podróże,  usa

lax

Co za miłe lotnisko. Mam same dobre słowa. Zaskoczonym bardzo.

Hotel wybrany na tylko noc okazał się mniej fajny. Okolica lekko dziwna, więc auto zamykane i wszystko zeń zabierane. Nawet jak tankowałem i poszedłem do sklepu po herbatę, to walizkę brałem. Lepiej nie kusić losu. Poza tym lubię swojego laptopa.

Wstałem o 5 i podjechałem pod całodobowe pączki. Okazało się, że pół dzielni się też tu zjechało. No cóż. Na lotnisku też karmią.

Autostrada o 7 pasach zajęta cała. O 5.20 rano. Oj duża to aglomeracja. Ale na szczęście jechało się płynnie.

Wypożyczalnia o 5.57 rano jeszcze nie czynna, wiec po odnalezieniu miejsca parkingowego wrzuciłem kluczyki i od razu wsiadłem do shuttle bus.

American airlines jakieś nie są moje ulubione. Ale w przypadku lotów cena ma znaczenie, a nie linia. Dopiero przy podobnych cenach wybieram lot ze względu na linię.

Dostałem kartę pokładową wczoraj. Bez bramki. Ale to nic. Czasem się to zmienia. Także nic strasznego. Ale nie podali numeru terminala. I to już mi się mniej podoba. Ale to nie tylko AA tak robi. Delta też nie podała jak leciałem do Seattle. Tylko, że w przypadku AA wygooglowanie numeru terminala po symbolu lotu dało dobry rezultat. Pan w autobusie pytał wszystkich dokąd lecą i informował o numerze terminala. Mnie rzekł – terminal 4 lub 5. To “lub” spowodowało, że wygooglowałem mój numer lotu. Wyszło, że jednak terminal 7.

Wpadłem na lotnisko 6.20 bojąc się, że limit wpadania na port lotniczy w ostatniej chwili został wyczerpany. Poza tym kilka osób powiedziało, że jak mam lot o 9 rano, to lepiej być o 7. Także jestem jeszcze wcześniej, bo okazało się, że te pączki nie wypaliły i zaoszczędziłem czas.

Kontrola zajęła … 2 minuty. Eh. I teraz sobie siedzę ponad 2 godziny na LAX-ie.

7 rano. Na wschodnim wybrzeżu 10. W Polsce – 16. Czas szybko leci

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Leave the field below empty!