życie

50 godzin i 50 minut po

Z rozpędu nastawiłem rosół. Wiadomo, choroba w domu, rosół trzeba gotować. Akurat miałem skrzydło i trochę warzyw.

Udało mi się wyjść z domu w celu wyrzucenia śmieci. Na klatce zobaczyłem, że ktoś zostawił do oddania dobre krzyżówki! Tylko jedna Jolka była rozwiązana, a tak to puste wszystko.

I tu zawsze przypomina mi się rodzina z brązowego Wartburga. Morze, końcówka lat 90. Pojechaliśmy w 6 osób. Leżymy przed namiotem. Obok pokaźnych rozmiarów 3-osobowa rodzina relaksuje się. Dziewczynka bierze się za krzyżówki w cieniu auta.

– tato. Kopane wzdłuż drogi na 4 litery

– ….

– mam trzy pierwsze: Ry-O-Wy-…

 

Wyszedłszy z klatki promienie kwietniowego słońca uderzyły mnie z wielką siłą. Ludzie już bez kurtek chodzą, a niebo jest … niebieskie! O kurczaczki, ileż to ja czasu uwięziony w domu byłem?! Świat się zmienił w międzyczasie. Ale już wcześniej spostrzegłem, że ładnie się zieleni. Wiosna.

Także śmieci zostały wyrzucone. Zmieszane, szkło i nawet … BIO.

A jakoś ostatnio zainspirowałem się panem Wielkim Pe, żeby zbierać odpadki żywieniowe w oddzielny pojemnik. Nabyłem sobie wiaderko i zbieram.

Chyba nie muszę mówić, które miasto darzę olbrzymią sympatią?

W międzyczasie pokonwersowałem sobie z Arkiem-Zegarkiem i się wielce osłupiłem. Imposybilność! Co od mię pisze?! Nie zapisali się na szczepienie jeszcze! Coś wspomniał, że może w robocie się uda, bo jakaś zbiorówka ma być. Hmmm, ja też zgłosiłem akces u mojego pracodawcy, ale ten idzie zgodnie z kluczem Narodowego Burdelu Szczepień. W piątek chyba uruchomili dopiero 55+. Także czekaj tatka latka. Mówię Arku-Zegarku jak mi się udało tak przed czasem dać się dziabnąć. Konkluduję wypowiedź faktem, że trzeba posiadać e-skierowanie. I on nie ma! No dziwię się. Znając szanowną małżonkę kolegi, Ulę, to byłem pewny, że oni przede mną przejdą tą przyjemność ochrony przed zarazą. No dziwię się. Przecie Ula jest taka dokładna, szczegółowa, niczego nie przegapi i nie przeoczy. Na studiach to czysta przyjemność było pójść z Ulą na piwo i notatki pożyczyć z wykładów (bo wiadomo, że przebiegły, inteligentny, ale przede wszystkim leniwy Maciuś nie zaszczycał swoją obecnością za bardzo wykładów).  Eh, Arek-Zegarek. Dziwię się.

A kolegę Wielkie Pe wspomniałem, bo zawsze jak go wspominam, to mam respons (feedback) i wiem, że cieszy się jak dziecko. Niektóre koleżanki też to lubią. Także będę wspominał we wpisach moich niektóre znane mi osoby.

Oh, odnośnie słowa „feedback”. Na, bodajże 4, czy 5 roku naszego biznesowego angielskiego mieliśmy lektorkę z … Rosji. Mieliśmy też zajebistego Tomka, którego nie dało się zagiąć z tego języka. No i na jednych zajęciach padło w tekście słowo feedback.

– can anybody tell me in polish what feedback is? – pyta się pani nasza

– sprzężenie zwrotne – odpowiada błyskawicznie po polsku Tomek

– Jezus maria – wykrzykuje pani magister, ale już po polsku – ale co to znaczy? – dopytuje przerażona szczerze.

– a kind of information

Pani ze wschodu pouczyła nas raptem semestr. Potem przyszedł młody, bez poczucia humory, nadęty dupek, fan solarium. I u tego pana spadłem z 5 na 3 i pół. No pisałem, że dupek, a ja, że leniwy jestem. A mieliśmy jeszcze z prawa finansowego Malowane Usteczka. Ale o niej może kiedy indziej. Ta to miała poczucie humoru. Się przekomarzaliśmy często. I skubana umiała wytłumaczyć zawiłości kodeksowe. Okazało się później, że to mojego serdecznego przyjaciela Radka żony koleżanka z roku była.

Dobra, czas kończyć, bom się spocił od tego pisania.

A ręka nadal jakaś taka niewładna do końca. Ale podrapać się po głowie już mogę. I loka sobie ułożę. To się może dziś upiększę, bo niedziela.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.