Uncategorized

bóm wakacje w rzymie!

Kto pamięta taki zespół?

Hejka kochani jak się macie? Bo ja z dnia na dzień coraz lepiej.

Pics/photo – https://1drv.ms/f/s!AiQCiXakH-geplf_jQBNeIRnfbVw

Zrzut ekranu 2018-10-28 21.54.24

Myślałem, że mnie ta swobodna włoska flegma wkurwia, ale dziś (pisane 24.10) już wiem, że nie.

Tak, jestem w słonecznej Italii i muszę Was zmartwić, że jest bardzo ciepło. Zapodawany jest krótki rękaw i nogaw! Nie mówiłem wiele o tym wypadzie, bo jakoś nie chciałem. Chciałem zrobić taką niespodziankę. Kto mnie śledzi na Insta, to mógł się zsiurpryzować.

Bum! Insta story z Wiecznego Miasta!

W marcu 2006 roku byliśmy. Nie wkładałem ręki do paszczy prawdy (mouth of truth), czyli zgodnie z tradycją nie powinienem byłem odwiedzić Romy raz jeszcze. Nie wrzucałem do fontann monet. A jednak. Nie tak dawno, jak z 11 miesięcy temu poznałem w lokalnym barze małżeństwo. Szybko się zaprzyjaźniliśmy, łącząc się we wspólnej pasji czy to muzycznej, czy to kulinarnej, czy to browarniczej, a nawet destylarnej. I tak od samego zapoznania się przebrzdąkiwaliśmy, że chętnie ten Rzym można by odwiedzić. Ja pod kątem 70. urodzin mego Papy. Myślałem, żeby zabrać, pokazać. Ale niestety, o 10 lat za późno. Mama się boi latać, a Tato się męczy po paru krokach. A łażenia tu od groma. 60 km mam w nogach po niespełna 5 dniach.

No to pojechaliśmy. Jesteśmy. Chillaxujemy się.

Wino, jedzenie – mlask i mniam.

Na sam przód, przez pierwsze dni irytowała mnie włoska beztroska. Wszystko w dupie mają. Innych też.

Najpierw ponarzekam, a raczej opowiem o tym, co mnie dziwi.

Trawmwaje, metro – ill communication!

Matko boska! To jakaś kara boska, a nie transport. Już teraz wiem czemu bilet ma ważność 100 minut. Ten tramwaj się przesuwa poooooooowwwwwwwooooooollllliii. Podjazd, stop, ruch, czerwone światło, stop, stop, stop. Same pojazdy, to jakieś trupy. Tylko poręcze i siedzenia widać, że zamienione na nowe. Ale jakoś dziwnie. Mało tych poręczy. Dziś trzymałem rękę wysoko, żeby pani się mogła chwycić. I głowa pani smyrała mnie po paszce. Nawet nie chcę zaczynać o metrze! Jessu. Non stop przeładowane pociągi. Na naszej linii pociąg jeździ co 12 minut. Nie wiem, czemu nie zwiększą, skoro tyle luda!? No w Warszawie to by nie przeszło. Można mówić o korkach nad Wisłą, ale to wszystko jakieś inne, cywlizowane. Choć z drugiej strony, jak wsiadam u siebie na Bonifacym lekko po 7, to „no way Jose,  żeby wsiąść”. A przystanek to 3. raptem od pętli.

Nie wspomnę już o rzymskich dzieciach, które siadają i mają w nosie ustępowanie. O dorosłych, którzy odpalają filmy, youtuba i słuchają. Dziś byłem bliski OPR pana. Ale o tem potem. Chyba tylko autobusem idzie jechać. Bo jedzie po szynach. Ale jedzie! I nie jest zatłoczony.

Do you speak english?

Zapomnij! Ciężko jest. Tak samo jak francuzi – włoski nie gęsi i swój język mają. Dziwiło mnie, że młodzi nie mówią. Tak samo było w Germanii. Dziwne! A słyszałem, jak 3 polskie nastolatki w Warszawie coś mówiły po angielsku. Kurna ale akcent miały! Zazdro!

Tu jest słabo. Ale podzielić ludzi można na 2 kategorie:

1 wal się, nie mówię

2 nie mówię, ale chętnie pomogę

3 mówię

no mówiłem, że 2 kategorie 🙂

dziś (25.10) akcja. Idę przez tunel. Wąski chodnik. Co chwilę wyprzedzam, bo nie chodzę jak ten ostatni. Kto mnie zna ten wie.

– excuse me

cisza i nic

– excuse me

nic

w końcu chłopiec woła koleżankę, a ja ją już klepię po ramieniu mówiąc

– are you deaf?

No co za dziewoja! „Scusa”a „excuse me” to takie inne? Wielce zdziwiona. Non capisco.  Ale to chyba nie kwestia włoskiego temperamentu.

Częste akcje w komunikacji warszawskiej:

– przepraszam

zero ruchu

– przepraszam

płoną łąki, płoną lasy. N-I-C!

– z drogi!

i kończy się na wypchnięciu delikwenta z drzwi. Ma się tę masę na szczęście. Ludzie to som takie głupie!

Aaaaaa. Dzięki Wahszawo za niewybranie byleJakiego phezydenta!

Może faktycznie trzeba kilku dni tu, by się przekonać. Bo dziś spoglądam na Rzym inaczej. Fajniej. Wszystko jest OK. Po co ten pośpiech? Słońce, radość, witaminy! Ciao!

Rzym jak Rzym, co będę przewodnik robił z blogu. Strasznie stare miasto, same prawie ruiny.

A serio? Cóż mogę powiedzieć? Jest pięknie. Trochę syfiasto, mało koszy na śmieci. Dużo ludzi pali. Brudnawo. Ale ogólnie miasto warte zobaczenia.

Żałuję, że nie ma w Polsce tej mentalności.

Kawa poranna na rogu. I z tego tylko pani żyje. Do południa – kawa, śniadanie i szlus!

Albo knajpka czynna po południu. Albo miejsce otwarte tylko rano. I zawsze są klienci. A mówię o południowym Rzymie, czyli takie Stegny/Sadyba. U nas pod tym względem jest słabo. Nawet jeśli coś jest, to pustki i hula wiatr.

Ten wyjazd zaliczam do „nie ma napinki”. Co zobaczę, to zobaczę. Muzea, kościoły mniejsze, większe ciekawe. Czuć historię.

Ale jest też kwestia kulinarna! Oj jest. Jadąc taxi z lotniska pan nam naopowiadał o paru daniach oraz targach. Za jego namową pojechaliśmy na zatybrze na pchli targ. Czego tam nie było? Tych straganów ze 40, sam nie wiem co się w nich mieści. Targ ma jedną zaletę – jedną alejkę. Ale jest to też minus – się ciągnie!

Na campo de fiori nie znalazłem pysznej porchetty. Smutna buzia.

Dostałem od koleżanki link do bloga dziewczyny, co z 50 razy była w Rzymie i zdarzyło się jej mieszkać calusieńki rok. To w sumie jak ja i Miasto. 13 razy, w sumie w każdym miesiącu byłem oprócz piekielnych czerwców i lipców. Prawie.

No i ta dziewczyna opisuje Rzym – nietursytczne miejsca oraz/i pyszne miejsca. Jak na razie rzymskiego przysmaku nie mogę znaleźć, czyli ogonów. Szkoda. Miałbym porównanie – Segment, moje, Rzym.

Ludzi od groma na mieście ale w sumie, to nie przeszkadza. Jedynie odepchnęło mnie, żeby wejść do Koloseum i Kapeli Sekstyńskiej. Nie, nie chciało mi się. Stary chyba już jestem. Na szczęście byliśmy w Coloseo w 2006 roku. A kaplica? No cóż. Nie od razu Rzym zbudowano, czyli nie można mieć wszystkiego.

Rome wasn’t built in a day!

Inne freski też mi się podobały. Klikłem sobie wczoraj na rzeczy warte, ale nieoczywiste, i godne zobaczenia. Padło na zamek Św. Anioła. Polecam! Fajne miejsce. Zwiedza się na idąco (czy idąc? Jessu, co z moim polskim?). Atrakcją są widoki! Pół Rzymu widać. I pół Watykanu! Przepięknie!

Co do wyborów, to powiem, że spotkałem wicepremiera Włoch. Co za szczęście? Pani właścicielka jest powściągliwa w opiniach i mówi, że nie wypowie się na temat tego pana. Było jakieś zamieszanie na placu, to „poszłem” pocykać zdjęcia panu. Wysłałem foty do kolegi z Turynu i do Emanueli właśnie. Pani powściągliwa, a kolega zachwycony. Że ludzki pan, że dobry pan. Także jak widać, zdania są podzielone.

W sobotę poszliśmy na rekomendowane makarony. To znowu ta pani, co 50 razy była. Koło Watykanu. Faktycznie fama się po mieście niesie, bo dużo ludzi z otwartymi mapami google’a i tripadvisorami. Fajne bistro. A co do smaku, to powiem, że w Polsce takiej carbonary nie jadłem. Zupełnie inny smak. Oryginalny i prawdziwy.

Stamtąd przeszliśmy się do Bazyliki św. Marii na Zatybrzu, w dzielnicy Trastevere. Co za piękne miejsce ten Trastavere! Zaskoczyło nas. A kościółek bardzo uroczy. Polecam tę dzielnicę.

Wczoraj wyskoczyłem na naszą dzielnię, do jak się okazało bardzo sympatycznego miejsca. Piwo craftowe, muzyka prawie jak od DJ – klasyczny hip hop i rap zmashupowany. Bardzo sympatycznie. Obok siedział ciemnoskóry chłopiec, który swojej pani śpiewał – No Sleep til Brooklyn. Dziewczynkę chyba bajerował, bo z Miasta był, a ona by chciała tam pojechać. Ale fajnie pan podśpiewywał, a ja się gibałem. Wróciwszy tam wieczorem trafiłem na jazzowy koncert. Poznałem kapelę na przerwie na papierosa. Fajna wokalistka z Chile (tylko nie wiem czemu podczas występu mówiła, że z Brazylii jest). Oprócz zespołu zagaiłem dziewczynę o blond włosach:

– hi, do you speak english?

– yes

– can you tell me why italians do not speak english?

– i don’t know. I am from Switzerland. I speak 4 different languages

– oh yes, you are excused 🙂 i can only say 2 words in Swiss – Roger Federer

Fajna dziewczyna. Później dołączył Włoch i zapytałem o to samo. Nie potrafił odpowiedzieć. Powiedziałem im, że w Polsce, to już są takie czasy, że od przeczkola dzieciaki mają angielski.

Dziś (sobota) postanowiliśmy zajrzeć do Caravaggia i jego „Wróżbitki”, czyli do Muzeum Kapitolińskie. Świetne miejsce. Trochę za dużo chodzenia ale kilka rzeczy godnych obejrzenia. I w międzyczasie przechadza się zwiedzający po taki tarasie z widokiem na Forum Romanum.

I tu chyba koniec rzymskich wakacji, bo faktycznie jaki przewodnik mi wyjdzie. Rzym fantastyczny. Tylko ta komunikacja jakoś mi nie leży. Nie wiem, czy dałbym radę się przyzwyczaić.

Dodam na koniec, że na sam przód przyjazdu, na lotnisku, spotkaliśmy pana:

szok!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.