usa

29 sierpnia 2009

 

Nie wiem, która jest godzina. Komputer pokazuje 9:42, a mój zegarek 8:42.
Nie pamiętam też, o której poszedłem spać. No może, nie nie pamiętam, ale nie wiem. Ale stop kochani, nic z tych rzeczy. Po prostu nie patrzyłem na zegarek.
Jesteśmy w Princeton. I jak się na razie okazuje, jestem jedyną “wstaniętą” osobą. Reszta śpi. A to ci śpiochy. Niestety dwie osoby w salonie, więc chyba nie wypada iść zrobić sobie herbaty(?).
Ale przynajmniej mam dostęp do komputera. Drzwi do/od pokoju na szczęście się otwierają.
No może wślizgnę się do kuchni. Wypiję coś ciepłego i na miasto na jakieś prawdziwe amerykańskie śniadanie. O ironio (albo o zbiegu okoliczności), dwa lata temu, jak po raz pierwszy wizytowałem Princeton, to odwiedziłem śniadaniodajnię. I to chyba było moje jedyne śniadanie w takim stylu. Nieprzepyszna kawa i naleśniki. Poundcakes’y (albo “krepy” (crepes) z francuska) nawet nawet.
Muszę jakieś radio normalne włączyć, bo odruchowo nastawiłem madonna-channel w tuba.fm. Przereklamowany jest ten portal. Słabizna jak na mój gust. A z Madonną przecie pokłóceni jesteśmy.

Nie wiem jakie plany na dziś. Nie wiem czy plażowa siatka wypali, bo wczoraj cały czas padało. Patrzę przez okno – chyba nie pada. A przynajmniej nie wygląda, jakby padało.
Jeeez, jakie Madonna ma przechu… piosenki. Aha już mam, to jest unreleased song “your honesty” z EP “Remixed & Revisited”. Niezly kwas. A propos tej pani jeszcze. Nawiedziła Bułgarię i powiedziała coś o biednych Romach i została wygwizdana przez publikę. W Bułgarii też było jakieś ważne święto – chyba Jana Chrzciciela (ponoć jakieś istotne).
I tu zacytuję i zarazem sparafrazuję (nie wiem, czy dobrze użyłem tego słowa) – kto późno przyjeżdża na koncerty, sam sobie szkodzi. Hmm, nie rymuje się.
Słabizna z tym ostatnim zdaniem.
Uciekam, czerwony ze wstydu. Na szczęście nikt tego nie czyta. Może czas to opublikować? Boże ile wątpliwości w sobotę rano.

Przypomniałem sobie coś!!! Dlaczego wszyscy wybałuszają gały, jak mówię, że piję alkohol z Red Bullem. Niezdrowe, niezdrowe – słyszę uwagi. Albo “niebezpieczne, niebezpieczne”!
Ehem, ehem, wiem, zdaję sobie sprawę, że niezdrowe i niebezpieczne.
Ale nie zauważyłem. Co na to inni pijący to “świństwo”?

Wstaliśmy z dużym problemem. Jedni wstają, drudzy piją, trzeci palą itd. W końcu wzięliśmy pupy w troki i pojechaliśmy do New Hope w Pensylwanii. Bardzo urokliwe miasteczko. Przypominało mi Troki litewskie. Ładne domki, a w nich albo restauracja albo “gift shopy”, czyli “duperlandia”. Dwóch towarzyszy zostało w restauracji na małe conieco, a my poszliśmy zwiedzać. Szybko poszło, jako że miasto małe i krótkie.
Pogoda, jak to się mówi – idź ty na chuj i nogami wymachuj. Przepraszam za wyrażenie.
Słońce pojawia się późno i szybko znika. Ale to nie problem. wilgotność mnie dobija. Nie ruszam się za szybko ale i tak pocę się jak świnia … bardzo sie pocę. No może przyjdzie mi przywyknąć. W metrze nowojorskim jest tak, jakby ktoś wypompował powietrze i przyciągnął słońce.

Jutro nie spodziewam się ciekawych historii. Przeprowadzamy znajoma Państwa – Daszę i później w las “pajdziom”.
Także, jak się nie odezwę, to wybaczcie.
Jak ten czas leci. Jeszcze 3 tygodnie pobytu mi zostały. Ech, czas pędzi jak szalony.
Czas na wódę z colą, bo z Bed Rullem 🙂 przed snem może niekoniecznie.

0 Komentarzy

  • marszull

    Na Krymie tez czesc mowila ze niezdrowe i lepiej nie pic.
    Ale za to ci co sprobowali to sobie chwalili i chcieli jeszcze 🙂
    zycie niezdrowe jest, ja siedze juz ktorys dzien nad zdjeciami i oczy mnie bola, a od wody z czerwonym bykiem 🙂 nigdy mnie oczy nie bolaly
    ps wstawiaj chociaz jedno zdjecie dziennie
    np jak fajnie deszcz pada w ameryce 🙂

Pozostaw odpowiedź marszull Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.