Bez kategorii

w głowie się mieści

 

„Can’t get you out of my head” Kylie Minogue zostało okrzyknięte najczęściej odtwarzaną piosenką ostatniej dekady. Tuż za nią Robbie Williams „Angels” oraz Jamelia i jej „Superstar”.

Szkoda, że autor artykułu nie napisał w jakim kraju. Domyślam się, że w UK.

Utwory Kylie i Jamelii były ulubionym melodiami mojego siostrzeńca. Miał wtedy z rok lub ciut więcej, bo już siedział i (chyba) niezgrabnie chodził. I brałem sobie Jakuba na kolana i gibaliśmy się w rytm przebojów. Młody też się gibał i cieszył jak dziecko. Najważniejsze, że nie płakał. „Bujek” umiał zająć się brzdącem. Piszę „bujek”, bo szkrab długo nie mógł się nauczyć mówić „wujek”.

Co do samej Kylie, to kojarzy mi się ona z moją byłą panią kierownik z Białegostoku. Najwredniejsza z najwredniejszych bab jaką dane mi było spotkać w życiu. Jeździła swoim żółtym Renault megane coupe i łudząco przypominała śpiewającą Australijkę. Mąż ją profilaktycznie lał w domu, więc ta odreagowywała w pracy na nas. Najwredniejsza z najwredniejszych. Chyba dobija już do pięćdziesiątki. Ciekawe jak to znosi, bo jak zacząłem z nią pracować, to miała 38 i bardzo była wyczulona na swój wiek. Ex-koleżanka z pracy spotkała ją niedawno i mówiła, że cała wredota wyszła jej na twarzy. Cokolwiek to znaczy. Czyli karma działa. What goes around comes around (chyba w dobrym miejscu zacytowane).

A w mojej głowie siedzi teraz, i nie mogę wy-get-out-ować z mojej głowy, najnowszy hit Rihanny. Pisałem w poście „aaaa oooo eeee”, że sprytne ma te piosenki. I te „Znaleźlim miłość (w beznadziejnym miejscu)” chodzi za mną. Codziennie z 10 razy musi zagrać. Całą płytę potraktowałem shit+delete ale tę perełkę zostawiłem. No ma to coś w sobie. Fajny beat Calvina Harrisa i ten tekst „we found love in a hopeless place” powtarzany jak mantra. Plus video bardzo fajne. Zdecydowanie Rihanna już nie beczy jak kiedyś. Zapewne znajdzie się na płycie w naszym aucie, jak będziemy przemierzać bezdroża Utah, Arizony czy też Californii.

Kumulacja 12 milionów. Hm, czyli 9 nie wygrałem. Trudno. Pieniądze szczęścia nie dają, pieniądze szczęścia nie dają… Kłamstwo powiedziane 1000 razy staje się prawdą.

Byłem u renomy warszawskiej internistyki. Dziwne odczucia. Przeleciał mnie stetoskopem z przodu i z tyłu w 15 sekund i stwierdził, że zapalenie oskrzeli. Błyskawiczne badanie i jeszcze szybsza diagnoza.

Na moje pretensje, że to 6 raz w ciągu 11 miesięcy odparł krótko – trzeba rzucić palenie.

Wysłał mnie na spirometrię i RTG klatki piersiowej. Wszystko wyszło OK.

Spirometria prawidłowa – bez cech obturacji. Parametry spirometryczne VC 98,5% i FEV1 100% wartości należnej – w normie.

Obturacja – termin medyczny określający zwężenie struktury anatomicznej posiadającej światło (na przykład oskrzele, naczynia krwionośne). W przypadku chorób przebiegających z obturacją oskrzeli (np. astma oskrzelowa) dochodzi do upośledzenia przepływu powietrza w drogach oddechowych wynikającego ze zmniejszenia ich drożności, co przejawia się odczuciem duszności.

VC? – Venture Capital? Volkov Commander? A nie. Już mam – Vital Capacity – pojemność życiowa. Największa różnica objętości między maksymalnym wdechem i maksymalnym wydechem.

FEV1 – (Forced Expiratory Volume during the first second of expiration – natężona objętość wydechowa pierwszosekundowa) – objętość powietrza wydychana w ciągu pierwszej sekundy natężonego wydechu. Wskaźnik ten jest miarą szybkości opróżniania płuc i służy do oceny drożności dróg oddechowych. Ulega zmniejszeniu w chorobach, w przebiegu których dochodzi do zwężenia oskrzeli. Odzwierciedla on stan zarówno dużych jak i małych oskrzeli. Za normę przyjmuje się wartości powyżej 80% wartości należnej.

Dziwne. Niby zapalenie oskrzeli, a 100% pokazuje. To jestem chory?

Samo badanie bardzo fajne. Rura w usta i poddawanie się poleceniom pielęgniarki.

Spokojnie, wdech, wydech, wdech, wydech, spokojnie. Teraz! Mocno! Z całej siły! Mocniej! O tak! Jeszcze raz! Mocniej! Mocniej! Wdech! Wydychamy wszystko! Mocniej!

Jeeez, jak w filmach klasy X.

RTG już bez takich emocji. Pan dał jakiś pas chroniący dolne części pleców i przyparł mnie do ściany.

Miąższ płucny bez zagęszczeń. Jamy opłucnowe wolne. Sylwetka serca prawidłowa. A myślałem całe życie, że serce mam zimne i twarde jak głaz. Jednak nie.

Czyli została mi tylko głowa do zbadania, bo od szyi w dół wszystko w jak najlepszym stanie.

Pan Renoma Warszawskiej Internistyki przejął się również moją częsta potliwością (z powodu tego, że mi jest wiecznie ciepło, żeby nie powiedzieć gorąco) i wysłał na pobranie krwi w celu sprawdzenia tarczycy. Ciekawe czemu ta mądralińska od 6 przeziębień w roku nie zaznaczyła tego jak w październiku wysyłała mnie na krew i mocz? Na szczęście to badanie nie wymaga czczości.

I jeszcze niepotrzebnie pan Renoma zbadał mi ciśnienie. No mówiłem, że 120 na 80.

Czyli palenie trzeba rzucić.

Zapytałem się go również, czy mogę jakoś moją odporność sprawdzić.

– tak. Może pan pójść do immunologa

– mhm

– nie do alergologa ale właśnie do immunologa

– wiem co to immunologia

– bo alergolog sprawdzi czy jest pana na coś uczulony, a immunolog przebada pana pod kątem jak odporny jest pana organizm

– zrozumiałem!

Uf. Skończył wywód na temat różnicy między alergologiem a immunologiem. Może pójdę. Będę chyba (pod)świadomie robił wszystko, żeby tylko tego palenia nie rzucać. Głupio tak by było przestać. I tak mało palę.

Rzucanie palenia jest łatwe. Rzucanie palenia jest łatwe… jeszcze tylko powtórzyć to muszę 998 razy.

Czytam książkę „Easy Way To Stop Smoking” zakupioną na Amazonie w sierpniu 2009. Najdłużej czytana książka w moim życiu. Nie wchodzą mi te mądrości do głowy. A ponoć książka – fenomen, a sam autor – cudotwórca.

ale jak tu rzucić skoro nawet jakieś małże palą!?

Urlop zdrowotny ma swoje dobre strony. Oprócz tego, że mogę pisać na spokojnie blog za dnia, to mogę oddać się (chyba) zdrowemu odżywianiu. Ryby, owoce, warzywa, jogurty. W tygodniu, jak się pracuje, to się nie chce stać przy garach, a wcześniej w kolejkach, żeby nabyć produkty. Te moje posiłki żadnej wartości odżywczej, oprócz kalorycznej, nie miały.  Pewnie jakieś E, tłuszcze niezdrowe i jakieś tam glutaminiany sodu. Czyli wartości bardziej ujemne, niż dodane.

A teraz, proszę bardzo – pomarańczki, pomelo, rybki. Właśnie przypomniałem sobie, że podczas jednej z wielu sesji fotograficznych połączonych z gotowaniem u znanego fotografa, pomelo zostało mi przedstawione. Nie smakowało mi – tyle tylko pamiętam.

A ulubiona ryba to miętus. Szkoda, że wybór w pobliskich sklepach jest słaby. No i te ceny. Ryby są zdecydowanie za drogie w Polsce. A gdyby tak jeszcze sprzedawali świeże krewetki za 15 zł za funt, tak ja w China Town. Eh!

Coś ta Ameryka ostatnio siedzi mi w głowie – i just can’t get it out of my head.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.