Uncategorized

podróże w czasie

czy stare dziady robią się sentymentalne?

Nie mam co za bardzo robić w Białym. Zdrowie poza tym nie dopisuje, więc się przechadzam po mieście, żeby nie zwariować w domu.

Kiedyś pisałem, że stolica Podlasia kościołami (katolickimi i prawosławnymi) stoi.

Teraz twierdzę, że to również muralowa stolica świata. Fajnie pomazane są budynki.

Miasto jak miasto. Już opisywałem i obfotografowywałem. Dziś znalazłem w centrum miasta wielki hashtag. Widziałem to na instagramie i myślałem, że to albo żart, albo fotomontaż. Nie. To prawda.

hasztag

hasztag 2

Wypiwszy kawę w kawiarni poszedłem na Koszykową. Olśniło mnie, że tyle razy chadzam po Białym i tam jakoś nie było mi po drodze. Jak byłem obok, to nie wpadało mi do głowy zajść. A często myślę o tej ulicy i o tym miejscu. Koszykowa 13.

Co do kawiarni. Jak wszedłem doń, to przypomniało mi się, że dokładnie rok temu też zaszedłem. Rozmawiałem wtedy z Panem z Europy na K. przez telefon, który właśnie wjeżdżał do miasta, mówiąc mu, że właśnie robię zdjęcie kinu TON i że powinien swoim bąbelkom pokazać ważne w naszym życiu miejsca. I tak gadawszy wszedłwszy do przytulnej kawiarenki (ul. Suraska? Nie. Suraska jest bardziej w centrum. Kilińskiego? To z USC?). W tym roku chciałem zajść na kawę i jak myślałem, który lokal wybrać, to byłem już poza ścisłym centrum i z wielką radością „odkryłem“ kafejkę. Dzień Świstaka czy co? Ciekawe czy za rok też tam wejdę. Zająłem to samo miejsce, mimo że nie było nikogo.

Koszykowa 13. Nie wiem od kiedy tam moi rodzice wynajmowali domek ale spędziłem tam pierwsze lata mego życia. W styczniu 1980 przeprowadziliśmy się na wieś na Białostoczek. Podwórko było duże, po lewej stały pomieszczenia gospodarcze z budami dla dużych psów. Po prawej jakiś taki domek, w którym mieszkaliśmy. Mama twierdzi, że szczury biegały, ale ja tam nikogo nie widziałem. Dom Państwa stał zaraz za wejściem na posesję. Starsze małżeństwo. Nie pamiętam pani ale pan był łysawy i w okularach. Nie pamiętam też czy mieli dzieci. W budach przesiadywałem często i obgryzałem z pieskami kości. Pieski były większe ode mnie. Chyba gdzieś jest fota jak pies zagląda do wózka ze mną, a obok stoi kochająca siostra. Ten domek wydawał się być ogromny, choć rodzice twierdzą, że to była mała kuchnia i pokój, w którym spaliśmy we 4. Pamiętam gwiazdkę tam. Siostra oddała mi banany, bo nie wiedziała co to i nie smakowały jej. Dobra siostra. Często pilnowała nas moja chrzestna o lat 15 starsza, czyli fiu bzdziu miała w głowie. Gotowała nam obiad (butla gazowa) i jak skończyła, to po prostu zdmuchnęła ogień. Mama wróciwszy z pracy znalazła nas śpiących i z przerażeniem odkryła, że śmierdzi gazem. Do tej pory wypominam to mojej chrzestnej, a ta do tej pory pali się ze wstydu.

 

Nie chciałem dochodzić do Chrobrego, więc zawróciłem się następną ulicą, której nie kojarzyłem. Ul. Wiktorii. Po środku stoi spalony dom a przed nim informacja z serii „Szlakiem Bojar“. W tym domu często bywał marszałek Józef Piłsudski, żeby wzmacniać i tworzyć partię – PPS. I ten budynek miał wykopany tunel do budynku przy ulicy … Koszykowej. Nie znałem tej opowieści? Może jak byłem mały i jadłem kości z psami, to Piłsudski się gdzieś obok wygramoliwywał z tunelu? A to ci historia!

Wiktorii

Przedszkole było obok, na ul. Staszica. A może to był żłobek i przedszkole? Mam zdjęcia i jakiś duży byłem i chyba z siostrą tam chodziłem, więc chyba przedszkole. Pamiętam mój pierwszy dzień. Chyba trzymałem się za nogę mamy albo kaloryfera drąc się wniebogłosy. Strasznie jakiś dramatyczny byłem. Jak krew pobierali, to nie było takiego w mieście, co by nie słyszał o tym fakcie. Darłem się jak stare prześcieradło. Pamiętam jedno oddawanie krwi w szczególności. Dwie panie pobierające – stara i młoda. Do młodej pusto, do starej – kolejka. Bardziej doświadczona wbijała igłę jakby przy taśmie produkcyjnej stała. Tato chyba nie miał czasu i wziął mnie do młodej. O maryjo ile wrzasku było. Oczywiście nie bolało, ale drzeć się zawsze musiałem. A teraz? Proszę bardzo – honorowym dawcą krwi jestem.

przedszkole

Ten drewniany kościółek to powiem tylko tyle, że komunię tam miałem. Ogólnie nie chadzam do tych przybytków już.

komunia

A na Sokólską 3 wprowadziliśmy się w styczniu 1980 roku. Z okna było widać las i błota. Wspomniana chrzestna wyganiała nas na dwór się bawić, a my z siostrą mocno trzymając się poręczy na klatce darliśmy się, że nie, bo nie ma gdzie i czym się bawić. W końcu znalazłem zabawę. Skończyła się ona zgubiniem sandała w kałuży.

sokólska 3.jpg

No nic, wigilia o 16.00. Eh, pamiętam jak do drugiej babci się szło. Zostawiało się auto w PGR przy szosie i szło przez pola po kolana brodząc w śniegu. I wyglądało się tej pierwszej gwiazdki na niebie z wypiekami na twarzy.

Wesołych Świąt wszystkim. Pamiętajcie, że karp pojawił się na stołach w latach 40. XX wieku, bo bieda w kraju była i władze postanowiły wyhodować u nas. A choinka, to też jakiś germański wymysł.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.