Dzis nadszedl ten dzien.

Oh you got to
Hold on, Hold on
You got to hold on
Take my hand, I’m standing right here
You gotta hold on.

Juz 3 i pol roku temu jak zamierzalem sie z kupnem nowego lapsa, glosy mowily mi “wez maczka”. Wtedy odpedzalem sie od tych rad, bo nieprzyjany bylem i-produktom z nadgryzionym jablkiem.

Dzis nadszedl ten dzien. Klikam pierwszy post z airbuczka. Pierwsza moja mysl – jej, ciezki! Przyszedl Sasza, wzial go na rece i powiedzial – wow, heavy.

Powiem tak, jestem zachwycony. Nie jest strasznie jak myslalem, ze bedzie.

Sobota minela leniwie. Pobujalismy sie po sklepach. Kupilem sobie buciorenta do biegania i inne akcesoria – wkladki profilowane do bucikow oraz majtki do biegania.

W innym sklepie zakupilem walizke i recznik Ellie Tahari, bo Ula zachwala, ze jakosc niesamowita. Pozyjemy zobaczymy. Ale trzeba przyznac, ze gatunkowo ciuchy Ellie Tahari sa swietne. Szkoda, ze takie drogie, szkoda, ze w sample store maja nie moj rozmiar.

Pobiegalem tez po jednym sklepie ciuchowym, ale skutecznie zniechecilem sie po chwili. Za duzo ludzi i nie bylo weny. W tygodniu wpadne.

Wczoraj po przylocie, Sasza zaprezentowal mi tequille ze specjalnej butelki. Czacho-butelki. Wystraszylem sie, bo kiedys pilem i palilem artykuly firmowane napisem “Black Death”. No i bylo to straszne. Ale tekila okazala sie nawet nawet. Slodsza niz te, ktore pilem wczesniej.

W moim pokoiku Ula zasiala jakies zielska. Hm, musze je chyba ususzyc i skurzyc, zeby sprawdzic czy to nie jakas zielen.

Lubie domek Panstwa. Czuje sie w nim jak w domu. Bardzo fajnie go urzadzili. Gorzej z amerykanskimi niektorymi artykulami spozywczymi, takimi jak kawa i mleko. No inny smak.

Jutro moze zaczne biegac. Moze…

Z wydatkow na razie poszlo tak:

w gotowce – 12 $ za bilet na LIRR + AirTrain oraz 19$ costam w Bottle Kingu za 1,7 litra Heaven Hill (burbon).

na karcie – errr, hmmm, cos sie maczek zawiesza