Uncategorized

brzusio mam pełen

Dzień zwycięstwa, maj zielony! Nie, to nie to święto. Dziś w Polsce celebrujemy „4th of July“. Polskie serwisy intrernetowe donoszą, że dzień niepodległości jest wg nas, Polaków, najważniejszym świętem. No to fajnie. Ja wolę moje osobiste święto, które mam około 52 razy w roku: sobota, i ja na podłodze leżący, i ja słuchający muzyki, i ja patrzący o ok. 9 rano na właśnie-wysprzątnięte mieszkanie, i ja uśmiechający się bez powodu.

Wczoraj świętowaliśmy imieniny SłodkoKwaśnej, który ma na imię albo Słodko albo Kwaśna, nie wiem, nie pamiętam.

Brzusio mam pełny od przejedzenia. Nie powiem ile razy już od „wstanięcia“ byłem gdzie i robiłem co (a niech se wszyscy wyobrażają co chcą i tak nie zgadną gdzie i co byłem i robiłem tyle razy).

Jedliśmy przepyszności. Spotkanie na chwilę przerodziło się w InstagramParty i kilka osób czuło się wykluczonych lub mogło poczuć się na wykluczone. #ale #i #tak #nikt #nic #nie #powiedział.

Dzięki spotkaniu mam dwóch nowych followersów na Instagramie – pani_teraz_ma_relax oraz prosiaczka.

Djep powiedziała, że ktoś zajął nazwę Djep, więc wymyśliła sobie username Prosiaczka. Słodko!

Robiliśmy zdjęcia jak głupi i hasztagowaliśmy jak szaleni. Najbardziej śledzonym celebrytą na Instagramie jest #JustinBieber a najczęściej hasztagowanym słowem – #love. Hm, moje zdjęcie nogi gęsi miało i jedno, i drugie, a w ciągu 11 godzin od publikacji lubią je tylko 3 osoby, a wykluczając znajomych – to tylko JEDNA! Gdzie są fani Justina?! Myślałem, że może róznica czasu zadziałała, no ale po 11 godzinach już wszystkie małe fanki powiny polubić najnowsze zdjęcie idola.

A skąd się wziął Justin Bieber? Stąd, że wpadł do nas na imprezę z Seleną Gomez.

Z pyszności muszę wspomnieć o buraczkach, o które prosiłem uparcie. Rok temu SłodkoKwaśna zaprezentował je po raz pierwszy. Były hitem. W tym roku rzuciłem się na nie na sam przód i … kurczę coś nie tak, to już nie ten smak. Roczarowałem się ale po chwili wszystko wróciło do normy i buraki zasmakowały. Nie będę pisał na blogu, … ale … może SłodkoKwaśna nie czyta mego blogu? … Pani SłodkoKwaśnej zdradziła mi przepis na buraczki, to teraz mogę sobie sam zrobić. Właściwie to mógłbym i terez je zrobić, nie mam tylko rodzynek.

Hitem było również danie vege, które SłodkoKwaśna lekko zchillował i wyszło nie mdło, ale ostro właśnie. Przepis od kolegi z Bejrutu, który nie rozdaje przepisów, tylko zabiera je do grobu (szczególnie te przepisy rodzinne). Nie wiem jakim cudem SłodkoKwaśna zdobył ten przepis?

Dowcipów Pawła może pozwólmy sobie, że nie będę cytował, bo po pierwsze, primo, nie pamiętam już i po drugie, primo, były … skandaliczne, kontrowersyjne.

Dla mnie hitem był dowcip z pointą – …jak nie powiesz mamie, to zaraz!

A oto co dane nam było spożywać:

bohaterka
buraczki
noga bohaterki
salata z miasom

I tak najlepszą fotę zrobiła #prosiaczka albo #pani_teraz_ma_relax:

picoftheday

SłodkoKwaśna, dziękuję za zaproszenie, #OSTREżarełko #było!

Jeszcze a propos wczorajszej celebracji – Basia, jeśli to czytasz, to jutro chciałbym do Was wpaść i nacieszyć oko Twoim nowym telefonem. Ta 4 ssie strasznie!!! Ale kolor fajny, ooops, tzn. #kolor #fajny. Przecie gdyby nie ja, to byśmy nadal tam siedzieli u SłodkoKwaśnej i czekali aż apka MyTaxi przyjmie zamówienie z Twego ajFona. #LOL

Co poza tym słychać było.

Było słychać tyle, że byliśmy na ramenie w restauracji TEKEDA:

01 ramen

Ponoć jakaś koleżanka była w tym miejscu, zjadła, zdegustowała się i obsmarowała na fejsie. Właściciel się uniósł, poczuł, przeprosił i zaprosił na poprawione i lepsze menu. Ramen faktycznie palce lizać. Tylko te fasolki endomondo 🙂 im nie wyszły.

01 fasolki

W ostatni weekend zorganizowano Warsaw Restaurant Weekend, który dla mnie zakończył się dużym niesmakiem.

02WRW

Idea była taka – za 39 zł dane jest uczestnikom zjeść dania, pełne dania – deser, główne i przystawka (w odwrotnej kolejności). Trzeba było tylko wybrać knajpę, zapłacić 39 zł, przyjść i w 90 minut skonsumować.

W sobotę byliśmy w Bistro 8 i pół (o ile pamięć nie myli) na Kruczej. Podawano nam szybko i chyba w 20 minut zjedliśmy wszystko. Zupa mi smakowała ale mogło być jej więcej, główne danie – smakowało, deser – sernik – już nie. Najlepsze serniki robi moja mama, więc nie wiem po co ciągle zamawiam serniki gdzie indziej i się #rozczarowywuje. Ciastko pomarańczowe koleżanki smakowało o niebo lepiej.

Dane nam było spożywać:

Krem z zielonego groszku z chrupiącym boczkiem.

Pieczona gicz jagnięca z młodymi smażonymi ziemniaczkami i buraczkami.

Foty robił SłodkoKwaśna, więc nie mogę pokazać. Ale zapewne kolega po odczytaniu tego postu, wrzuci jakiś linczek do zdjęć.

Drugiego dnia poszliśmy do Solec44. Jak dla mnie porážka – porcje degustacyjne! Wyszedłem bardzo zdegustowany. Na pocieszenie mogę dodać, że napitki gratis dostaliśmy. Nie dziwota, bo w każdej szanującej się knajpie klient będący 3 w kolejce i czekający 20 minut do sennej pani barmanki powinien dostać to, co zamawia GRATIS.

Jedliśmy i wege (pani) i mięsne (panowie):

Gryczany żur na wędzonej gęsi – bon żur był, tylko mało

02 przystawka

Pieczony, marynowany w cydrze boczek ze Złotnickiej Białej, buraki i dynia, suszone jabłka, mus z natki – ja się upierałem, że boczek był tylko gotowany. Teraz widzę, że nie. Z tą liczbą mnogą przy jabłku bym nie pzesadzał – dali cieniutki i malutki, o przepraszam, degustacyjnej wielkości, plasterek jabłka.

02 danie glowne

Wędzona panna cotta z rokitnikiem – hm, ledwo zauważyłem ten deser na talerzu.

02 deser

Pani jadła:

Ser kozik na pure z czerwonej kapusty i mięty, z karmelizowaną skórką pomarańczy.

02 wege przystawka

Pieczona dynia Futsu Black od Państwa Majlertów z cukinią, grzybami, śliwką, dymką, ziołami, przyprawami korzennymi i węglem z kory dębu – ponoć bez smaku!

02 wege glowne

Gruszka w czekoladzie z waniliowo-pieprzowym sosem żółte – no tak napisali w menu

02 wege deser

Jesień nadeszła do Warszawy. Na szczęście jest ciepło:

02 wrw koniec kolacji

Jej, jest po 11 rano, a ja nadal niegłodny. To po co wczoraj kupowałem jedzenie jak głupi? Teraz mam dylemat – jeść jeszcze śniadanie, czy już na obiad zaczekać? A co jeśli w porze obiadowej nie będę głodny? Na kolację nic nie mam!

Ojej! Przypomniałem sobie, że jutro mam rosyjski i pani dużo zadała. Z tego co pamiętam, to trzeba było streścić tekst. Grrr. A nie, chyba nie! Trzeba napisać co się ZAPAMIĘTAŁO z tekstu. No to jedno ćwiczenie mam zrobione już 🙂

Na ostanich urokach ja nauczyłem się powiedzenia – żyć na szeroką nogę.

Hm, czemu wspominam to teraz? Kilka chwil po przejrzeniu cen biletów do Miasta…Hmm. очень интересно. очень.

0 Komentarzy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.