kulinaria,  życie

budyń

Nie. To nie będzie wpis o miłościwie nam panującym Sebastianie. Chociaż?

Tak się „zapasłem” (narobiłem zapasów znaczy) w czasie tej pandemii, że w końcu postanowiłem na nowo odkryć światło w lodówce i zrobić miejsce w szafkach. Nie, nie robiłem specjalnie zapasów. Po prostu jak jestem prawie codziennie w sklepie, to zawsze coś wezmę albo z ciekawości, albo na spróbowanie.

Dziś padło na budyń. Ha, kiedy ja ostatni raz robiłem albo jadłem budyń? Jak jakiś szkrab byłem. Z kilkanaście lat pewnie temu, jak nie kilkadziesiąt. Budyń kupiłem przed Wielkanocą w związku z pieczeniem sernika. A, wezmę 3 opakowania – pomyślałem wtedy.

Nieużywający za bardzom cukru jest, także dałem na koniec miodu. Jedna torebka i pół szklanki mleka. Oj. Mogłoby być ciut mniej płynu. Pamiętam z dzieciństwa, że gęsty to był dań. 

A co do naszego Budynia? Ciekaw jestem, czy PiS przesunie wybory na najdalszy termin, jaki się da, żeby tylko mieć więcej czasu, żeby móc zdyskredytować przyszłego naszego prezydenta Czaskoskiego?

Bardzom ciekaw jest.

Ok, po 9 już. Czas chyba zacząć dzwonić po ludziach i potwierdzać, czy wczorajsze ustalenia aktualne, czy też nie. Wczoraj miałem już grafik na dziś. Ale jeden się wycofał i efekt domina ruszył. No może nie do końca się wycofał, ale tekst typu „jutro nie mogę. Jeśli możemy to przełożyć, to przełóżmy. Ale jeśli nie, to wolałbym o tej godzinie i na takich zasadach”. No to teraz muszę na nowo klocki poskładać. 

5 komentarzy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.