Uncategorized

mama mi mówiła

że wszyscy rodzimy się superStarami

Kto pamięta takie auto STAR?

Koniec świata, słucham z przyjemnością Lady zGagi! I ten początek posta, to od niej właśnie.

Zawsze uważałem, że dziewczyna ma fajny głos. Repertuarowo wcześniej to tak pod publikę. Ale ostatnie rzeczy? Dają radę. To z filmu „A Star is born” bardzo ciekawe.  Znowu star.

            jestem sam w domu. Jestem na mieście

Dziwne. To w domu, czy na mieście?

Dobra, zostawiam „Narodziny Gwiazdy”, bo ja nie o tym.

Właśnie – przypominam wszystkim Polkom mieszkającym w USA, że już za chwilę „Cold War”w kinach. Proszę pójść.

Co u mię słychać? A nic. Star-e biedy. Dostałem skierowanie na indywidualną terapię. 3 spotkania. 2 już były i ten drugi był super, bo o 7 rano. To znaczy, nie pora była super. Zabieg był na leżance. Można się było zdrzemnąć. Po następnym zabiegu zadecyduje rehabilitant(ka) czy przedłużamy, czy:

– laser wysokoenergetyczny

– fala uderzeniowa

Wszyscy mówią, że fala bolesna jest. Ale PRP (podanie osocza bogatopłytkowego) też miało bardzo boleć. A dałem radę. No nic. Optymistycznym jest.

żyję dla aplauzu!

11 listopada, wiadomo, imieniny Macieja i Marcinów. W związku z tym, że mieszkam na ulicy, przy której mieszkam, to postanowiłem z moim Bonifacym obchodzić imieniny razem, czyli jakoś w maju (?). Także świętowaliśmy gęś u Marcina aka Słodkokwaśna. Co będę się rozpisywał? Na szczęście jakoś mało było ludzi, bo ptaszyska star-czyło dla wszystkich. I pyszne garniry też można było repetować, czy tam dokładać. Mam tu teraz taki apel do pani Slodkowaśnej – Aneciu, pardon mój błąd kroków, faux pas takie. Wychodziwszy, postanowiłem się pożegnać ze wszystkimi zbiorowo. Bon ton przewiduje takie rozwiązania. Omiotłem zwrokiem jak największy fragment pokoju i powiedziałem „cześć”. A wzrok o tej porze i po tak pysznej gąsce wiadomo jaki? Kaprawy. Także nie zauważyłem nieobecności Twej. Nie wiedziałem, że na balkonie palisz, bo mój wzrok tam nie sięgał. Także wybacz.

 

Skóra i dżins, garażowy glamur. Nie jestem pewny co to znaczy

 

Aha, chadzam do tureckiego barbera. Ale chyba mi niedługo ten gardło poderżnie. Wszystko przez właściciela Segmentu. Albercik ma swój zakład dwa lokale od bardzo dobrej włoskiej knajpki. I właśnie szef restauracji polecił mi Albercika, bo sam do niego chodzi i jest kontent. To „poszłem”. Baaaardzo fajne przeżycie i zabieg taki bardzo relaksacyjny. Ogolił, obciął, gębę wymasował, nasmarował, włosy w uszach opalił i takie tam. Najbardziej bolesne było depilowanie dwiema nitkami włosków dookoła i pomiędzy brwiami. Oj! Jedyny dyskomfort tegoż spa, to śmierdzące fajkami dłonie mistrza. Czuć, że je myje po fajce, no ale wciąż czuć ten nikotynowy aromat. Wiem, bo 24 lata paliłem. Powiedziałem o tym Robertowi z Segmentu, a ten uprzejmie doniósł Turkowi. Gardło poderżnie jak nic. Ale poszedłem z taką pewną nieśmiałością raz, drugi i trzeci, i nic! Żyję.

Ale ostatnio mnie znowu Albercik zgrzał. Seans trwa 30 min, bo tylko zarost na twarzy pielęgnowałem, bez włosów na głowie. Mija kwadrans, a ten mnie oddaje swemu uczniowi i wychodzi! Uczeń niestety miał jakąś skazę skóry na dłoniach. Nie wiem – poparzone, egzema, grzybica? Czort wie. Nie znam się na grzybach. I z nosa mu jeszcze cieknie! Zakatarzony!

chwileczkę! To moja ulubiona piosneka, którą zaraz zagrają?

No i ten chłopiec mnie „dokańcza”. Idę do Segmentu, a tam …Albercik pizzę wsuwa! Pytam się – to Ty sobie poszedłeś pizzę zjeść?

– no bo głodny byłem. Cały dzień nic nie jadłem

 

Jak to mówi mama Nosowskiej – frajerstwem nie jest dawnie drugiej szansy. Trzeciej jest.

Turek wyszedł, zdałem relację właścicielowi włoskiego szynku. No i ten znowu uprzejmie doniósł! Oczywiście imiona zostały zmienione. Wszelkie podobieństwo przypadkowe. No mówię Wam, gardło mi poderżnie! Także jeśli kiedyś znajdą moje zwłoki gdzieś w Wiśle, albo przepadnę bez śladu, ale z pięknie zadbanym zarostem, to dzwońcie na 997/112 i donieście na Albercika.

 

rah, rah-ah-ah-ah, roma, roma-ma. Gaga u la la. Chcę twój zły romans

 

Aha. Sportuję się. Na rowerze jeżdżę albo biegam. Rekordy w jogingu biję. Co chwilę endomondo mówi, że rekord 2018 roku ustanowiłem. A na rowerku jeździć jednak nie powinienem – tak doradza indywidualna tereapeutka. Ale dziś się uniosłem i wsiadłem na 2 kółka. Bo słońce, bo wolne, bo tak. Tylko zimno troszku było. Ręka tylko trochę dawała się we znaki.

 

j’veux ton amour, et je veux ta revanche

 

Aha jeszcze raz. Instagram. Wróciłem. Troszkę mi lajki spadły, ale jak to się mówi po francusku? Mam to w dupię (wymów z francuskim zaciągiem). Poznałem nowego użytkownika i może dojść do spotkania z followersem numer 11. Choć teraz tak myślę, że jak Grzesiek czyta mego bloga i jest odrobinę kumaty, to może się na przykład umówić na rower. Przyjdzie wtedy na piechotę, wepchnie mnie do rzeki, buchnie mój rower, a cała wina spadnie na bogu ducha winnego Turka Albercika! To jakby coś się stało ze mną, a Albercik się wypierał, że to nie on, to rzućcie cień na moich followersów z insta!

 

to była perfekcyjna iluzja

 

Jeszcze jeden kolega z insta zaprosił wczoraj na otwarcie wystawki w muzeum UW. Zaczął pan profesor, chyba od wczoraj dyrektor Muzeum Narodowego. Tyradował jak opętany! Ale w końcu oddał głos Krzyśkowi i ten mógł oznajmić, że wysatwa uznana jest za otwartą. Brawo! Jako, że kiedyś z Ulą z Teksasu byliśmy w tym muzeum na prywatnym turze, to oczywiście doniosłem Uli, że nasz kolega takie sukcesy odnosi i takie wystawki tworzy i otwiera. Oops. Krzysztof chyba zapomniał zaprosić gości z zagranicy. Ula kazała pogratulować ale zarazem ochrzanić, że starszych ludzi Krzysztof nie informuje. Także przekazałem wieści naszemu koledze.

Wystawka mała ale wrażenie tego wydarzenia sympatyczne. Nie mogłem niestety zostać na częśći artystycznej – koncert samego Chopina i Paderewskiego. Mam wszystkie ich płyty, widziałem już tyle ich koncertów, no ale akurat teraz nie mogłem. Także powiedziałem koledze, że bardzo przepraszam, ale nie zagrają oni tego koncertu dla mnie i się pożegnałem.

 

nie chce mi się więcej gadać

 

bo pan z Europy na K. tekstuje. Że mam niby przyjść i namówimy razem jego małżonkę, żeby wyjść na dzielnię na małe cośtam. Ale na razie teściowa wizytuje i końca nie widać.

Doradziłem, żeby pan z Europy na K. zapytał się teściowej, kiedy ta wychodzi. Ale chyba ten nie ma odwagi. Dobra, lecę na Hlonda

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.