Uncategorized

dom na kołach część 1

czyli Grzyby kontra Łódź, czyli burdel na kółkach.

 

Z 10 lat temu poznałem zespół łódzki L’Stadt. Bardzo mili i sympatyczni młodzieńcy. To było akurat po wydaniu ich pierwszej, krótkiej płyty. Długa historia krótko – byłem na ich koncercie w Białym w Klubie Metro. Po niecałych 40 minutach Łukasz powiedział do nielicznej publiki, że w sumie to zaśpiewali już wszystko to, co mieli w repertuarze i mogą zagrać … raz jeszcze. Tak też się stało. W tym klubie po koncercie razem z menago zespołu i chyba kilkoma członkami posłuchaliśmy płyt winylowych. Hm, dobre płyty to były. Bazaru nie ma.

Диджей, дай нам звук (Бас)

Jakiś czas temu. Kwiecień to był, czy to był maj? Jakoś wiosną, Słodkokwaśna przysłał mi wiadomość, żebym Grzybów posłuchał. Z 10 razy odsłuchałem. Wciągnęło od razu. Mijały miesiące i nastał 11 listopada, czyli imieniny Marcinów (i Macieja). Ekstraordynaryjnie wymyśliliśmy z Marcinem Ka, że kupimy Marcinowi eS aka Słodkokwaśna bilet na koncert Griby, który odbędzie się 10 grudnia w Progresji. Nie chcieliśmy kolegi samego puszczać, więc sobie też sprezentowaliśmy wejściówki.

Nie potrzebuję twojego numeru, sama do mnie zadzwonisz

Ludzi dużo. Zaskakująco dużo. Różnych, młodych. Ale wydawało mi się, że jeden z naszych kompanów był jednak najstarszy w tym towarzystwie. Wiadomo stary dziad.

Koncert zaczął się źle. Łomot, hałas, nie słychać było co oni „śpiewają“. Ale cóż. Ich płyta „burdel na kołach część 1“ krótka. Niecałe 40 minut. Zaśpiewali zatem … raz jeszcze. Na bis. Nie ma bazaru. Tym razem było lepiej. Dużo lepiej.

Мы двигаемся в такт, ты мой, ты мой человек

Koncert trwał godzinę. Równo godzinę. Fajne grzyby. Interesujące, że młodzi śpiewali z zespołem. Chyba dużo Ukraińców było.

 

Odliczanie zacząłem do mojego wyjazdu. Jeśli dziś jest 13 grudnia, to za 13 dni o tej porze, będę gdzieś się przesiadał w Europie albo właśnie opuszczał ląd i wlatywał nad wodę.

Idziemy z Ulą na bal polonijny! Będzie ciekawie. Obiecuję rozbić zdjęcia i pisać na blogu na bieżąco. No chyba, że nie będę. Kiedy my na balu byliśmy z Ulą? Połowinki? A tańczylim ostatnio pewnie na czyimś weselu. Eh, stare, dobre czasy. Szalone czasy. Teraz to człowiek już stateczny. Nie pali, dba o zdrowie i takie tam.

Właśnie, 347 dni bez papierosa.

Dawno nie było fot. A bo za dużo pstrykam. Na instagramie jest wszsytko na bieżąco.

Dziś mnie zaintrygowała ozdoba świąteczna w centrum w kształcie syrenki warszawskiej.

IMG_1938

A ostatnio oddałem się kulinariom i 3 palce sobie pociąłem. Postanowiłem już nigdy nie ostrzyć noży. Dwa palce załatwiłem podczas mycia. Odkładałem talerz do zlewu i się palec mi omsknął po ostrzu noża. Delikatnie. Ale wystarczyło naciąć. A trzeci palec sobie odkroiłem jak drobno kroiłem dymkę. Mam już wprawę. Po ucięciu lub nacięciu należy powiedzieć stanowcze i głośne, choć stanowcze jest najważniejszym okrzykiem, „kurwa mać!“, odłożyć wszystko i ścisnać na parę chwil. Założyć plaster i już. Dramatu nie ma. Uśmiechamy się.

A tak poza tym, to u mnie nic nowego. „Żona, dwójka dzieci“.

3 komentarze

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.