Uncategorized

czary…

prysły.

 

Hejka kochani, jak się macie? Bo ja w sumie fantastico! Mi sento benissimo, fantastico – jakby to Włoch powiedział. Wczoraj byłem na pizzy, jakby kto pytał.

 

 

Nie tak dawno całkiem temu byłem na koncercie, moim ostatnim koncercie, zespołu Marillion. Kto mnie zna, ten wie, że lubię, a nawet uwielbiam. Promowali wtedy płytę pt. „Dźwięki, których nie można stworzyć”. Męczarnia dla uszu niestety. Chyba nawet do końca nie doczekałem.

Czar prysł.

Ale ale. W gratisie dostałem mp3 z koncertu z Kanady, bodajże. Wysłałem do kolegi, też dużego fana, który wcześniej krzyżyk na Marillion postawił. Ale przy tej właśnie płycie stwierdził, że coś tam znowu mu drgnęło. Także z radością i entuzjazmem przytaknął na koncert. Dosyć szybko odpowiedział. W trzecim utowrze zrobił przerwę i szybko odpisał, że „tego się kurwa nie da słuchać”. Czyli krzyżyk na kapeli dalej postawiony.

Pan Hogart zwany h, przybył na minitourne po Polsce tego lata. Poszedłem. Ojej! Bardziej mnie interesowało, czy koniec wystąpienia bliski, niż to, co pan na scenie robi.

Czar prysł.

11 lat temu, 18 paźdzeirnika, był koncert Fisha, pierwszego wokalisty Marillion. Lansował płytę Clutching at Straws z okazji 20-lecia wydania. Pamiętam dokładnie, bo zaraz po występie leciałem na Ochotę z ochotą, bo się cieszyliśmy z narodzenia syna państwa z Europy na K. Bąbelek ma już 11 lat i 18 października obecnego roku, …znowum na koncert Fisha poszedł. Tym razem 30-lecie wydania fantastycznej płyty (pan artysta nie zdążył w 2017 widocznie z trasą). Jak rozmawiałem w czwartek z Bąbelkiem, tzn. teraz już moim BFF-em, i mu o tym powiedziałem, to ten zapytał, a właściwie stwierdził – to on co roku przyjeżdża do Polski (?).

 

Clutching at Straws, to wg. mnie jedna z najlepszych płyt koncepcyjnych. Dodam tu też, bo im się należy, że drugą ulubioną jest U2 “Achtung Baby”.

 

No dobra, ad rem. W dniu koncertu miałem event korporacyjny z klientami korpo, więc do klubu Progresja, na koncert rockowy poszedłem prosto zeń, czyli w garniturze. O dziwo, okazało się, że nie byłem jedyny tak odświętnie ubrany.

Fish zaczął koncert od starocia. Szał na sali, ludzie skaczą, śpiewają, zdjęcia, filmy. Ekstaza! Jest wszystko. Kolejny utwór – już z najnowszej płyty – A Man with the Stick – sala mniej szaleje ale jeszcze entuzjazm jest. Jak dla mnie ten kawałek brzmi jak wszystko, co nagrał Fish od 2000 roku. Przy kolejnej, nowej piosence, ludzie stali w miejscu. Jakby czekali na szybki koniec i powrót do Clutching At Straws. Wrócił do utworów z celebrowanej płyty. Powiem tak, muzycznie ok. Sekcja dawała radę. Wokalnie? Niestety było z utworu na utwór coraz gorzej. Piosenka Sugar Mice, to raczej potwór, a nie utwór. Wersja jakaś ogniskowa, z zaciąganiem nieprzyjemnym dla ucha. Poza tym pan Ryba ma już słaby głos. Nie daje po prostu rady. Nie dziwię się już, że pan artysta na emeryturę w 2020 przechodzi. Ale kasa się przed odpoczynkiem musi zgadzać. Jak widać za wszelką cenę. [Nomen omen] tonący brzytwy się chwyta.

Trzeba było wziąć ten „rain check” i odpuścić ten występ.

Czar prysł.

 

 

„We’re clutching at straws
We’re still drowning clutching at straws“

 IMG_7728

2 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.