życie

finally summer is here

…not

 

Lato chciało wrócić. Próbowało wczoraj przed 11 oraz po 16. Słońce się przebiło przez ciężkie chmury i było tak bardzo leciwie, letnie, latowo(?). Oczywiście wtedy najmniej spodziewałem się słońca, bo wykonywałem prace fizyczne i dodatkowe źródło ciepła było trochę nie na miejscu. Ale fajnie, że w końcu zrobiło się tak ciepło i co najważniejsze – JASNO.

Po takim rozpieszczeniu, chmury z powrotem zamknęły bramy niebios. Sierpień ma być ponoć upalny. Hm, myślę, że wątpię. Lipiec też zaprognozowano na koszmarnie przegorący i co? Nic! Powiem szczerze, że nie pamiętam takiego lata. Przechadzam się po tym świecie ponad 3 (prawie 4) dekady już i nie stwierdzam faktu przeżycia takiego lipca.

W ubiegłym roku grzało tak przez okrągły miesiąc, że w końcu kupiłem wiatrak. Teraz zakręciłem skrzydłami dwa razy – w maju. Nie czepiam się pogody, bo nie przepadam za upałami. Ale. Zawsze jest jakieś ale. Jakie będą konsekwencje na pozostałe pory roku? Komary już się rozmnażają jak króliki. Wilgotno, mokro, dość ciepło i latającego cholerstwa pełno. „Komar” is in the air – taka parafraza szlagieru „love is in the air”.

Moje obawy i uwagi co do aury są podyktowane obawami i uwagami co do naszego zdrowia psychicznego. W tym tygodniu w Trójce pojawił się reportaż na temat „Letniej Depresji”. Oczywiście odnoszono się do stanu ducha ludzkości, który najczęściej pojawia się jesienią.

Wstawka: Kury „Jesienna Deprecha”

„Mam znowu doła, znów pragnę śmierci, wracają dawne lęki i nie mogę w nocy spać. Ból przemijania, choroby, wojny, rozpacz, wszystkie ciemne strony życia dręczą mnie- oż ku**a mać.

ref: Brazylijski serial już nie cieszy jak kiedyś. Nawet seks jest banalny i nie kręci mnie .Może jestem nienormalny, za krótko byłem w wojsku. Może w lecie jakiś komar adidasa sprzedał mi.

2. Mam znowu doła, znowu pragnę śmierci, wszystkie formy samobójstwa przed oczyma staja mi. Sam już nie wiem co robić mam, nie chcem dłużej smażyć tłuczonego szkła.  Mam już dość leżenia pod kałużą. Ratuj mnie jesienny, mały Boże.”

Pani znawczyni rzekła, że zjawisko letniej depresji jest nowe i za bardzo nie ma doświadczenia i jej wywody są tylko hipotetyczne. Nie odkryła Ameryki – lato służy nam do ładowania się słońcem. Jak go nie ma teraz, to oczywiście powinniśmy kupić sobie lampy, żeby się naświetlać. W sumie wypowiedź pani znawczyni mało odkrywcza i mało merytoryczna ale bardzo intrygująca i zatrważająca. No bo co z nami będzie, jak słońca nie ma? Ratuj nas letni, mały Boże.

Pamiętajmy, że 40% Szwedów (jak powiedziała to kiedyś pani socjolog, podczas zabrania mnie i pana K. na stopa w Holandii 15 lat temu) z powodu swego położenia geograficznego ma depresję, co wiedzie do samotnego trybu życia i do licznych samobójstw. Czyli Polska nie będzie już drugą Japonią, tylko Szwecją? Drogo ponoć na Północy Europy. Trzymajmy kciuki za sierpień jednak. Już raz Szwedzi chcieli nas zatopić.

I chyba teraz muszę wspomnieć o czymś. Takie ładne przejście mi się zrobiło. W związku z tym, że nie ma tego słońca, rukola nie chce mi rosnąć. Bardzo wygodne usprawiedliwienie sobie znalazłem, nie prawdaż? Otóż, ziółko nie da rady się wzbić więcej. Ma już z 8 cm ale wygląda na to, że listki są za ciężkie dla łodyżek, więc te się kładą w doniczce. Takie kłębowisko się zrobiło. Hm, może trzeba było nasiona bardziej zakopać? No nic, trudno, napinki nie było. Szkoda jednak.

Teraz bardziej weselsze historie. Pamiętacie jak mi się wieża Hi-Fi się popsuła? Oczywiście, że nie pamiętacie (poza jedną osobą). Radio gra, magnetofon gra. Jejks, ale dziwnie to brzmi – MAGNETOFON! Czuję się jakbym miał ze sto lat. Nie gra odtwarzacz CD. Co prawda poradziłem sobie, bo podpiąłem odtwarzacz DVD do wieży i dźwięk z płyt taki pełniejszy, czystszy, donośniejszy. Ale jak to ja, cały czas odczuwałem jakiś dyskomfort i niedogodność. Nie chciałem eksploatować DVD, bo jak się i to zepsuje, to co mi będzie odtwarzało filmy i koncerty? I dziś, po 3 czy 4 miesiącach, chciałem zanieść do naprawy mój sprzęt. I myślę sobie – a dam mu szansę. Wkładam płytę i … PACH! GRA! Lalalalalalalala (bardzo dorosły i inteligentny komentarz. Ale kurcze jaki wymowny!).

Co do płyty, którą wepchnąłem, to musze powiedzieć, że coś mnie ona naszła. Nawet w sobotę, tydzień temu, wspomniałem i zarekomendowałem ten krążek panu K. Tak wykrakałem, że nawet pewna Londynka zabawiła się po raz ostatni w swoim życiu. No nic, szkoda dziewczyny ale sama zgotowała sobie taki los.

I ta płyta. Powiem teraz szczerze, że to jest chyba jedyny artysta, którego mi szkoda, że już nie ma z nami. Zawsze jak coś słyszę jego, to oczy mam zamglone. Nagrał facet jedną płytę. Ale jaką?! Rewelacja jak dla mnie, mimo upływu tylu lat. Pan w ostatniej swojej drodze zażył coś, i nucąc „Whole Lotta Love” Led Zeppelinów poszedł popływać, czego nie potrafił. Wikipedia podaje, że ponoć już wcześniej parę razy zdarzało mu się znikać, żeby popływać, a w dniu śmierci nie stwierdzono żadnego alkoholu i narkotyków w organizmie. Czyli po tylu latach dowiaduję się, że to jednak nieszczęśliwy wypadek. Tym bardziej szkoda.

Niestety na płycie nie ma najlepszego utworu moim zdaniem – Everybody here Wants You.

Polecam – Jeff Buckley „Grace”.

Tim Buckley, jego ojciec, w wieku 28 lat opuścił ten świat – taka sucha wiadomość. Ale tu już ponoć i ewidentnie – sex, drugs and rock ‘n roll. Plus alkohol.

Rozpisałem się strasznie. Ale to tylko po to, żeby nie pisać o czymś, co mi się ostatnio przydarzyło. Czas niestety na to nadszedł.

W lipcu skończyła mi się ważność karty bankomatowej. Bank postarał się i tym razem przysłał mi już kartę zbliżeniową. Uaktywniłem ją. Tak mi się wydaje. Postąpiłem zgodnie z wytycznymi, więc chyba ją uaktywniłem.

Pewnego pięknego lipcowego poranka, czyli gdy wiatr i deszcz, tuż przed pracą postanowiłem zajśc do McDonalds’a. często tam chadzam. Ale tylko po shake’a albo po shake’a i ciastko. Bo naprawdę są dobre. I postanowiłem kwotę 7 coś zł uiścić moją nową karta. Zbliżyłem plastik do terminala, coś pyknęło, zabłysło – i już – pomyślałem sobie. Pan mi już promocyjną ofertę prezentuje. Do każdej płatności takim sposobem lodzik lub kawa mała gratis. Kawę piłem, więc się na lodzika ewentualnie zasadzić bym chciał. Ale ręki już wolnej nie miałem. W jednej ciastko, w drugiej – shake. Mówię panu, że „dziękuję, nie mam już wolnej ręki”. Pan się pyta – na wynos? Tak – odpowiadam. I pracownik restauracji zaczyna mi pakować ciastko do torbeki papierowej. To dopowiadam mu, że jak już pakuje tą słodycz, to poproszę shake’a również tam zapakować, i w związku z tym, że mam już wolną rękę, wezmę loda. Faktycznie dobre lody mają.

Po dzień dzisiejszy (minęło 4 dni) na moim rachunku nie odnotowałem tej płatności. Okradłem McDonalds’a! Co za wstyd!

Hm, wczoraj płaciłem normalnie ta kartą, czyli poprzez użycie kodu PIN. I zeszło już z rachunku. Czyli karta aktywna była. Dziwne!

Kiedyś, na MTV pokazywano największe wpadki gwiazd. I jakaś nowa wschodząca gwiazdka została sfilmowana jak będąc nietrzeźwą, zrobiła awanturę w restauracji. Komentarz był jednomyślny – nie ma nic bardziej żenującego jak zrobienie sceny w Maku.

Bodaj w 2000 roku, pamiętam to jak dziś, zrobiliśmy MacWioskę w pewnej MacRestauracji w MacKoninie. Ja, pewna osoba płci męskiej i pewna osoba płci żeńskiej. Nie ma o czym mówić, bo to już minęło i był to urok wieku, w którym byliśmy. Teraz to wyglądałoby diametralnie inaczej. MacInaczej. Ogólnie wszystko odbyło się w bardzo humorystycznym stylu i nikt nie został obrażony. Nawet jakiś pan z kilkuletnią córką popatrzył się na nas chyba bardziej z zazdrością, niźli z oburzeniem. Pewnie sam by tak chciał. Ale! Jego kilkuletnia latorośl miała minę mówiącą – tatusiu, jak będę duża, to chcę być taka jak ta pani 😉

Dobra, wstaję, szkoda dnia. Czas na sprzątanie, zakupy i gotowanie. Czyli mój ulubiony sposób an weekend!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Leave the field below empty!