Uncategorized

odwinąć kitę

Prawie!

Czyli

отбросить копыта; сыграть в ящик

snuff it

Ja z tym jaszczikiem coś kojarzę! Mam! Zagrać w pudełko dosłownie!

Hejka kochani, jak się macie? Bo ja super. Ubiegły weekend umierająco w łożu spędzałem. W niedzielę pokończyły się cierpliwośći i poszedłem na miasto się przejść. Dzień wcześniej światełka świąteczne odpalono. Cóż. Ładnie, jasno, ludzi od groma. Radość, miłość. Święta idą. Mam tylko wrażenie, że za dużo tego. Przesyt taki.

 

Żyję jak widać i mam się coraz lepiej. Biegać, nie biegam. I jakoś nie wracam doń, bo przecie jeszcze nie doszedłem do siebie (jakby kto pytał).

Nowy kolega z instagrama nie wrzucił do rzeki. Roweru nie buchnął! Życie zaoszczędzone.

Albercik gardzieli nie poderżnął. Kolejne życie. Control + S. Było miło u Turka. Długo masował i pieścił moją głowę. Nałożył nawet czarną maseczkę, że niby tłuszcz odciąga. Poprosiłem, żeby na brzuch mi położył. Ale wyjaśnił, że to oczyszcza twarz z tych białych pryszczy(ków). Hm. Oczyszcza, nie oczyszcza. Zrywanie maseczki ze skórą nie było miłe. Depilowanie nitkami połowy twarzy – też nie. Doprowadził mnie do łez. Kichałem, płakałem.

Olśniło mnie, że on to robi specjalnie. Mści się! Jak Sobieski pod Wiedniem! Mówię mu o tym. A on, że nie. Że dba o mnie. Że przeprasza, że mnie porzucił wtedy.

Robert z Segmentu też mnie nie ubił za to, że nazwałem go donosicielem. Życie oszczędzone. A w ogóle jakoś się zakolegowałem z panem właścicielem. Bardzo sympatyczny człowiek. Często sobie siedzimy przy stole i rozmawiamy. Jeden minus to to, że mnie tuczy. Ogromny plus – że ma pyszne jedzenie i stynki-rybki mi daje spod lady! Mlask i mniam! Lubię.

Co prawda pan właściciel z problemami. Ale tak to jest, jak się ma własny interes. Kelnerki ma dwie. Czarna Beata i biała Beata (imiona zmienione, jakby co). Czarna fajna, sympatyczna, można pogadać, zażartowć, pouśmiechać się. Mówię jako klient. Nie wiem jakie robotnice z nich. Biała? Jej! Pierwsze dni jej pracy. Siedzę z kumplem na piwie. Jest za 20 minut 22, czyli 21.40. Dialog, czyli konserwacja taka. Konwersacja:

– coś panom jeszcze podać?

– tak, jeszcze po piwie poprosimy

– ale niestety zamykamy już

konsternacja.

Wracając do dzisiejszych czasów i naszych bohaterów z Powsińskiej. Dowiedziałem się (oczywiście od właściciela włoskiego szynku), że Albercik mną się zajmował aż 90 minut i zrobił mi zabiegi za 150 zł, licząc tylko 100 zł, jak za normalny seans godzinny. Ok, czyli jednak dobry Turek. Siktir, teşekkürler.

Dobrze mieć swoich ludzi u Turków.

Aaaa. Już wszystko wiem o zakładzie golibrody. Ten jego pomagier, to nie Turek, a Azerbejdżandżyk, czy jak się to pisze. Albercik jest ze wschodniej Turcji przy granicy z Azerbejdżanem. I jedni i drudzy mówią po turecku. Młody jest w Polsce od 3 miesięcy i po polsku jeszcze nie tego. Dlatego on taki niemota. I coś mi Robert wspominał wcześniej, że ten chłopak mówi po rosyjsku. To teraz wszystko jasne. Upewniłem się tylko u golibrody, czy to prawda i okazało się, że nie nie! Czyli TAK. Podwójne przeczenie!

I jeszcze Albercik opowiedział mi całe swoje życie. 14 lat w polsce, bo wujek tu został, 30 lat temu jadąc do Germanii. Że on najmłodszy, dziewiąty potomek w rodzinie. On 35 lat, a najstarszy brat 58. Czekajcie, ja już to kiedyś słyszałem o takich rozbieżnościach. Co kolega myślał, że jego starsza siostra, to nie żadna starsza siostra, ale matka jakaś! Hm, interesujące.

Kolega od wystaw na UW uczy się filozofii. Mówi, że musi ogarnąć Arystotelesa i Kartezjusza. Od razu zaproponowałem mu, żeby odważną tezę postawił na temat tego drugiego. Żeby zacytował najnowsze dzieło Kasi:

Kartezjusz pierdolił

Myślę, że konsternacja jury od razu nadałaby mu tytuł dra.

Ale Krzysiek jest za grzeczny. Tylko się uśmiechnął i powiedział – ha ha.

O! Zapomniałem. Na nartach byliśmy. Słoneczna Italia! Tym razem lot do Mediolanu i samochodem do Cervinii. Super! Z hotelu się zjeżdżało i do hotelu się wjeżdżało. Czyli blisko. Na drugi dzień poprosiliśmy o lepsze narty. Dostaliśmy giganty. Prędkość od razu większa rozwinięta – prawie 77 km/h. Ale wywróciłem się ze 3 razy. Raz – ot tak. Ścichapęk. Drugi raz – było takie mleko, że nie widziałem dołka przed knajpką. Także to raczej położenie się na śniegu było, a nie wywrotka. I jeszcze jeden raz – epicka wyjebka! Jadę. A właściwie szusuję i widzę, że pan chyba nie zamierza zrobić zwrotu.Wiedziałem, że będzie crash boom bang, to się delikatnie pochyliłem bokiem ku stokowi i położyem się. Niestety. Zadziałały prawa fizyki. Einstein jednak nie pierdolił. Zacząłem się kręcić (jak Gregorz Filipowski na lodowisku), szybko zsuwać i takiego pana skosiłem nartami. To razem się zaczęliśmy kręcić i lecieć w dół. Jak się zatrzymaliśmy, to powiedziałem ze dwa razy, że bardzo przepraszam. Życie zaoszczędzone. Wyjazd na narty cudowny! Fajne towarzystwo, miejscowość i lotnisko.

Wczoraj spotkałem się z kolegą na mieście. Było przed 18, więc powiedziałem mu, że do Kity Koguta nie pójdziemy, bo chyba od 18 otwierają. To zaszlim gdzie indziej. Nawet fajne miejsce na Marszałkowskiej z boku Hotelu MDM przy torach tramwajowych. Piętrowa knajpka – na dole drinki, na górze craftowe bronksy i …barber. Po 5 piwach poszliśmy do Kity jednak. Mega fajne miejsce. Barmani bardzo pro! I mają ten nieszczęsny popcorn. Jejks!

Jak byłem ostatnio ze Słodkokwaśną, to też tam wylądowaliśmy. Kolega-bloger kulinarny zaprponował,żebyśmy poszlina degustację do Korea Town. Ja wiedziałem, że to się tak na samym jedzeniu nie skończy. Piwko jeszcze na placu Zbawiciela i ta Kita. Zrobiliśmy wtedy konkurs wśród barmanów na najlepszego drinka. Każdego drinka robił inny barman. Ja od razu obstawiałem, że Magda wygra. Ale się kurna okazało, że ostatni koleś ją pobił. Sprawiedliwość musi być. Nie pamiętam co było nagrodą i w sumie nie pamiętam co piliśmy.

Teraz też zamawialiśmy co chcieliśmy. Kolega poprosił o coś dymnego.Kurna do południa dziś czułem jakiś dym. Skończyło się o północy, bo na szczęście zamykali! Dzięki Kito.

Życie dziś kiepskie! Ale żyję.

W pracy dawali dziś nagrody z racji zbliżającego się stulecia firmy, w której pracuję. 1 000 zł brutto plus 100 zł brutto za każdy rok przepracowany powyżej 10 lat. Ja miałem/mam dwie tury w tej firmie. 8 lat z hakiem plus 7 plus. Bałem się, że nie zauważą. Ale na szczęście zauważyli, docenili, zsumowali i dali. Szkoda tylko, że drugi próg się pojawił. Ale najważniejsze, że jest, że święta będą bogate, że w ogóle. Ludzie już na korytarzu jęczeli, że „łeee. W NBP dawali więcej”, albo „W KGHM to dopiero były premie”.

I tu przyda się znowu Kasia!

A że słońce napierdala… że gorąco i poty…
A że piździ i z zimna klekoczą im kości…
Że Taco był spoko, za to teraz chujowy…
Że ta książka to syf a Smarzowski się kończy…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.