Uncategorized

151

nie do wiary, że tyle dni ciszy na moim blogu! Ale jak już pisałem, wszystko co się dzieje u mnie, widać na instagramie.

Z najważniejszych – usunąłem konto na Quizupie! Odszedłem w glorii, jako najlepszy na świecie w 3 kategoriach – muzyka lat 90., muzyka lat 2000s, Pop hits of 90s. Byłem też trzeci w Pop hits of 2000s. Szkoda, że permanentnie usunąłem konto, bo śladu po mnie nie widać i nikt nie uwierzy.

Zrzut ekranu 2015-09-13 11.54.17

Po krótce napiszę jak minął kwiecień i maj. Pojechaliśmy do Waszyngtonu z Państwem z Europy na K. Było pysznie. Dzieci się bawiły, my zwiedzaliśmy. Niestety sklep monopolowy przy hotelu zamknięty był, więc trzeba było zasilić się piwem i winem z Trader’s Joe. Ale przynajmniej zdrowo było, bo to zdrowy sklep.

Państwo z Europy wróciło do Europy, a my polecieliśmy do Salt Lake City w Utah. Stamtąd wyruszyliśmy do Arches National Park. Prze-pięknie! Żar był, chyba też i udar słoneczny. Niby 3 dni byliśmy i miało wystarczyć na Arches i Canyonlands ale okazało się, że nie. Z każdym krokiem park Łuków Skalnych wydawał się coraz bardziej wciągający i zachwycający. Ostatniego dnia mieliśmy liznąć jeden szlak i jechać w inne miejsce. Skoro mieliśmy tylko chwilę, postanowiliśmy zobaczyć z tarasu widokowego Delicate Arch. Normalnie ścieżką się (niby) idzie godzinę. Nie chcieliśmy marnować naszego czasu, więc postanowiliśmy zobaczyć go tylko z punktu widokowego. Jak go zobaczyliśmy, to postanowiliśmy jednak zmienić plany. Canyonlands nie zając. One-Hour-My-Ass. Dwa sprytne trapery w osobie moi i Ula wlecieliśmy na górę w niecałe 30 minut. Ale widok i miejsce zapierający dech w piersi. Plus strachliwe bardzo. Ten łuk stoi jakby na brzegu wielkiej miski. Ja prawie cały czas na czworakach, bo bałem się, że się stoczę w przepaść. No park, kpa-co-ma, czyli красота!!!

IMG_2339IMG_2332

W Utah panuje ograniczenie wielkie jeśli chodzi o zakup alkoholu. Na szczęście w naszej miejscowości Moab monopolowy był czynny do 21.00, także był czas na zwiedzanie i zakupy. Jedzeniowo też bardzo pyszne miejsce, z wielkim wyjątkiem na meksykańską knajpę. Miałem wrażenie, że ktoś to już raz zjdał i podgrzał z powrotem. Rzyszki.

u006

Salt Lake City nie podobało mi się w ogóle. Nuda jakaś. Chyba najsłabsze miejsce w USA, jakie dane mi było spotkać. Ta wielka świątynia mormonów (nota bene wyglądająca jak wielki biurowiec), ma tylko jeden plus – widok na całe miasto. Tylko co z tego, jak nie ma na co patrzeć. W sumie mieliśmy kilka godzin na gulanie się po gorodzie, więc może nie mieliśmy szans na odkrycie piękna tego miasta.

W ogóle ten wyjazd był pod znakiem żarcia. Porcje wszędzie przeogromne.

u031

Na koniec pobytu mego w USA, postawiliśmy na kuchnię lekką. Był homar. Fajne danie ale jakiegoś szału nie było. Ale spróbować każdemu polecam. I wcale nie piszczą, jak je się na żywca do sagana wrzuca.

Och, i spełniłem obywatelski i demokratyczny obowiązek. Nie chciało mi się do Miasta jechać na wybory, więc gdzieś w New Jersey oddałem głos na przyszłego prezydenta.

wt82qvrx_1_wybory 2015

Wyjazd miesięczny zaliczam do udanych. Na Mieście kilka fajnych rzeczy widziałem, relaksowałem się. Robiłem co chciałem. nie robiłem, jak nie chciałem. Niestety miesiąc szybko zleciał. Szkoda, że jak do roboty trzeba chodzić, to tak szybko już dni nie mijają.

a05 a08 a09 d08 IMG_1863 IMG_1821

Wróciwszy do Polski zająłem się moim zdrowiem. Od lutego coś mnie w łokciu łupie. Troszku boli, nie mogę ścisnąć nic lewą ręką i takie tam. W marcu stwierdziłęm, że może wypadało zajrzeć by do pana ortopedy, ale wtedy trzasnąłem się łokciem w szafę, więc dałem sobie jeszcze miesiąc. W kwietniu były Stany, także dopiero pod koniec maja zasięgnąłem porady. Hm, 10 zabiegów z jakimiś ogniwami, maści różne, okłady z groszku i marchewki, spowodowały, że już nie boli ale nadal czuję lekki opór przy zginaniu dłoni. Nie wspomnę już, że nadal mam problem ze ściskaniem. Ostania szansa została dana. Kolejny doktór zapisał mnie na USG. Wszystko było OK, do momentu, gdy pan nie przyłożył mi tego ustrojstwa na górę łokcia – zwapnienie jakieś. Było kilka wyjść z sytuacji:

  • fala uderzeniowa – ponoć bolesna za 800 zł
  • sterydy – dwa strzały ale z dużymi skutkami ubocznymi
  • zastrzyki z komórek macierzystych za 1600 zł
  • laser i fotosynteza (nie mogę zapamiętać tego zabiegu – fotofoneza?) za 450 zł
  • NIC – organizm sam się przyzwyczai i ogarnie tę sytuację. Tylko, że od lutego ogarnąć się nie może

Zapisałem się na laser i fotosyntezę. Chyba nieskuteczna będzie to terapia, bo robię sobie selfie podczas zabiegu, a dopiero po tygodniu zauważyłem, że jest zakaz używania telefonów komórkowych. Nic to, przede mną jeszcze pięć zabiegów i dam szansę memu ciału na poradzenie sobie z łokciem tenisisty. Kończę z łokciem.

Jak nie 6 razy w roku u internisty, to 6 razy u ortopedy i laryngologa. Sztuka jest sztuka, jak mawia klasyk.

1poniedzialek 2wtorek 3sroda 4czwartek 5piatek

Co jeszcze ciekawego robiliśmy przez te 151 dni? Fajne dwa wyjścia do knajp mieliśmy – Montenegro i gruzińska. Rakija się lała gruszkowa bez opamiętania. Jedzenie poprawne. U Gruzinów oczywiście był lawasz, cziburaszka (jak nazywa na haczapuri Ula) oraz samogon czacza, w ilościach już bardzo dużo mniejszych niż bałkańska gruszka.

gruzja montenegro

Testujemy nową aplikację muzyczną – iMusic. 3 miesiące darmowego słuchania. Nie będę wdawał się w szczegóły i analizy. Spotify dla mnie jest lepszy. Co do wyboru muzyki, to mam zgryz, bo na spotify nie ma np. Taylor Swift, a na iMusic jest. Na spotify nie ma Stevena Wilsona, a na iMusic jest. Ale na iMusic nie ma też kilku rzeczy, które są na spotify. No będę miał nie lada problem.

Och, zapomniałbym o tv. Zmusiłem się do zakończenia sezonu Suits. Kino familijne zrobili z tego. A z nowości długo nie było nic, aż pojawiły się trzy seriale – Narcos, Sex Drugs and Rock n Roll oraz o Charlsie Mansonie, ale nie rozróżniam aktorów, bo są do siebie za bardzo podobni. Nie wiem, czy to Charles, czy nie, czy to jego pani, czy nie. Ale damy chyba jeszcze szansę. Z filmów polecam – Straight Outta Compton, film biograficzny o „czarnuchach z humorami“ [sic!] (Niggaz with attitude aka NWA). Ponad dwie godziny w fotelu zleciało piorunem. Muzyka rewelacja. Drugie dzieło, to Zombeavers (BobroZombi) polecane przez profil fejsbukowy „nie da się tego oglądać na trzeźwo“ (o ile mnie pamięć nie myli). I faktycznie, nie da się. Ale zabawa przednia.

Ponadto, hm, zdychało się. Niemiłosierna była aura…

Afryka nadciągnęła nad Warszawę i inne miasta Polski. No dramat był. Koszmar! Co roku, podczas takich dni obiecuję sobie, że klimatyzacyję zainstaluję. Ale okazuje się, że miesiąc upałów zleciał jak w buzię strzelił i koszt zakupu i montażu chłodniczych sprzętów można przezanczyć na na przykład bilet do dalekich krajów. Może, podkreślam „może“, uda mi się tym razem upiec indyka w pewien listopadowy czwartek! A po czwartku chyba jest Black Friday? Ho, ho, ho, same atrakcje.

Z tego by wynikało, że w ciągu 8 lat byłem w zaoceanicznym kraju prawie we wszystkich miesiącach roku, z wyjątkiem lipca i czerwca. Wiza się kończy za rok, także trzeba skompletować 12 miesięcy.

Dziś schowałem wiatrak! I nie straszne mi nadchodzące 29C w czwartek. W tamtym tygodniu oddałem iPada siostrzeńcowi (ucieszył się, jak … dziecko), a w tym pozbywam się telewizora. Hm, ciekawe kiedy na terapię pójdę, bo nie wiem czy i książki, i radio, i sudoku, i krzyżówki, i inne takie zastąpią wspomniane wcześniej urządzenia. Może konto na MordoKsiążce założyć? Jak żyć?

A za rogiem czai się Człowiek Roku oraz jakieś inne straSZYDŁO.

Koniec świata, panie Popiołek.

Z ostaniej chwili, poszłem se zapalić, paczę, a tam na skrzynkach ktoś zostawił nową „Politykę“. Myślę sobie „wezmę w drodze powrotnej“. 3 minuty później nie ma polityki. Szybkie te sąsiady, a nikt z bloku nie wychodził!

Moje 100 płyt i książek w okresie przed i po remontontowym i ubrania, które wystawiałem na klatkę, też znikały piorunem. Najbardziej dziwiło mnie znikające jedzenie! Słoiki i konserwy oraz zaczęty chleb.

0 Komentarzy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.