … aligator do domu im wlazł. Sorry za spojlerowanie, ale mam dziwne wrażenie, że nikt tego raczej nie będzie chciał paczeć. Łapkę dałem w dół. Brrr, koszmar.

Dobra, czas na toalety i lulu.

 

Oj i jeszcze zagadka. Co robią Burgery Nocą w dzień?

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.