muzyka,  życie

mask off

 

Ten nowy blog zaczyna mi się nudzić. Myślałem, że będą fajerwerki. Że miliony mi się zlecą czytać. Ale nie. Jak krew z nosa mi idzie. Jeszcze 83 posty czekają na import. Gdybym wiedział, że to tak będzie wyglądało, to bym się w życiu na to nie pisał. Dziś nawet udało mi się swoją własną stronę zablokować. Brawo ja. Muszę się jeszcze wywiedzieć jak zalogować się na swojego gravatara, bo coś nie chce mnie wpuścić.

Trzeba uważać z tym prowadzeniem swoich stron www na każdym kroku. Życzliwych pełno ze swoimi motywami, plug in-ami i innymi. Wszystko ma swoją cenę. Trzeba uważać.

 

Cieszę się, że ten durny zakaz zakrywania twarzy w miejscach otwartych został zniesiony. Dziś poleciałem do sklepu i na wejściu na swojej klatce spotkałem dwa psy. Coś knuli przeciw jakieś gówniarzerii. Lekka panika. Wejście/wyjście wąskie, nas już w sumie trzech – społeczny dystans niezachowany. Policjanci się na szczęście wycofali. Ciekawe czemu oni nie mieli maseczek? Mimo zniesienia nakazu zakrywania ust na dworze, nadal trzeba je zakrywać w przypadku niezachowywania odstępu 2 metrów. Ci moi byli bardzo blisko siebie. Może mieszkają razem? Nie wnikam.

 

Moją największą traumą, czy też strachem jest wyjść z domu bez spodni. Słowo daję. Już kilka razy w życiu sprawdzałem czy mam portki na tyłku, po tym jak ludzie mijani się na mnie dziwnie patrzyli. I dziś to samo. Wychodzę, idę i tak jakoś dziwnie. Jakbym goły był. Takie piętno odcisnęło to przymusowe zakrywanie twarzy. A to tylko trwało od 16 kwietnia.

 

Sklep mnie odrzucił, bo ludzi od groma. W sumie to ja nigdy nie chodzę w sobotę o tej porze. Zakupy robię albo skoro świt, albo wieczorem. Kupiłem coś na obiad i już. Właśnie. Obiad. Naszła mnie szalona ochota na schabowego. Jeszcze w kolejce do lady biłem się z myślami, patrząc na soczysty antrykot z tłuszczykiem. Ale nie. Postanowione, że będzie świnka, to będzie. Już wyklepany kotlecik.

 

Dziś jest akcja czyszczenia rzeczy z lodówki. Rosół wczoraj nastawiłem i dziś czas na zupę. Dodał com miał:

– sałata masłowa

– cebula

– cukinia

– marchewka

– pietruszka

– seler

Czyli dzienna dawka przynajmniej 5 warzyw przyjęta.

Blender, który odkupiłem od Słodkokwaśnej bardzo się sprawdza. Przede wszystkim do miksowania zup. Za każdym razem poddaje termicznej próbie plastikowy kielich. Z taką sadystyczną przyjemnością to robię. Dziś chyba było najgoręcej, ale na szczęście pojemnik wytrzymał.

 

Ostatnio konwersowaliśmy sobie z Panem z Europy na K. i Państwem Słodkokwaśnym na temat kulinariów. Oczywiście niepowetowana strata dla całego świata z powodu powrotu do normalnej pracy Pana z Europy na K. i zaprzestania pichcenia. Bąbelek jego ponoć się wziął się gary. Brawo młody!

 

Rozmowa na temat gotowania zeszła na wspomniany już blender. Okazało się, że każdy z nas miał ubaw po pachy z tym urządzeniem.

Słodkowaśnej wpadł ten plastikowy czopek do środka! Piąteczka kolego. Jak to się mówi – byłem tam i robiłem to (been there, done that). W moim przypadku nie zauważyłem, że to plastikowe coś jest wsadzone od dołu. Na szczęście blender przeżył. I ja też.

 

Następnie, tak troszkę nieśmiało, ale już wyraźniej rozochocony, po opowieści naszego druha, przemówił Pan z Europy na K. Czy jedliście kiedyś zupę … gumową? Otóż istnieje taka. Niektórym udało się przygotować ją i zjeść. Nasz kolega po prostu niefortunnie założył gumową uszczelkę. Nie z tej strony. Ciekawe czy i mi się kiedyś przytrafi pobróbować tej pysznej zupki.

 

Nie chciałem być taki ostatni, więc dorzuciłem i ja historię. A właściwie to była taka magiczna sztuczka. Wykręcasz kielich z koktajlem mlecznym i bach, jak za dotknięciem magicznej różdżki, pojemnik staje się pusty. Ta-dah! Oczywiście wszystko, kacze pióro, wylewa się dołem, bo wykręciłem nie w tym miejscu co trzeba. Od razu powiem, że fatalnie się wyciera taką gęstą maź. Pan z Europy na K. przynajmniej zjadł swoje. A ja niestety musiałem obejść się smakiem.

 

No dobra kochani, czas na sobotę. Czas na schaboszczaka!

 

PS. Kurczaczki. Od prawie 2 godzin zaimportowało się nic. 282 posty z 365. Po co mi to było?

3 komentarze

  • ulatx

    No właśnie po co?
    a ja niepotrzebnie założyła konto na wp żeby za każdym komentarzem nie musiała wypisywać rubryczek: imię, e-mail..
    i gdzie jest strona główna?

  • Saber

    Cos z ta strona masz nie tak, ale nie wiem co, nie mozna cie followowac, nie dostaje notyfikacji ze jest nowa notka, nie dostaje nic, a w komentarzach trzeba sie logowac. Czuje sie jakbym co najmniej logowal sie na serwer FBI tyle zachodu.

    Ja dostalem termomix, ladny gadzet, pieknie i nowoczesnie wyglada i no wlasnie, stoi i wyglada bo na Chiny ludowe jeszcze go nie rozgryzlem, ale fakt bajerancko wyglada.

    Jak odpiszesz na komentaz plis wyslij sms, co bym jakas notyfikacje dostal😂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.