Uncategorized

cava

W Wawie, na Nowym Świecie jest taka kafejka – Cava. Nienawdzę takich hybrydowych nazw. Ni to po polsku, ni to po jakiemu. Jedyny lingwistyczny twór, który przypadł mi do gustu to – More Love. Kiedyś reklamowali jogurty i fajnie trafili z morelowym. A tak, to uważam, że żyjemy w Polsce i po polsku powinniśmy się komunikować.

A co mnie z kawą naszło?

Jak byłem głupi, to znaczy młody, bo jak wiadomo człowiek młody, to i głupi, to uwielbiałem zapach kawy. Pamiętam, jak siadałem na blacie w kuchni, wyciągałem ziarna kawy z zapasów rodziców i wąchałem. Wątpię, czy to była robusta, czy arabica. Zapewne jakiś PRL-owski szajs. Choć mogę się bardzo mylić co do jakości towarów minionej epoki. W każdym bądź razie wąchałem kawę. Na wąchaniu się nie skończyło. Pewnego razu postanowiłem posmakować ziarenek. Skoro tak pięknie pachnie, to jak musi smakować!?! Spróbowałem! A jak plułem później! Co za … Kawy już nie jem.

Rodzice szybko zauważyli pasję mą i pozwalali mi parzyć im kawę. Mieli też młynek, więc była pyszna zabawa w mielenie, co również uwielbiałem. Rodzice szybko zaczęli wykorzystywać swoje dzieci. Właściwie to szybko zaczęli zauważać ich pasje – posprzątaj dom, ugotuj obiad, zrób kawę i takie tam. Na szczęście, po prawie 40 latach, okazuje się, że na dobre mi wyszło. Dziękuję rodzice. Starsza siostra to też skarb, bo potrafiła świetnie delegować obowiązki na młodszego brata. Dziękuję siostra. Także rodzice byli super, bo inwestowali w zainteresowania swoich dzieci. Teraz uwielbiam gotować, sprzątać i parzyć kawę. Szkoda, że jak raz powiedziałem, że nie umiem czegoś uprasować, to mama mówiła – to nie prasuj. I teraz nienawidzę prasować!

Co z tą kawą? Jutro mam zjazd rodzinny – rodzice, dwie ciotki i wuj. Pewnie będę im kawę parzył. Okoliczność najazdu rodziny dosyć grobowy – pogrzeb siostry mojej babci. A co z tą kawą? Wczoraj ekspres mi zaświecił, że potrzebuje odkamieniania. No szlag! Specjalnie od ostatniego okamieniania kupuję wodę do ekspresu. Nie leję już kranówki. Na nic to się zdało. Znowu po 3 miesiącach symbol pary zamigał na marchewkowo. Nadmienię, że płyn do odkamieniania też ma swoją cenę. Eh, ekspres to same wydatki! A kiedyś tak się delektowałem kawą rozpuszczalną. Kilkanaście złotych raz na kwartał, woda z kranu, czajnik i parzenie. No ale teraz mam za to napój!

Wczoraj odkamieniłem, przeliczyłem zapasy kawy – kończące się dwa pojemniki. Dziś więc zaszedłem do salonu Czibo i dokupiłem Cafe Milano. Za pierwszym razem, zaraz po zakupie ekspresu, poleciałem do „Pożegnania z Afryką“ i zakupiłem jakieś aromatyczne mieszanki. Zakomunikwałem o tym fakcie pani inżynier ze Szczecina, starej kawoszce, a ta mnie obśmiała. Pożegnanie z Afryką to łabędzi śpiew, jak nie pieśń przeszłości – tak mi pisała. I od tamtego czasu kupuję w Czibo. Kupuję kawę świeżo mieloną. Zapach niesamowity, ciągnie się za mną od samego sklepu do domu. Jak codziennie otwieram szafkę rano, to czuję tę aromę. Zapach kawy to jest coś co lubię! I like it.

Kaw nie lubię z sieciówek. Mini porcja kawy i milion mililitrów mleka. Tylko w Mieście skuszam się na Srabaksa. Ale jak wiadomo w Nowym Jorku wszystko smakuje inaczej. No i czasem w ex-CofeeHeaven, jak mam jakiś mityng ze znajomymi, coś nabędę. Ale wtedy cappuciono biorę albo czekoladę.

Obok mojej pracy odkryłem knajpkę – Zakątek czy jakaś podobna kameralna nazwa. Fajne miejsce – kameralne i zaciszne. Mają różne gatunki piwa. Kiedyś byłem tam na kawie z paniom inżynier ze Szczecina, jak ta wpadła do promotora swego w sprawie haba.

Dygresja – Pani inżynier ze Szczeina, jak tam pani hab? Będzie? Widać koniec? Co Ty wtedy będziesz? Pani habilitowana inżynier ze Szczecina? Czy pani inżynier habilitowana ze Szczecina? Czy po prostu (re)habilitowana pani?

O essu! Przypomniałem sobie coś a propos Szczecina. Koleżanka z pracy odchodzi na emeryturę. Szef jedzie ją żegnać i się zastanawiałem czy się nie zabrać. Kolega jak się dowiedział, to od razu zaczął nagabywać, żebym pojechał. I będę miał gdzie spać i takie tam. Tylko palić nie będę mógł u niego. Wyjazd by się szykował od czwartku do niedzieli. Ale co można tyle dni robić w tym mieście?! Dziękuję Szczecinu. Nie jadę. Ale z drugiej strony, Szczecin to prawie morze, to prawie Germania. Języka bym lizną, jodu bym wdechnął (jest w ogóle taki wyraz? Strasznie słowotwórczy na tym blogu jestem). Przy okazji słowotwórstwa i pielęgnowania języka polskiego. Kiedyś widziałem jakiś interaktywny program z profem Miodkiem. List od widzów, piszą jakieś dzieci ze szkoły podstawowej do uczonego – Panie profesorze, a czy lubi Pan miód? I pan prof Miodek odpowiada – otóż nie. Whatta shocker!

Co by tu jeszcze? Otóż kończy mi się semestr rosyjskiego. Nie przedłużam. Mam wrażenie, że uczę się jakiegoś archaicznego języka. Przykład zdania – kupiłem magnetofon, przyjdź do mnie, to ci go pokażę. Ludzie! Ipody teraz się kupuje lub inne mp3plejery. Albo Pani się pytamy co znaczy jakiś wyraz. Ta odpowiada – a to takie sklepy spożywcze z lat 50., 60., 70. w Rosji. Litości! Ale z drugiej strony, dziś na urokach były dwie osoby, więc pogawarilim niemnożka. Ale nie! Rezygnujemy. Od 10 kwietnia do 10 maja wielce prawdopodobne, że będę miał darmowy kurs języka rosyjskiego. A język rosyjski bardzo mnie się podoba, bardzo. Fajniebrzmiący jest.

Tak teraz stwierdzam, że na tym kursie nauczyłem się tak naprawdę tylko jednego wyrazu – советовать.

Ja wam cowietowuje – nie czytajcie tego mojego durnego bloga.

Oj, nie! Jeszcze nauczyłem się, że Petersburg to muzeum pod gołym niebem założone w 1703 roku. Choć pewnie się zaraz okaże, że ta książka, z której się uczymy to jakaś propaganda rosyjska. Ale miasto to bardzo chętnie bym odwiedził.

0 Komentarzy

  • renata

    1. Cava…jaki plyn do odkamieniania ekspresa? A nie możesz załatwic sprawy zwyklym odkamieniaczem (ze 2 zlote kosztuje) do czajnikow itp….robisz “roztwor i “przelewasz” przez urzadzenie…jak plynem;-) Ja tak robilam jak mialam takiego ekspresa jak Twoj
    2. to nie jest praca mgr. czy dr. i żaden promotor…no prosze cie…fajnie byloby przerzucic odpowiedzialność za powstawanie dziela na promotora.
    ale teraz, to juz jest inny rodzaj gierek uprawiam
    (pani inż ze Szczecina)

  • aUla

    1. Cava to hiszpańskie wino z bąbelki z Katalonii.
    2. Kava to roślina z Polinezji która nijak się ma do kawy która pijemy w Polsce i w mieście.
    3. Pan Miodek, co miodu nie lubi wraz z panem Bralczykiem i panem Markowskim napisali książkę “Wszystko zależy od przyimka” która ponoć jest bardzo ciekawa i właśnie o rozwoju języka polskiego mowi. Zamierzam się do niej dostać poprzez E-gryzonia.
    4. Rosyjski w mieście jest jednak inny od tego w macierzystej jego części swiata. Właśnie miałam okazję porównać i stać się obiektem żartów.

  • Buty_do_Relaxu

    Niestety ekspresy mają to do siebie, że automatycznie krzyczą co 3 m-ce aby je odkamieniać. Potwierdzone przez majstra od ekspresów z Czibo (sic!). Mimo, że grzałka i ekspresie bebechy są czyste to i tak mruga. #xxiwiek #wszystkomadatewaznosci

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.