muzyka,  życie

piszesz mi w liście, że kiedy pada, kiedy

… nasturcje na deszczu mokną.

Hmm, chyba nigdy nie widziałem nasturcji. A może widziałem, tylko nie wiedziałem, że to to.

Nas w Turcji też jeszcze nie widziałem. A bym bardzo chętnie zobaczył. Mało brakowało, a bym odwiedził. Ale bilet jakoś drogi był i jakoś samemu się nie chciało. Ale mam Turcję na uwadze.

Właśnie piję pierwszą kawę po odkamienieniu. Hmm, albo jeszcze jest za rano, albo coś się nie wypłukało za dobrze. Muszę wygrzebać butelkę z płynem do odkamieniania z kosza na śmie(r)ci i poczytać, czy fatalne jest spożycie. To znaczy, czy śmiertelne. Głupio by było zejść ze świata ubitym przez odkamieniacz. Odkamienienie takie by było. Odkamieniowanie?

Ludzie skarżą się na pogodę. Druga połowa maja i zimno.

Zacytuję klasyka – jest zima, to jest zimno.

Nawet przysłowie mówi – w majcu, jak garncu.

Ja nie narzekam. Pogoda jaka jest, taka jest. Nie przeszkadza mi. Najpierw świat grzmiał, że sucho, że musi popadać. To niech popada. A zimno mi nie jest.

Pogoda mi nie przeszkadza.

Ale do szewskiej pasji doprowadza mnie ta durna wbudowana aplikacja Weather w moim telefonie. Aj! Ale to jak. Patrzę na ekran – nie pada do końca dnia. To idę biegać. Lecę. Obmyślam trasę biegnięcia. Na 3 kilometrze – KAP. KAP. KAP. No dobra „re-routing”, bo jak się rozpada, to do domu będzie daleko. Także nowa trasa wokół domu już jest zaplanowana. Po krzaczkach, na uboczu, wokół jeziorka Czerniakowskiego. Fajnie, zielono. Tylko gałązki drzew i krzewów po pysku mnie smyrają. 

Kiedyś deszcz mnie zaskoczył podczas biegania. Oj, lało jak z cebra. Pamiętam, że rękoma odciągałem koszulkę od ciała, bo jakoś się za bardzo kleiła do ciała i się ciężko biegało. Także teraz wiedziałem, że trzeba biegać z przyczajki, blisko domu. Jak zaleje, to do domu dwa kroki.

Oooo, od dziś zakaz sprzedaży menthalowych papierosów. Nigdy nie lubiłem. Wiatr w gębie.

1 236 dni bez papierosa.

Także każdy się zgodzi, że dobrze jest wiedzieć na zaś, co nas czeka na zewnątrz, nieprawdaż?

Wczoraj wyszedłem zrobić 10 000 kroków. Ściemnia się, czarny horyzont. Rzucam okiem na mój Weather – czysto.

Z krokami mam tak, że co dzień muszę zrobić przy najmniej 10 000 kroków. Nie ma zmiłuj. Gdy wiatr i deszcz, ja idę. Gdy pada śnieg i dzwonią dzwonki sań – ja idę. 10 000 kroków raz mi się wydaje, że to sporo, a raz się dziwię, że już doszedłem.

Mam taką traskę: Sadyba – pałac w Wilanowie – Sadyba. I już jest dyszka.

Maciek jak sobie coś do łba wbije, to nie ma zmiłuj.

Nie pamiętam kiedy nie wyrobiłem dziennej normy. Chyba jak latam, bo wtedy ciężko.

Czasem mi się zdarzy 9 9989 kroków i już jestem cały zły, że nie doszedłem do końca. 

I tak się wybrałem wczoraj. Przez chwilę wahałem się czy ubrać kurtkę p-deszcz, czy może ciepły polar? Rzucam okiem raz jeszcze na ekranik. Ok, polar będzie w sam raz. Gdzieś na kroku numer 6 600 poczułem KAP, KAP. A właściwie zobaczyłem to po kałuży mijanej. Odpalam telefon. Aj! Ma kapać. 30% szans, że będzie padać za godzinę. Grrrr. Postanowiłem przysiąść w lokalnej knajpce i przy piwie pomyśleć o tym co dalej. Jak się rozpadało, aż zmarzłem i musiałem wejść do środka. 

Nie mam nic do deszczu. Ale wolałbym wiedzieć o takich niespodziankach meteorologicznych. Lubię deszcz. Mam kilka ciuchów p-deszczowych. Można się zabezpieczyć. Z cukru nie jestem. Mam nadzieję, że nie urosnę. 186 cm w zupełności mi wystarcza. Także moje zirytowanie do aplikacji Weather jest spore. Ale powoli nauczam się zachowywać dystans do niej i robić tak zwany „double check” na imgw.pl

Przeczytałem kiedyś mądrość pewną związaną z deszczem. Make life harder sparafrazował poziom wpisów premierówny Tuskówny, która prowadzi(ła) blog Make life easier. Nie czytałem nigdy jej blogu, ale sądząc po opiniach, pani Kasia Tusk dawała na swoich stronach (PO)rady.

Jeśli nie chcesz zmoknąć podczas deszczu, weź parasol.

13 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Leave the field below empty!